Walczyć o swoje prawa

Jak walczyć o swoje prawa? Jeśli istnieje podejrzenie o zaniżeniu wartości zadośćuczynienia lub ubezpieczyciel odmawia nam jego wypłacenia, pierwszym krokiem jest złożenie pisma reklamacyjnego , w którym wyjaśniamy powód jego wystawienia, przedstawiamy prawdopodobne błędy w wycenie i określamy konkretne żądania wobec firmy ... Mali akcjonariusze zaczynają walczyć o swoje prawa. Autor: ~Myślący 2020-09-28 19:02; 1. Treści na Forum Bankier.pl (Forum) publikowane są przez użytkowników portalu i nie są autoryzowane ... Na moją prośbę o pierwsze zmiany po 10 latach pracy dyrektorka powiedziała mi, że nie widzi takiej możliwości. Wyjście dla mnie to zwolnienie się bądź znów przeniesienie na inny dział. Czy możliwa jest walka o równe traktowanie w pracy i wygranie jej? Czuję się dyskryminowana, proszę o informacje jak walczyć o swoje prawa. Mahatma Gandhi (1869–1948) był filozofem, działaczem społecznym, religijnym i politycznym, wywodzącym się z Indii. Uważał, że najlepszym sposobem osiągnięcia celu jest walka bez przemocy – upominanie się o swoje prawa, wyrażanie własnych opinii, ale bez uciekania się do działań zbrojnych czy walki fizycznej, nawet gdy jest się ofiarą aparatu państwa. Dyskryminacja w pracy – jak się chronić i walczyć o swoje prawa? Dyskryminacja w pracy może dotknąć każdego pracownika. Dyskryminacja to między innymi nierówne traktowanie poszczególnych pracowników. Pracownik, który jest dyskryminowany, ma prawo do wystąpienia na drogę sądową. Zdaniem ks. abp. prof. Tadeusza Kondrusiewicza, ludność białoruska „dorosła do tego, by walczyć o swoje prawa i jest to już inne pokolenie niż 26 lat temu”. – Są niektóre przesłanki, mówiące, że wybory nie odbyły się uczciwie. (…) Kościół na Białorusi chce pokojowego rozwiązania. Jak walczyć o swoje? Walka o swoje prawa i pieniądze z firmą ubezpieczeniową wydaje się z góry przegraną walką z wiatrakami, ale właśnie takie przekonanie u większości kierowców daje ubezpieczalniom poczucie bezkarności. Walczyć warto, nawet o niewielkie kwoty. moim zdaniem Pracownicy organów administracji publicznej (OPS, MOPS, MGOPS, GOPS, CŚS itp.) działają i podejmują decyzje z upoważnienia i w imieniu Wójta, Burmistrza lub Prezydenta, którzy są pracownikami samorządowymi Zgodnie z art. 24 ust. 2 pkt 1 i 2 ustawy o pracownikach samorządowych, do obowiązków tych pracowników należy przestrzeganie Konstytucji… Torturowani na Białorusi Polacy będą walczyć o swoje prawa w Mińsku - RMF24.pl - Trzej Polacy zatrzymani i torturowani na Białorusi zamierzają walczyć o swoje prawa również w Mińsku. Jak walczyć z bankiem o swoje prawa? – 6 etapów skutecznej reklamacji. przez Michał Szafrański dodano 9 października 2014 · 98 komentarzy. BNP Paribas w sierpniu miał fajną promocję. Obiecał tablet za założenie iKonta i spełnienie dwóch prostych warunków. Miał go wysłać do jutra, ale dzisiaj poinformował wielu klientów ...

