Związek i miłość

Wielka miłość stała się powodem dramatu artystki. Niezapomniane słowa piosenki zespołu 2 plus 1, 'Easy Come, Easy Go', nabrały wówczas zupełnie innego znaczenia. ... 'Ten związek od ... Związek - hasło powiązane z: cytaty, obrazki, cytaty o miłości, bliskość, miłość, uczucia, wyznanie miłosne, związek, mem, serce, cytat, besty, memy ... Miłość I Związek. Związek nie musi być wcale tandemem. 31 lipca, 2019 / Ciekawe zjawisko, jakie badacze związków i miłości rozpoznali pomiędzy osobami będącymi razem, jest upodabnianie się do siebie nawzajem. Zwłaszcza tych osób, między którymi dobrze się układa. Przejmują swoje nawyki, zmieniają się ich temperamenty, a ... Miłość 2020. Idea romanu i miłości, jak to jet w filmach, nie jet rzeczywitością dla wielu ludzi w prawdziwym świecie. Mamy wyobrażenie, kim powinien być naz dokonały partner i w więkzości przypadków potykaz . Zadowolony: Toksyczne relacje; Jak opuścić zły związek; Krok 1 - Rozpocznij planowanie; Krok 2 - Unikaj kontaktu ... “Miłość nie polega na tym, aby wzajemnie sobie się przyglądać, lecz aby patrzeć razem w tym samym kierunku”. Małżeństwo, partnerstwo wymaga ciężkiej pracy, ale uwierz jeśli nawet coś wygasa, to jest gdzieś mały promyk nadziei, że można to naprawić. Nie poddawajcie się bez walki. Miłość i związek: Intymność i seks w partnerstwie. Intymność, seks to jeden z najsilnijeszych magnesów w związku. Związki prowadzące udane pożycie seksualne są szczęśliwsze i bardziej trawałe. Pielęgnuj swoją relację partnerską. Naucz sie z nami rozmawiać o seksie i rozpoznawać swoje potrzeby seksualne. Zapraszamy na inspirujący, innowacyjny warsztat Jak budować udany związek? Miłość. Relacje. Partnerstwo. Warsztat to twórcza koncepcja rozwoju osobistego, proste do zastosowania techniki; metoda, dzięki której proste rozwiązania stają się dobrym życiem w relacjach z innymi. Jeśli chcemy więc zachować miłość oraz trwały i zrównoważony związek, musimy być silni w obliczu kaprysów i pokus. Powinniśmy dobrze zastanowić się, czy naprawdę warto ryzykować to, co mamy. Zdrada to jeden z najcięższych ciosów, jaki może otrzymać związek, dlatego ryzyko zerwania jest bardzo duże. Toksyczny związek i toksyczne relacje powodują złamanie ludzi, rodzin i ich relacji, ale niekoniecznie są przewidziane dla słabych, uciskanych lub niepewnych. Silni, zdrowi, niezależni ludzie mogą znaleźć się w uścisku toksycznego związku. Podobnie relacje, które wydają się być silne, ponieważ „jesteśmy tak bardzo zakochani”, mogą rozpłynąć się w popiół i wspomnienia. Jak odzyskać miłość. Jeśli twój związek był bardzo ważny, ale już się rozpadł albo przeżywa kryzys, pierwszą rzeczą, którą musisz zrobić jest całkowite zaprzestanie tego, co aktualnie robisz, i opracowanie prawdziwej strategii, która pozwoli ci wrócić do byłego partnera lub byłej partnerki.. Dokładnie…

/r/Polska - "Stan psychiczny na rok 2020"

2020.07.17 13:00 jw_mentions /r/Polska - "Stan psychiczny na rok 2020"

I am a bot! Please send NotListeningItsABook a private message with any comments or feedback on how I work.
EDIT: As of Sun Jul 19 09:09:28 UTC 2020, the post is at [6pts2c]

About Post:

--- --- Notes
Submission Stan psychiczny na rok 2020
Comments Stan psychiczny na rok 2020
Author bloomer_from_poland
Subreddit /Polska
Posted On Fri Jul 17 09:11:37 UTC 2020
Score 6 as of Sun Jul 19 09:09:28 UTC 2020
Total Comments 1

Post Body:

Witajcie ziomeczki.
To już jest, któryś raz kiedy postanawiam napisać na naszym subie dłuższy post odnoszący się do mojego stanu psychicznego? Dlaczego? Sam właściwie nie wiem. Usprawiedliwiam się tym, że może to komuś pomoże, kiedy zobaczy, że inni również mają źle. W głębi duszy jednak wiem, że jest to bardziej egoistyczne podejście - szukam miejsca do wygadania i posłuchania miłych słów. Postanowiłem stworzyć tego posta w formie listy, gdzie każdy punkt będzie mówił o innym aspekcie mojego życia. Wydaje mi się, że taka forma będzie bardziej przejrzysta i milsza dla oka. Więc zaczynajmy.
1. Życie zawodowe
Pracuję na uniwerku. Zawsze chciałem związać swoją przyszłość z nauką i czułem, że robię to co lubię. Początkowy entuzjazm stopniowo jednak wyparowywał. Czuję, że moja głowa przestała być tym czym kiedyś była. Straciłem pociąg do "ciekawostek", dzielenia się z innymi nowościami z nauki, nawet zwykłego czytania książek. Do pracy NIE chodzę jak za karę, jednak czuję się w stanie permanentnego zawieszenia. Nie potrafię domknąć żadnego mniejszego czy większego projektu. Im dłużej rzeczy tkwią w zawieszeniu, tym trudniej do nich wrócić przez co narasta wrażenie, że nie potrafię podołać takiemu zadaniu.
Z pracą wiążą się oczywiście zarobki. Uważam, że nie mam złej pensji - są ludzie którzy zarabiają dużo więcej, są ludzie którzy zarabiają dużo mniej. Kiedy zaczynałem pracę 3 lata temu, byłem w siódmym niebie dostając powiedzmy swoje pierwsze, niemałe pieniądze. Na chwilę obecną nie ma miesiąca, żebym dotrwał do końca na plusie. Wynika to z kilku rzeczy o których opowiem zaraz. Czuję permanentny strach przed brakiem pieniędzy, który tworzy u mnie taki odruch, że "idź kup sobie monsterka i coś tam jeszcze, potem będziesz się martwił.". Każdego dnia właściwie ustalam sobie budżet na każdy dzień do końca miesiąca i każdego dnia go przekraczam. Wiem, że może to brzmieć żałośnie, ponieważ ludzie żyją za najniższą krajową, ale ja po prostu nie umiem nie wydawać. Próbowałem budżetów, próbowałem wypłacanie gotówki, żeby nie płacić kartą. Zawsze przychodzi moment załamania i pieniądze znikają.
2. Życie towarzyskie
Takowego właściwie nie posiadam. Mam dwie, trzy osoby, z którymi utrzymuję stały kontakt na FB, jednak nie pamiętam kiedy ostatnio z kimkolwiek spotkałem się w rzeczywistości. Z czego to wynika? Z jednej strony żal mi pieniędzy. Z drugiej, po prostu nie mam ochoty ani siły. Wolę wrócić do domu, zostać w czterech ścianach i udawać, że bez przerwy ogarniam mieszkanie, którego swoją drogą nie potrafię doprowadzić do stanu czystości (o tym zaraz). Nie czuję bezpośredniego efektu braku kontaktu z ludźmi, jednak jestem świadomy, że takowy jest niezbędny i gdzieś na głębszych poziomach powoli mnie to wyniszcza.
3. Rekreacja
Rzeczą, która bardzo zmieniła moje życie, było podjęcie współpracy z trenerem personalnym. Od pół roku regularnie trenuję i czuję się przy tym świetnie. Widzę poprawę w wyglądzie oraz w samopoczuciu po treningu. Problem rodzi się w momencie, kiedy myślę o kosztach. Jest to kolejna rzecz, która bardzo narusza mój budżet. Myślałem parę razy nad zrezygnowaniem ze współpracy ale: boję się zawieść trenera (skrzywdzić czy jakkolwiek to nazwać), ale też nie chcę sobie odbierać tej jednej przyjemności. Wiem, że bez treningów, zasiedziałbym się do końca. Nie potrafię ćwiczyć sam na siłowni. Czuję cały czas na sobie oceniający wzrok innych, boję się braku swojego doświadczenia w szeroko pojętej technice oraz wiem, że bez zobowiązania finansowego nie będę umiał sam zmotywować się do trenowania. Być może świadczy to o mojej słabości. Z pewnością. Ale tak już mam.
4. Używki
Nie chcę mówić co - możecie założyć, że to alkohol, papierosy, narkotyki. Na tym etapie nazwę to po prostu używką. Przez dłuższy czas nie miałem z tym żadnych problemów, jednak ostatni miesiąc doprowadza mnie na skraj wydolności psychicznej, przez co częściej po to sięgam. Kolejna rzecz, która mocno narusza mój budżet i przy której czuję, że niszczę sobie życie. Mogę mówić, że nie jestem uzależniony i rzeczywiście, nie czuję, że muszę "użyć" bo jak nie to wykituję. Jednak działa to podobnie jak z wspomnianym wcześniej wydawaniem pieniędzy w sklepie. Po prostu kupuję, użyję, czuję się dobrze, jednak mam później niesamowite wyrzuty sumienia, że popadam w nałóg, że tracę jakąś swoją niewinność. Naprawdę tego nie chcę. Ale nie wiem jak temu zapobiec.
5. Miłość
To jest jedna z rzeczy, które ostatnio najmocniej mnie wyniszczyły. Przed kwarantanną poznałem dziewczynę. Sama kwarantanna miała na nas wpływ taki, że spędzaliśmy ze sobą każdą możliwą chwilę. Przez pryzmat czasu widzę, że działa to na niekorzyść, szczególnie na początku związku. Osoba ta ma również swoje problemy i ostatecznie związek się zrobił bardzo toksyczny. Nie potrafię go zakończyć ani ja, ani ona. Pisząc to, mam łzy w oczach, bo nie chcę jej stracić, ponieważ wiem, że to nie jej wina, że mamy zryte banie. Ale działamy na siebie destruktywnie. Czuję też, że urwanie kontaktu mogłoby być dla jednej ze stron wyniszczające do końca. Jest to kolejna rzecz, która wisi mi w powietrzu, z którą nie mam pojęcia co zrobić, ponieważ mam wrażenie, że każde wyjście jest złe.
6. Zdrowie
Jestem pod stałą opieką psychiatryczną. Od ponad pół roku przyjmuję escitalopram. Początkowo było lepiej, nawet kwarantannę nieźle przeżyłem, ostatnimi czasy jednak czuję, jakbym wrócił do początku przygody z depresją. Nie wiem co tutaj więcej powiedzieć.
Choruję też na inną, rzadką, śmiertelną chorobę. Jestem w fazie remisji, jednak przyjmuję leki silnie obniżające moją odporność. Obniżona odporność dodać pandemia wirusa, pomimo tego, że znów nie odczuwam tego bezpośrednio, wpływa na moją psychikę i samopoczucie. Nie boję się powiedzieć, że po prostu się boję. Boję się, że jak mnie to dorwie, to będę musiał wrócić do szpitali, uderzy mnie to silniej niż inne osoby w moim wieku, albo że po prostu umrę.
Jedna próba samobójcza - prostacka, nie mająca prawa się udać, chyba tylko na pokaz i żeby jeszcze się dobić.
7. Dom
Mieszkam na swoim, sam. Kredytu żadnego nie spłacam, dzięki czemu za mieszkanie płacę stosunkowo niewiele. Otacza mnie ciągły syf i nieporządek. Raz na jakiś czas uda mi się ogarnąć mieszkanie do perfekcji i wówczas czuję się wspaniale. Większość czasu jednak na ziemi walają się ubrania, papiery, opakowania po jedzeniu. W kuchni często zostają brudne naczynia, które ogarniam dopiero, kiedy zaczynają zachodzić pleśnią. Wracając do domu i widząc ogrom tego otaczającego bałaganu, puszczam to po prostu mimochodem. Odwracam wzrok i siadam do komputera, gdzie nawet nie gram w gry komputerowe, tylko bezwiednie i bez celu scrolluje FB, YT, Reddita czy Twittera.
Ostatnio doszedłem również do wniosku, że oznaką kompletnego stoczenia się jest fakt, że nie mam żadnej niedziurawej bielizny. W każdych majtkach mam wyrwę odsłaniającą połowę pośladka. Ale nie wyrzucam ich, bo trzeba by było kupić nowe - trzeba więc wyjść i wydać pieniądze. I ponownie czuję, że nie działa na mnie to bezpośrednio, jednak kiedy teraz o tym myślę, wydaje mi się to bardzo smutne i upokarzające.

Więcej grzechów nie pamiętam. Bardzo chciałbym zmienić swoje życie i wrócić do tego sprzed trzech lat, kiedy nawet nie myślałem o używkach, byłem człowiekiem pełnym ambicji i miłości do tego co robi. Myślałem, że opieka psychiatryczna pomoże. Pomogła, jednak w początkowej fazie, obecnie zaś, jak już powiedziałem, wracam do punktu wyjścia. Nie mam pojęcia, czego się teraz chwytać. Nie mam do kogo się zwrócić.
Chciałbym napisać Wam ziomeczki, że jak macie podobne problemy, to nie martwcie się, nie jesteście sami. To jednak wierutna bzdura. Jestem sam i najzwyczajniej w świecie nie wiem. Nie chcę przeżyć swojego życia jak wydmuszka, byleby przeżyć, jednak na takim etapie obecnie jestem.
Mam nadzieję, że nie popełniłem tutaj za wielu błędów i że wszystko jest napisane w miarę spójnie. Nie mam siły czytać tego wszystkiego jeszcze raz, ponieważ przeraża mnie to co napisałem.
Niech każdy wyniesie z tego posta, to co uważa za najistotniejsze.
Dziękuję.

Related Comments (2):

--- --- Notes
Author Swiadek_Jehowy
Posted On Fri Jul 17 09:52:52 UTC 2020
Score -9 as of Sun Jul 19 09:09:28 UTC 2020
Conversation Size 9
Body link
Nie chcę się wymądrzać, ale mam kilka rad z których możesz skorzystać.
  • Używki precz - większość z nich jest depresjogenna. Odciążysz budżet i poprawisz (na dłuższą metę) ociupinę samopoczucie
  • Uprość życie - (uwaga tu link do artykułu ŚJ na jw.org) Ostrzegam, żeby nie było, że na siłę komuś coś wciskam.
Zastanów się z jakich rzeczy ograbiających Cię z kasy lub czasu itp możesz zrezygnować, planuj budżet
  • Zastanów się, czy nie mógłbyś pomagać innym (jakiś wolontariat) Pomaganie innym często skutecznie pomaga z radzeniem sobie z własnymi problemami.
  • Pomyśl czy (jeśli bierzesz) leki nadal działają, czy może potrzebna jest zmiana dawki lub leku.
--- --- Notes
Author FirstGalacticEmpire
Posted On Fri Jul 17 10:46:30 UTC 2020
Score 19 as of Sun Jul 19 09:09:28 UTC 2020
Conversation Size 4
Body link
Uwaga Świadkowie Jehowy to grupa wysokiej kontroli, przecząca faktą naukowym, wykluczającą osoby z sprzecznymi opiniami oraz oczekująca na Armagedon w którym zginąć mają wszyscy którzy odrzucili nauki świadków Jehowy, ( z wyjątkiem tych, którzy nie mieli z Nimi styczności). Więcej informacji na: jwfacts.com, Wikipedia o Świadkach Jehowy, exjw
submitted by jw_mentions to jw_mentions [link] [comments]