Wątek emigracyjny

2020.07.14 11:32 McDonough89 Wątek emigracyjny

Ale taki chciałbym na serio, nie memicznie.
TL:DR - zaproszenie do rozmowy o przemyśleniach i/lub doświadczeniach z emigracją, w kontekście niepewnej przyszłości naszego kraju.
Tytułem (przydługiego) wstępu - mam 30 lat, żonaty, córeczka 8-miesięczna, chcemy dzieci więcej. Poglądy moje i małżonki raczej typowo erpolakowe.
Myśli o wyjechaniu z tego burdelu towarzyszą nam nie od dziś, ale nie ma co ukrywać, że od niedzieli walnęły ze zdwojoną, a nawet strojoną siłą. Nie chodzi tu o mnie o małżonkę, tylko o nasze dziecko/dzieci i przyszłą rodzinę.
Jak zapewne większość z Was, żyłem i żyję myślą, że może i teraz jest chujowo, ale "kiedyś to wróci do normy". Nie wiem jak. Ktoś się ocknie, ktoś kluczowy umrze, ktoś inny się pojawi, COŚ się stanie, COŚ się wydarzy, JAKOŚ KIEDYŚ będzie znów normalnie. Przyjdą jakieś kluczowe wybory, wróci Tusk na białym koniu, whatever, COŚ.
A co jeśli ku*wa nie będzie?
Co jeśli jesteśmy na równi pochyłej, i z każdymi kolejnymi wyborami będzie coraz bardziej źle? Co jeśli w 2030 roku będziemy sobie mówić "heh, a pamiętacie jak w 2020 to PiS był jeszcze taki grzeczny? Jak było jeszcze w miarę normalnie? Nie to co dziś..."
Jak dla mnie ta druga wizja zaczyna być coraz bardziej namacalna i boję się jej jak skurwysyn. Pis idzie we władzę absolutną, i pamiętajmy święte słowa "raz zdobytej władze nie oddamy nigdy!". Nawet nie muszą oszukiwać i fałszować wyborów - mają swoje 10 milionów wyznawców i chuj, co by się miało stać że nagle ich stracą? Jakiś czas temu myślałem, że po prostu w końcu przyjdzie jakiś srogi kryzys ekonomiczny przez 500+, i inflacja, i jak podkarpacian uderzy w portfele to się ockną... A gówno się ockną, zwalą winę na Niemców, Żydów i Tuska i pójdą do urn głosować jeszcze mocniej. Za chwile nam jeszcze walną repolonizację mediów i nagle Fakt, najbardziej poczytny szmatławiec w Polsce, będzie sączył taką samą propagandę jak TVP.
I nie o moje prawa albo pieniądze się tu boję, nawet nie o jakieś zasady albo poczucia wyższości moralnej, tylko o przyszłość moich dzieci - w jakich szkołach będą się uczyć, wśród jakich rówieśników będą dorastać, jaką narracją będą otoczone. Na co wyrosną. Jakie będą miały możliwości za te 20+ lat pod względem ich własnych rodzin, pracy i edukacji.
No i myślę sobie, i moja żona ze mną, czy może jednak nie powinniśmy spierdzielić z tego syfu póki możemy? Może gdzie indziej będzie jednak lepiej, zwłaszcza teraz, póki córa jeszcze mała i może wychować się niemalże od zera w bardziej normalnej rzeczywistości. Mamy odłożone trochę grosza. Angielski znamy perfect, na początek powinno wystarczyć, lokalnego języka można się uczyć na miejscu. Jesteśmy oboje korposzczury, więc raczej pracę dowolną biurową byśmy znaleźli bez większego trudu.
Fajnie byłoby tylko wyjechać gdzieś względnie niedaleko, żeby móc się z rodziną widywać, a nie np. do Australii na drugi koniec świata.
Ciotkę mam w UK, sam tam byłem kilka razy, ale nie pociąga mnie, zwłaszcza teraz w dobie Brexitu i tym podobnych zjawisk politycznych - brzmiałoby to jak przeskakiwanie z jednego bagna do drugiego. Mówię nieźle po niemiecku, ale do reichu też mnie nie ciągnie - na tyle dużo w życiu pracowałem z Niemcami żeby wiedzieć, że nie są to ludzie, wśród których chciałbym żyć. Ale może się mylę - nie mieszkałem tam, nie wiem.
Pytania więc kieruję to Was, erpolacy. Najpierw to tych, co mieszkają w Polsce:
Myśli ktoś tak jak ja? Macie podobne obawy? Ale takie na absolutnie serio, nie tylko "e chuj, czas wyjeżdżać", przy czym tak naprawdę nigdzie się nie wybierzecie... Czy może wręcz przeciwnie, potrafilibyście mnie jakoś przekonać, że to tylko fatalizm i katastrofizm i jakoś to będzie i że warto zostawać i walczyć i wierzyć?
A do tych, co w Polsce nie mieszkają:
Dokąd wyjechaliście? Kiedy i dlaczego? Dobrze Wam tam? Żałujecie, czy wręcz przeciwnie? Moglibyście polecić albo odradzać swój nowy kraj zamieszkania?
submitted by McDonough89 to Polska [link] [comments]


2020.07.13 14:17 mrreow5532 Dlaczego PiS boi się kilkutysięcznej grupy górników a nie boi się 10 milionów ludzi?