2020.07.17 11:11 bloomer_from_poland Stan psychiczny na rok 2020

Witajcie ziomeczki.
To już jest, któryś raz kiedy postanawiam napisać na naszym subie dłuższy post odnoszący się do mojego stanu psychicznego? Dlaczego? Sam właściwie nie wiem. Usprawiedliwiam się tym, że może to komuś pomoże, kiedy zobaczy, że inni również mają źle. W głębi duszy jednak wiem, że jest to bardziej egoistyczne podejście - szukam miejsca do wygadania i posłuchania miłych słów. Postanowiłem stworzyć tego posta w formie listy, gdzie każdy punkt będzie mówił o innym aspekcie mojego życia. Wydaje mi się, że taka forma będzie bardziej przejrzysta i milsza dla oka. Więc zaczynajmy.
1. Życie zawodowe
Pracuję na uniwerku. Zawsze chciałem związać swoją przyszłość z nauką i czułem, że robię to co lubię. Początkowy entuzjazm stopniowo jednak wyparowywał. Czuję, że moja głowa przestała być tym czym kiedyś była. Straciłem pociąg do "ciekawostek", dzielenia się z innymi nowościami z nauki, nawet zwykłego czytania książek. Do pracy NIE chodzę jak za karę, jednak czuję się w stanie permanentnego zawieszenia. Nie potrafię domknąć żadnego mniejszego czy większego projektu. Im dłużej rzeczy tkwią w zawieszeniu, tym trudniej do nich wrócić przez co narasta wrażenie, że nie potrafię podołać takiemu zadaniu.
Z pracą wiążą się oczywiście zarobki. Uważam, że nie mam złej pensji - są ludzie którzy zarabiają dużo więcej, są ludzie którzy zarabiają dużo mniej. Kiedy zaczynałem pracę 3 lata temu, byłem w siódmym niebie dostając powiedzmy swoje pierwsze, niemałe pieniądze. Na chwilę obecną nie ma miesiąca, żebym dotrwał do końca na plusie. Wynika to z kilku rzeczy o których opowiem zaraz. Czuję permanentny strach przed brakiem pieniędzy, który tworzy u mnie taki odruch, że "idź kup sobie monsterka i coś tam jeszcze, potem będziesz się martwił.". Każdego dnia właściwie ustalam sobie budżet na każdy dzień do końca miesiąca i każdego dnia go przekraczam. Wiem, że może to brzmieć żałośnie, ponieważ ludzie żyją za najniższą krajową, ale ja po prostu nie umiem nie wydawać. Próbowałem budżetów, próbowałem wypłacanie gotówki, żeby nie płacić kartą. Zawsze przychodzi moment załamania i pieniądze znikają.
2. Życie towarzyskie
Takowego właściwie nie posiadam. Mam dwie, trzy osoby, z którymi utrzymuję stały kontakt na FB, jednak nie pamiętam kiedy ostatnio z kimkolwiek spotkałem się w rzeczywistości. Z czego to wynika? Z jednej strony żal mi pieniędzy. Z drugiej, po prostu nie mam ochoty ani siły. Wolę wrócić do domu, zostać w czterech ścianach i udawać, że bez przerwy ogarniam mieszkanie, którego swoją drogą nie potrafię doprowadzić do stanu czystości (o tym zaraz). Nie czuję bezpośredniego efektu braku kontaktu z ludźmi, jednak jestem świadomy, że takowy jest niezbędny i gdzieś na głębszych poziomach powoli mnie to wyniszcza.
3. Rekreacja
Rzeczą, która bardzo zmieniła moje życie, było podjęcie współpracy z trenerem personalnym. Od pół roku regularnie trenuję i czuję się przy tym świetnie. Widzę poprawę w wyglądzie oraz w samopoczuciu po treningu. Problem rodzi się w momencie, kiedy myślę o kosztach. Jest to kolejna rzecz, która bardzo narusza mój budżet. Myślałem parę razy nad zrezygnowaniem ze współpracy ale: boję się zawieść trenera (skrzywdzić czy jakkolwiek to nazwać), ale też nie chcę sobie odbierać tej jednej przyjemności. Wiem, że bez treningów, zasiedziałbym się do końca. Nie potrafię ćwiczyć sam na siłowni. Czuję cały czas na sobie oceniający wzrok innych, boję się braku swojego doświadczenia w szeroko pojętej technice oraz wiem, że bez zobowiązania finansowego nie będę umiał sam zmotywować się do trenowania. Być może świadczy to o mojej słabości. Z pewnością. Ale tak już mam.
4. Używki
Nie chcę mówić co - możecie założyć, że to alkohol, papierosy, narkotyki. Na tym etapie nazwę to po prostu używką. Przez dłuższy czas nie miałem z tym żadnych problemów, jednak ostatni miesiąc doprowadza mnie na skraj wydolności psychicznej, przez co częściej po to sięgam. Kolejna rzecz, która mocno narusza mój budżet i przy której czuję, że niszczę sobie życie. Mogę mówić, że nie jestem uzależniony i rzeczywiście, nie czuję, że muszę "użyć" bo jak nie to wykituję. Jednak działa to podobnie jak z wspomnianym wcześniej wydawaniem pieniędzy w sklepie. Po prostu kupuję, użyję, czuję się dobrze, jednak mam później niesamowite wyrzuty sumienia, że popadam w nałóg, że tracę jakąś swoją niewinność. Naprawdę tego nie chcę. Ale nie wiem jak temu zapobiec.
5. Miłość
To jest jedna z rzeczy, które ostatnio najmocniej mnie wyniszczyły. Przed kwarantanną poznałem dziewczynę. Sama kwarantanna miała na nas wpływ taki, że spędzaliśmy ze sobą każdą możliwą chwilę. Przez pryzmat czasu widzę, że działa to na niekorzyść, szczególnie na początku związku. Osoba ta ma również swoje problemy i ostatecznie związek się zrobił bardzo toksyczny. Nie potrafię go zakończyć ani ja, ani ona. Pisząc to, mam łzy w oczach, bo nie chcę jej stracić, ponieważ wiem, że to nie jej wina, że mamy zryte banie. Ale działamy na siebie destruktywnie. Czuję też, że urwanie kontaktu mogłoby być dla jednej ze stron wyniszczające do końca. Jest to kolejna rzecz, która wisi mi w powietrzu, z którą nie mam pojęcia co zrobić, ponieważ mam wrażenie, że każde wyjście jest złe.
6. Zdrowie
Jestem pod stałą opieką psychiatryczną. Od ponad pół roku przyjmuję escitalopram. Początkowo było lepiej, nawet kwarantannę nieźle przeżyłem, ostatnimi czasy jednak czuję, jakbym wrócił do początku przygody z depresją. Nie wiem co tutaj więcej powiedzieć.
Choruję też na inną, rzadką, śmiertelną chorobę. Jestem w fazie remisji, jednak przyjmuję leki silnie obniżające moją odporność. Obniżona odporność dodać pandemia wirusa, pomimo tego, że znów nie odczuwam tego bezpośrednio, wpływa na moją psychikę i samopoczucie. Nie boję się powiedzieć, że po prostu się boję. Boję się, że jak mnie to dorwie, to będę musiał wrócić do szpitali, uderzy mnie to silniej niż inne osoby w moim wieku, albo że po prostu umrę.
Jedna próba samobójcza - prostacka, nie mająca prawa się udać, chyba tylko na pokaz i żeby jeszcze się dobić.
7. Dom
Mieszkam na swoim, sam. Kredytu żadnego nie spłacam, dzięki czemu za mieszkanie płacę stosunkowo niewiele. Otacza mnie ciągły syf i nieporządek. Raz na jakiś czas uda mi się ogarnąć mieszkanie do perfekcji i wówczas czuję się wspaniale. Większość czasu jednak na ziemi walają się ubrania, papiery, opakowania po jedzeniu. W kuchni często zostają brudne naczynia, które ogarniam dopiero, kiedy zaczynają zachodzić pleśnią. Wracając do domu i widząc ogrom tego otaczającego bałaganu, puszczam to po prostu mimochodem. Odwracam wzrok i siadam do komputera, gdzie nawet nie gram w gry komputerowe, tylko bezwiednie i bez celu scrolluje FB, YT, Reddita czy Twittera.
Ostatnio doszedłem również do wniosku, że oznaką kompletnego stoczenia się jest fakt, że nie mam żadnej niedziurawej bielizny. W każdych majtkach mam wyrwę odsłaniającą połowę pośladka. Ale nie wyrzucam ich, bo trzeba by było kupić nowe - trzeba więc wyjść i wydać pieniądze. I ponownie czuję, że nie działa na mnie to bezpośrednio, jednak kiedy teraz o tym myślę, wydaje mi się to bardzo smutne i upokarzające.

Więcej grzechów nie pamiętam. Bardzo chciałbym zmienić swoje życie i wrócić do tego sprzed trzech lat, kiedy nawet nie myślałem o używkach, byłem człowiekiem pełnym ambicji i miłości do tego co robi. Myślałem, że opieka psychiatryczna pomoże. Pomogła, jednak w początkowej fazie, obecnie zaś, jak już powiedziałem, wracam do punktu wyjścia. Nie mam pojęcia, czego się teraz chwytać. Nie mam do kogo się zwrócić.
Chciałbym napisać Wam ziomeczki, że jak macie podobne problemy, to nie martwcie się, nie jesteście sami. To jednak wierutna bzdura. Jestem sam i najzwyczajniej w świecie nie wiem. Nie chcę przeżyć swojego życia jak wydmuszka, byleby przeżyć, jednak na takim etapie obecnie jestem.
Mam nadzieję, że nie popełniłem tutaj za wielu błędów i że wszystko jest napisane w miarę spójnie. Nie mam siły czytać tego wszystkiego jeszcze raz, ponieważ przeraża mnie to co napisałem.
Niech każdy wyniesie z tego posta, to co uważa za najistotniejsze.
Dziękuję.
submitted by bloomer_from_poland to Polska [link] [comments]


2019.12.23 21:05 SirkkaAurinko [POL] [SPOILERS] Moje wrażenia po dwukrotnym obejrzeniu serialu Wiedźmin. Część II - plusy i minusy fabuły.

Cytat na początek: dobre opowiadanie ma początek, środek i koniec, choć niekoniecznie w tej kolejności (Jean-Luc Godard) No i to powinno wystarczyć wszystkim krytykom narzekającym na brak chronologii i nielinearność opowieści w serialu. Natomiast nie wystarczy tym krytykującym, którzy twierdzą, że opowieść była słaba i niespójna.
Zaczynajmy więc. Każda opowieść ma "kamienie milowe" w swojej strukturze, ikoniczne zdania lub sceny, które natychmiast się kojarzą z tą postacią/powieścią/filmem, jak np. "I love you - I know" w Gwiezdnych Wojnach.
Książkowo dla głównych bohaterów (w opowiadaniach, bez sagi) wygląda to wg mnie tak: Geralt = błąkanie się po świecie walcząc z potworami, związek miłość/nienawiść z Yennefer, uczta w Cintrze i Ciri jako efekt Prawa niespodzianki, spotkanie z Ciri u driad w Brokilonie. Najbardziej ikoniczna scena - rozdzierająca serce scena powtórnego spotkania z Ciri po rzezi Cintry i pamiętne "Jesteś czymś więcej ..." Yennefer = związek miłość/nienawiść z Geraltem, ikoniczne sceny - w opowieści o smoku, gdy nie chce wybaczyć Geraltowi jego odejścia, Belleteyn oraz walka z dżinem i ostatnie życzenie. Ciri = spotkanie z Geraltem u driad w Brokilonie, masakra w Cintrze, uprowadzenie przez Cahira, powtórne spotkanie z Geraltem w Brokilonie.
I to są tzw absolutne "must be" w opowieści o przeznaczeniu łączącym wiedźmina, Yennefer i Ciri. Reszta to tylko otoczka do głównej osi narracji. Bez nich robi się serial o czymś innym. I tak jak kiedyś pisałem zupełnie nie obraziłbym się by w serialu były zapełnione luki w historii głównych bohaterów, nieistniejące w książkach (bądź też poruszone jednym zdaniem). Zgrabnie łączące luźne bądź co bądź opowiadania. Takie uzupełnienia do głównej osi fabularnej.
I dlatego ogromnym plusem Pani Lauren i jej ekipy jest stworzenie wątku o młodości i ewolucji Yennefer. Całkowicie od nowa napisana historia pochodzenia Yennefer jest absolutnie genialnym posunięciem, jest bardzo dobrze napisana i dobrze poprowadzona. Brakuje może tylko takiego konkretnego podkreślenia, że od czasu jej poznania z Tissaią a bitwą pod Sodden upłynęło kilkadziesiąt lat, więc moc Yennefer i jej umiejętności systematycznie rosły.
Niestety z innymi historiami jest niedobrze a nawet źle. Scenarzyści chcą być lepsi o Sapkowskiego - genialnego opowiadacza. W historii wiedźminskich adaptacji już taki jeden był. Szczerbic się nazywał.
Gdyż przede wszystkim - nie ma spotkania Ciri i Geralta u driad w Brokilonie, nie ma wyjaśnienia przez Eithne istoty przeznaczenia łączącego Ciri i Geralta. A to jest absolutny fundament jej opowieści. Brak tego wątku w serialu całkowicie zaburza dalszy ciąg historii, a i powtórnemu spotkaniu Ciri i Geralta zupełnie brak jakiejkolwiek wiarygodności. W naszym polskim serialu tego akurat nie spieprzyli i pokazali o niebo lepiej niż Netflix. Nie wspomnę też, że jakoś ciężko mi się ogląda driady z dzidami i kuszami, beztrosko ciachające święte drzewa. Mamy zamiast tego opowieści młodocianego elfa, w wątku który nic nie wnosi a kończy się równie bez sensu jak się zaczął. Na dodatek z morderczym dopplerem. Po co?
To jest według mnie największy minus tej produkcji. Brak genezy przeznaczenia Ciri i Geralta, tak świetnie przecież przedstawionej przez Sapkowskiego. Na resztę mogę przymknąć oko ze względu na specyfikę serialu - część wątków musiała być wycięta lub spłycona by zmieścić się w czasie itd itd. Nie przeszkadza mi na przykład wprowadzenie Triss już w odcinku o strzydze. Oprócz aktorki.
Nie mniej szkoda, że na przykład taki szlachetny rycerz Eyck został pokonany przez sraczkę zamiast przez smoka. Zresztą wyglądającego jak pozłacany obskubany kurczak. Albo brak charakterystycznego Jaskrowego kapelusika z piórkiem. Denerwują mnie krasnoludy wyglądające jak niziołki. Albo mega złoczyńca Cahir. Lub też adeptki magii zamienione w węgorze elektryczne jak w Matrixie. Albo biedna hikkara zamordowana przez Eycka. Po co to? Nie lepiej był wydać kasę na dźinna i jego niszczycielską moc
Siłą serialu mają być scenariusz i dialogi a nie ilość efektów specjalnych (nie zawsze najwyższej jakości) czy epatowanie okrucieństwem lub spektakularne odstępstwa od historii znanych od lat.
Nie tędy droga pani Lauren i Panie Tomku ! Jeśli podkreślacie na każdym kroku, zawsze i wszędzie, że serial jest oparty na książkach to na litość boską zachowajcie główną oś fabularną - czyli o przeznaczeniu łączącym Geralta, Ciri i Yennefer w takim kształcie jak to napisał Sapkowski, z ikonicznymi scenami i dialogami.
Czytałem już wiele recenzji serialu, polskich i zagranicznych i większość ich autorów twierdzi, że stworzenie kompletnie nowych wątków jest bardzo dobre i korzystne dla serialu. Natomiast jak tylko scenarzyści zaczynają mieszać w znanych historiach i zmieniać je na siłę momentalnie jakość serialu spada. Coś w tym jest ...
... ciąg dalszy nastąpi (o magii)
submitted by SirkkaAurinko to wiedzmin [link] [comments]


2019.11.17 18:24 Wsciekla_Kepka Zagranica czy kraj(Warszawa)?

Cześć rpolaczki,
ten post piszę żeby zapoczątkować dyskusję i jednocześnie uzyskać jakieś rady. Jak w tytule - czy lepiej za granicę czy do Polski (Warszawy) ? To tak ogólnie, podzielcie się swoimi doświadczeniami.
A bardziej szczegółowo - jestem inżynierem robotyki (PW) i magistrem informatyki (UJ). Rok pracowałem w Monachium jakk CADowiec dla automotive'u. Obecnie siedzę we Wrocławiu (trochę wbrew oczekiwaniom, ale szczegóły nie mają znaczenia). Jestem w takim wieku (26, ojej jaki stary) że myślę trochę o ustabilizowaniu się tj. fajnie by było gdzieś osiąść na dłużej niż dwa lata - przeprowadzki męczą. Myślałem nad powrotem do Monachium co ma swoje duże zalety - życie na zachodzie, szacunek do LGBT (jestem gejem łamane na bi), czyste powietrze i tego typu zalety. Niemniej jednak wady też są - daleko od domu, bliskich przyjaciół i ogólnie jednak obczyzna, zawsze to będzie troszkę doskwierać. Za Polską (tak na prawdę to tylko Warszawa wchodzi w grę) przemawia bliskość do domu, znajomych, swoista fascynacja i miłość do Warszawy. Ale wady też są, i to dość spore, których wymieniać nie muszę. Myślałem jeszcze o wyjeździe do Birmingham/Londynu by być bliżej chłopaka, ale związek jeszcze młody a i Wielka Brytania jak obecnie widzimy wcale nie zachęca do przeprowadzki, nie wspominając już o tym że pojechać do domu autem (co jest wykonalne z Monachium) nie wchodzi w grę.
Jakieś rady? Ktoś był w analogicznej sytuacji, jak ją rozwiązał? Czy Warszawa jest na tyle dużą bańką, że codzienne życie (bez czytania newsów i wyjeżdżając stąd w okolicach 11 listopada) wcale nie odbiega jakoś specjalnie bardzo od zachodnich miast?
Pozdrawiam i miłego niedzielnego wieczoru!
submitted by Wsciekla_Kepka to Polska [link] [comments]


2016.03.27 16:10 SoleWanderer Ziemowit Szczerek - Licheń, czyli ja

Szedłem na Golgotę. Myślę, że wszyscy tam powinni pójść. Wcale nie szydzę. Tutaj nie ma co szydzić, do Lichenia trzeba przyjechać Polskę zrozumieć.
Pojechałem znów do Lichenia. Jechałem pomiędzy nieczynnymi straganami z rurkami z kremem i świętymi medalikami. Zaparkowałem na wielkim pustym parkingu strzeżonym przez pokraczne gipsowe anioły.
Kawę kupiłem w sklepie, w którym sprzedawali też figury świętych, Jezusów i Maryj. Jezusy i Maryje miały smutne oczy i ceny przyczepione do szyj: wyglądały jak niewolnicy na targu. A potem wyszedłem, stanąłem przed katedrą i z kawą parzącą mi dłoń po prostu się gapiłem. Cielę na malowane wrota, właśnie tak. Nie mogłem oderwać wzroku od tego barbarzyńskiego ogromu i blaszanego blasku złoconych kopuł. Bo niby Kościół polski to Kościół łaciński, niby Polska należy do starej i wyrafinowanej cywilizacji Zachodu, cywilizacji umiaru i subtelności, ale jednak jak przychodzi co do czego, to nikt tak naprawdę w tę subtelność nie wierzy. Każdy wie, że ogrom i błysk sprawdzają się najlepiej.
W tle piały wiejskie koguty. Stałem u stóp katedry i patrzyłem na gigantyczne figury nad wejściem: Matka Boska miała nieco zapadniętą twarz, ale za to biła z niej taka moc, że przyginała do ziemi świętych Pańskich po obu jej stronach. Piastowski orzeł na wieżycy wyglądał jak ukrzyżowany. W środku ciekło od złota, biło po oczach od blasku, kiczu, pokracznych, ale pompatycznych malowideł.
Anioły ze skrzydłami wymodelowanymi w kształt topora wyglądały jak armia pięknych elfów-klonów, która bez mrugnięcia okiem zimną stopą zadepcze wszystko, co złe, paskudne, mordorskie. I brzydkie - ale taką zwykłą, niebłyszczącą brzydotą. Rzędy krzeseł miały oparcia rzeźbione w husarskie skrzydła i jeśli wierni w nich siądą, wyglądają jak husarskie zastępy.
Z trzeci albo czwarty raz tu wracam, obsesyjnie.
Bazylika wznosi się jak niebiańskie UFO przybywające do Polski prosto z raju typu "na bogato", który kusi złotymi zegarkami, najnowszymi modelami BMW z wystawy na pierwszym poziomie Rajskiej Galerii Handlowej, klejnotami Blyskovski i ogólnie luksusem. Nieba wyglądają jak wiekuiste spa w prestiżowej lokalizacji wykupionej za łapówkę od Niebiańskiego Parku Narodowego, ze skubaniem złuszczonej ziemskiej powłoki przez złote rybki. Nie zwykłego, obywatelskiego, republikańskiego nieba, gdzie wszyscy zażywają wiekuistości skromnie, poczciwie, w tych białych prześcieradłach i na bosaka, tylko takiego nieba, w którym wszyscy są oligarchami, bogaczami, karmazynami, królewiętami, magnaterią, a co najmniej właścicielami sieci solariów.
UFO wznosi się swą złotą kopułą pomiędzy tymi domami i dachami o kształtach od Sasa do Lasa, gromadzą się wokół tej kopuły te wszystkie szyldy krzyczące na różowo, żółto i czerwono, że naprawa tłumików i nowe opony, że lody na kredyt i kredyty na lody. A wokół snuje się pysznie nowy polski asfalt położony za unijne, czarny i tłusty jak świeży makowiec. Asfalt, który nie zdążył jeszcze popękać, powybrzuszać się i rozleźć. Choć zdąży, nie bójcie się.
Każdy, kto obserwuje polski chaos, wie dobrze, że w tym szaleństwie jest metoda. Że ten chaos jest sobie wewnętrznie pokrewny. Że kręci się, owszem, wokół czarnej dziury w swoim środku, ale tylko czeka, żeby wydać z siebie coś arcypolskiego.
I wydał Licheń. Nie wyobrażam sobie tej katedry, dajmy na to, w Berlinie, Budapeszcie czy choćby Pradze, ale za to spokojnie mogłaby stać na przykład w gruzińskim Batumi czy macedońskim Skopje, miastach o wiele zresztą ciekawszych od Berlina, Budapesztu czy Pragi, bo, podobnie jak Polska, łączących w sobie największe możliwe aspiracje i wizje z barbarzyńskością, nieumiarkowaniem i koślawością.
Ten barbarzyński chaos to polska forma, której nie dostrzegamy, bo ją wypieramy. Bo się jej wstydzimy, bo chcielibyśmy być inni. Chcemy być Zachodem, ale nie tym rzeczywistym, który nas zresztą zdradził po raz kolejny.
Bo Polska się zbuntowała przeciw Zachodowi. Bo okazał się on czymś innym, niż miał być. Złote, błyszczące neony okazały się zwyczajnymi reklamami Rossmanna i Lidla. Miała być kraina bogactwa, a okazała się krainą lewactwa. Miały być dupy z rozkładówek "Playboya" w szybkich furach, a są połajanki feministek, że słowo "dupa" uwłacza kobiecie, i ochrzan od Zielonych, że szybkie fury zatruwają atmosferę.
Nie wspominając o tym, że "Playboy" skończył z nagimi fotkami.
My tu sobie, Polacy, lepszy Zachód u siebie zrobimy, poczekajcie. Zrobimy to samo co zawsze: weźmiemy od was tylko to, co chcemy, a nie to, czym nas karmicie. Zjemy wasze mięso, zostawimy sałatkę. I poustawiamy to, co od was weźmiemy, tak by to nam, a nie wam się podobało. Najlepiej na kupie, żeby było duże. Weźmiemy sobie, po pańsku, od was fundusze unijne, jaki taki know-how technologiczny, niemieckie samochody, francuskie sery, szwedzkie meble, przysypiemy to wszystko z wierzchu republikańską fikcją, żeby nie było, że my zbyt duże chamy, że my bez majtek po ulicy chodzimy, bo i u nas republika, ba, Rzeczpospolita - a potem powiemy Zachodowi: dałeś, frajerze, to teraz się zbieraj.
Ogniska już dogasa blask. Nikt cię tu nie lubi. Zostaw zabawki.
Szedłem na Golgotę. Myślę, że wszyscy tam powinni pójść. Wcale nie szydzę. Andrzej Stasiuk pisał, że przyjechał do Lichenia szydzić i że szybko mu przeszło - i miał rację: tutaj nie ma co szydzić, tu trzeba przyjechać Polskę zrozumieć. Nie żeby od razu się modlić, ale żeby zobaczyć to, co tak długo jako "prawdziwi Europejczycy" wypychaliśmy ze swojej podświadomości. Żeby zobaczyć, kim jesteśmy.
Golgota licheńska jest dla polskiej formy tym, co estetyka D~a de los Muertos dla Meksyku czy kolorowo malowane Matki Boskie w całej Ameryce Południowej. Albo czym są miejskie legendy w Stanach czy wystrój czeskich piwnych gospód. To odbicie ludowej duszy, coś, co wychodzi z trzewi polskiego narodu. To i - na przykład - disco polo. Sen, który sami o sobie śnimy.
Do Lichenia jeżdżę po to, by się zachwycać, ale również po to, żeby się pośmiać. Bo to zdrowo śmiać się z samego siebie, a ja wiem, że Licheń to również ja.
A zresztą jak, powiedzcie, przejść obojętnie obok Jaskini Zdrady, obok Groty Objawienia, w której anioł ofiarowuje Jezusowi kielich, a razem z tym kielichem nagą żarówkę, która rozświetla się wtedy, gdy wierny włączy w grocie światło takim samym włącznikiem, jakim włącza światło w łazience. Albo obok betonu udającego marmur, z tymi wszystkimi błękitnymi i czerwonymi żyłkami namalowanymi cienkim pędzelkiem. Albo obok Kaplicy Przebłagania za Picie i Palenie, gdzie wisi biczowany Chrystus, a biczujący go łotrzy mają złe twarze: trochę diabłów z jasełek, a trochę z wyobrażeń o "końcu cywilizacji białego człowieka", bo jeden ma paskudną, żółtą twarz monstro-Tatara, a drugi - brązową, zakutaną w arabski zawój.
To naprawdę trzeba zobaczyć. Na przykład smutnego świętego Piotra, obok którego umieszczono hańbiącą tablicę z napisem "Trzy razy zaparłem się mojego mistrza". I koguta, który w tej historii zapiał trzy razy, a teraz ochrzania z góry na dół biednego Piotra jak psa. Anielicę z fryzurą pani Joli z poczty albo Grotę Zaśnięcia Matki Bożej z tabliczką "Wychodząc z groty, zgaś światło".
No jasne, robię sobie z tego jaja, bo niby czemu mam nie robić, najdalszy jednak jestem od pogardy. Gardzić Licheniem to trochę tak, jak brylować w wielkim mieście i wstydzić się swoich krewnych z jakiejś zapadłej wsi, że naniosą błota do salonu. To jak ukrywać przed światem jakąś część osobowości. Tak, tak: śmialiśmy się, że się boimy, my, Polacy, szafy otwierać, bo wypadną z nich trupy, Jedwabne. Ale z drugiej strony polskiego kija patrząc, nie byliśmy również gotowi przyznać, że Licheń to również my. Sacro polo, disco polo: tak, to my.
Owszem, nie ma co idealizować "sielskiej prostackości", ale próby zaorania tej estetyki, wyszydzenia do cna, przypominają próbę schowania przed wytwornymi gośćmi naszej rodziny ze wsi o grubych manierach. Bo goście wcześniej czy później wyjdą, a z rodziną nadal musimy żyć. I warto ustalić z nią jakiś modus vivendi. Choćby ze względu na własne bezpieczeństwo.
Bo kiedyś w końcu nas ta rodzina pobije i wrzuci do piwnicy. Oh, wait ...
Tak zwana przez prawicę Polska lewacka nie czuje się częścią Lichenia, mówi: "Licheń to nie my", odcina się od barbarzyńskości, ale państwo przez nią stworzone, owszem, jest i było barbarzyńskie.
Wystarczy na nie popatrzeć, na wygenerowaną przez nie przestrzeń publiczną, ale nie tylko. Polska SLD była barbarzyńską pseudolewicą, strojącą się w demokratyczne szatki, bo "tak wypada", bo inaczej sami zostalibyśmy na świecie, a Polska PO - barbarzyńskim centrum, po lakierze europeizującą się krainą, która za unijne pieniądze budowała drogi i stadiony, ale nie miała energii, siły ani potrzeby stworzyć porządnie funkcjonującej, dbającej o obywateli republiki z republikańskimi zasadami, obyczajami i budzącymi szacunek instytucjami.
Polskę PO można porównać do krainy Gallo-Rzymian sparodiowanych w "Asterixie": przyjmujących kulturę z Rzymu i nieumiejętnie przebudowujących swoje galijskie chaty tak, żeby przypominały rzymskie wille. Można było stworzyć własną jakość, w Polsce przecież jest gdzie sięgać, Polska to nie tylko Licheń - ale zaniedbano to. Elity się europeizowały, reszta kraju tkwiła w europejskim czyśćcu, w międzyświecie: niby geograficznie Europa, ale jednak nie ta właściwa. I w końcu ten międzyświat się zbuntował.
I w poszukiwaniu symboli buntu sięgnął tam, gdzie mu było intuicyjnie najbliżej: do Lichenia właśnie.
"Lewa strona" Licheniem gardzi, ale nie jest w stanie wyrzucić go z polskości, bo trudno o coś bardziej polskiego niż ludowa religijność, sama więc się z tej polskości usuwa. W czym mocno pomaga jej hejterska retoryka prawicy. Ale tutaj wszyscy napotykają pewien problem: z polskości za bardzo nie ma gdzie odejść. Do Europy? Ledwo zipie, zresztą tożsamości europejskiej nie ma. Na grunt jakiejś ideologii jako tożsamości? A niby jakiej? "Lewa strona" trwa więc w dziwnym zawieszeniu, w niedotożsamości, obrażając się na polskość i do niej wracając, jak do rodziny, bijącej i agresywnej, bo opętanej przez rodzinnych tyranów i dewotów. Krzyczących, że albo się lewacy dostosują, albo niech spieprzają.
Gdzie chcą. Na Madagaskar na przykład.
Zawsze znajdą się tacy, których trzeba wyzuć z polskości, choć są polskimi obywatelami, i których trzeba "wypchnąć z kluczowych sektorów", w których są "nadreprezentowani". A dalej ten sam nudny schemat: wypychanie, przejmowanie, rzucanie farbą w witryny sklepów, dryfowanie władzy na prawo, w stronę skrajnej prawicy, rozmontowywanie demokracji i wprowadzanie systemu wodzowskiego. Przeżyjmy to jeszcze raz. I nikt się nawet nie zorientował, że rzeczywistość już dawno przerosła sam Licheń, który rozbudowuje się za pieniądze z Unii i wiesza w swoich piwnicach obrazy wychwalające dzień wstąpienia do Unii Europejskiej.
Ale nie tylko polska "lewa strona" jest daleka od akceptacji polskiego państwa. "Prawa strona" również jest daleka od przyjęcia go takim, jakie jest.
To "kochaj, kurwa, ojczyznę, bo ci wyjebie" jest tragiczne i groteskowe, bo wygląda jak zmuszanie się do seksu na siłę, z zaciśniętymi zębami. Ten odruch odrzucenia tego, co krytyczne, świadczy o tym, że ta "miłość" to ropiejąca rana. Nienawiść do "Polski w ruinie", do tej beznadziejnej "postkomunistycznej" rzeczywistości, to dziecinna tęsknota do Polski wyobrażonej, nieistniejącej, zamieszkiwanej przez duchy "żołnierzy wyklętych" i zastępy polskich bohaterów. To wszystko ma przykryć beznadziejną codzienność. Codzienność kondominium.
Sam Jarosław Kaczyński jest tego najlepszym przykładem. Urodzony już po wojnie, ale wychowany z głową wsadzoną w to międzywojnie jak w doniczkę, rósł w atmosferze, która była jakimś rozpaczliwym snem o międzywojniu, podczas gdy w realu trwał przaśny PRL. Kaczyński rósł więc w schizofrenii i to ona go ukształtowała. Polska Kaczyńskiego nie istnieje i nigdy nie istniała, bo takie wyidealizowane międzywojnie to bajka. Kaczyńskiego wychowały duchy i demony i teraz ku takiej Polsce duchów, takiej, która nigdy nie zaistniała, prowadzi wyznawców, uczyniwszy z tej Polski religię.
A Polacy za nim idą, bo poza, którą Kaczyński przyjmuje - poza przedwojennego inteligenta, z tym swoim językiem z innej epoki i z głową w innej epoce - ich przekonuje.
Bo oto wiedzie ich pół duch, pół człowiek, przedstawiciel innej Polski, który być może nie wie, ile kosztują ogórki w warzywniaku na rogu, a za zakupy płaci świeżą dwusetką, ale to tym lepiej, bo on tej skurwionej ziemi nie dotyka. Bo on wyprowadzi naród z Polski - domu niewoli, szarzyzny, beznadziei i postkomuny - do innej Polski, tej, w której jego samego dusza tkwi. Do Polski Obiecanej.
Tak, to jest czysty Licheń. To jest tworzenie licheńskiej Polski. Kiczowatej i tandetnej jak licheńska Golgota, ale będącej czymś w rodzaju realizacji polskiego najpierwotniejszego odruchu.
Licheń to dziecinne polskie marzenie, Polska malowana, piękna jak międzywojenny oficer, wyidealizowana jak Jezus na świętym obrazku. Polska niepodległa, mityczna. Ale też barbarzyńska. Kiczowata, sprowadzona do parad, do demonstracji siły, do chwalenia się, co to nie ona. Głupawa, dziecinna, barbarzyńska, niedojrzała. Nie, nie wolno nią gardzić, bo to my, to nasza podświadomość.
Ale trzeba było być odpowiedzialnym, to polskie rozkapryszone dziecko wrzeszczące "ja chcę!", to dziecinne, rozkapryszone tupanie nogami trzymać na wodzy i nie pozwolić mu wygrać z rozsądkiem.
Nie zrobiliśmy tego. Nie powstrzymaliśmy naszego wewnętrznego bachora. Ot, bezstresowe wychowanie. I teraz możemy tylko patrzeć, jak rozrabia. Jak gloryfikowany jest ten ulotniusieńki momencik, w którym choć przez parę chwil pokazaliśmy światu pięść, gdy choć przez chwilę mogliśmy się pomościć w regionie. Zabrać sobie Wileńszczyznę - bo tak! Zaolzie - bo możemy! Domagać się kolonii - bo inni też mają, i choć był to czyściuteńki festiwal polskiego zakompleksienia, to dla polskiej ślepej niedojrzałości był to festiwal narodowej dumy. Moment haju, do którego wracamy jak narkoman.
No, ale taka jest ta Polska. I co z nią zrobić? Wyprzeć? Znienawidzić? Reformować? Kształcić? Pogłaskać? Uspokoić? Jak?
Kaczyński zresztą też się do tej gry Licheniem musiał przygotować: odrzucić niechęć do "niskiego", do "dziadów", którym kazał "spieprzać" jego brat. Do niskiej formy, knajactwa, którego ponoć nie cierpi.
Musiał iść do barbarzyńców po pomoc, jak niektórzy średniowieczni władcy: do Hunów, Awarów, Madziarów, Pieczyngów. Musiał ukorzyć się przed jednym z barbarzyńskich wodzów - księdzem Rydzykiem, publicznie go wychwalać. To musiało boleć, ale było ceną, którą - jak uznał - warto było zapłacić.
I zapłacił. Zbarbaryzował się, choć czasem próbuje jeszcze desperacko wrócić do języka jako tako inteligenckiego dyskursu, choć wychodzi mu to niemrawo. Bardziej przypomina szlachciurę na sejmiku: tu rzuci jakąś łacińską sentencję, tam wyświechtaną mądrość, a na końcu i tak wychodzi mu nienawistne szczucie.
Ale o tyle było mu łatwiej, że bez problemu mógł przyjąć barbarzyńską emocjonalną niedojrzałość. Bo sam jest niedojrzały, z tą swoją gówniarską mściwością, szukaniem problemów u innych, a nie w sobie. Tak, Kaczyński ma emocjonalność rozpieszczonego bachora.
Ta niedojrzałość zresztą jest dramatem również dla samego Kaczyńskiego, bo - najpewniej - wcale nie chciał być nigdy ludowym trybunem. Chciał przemawiać do inteligenckiego centrum, tam też, myślę, kierowane od zawsze były jego diagnozy. Ale centrum nie chciało ich słuchać, ze względu na tę niedojrzałość właśnie, bo Kaczyński nigdy nie potrafił ubrać swoich intencji w cywilizowaną, dojrzałą formę i zawsze ze swoim przekazem trafiał nie tam, gdzie chciał. Był jak ambitny, alternatywny zespół, którego nie doceniali krytycy, lubiły natomiast programy discopolowe. I w końcu machnął ręką na krytyków i dał się temu disco polo ponieść. Ale Jarek, jego wyznawcy i jego polityko polo to również nie "oni" - to my sami. My i nasza niedojrzałość.
Zastanawiałem się, patrząc na św. Piotra wystawionego na wieczne upokorzenie w licheńskiej Golgocie, ilu psychoterapeutów głosowało na Kaczyńskiego. Przecież Kaczyński to jest obrazkowy przykład toksycznej, niezdrowej, niszczycielskiej osobowości. Patrzyłem na licheński pręgierz i nie miałem wątpliwości, że tu chodzi o nowe średniowiecze. Wałęsa w dybach, na miejskim, błotnistym gumnie, wszyscy z "listy Wildsteina", Jaruzelski, wszyscy, którzy "kolaborowali", którzy są "nie nasi": Michnik, Lis... i dalej, bo to idzie przecież dalej, tylko to już było dla Jarosława nie do przełknięcia. Bo przecież dalej jest "Poznaj Żyda" Bubla, dalej jest ONR, dalej są Bosak i Winnicki.
Więc, owszem, niedojrzałość Kaczyńskiego zbiegła się w pewnym punkcie z niedojrzałością emocjonalną tej Polski "licheńskiej", radiomaryjnej, częstochowskiej - Polski ludowego katolicyzmu. I nie do końca wiadomo, jaką wobec tego przyjąć postawę.
"Śmieszkować" za bardzo nie można, bo Polska "licheńska" nie lubi, jak się z niej śmieją. Było to dobrze widać, gdy podczas protestów pod Pałacem Prezydenckim, w okresie hasła "gdzie jest krzyż", "krzyżowcy" starli się ze "śmieszkowcami":
  • Czemu wy się z nas śmiejecie?! - nie mogli pojąć oburzeni "krzyżowcy".
  • A czemu wy nie możecie po prostu śmiać się z nas? - nie mogli pojąć "śmieszkowcy".
I tu trafiali w sedno. Tak, Polska "licheńska" nie ma dystansu - i trudno się dziwić, bo Polska "miastowa", Polska "inteligencka", która coś za szybko i ochoczo wskoczyła w buty Polski "pańskiej", choć sama jest przecież w znakomitej większości ludowej proweniencji, zazwyczaj tą ludowością gardziła. Wszyscy to wiemy aż za dobrze. "Ale wiocha", "ty wieśniaku", "wy wsiury", "wy chamy" - to wszystko to mocno żałosny syndrom polskiego emigranta, który po dwóch tygodniach pobytu na Zachodzie gardzi Polaczkami.
Ale jak ułożyć modus vivendi? Nie śmiać się z siebie?
Trudno ot tak, po prostu, podchodzić z czułością: "Chodź, Jarek. Zjedz snickersa. Powiedz, gdzie cię boli. Pokaż, pomożemy" - bo podniesie się wrzask zarzutów o protekcjonalność. Ale inaczej chyba nie można.
Nie, nie można tą Polską "licheńską", kształtującą dziś znów polską mentalność, gardzić. Ale trzeba mówić wprost, że jest niedojrzała. Że nie dorosła do delikatnego mechanizmu rządzenia państwem. O poziomie najważniejszych prawicowych mediów, których bezkrytyczna postawa wobec władzy i poziom ataków na opozycję, bez najmniejszej próby analizy czy zrozumienia jej postawy, przypomina często poziom licealnych gazetek.
Ale trzeba również mówić o niedojrzałości i barbarzyństwie tej części mediów nieprawicowych, które - w strachu przed polskim barbarzyństwem - całą prawicę stroiło w te barbarzyńskie szatki: nie udało się na przykład w sposób cywilizowany porozumieć w sprawie uczczenia pamięci Lecha Kaczyńskiego, to czczona jest ona w sposób niecywilizowany, przesadny, pompatyczny: najpierw wepchnięto go na Wawel, a teraz, najprawdopodobniej, postawi się mu pomnik na Krakowskim Przedmieściu, wdzierając się, podobnie jak to było z Jezusem Świebodzińskim, na chama w publiczną przestrzeń.
Trzeba mówić o dziecinnym triumfalizmie, hejterstwie i groteskowości prawicowych publicystów obarczających "lewaków" winą nawet za, a co tam, polski antysemityzm, nazywających wolnością słowa prawo do obrażania inaczej myślących. O sprostaczeniu haseł, przy których maszerują zwolennicy prawicy, tego "jebania tych" i "wieszania tamtych". O tępej jednostronności prawicowych polityków, którzy nie widzieli "festiwali nienawiści" wobec "Komoruskich" i "POpaprańców", ale widzą je teraz.
Ta "obrona suwerenności" i "wychodzenie z Rurytanii" odbywa się za pomocą uruchamiania najniższych instynktów i prostaczenia państwowych mechanizmów. Wpędzania państwa w toksyczny związek z polskością: nieprzepracowaną, rozemocjonowaną, terroryzującą, bijącą. Z polskością w podkoszulce żonobijce, cierpiącą na kompleks większości i niższości jednocześnie, więc ryczącą z wściekłości z powodu każdej krytyki i co chwila próbującą udowodnić światu co to nie ona, ryczącą Błaszczakiem do Niemców, że mordercy i naziści, i Macierewiczem do Amerykanów, że demokrację mają od niedawna, więc niech się nie rzucają. Tak, nazizm powstał w Niemczech, ale nazizm to nie narodowość, tylko, warto przypomnieć, pewien sposób myślenia. Tak, państwo amerykańskie istnieje od niedawna, ale składa się na nie doświadczenie o wiele starsze, europejskie, które doprowadziło do powstania efektywnie działającej demokracji, której zagrozić może tylko podobny prostacki populizm, który w Polsce właśnie doszedł do władzy.
Bo nie ma niczego wstydliwego w akceptacji tego, że jesteśmy europejską prowincją.
To nie nasza wina, tak po prostu ułożyła się historia, i jeśli chcemy wyjść z tego ustawienia, musimy się przyłączyć do istniejącego centrum, a jest nim centrum zachodnie, ale musimy też wnosić do niego własną wartość, coś polskiego, unikalnego i - przede wszystkim - atrakcyjnego. Tak, żeby Europa samej siebie bez nas nie potrafiła sobie wyobrazić. Nie stawać się problemem dla Europy, jak teraz, ale nie przyjmować też pozycji kserokopiarki, jak za czasów PO. Tworzyć u siebie coś własnego, wartościowego, i dawać to Europie.
I nie mieć złudzeń, że czymś takim będzie konserwatywna rewolucja w rosyjskim stylu, bo Zachód, w przeciwieństwie do Polski, rozumie, że nie jest to żadna wartość, tylko czystej wody barbarzyństwo. Ale innej drogi niż Europa nie mamy, bo za każdym razem, gdy od Europy się odwracaliśmy, generowane u nas, na miejscu (albo jeszcze dalej na wschodzie), standardy kulturowe i cywilizacyjne, niestety, nie umywały się do tych zachodnich. Bo jeśli chcemy zobaczyć, czym jest Polska bez Zachodu, wystarczy zobaczyć Licheń. Albo okolicę Jezusa Świebodzińskiego. Wystarczy pójść na marsz narodowców i głośno powiedzieć, że jest się z innej opcji. A potem, jeśli się przeżyje, wyciągnąć wnioski.
Obawiam się, że jeśli odwrócimy się od Europy także teraz, będziemy musieli się liczyć z obniżeniem ochrony praw jednostki, z brutalizacją i postępującą samowolą policji, która nie będzie się już musiała przejmować krytyką ze strony "lewackich" mediów czy "lewackiego" rzecznika praw obywatelskich. Już teraz mamy do czynienia z wulgaryzacją prawa w postaci ustawy inwigilacyjnej czy pozwolenia na używanie nielegalnie zdobytych przez policję dowodów w procesie. Już teraz kontrola poczynań władzy została rozmontowana. Widać więc wyraźnie, w którą stronę to wszystko idzie.
A rysująca się na horyzoncie perspektywa powstania propisowskich sił paramilitarnych to już zupełne odejście od cywilizowanych zasad i dryf w kierunku rosjoidalnego zamordyzmu.
Bo to wszystko, ten Licheń, jest faktycznie kolorowe i piękne, i prawdziwe w swojej naiwności, ale pod tym czai się coś mrocznego i niebezpiecznego. Można się Licheniem zachwycać i nie wolno z niego szydzić, bo to nasza podświadomość. Trzeba o to dbać, bo to nasze dziedzictwo. To my, a nie "oni". Ale jest to podświadomość do przepracowania.
Bo to, co właśnie Polskę opanowało, to nie "oni". To my sami, i ta barbarzyńskość w końcu z nas wylazła. I mocno ugryzła nas, proszę o wybaczenie, w dupy.
Ziemowit Szczerek - ur. w 1978 r., dziennikarz, pisarz, tłumacz. Autor m.in. reportażu literackiego z Ukrainy "Przyjdzie Mordor i nas zje" (za tę książkę dostał Paszport "Polityki") i "Siódemki", "polskiej powieści drogi na szosie nr 7". Ostatnio wydał "Tatuaż z tryzubem".
http://wyborcza.pl/magazyn/1,151483,19824503,lichen-czyli-ja-szczerek.html
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


Jak dbać o miłość ♥ZWIĄZKI♥ - Etapy związku cz. 1  zakochanie a miłość ... Miłość, rozstanie, internetowe związki i jak znaleźć partnera Miłość i serdeczny związek - YouTube Baniak Baniaka #19: Związki i miłość w RPG Typy miłości - Dlaczego związek nie działa? - YouTube Afirmacja związku i miłości :) - YouTube AFIRMACJA ZWIĄZKU I MIŁOŚCI - Przyciągnij kochaną osobę ...

Miłość i związek - jak pielęgnować i rozwijać relację?

  1. Jak dbać o miłość
  2. ♥ZWIĄZKI♥ - Etapy związku cz. 1 zakochanie a miłość ...
  3. Miłość, rozstanie, internetowe związki i jak znaleźć partnera
  4. Miłość i serdeczny związek - YouTube
  5. Baniak Baniaka #19: Związki i miłość w RPG
  6. Typy miłości - Dlaczego związek nie działa? - YouTube
  7. Afirmacja związku i miłości :) - YouTube
  8. AFIRMACJA ZWIĄZKU I MIŁOŚCI - Przyciągnij kochaną osobę ...

Typologia miłości Johna Lee oparta o definicję ze starożytnej Grecji. WESPRZYJ PROJEKT: https://patronite.pl/niewiemalesiedowiem http://facebook.com/niewiema... 3 ważne stwierdzenia, które wnoszą nową perspektywę patrzenia na związek . Dlaczego stwierdzenie, że jesteśmy dwoma połówkami, negatywnie wpływa na związek i dlaczego warto rozmawiać ... Relacje sprawdza czas. Gdy jesteśmy na etapie zakochania to emocje są bardzo silne i mamy tendencje by idealizować druga osobę. Są to bardzo silne mechanizmy... Witam bardzo serdecznie na spotkaniu afirmacyjnym. Afirmacja związku i miłości. Związki partnerskie, afirmacja związków partnerskich. Z pomocą tej afirmacji ... Mój poprzedni związek i rozstanie - WYJAŚNIENIE - Duration: 20:43. Lastdream 418,849 views. ... Przyjaźń czy Miłość? 218,115 views. 11:31. Jak lepiej grać w League of Legends (PORADNIK ... - jak wstydliwy MG ma odgrywać role przeciwnych płci i romantyczne sceny - Bohater Gry a Bohaterka Niezależna i związek między nimi - Bohater Gry a Bohaterka Gry i związek między nimi ... Jeśli będąc dzieckiem szukałaś miłości, a znalazłaś ból - jako dorosły znajdziesz ból zamiast miłości. Będziesz powtarzać to doświadczenie dopóki nie pozbędz... Zapraszam http://uzdrawianieswiatlem.pl/ :) Wizualizacja została zainspirowana http://www.youtube.com/watch?v=ZOStI1QWix8 (wykorzystałam teksty - część afirm...