Jak to jest że ta drobna grupka górników potrafi walczyć o swoje prawa a ogromna masa ludzi wydawałoby się nie potrafi wpłynąć na rząd?
submitted by mrreow5532 to Polska [link] [comments]


2020.05.02 19:10 Urtah_bebg Uszatestreszczenia [14-27.04.2020]

Itam itam znowu sejsony #uszatestreszczenia czyli porcja nimformacji dla was wizowie i fani tego typu. Steszczenia z [14-27.04.2020]. Mam trochę wolnego, więc poświęcam też trochę czasu dla was wizowie i fani, żeby zrobić kolejną porcję steszczeń. Liczę, że jeszcze z miesiąc i uda mi się wrócić do co tygodniowej serii bebg! Reszta powinna być jutro bebg.
Sekcja TLDR na końcu.
[14.04.2020]
  1. COS DLA WIDZOW BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=RKESRr3QAew
- jak wizisie widzowie, ludzie boją się wychodzić z domu, bo na zewnątrz puszczają "przeboje" uszatego rapera ze zgierzu bu ha ha
**3.5/6 harnasi** a takie miłe na początek
  1. INFORMACJA DLA WIDZOW BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=aQ4bLmG-VNc
- pokaz kanału ofisjanego na wypierdzianym netbuku
- zgłaszajcie kanały podszywające, bo nie będzie strymu
- pokaz opcji usuwanie/ukyrwanie kanału
- wizsie wizisie? Można przenieść kąto na kąto matki
- nie włącza mateu zarabiania, bo prasuje to się ma, po kiego grzyba włonczać anołaśnie
- pitolenie o ukrywaniu kanału (przez kanały podszywające)
- pratronajs prawie gotowy, ale nie ma czasu dokońćzyć
**2/6 harnasi** robić reklamę kanału poprzez pokazywanie kanału na netbuku to tylko uszok tak potrafi
[15.04.2020]
  1. SPRAWIE SEBASTIANA SZWEDA BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=KfDKsS1u6SA
- co somdzi mateu o sebastianie wszwedzie?
- khyy sprawie żartu sebastiana, że niby ma korowirusa
- tajge by nigdy takiego żartu nie zrobił (https://www.youtube.com/watch?v=0pHCS1D50NI tu udaje, że zaatakował go wirus, a potem pierdoli o maskach)
- nie ma co się słuchać kolegów czy to warte świeczki
- sebastian wszwed spiął się do niego po drugiej wigilii, bo mateu ma większe przebicie nisz sebastian wszwed
- meteorologiczny melyn o padającym akat śniegu
- nie ma co palić za sobą mostów, a sebastian wszed się sam spalił
- pozdrowienia dla krytykniekrytyk znany jutuber co wchodzi na premiery
**3/6 harnasi** akat tak się zastanawiam czy sebastian wszwed rzeczywiście nie jest głupszy od uszatego benc
  1. JUZ JESTEM DAWNO PO PRACY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=uK8Pc-2auRk
- jak sięwam podobał pokaz sprawie pokazu kanału i patronajsa, którego nie ma czasu zrobić benc?
- mateu dawno po prasy, bo go zwolnili bu ha ha
- sektor subów
- bądźcie mondżejsi od tych pajaców i debyly co was kręcą
- mateu nie zależy na pieniondzach i nie ma donejtów, czeba popłostu chcieć
- byli szarymi ludźmi a teraz? (melinami bu ha ha)
- mateu został dominowany przez wuwunia do zrobienia wszystkich zaległych pozdrowień, ale to według goblyna nie jes czelen tylko od tego zaczońć droczenie z kumorkiem
**3/6 harnasi** czeba być cfany jak uszok, żeby nie zrobić czelenu od wuwunia
  1. PO PRACY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=02ZpSgXIGm4
- uszok wraca z parsy do domu + meteorologia
- pitolenie o zgłaszaniu podszywających się kanałów i papeżów
- ci, którzy się podszywają próbują podlizać się pod fejm
- największe zagrożenie korowirusem w nowym jorku, nie jedźcie tam wizowie
**2.5/6 harnasi** dwie lewe ronczki nie wie, że granice zamknięte bu ha ha
  1. zapraszamy wszystkich zainteresowanych na mój kanał dziękuję BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=_BxqtMhMuE4
- małpa krenci spynerem
- ziś strym wyjątkowy z niespodzianką, jaką? Anołaśnie
- o zgłaszaniu kanałów fejkowych
- mateu rybka, że luiza ma już więcej subów od niego bu ha ha
- z 38 minut mateu aż 15 minut czekał na was wizowie..
- unmopsing paczki od kfyntotefau co jes flagą i daje podarki uszatemu: "jestem bogiem" na poctawie paktofoniki, zegarek, maseczki, papierowe kubeczki, końcówka perfu-um, perfu-uumy jaguar, pocztówka, książka kinga, wisiorek jaksięmówi baletnica, kolejny zegarek, bransoletki, zestaw typu popierdolec do ajpoda, stopery, przewodnik po Grecji, kolejny King jojland, portfel i połamane słuchawki
- nie będzie sztaby z azbetem, bo to śmieć totany
- dalekim ukiem omijać takiego śmiecia
- tajge nie ma głowy teraz do patronajsa i paczkomatu
- azbet to człowiek nieufny
- som barzo zadowoleni z paszki
**2.5/6 harnasi** oguni nie najgorszy strym, bo klasyczny unmopsing i fafluny w kierunku azbeta, ale 15 minut absolutnie nic się nie działo benc
  1. zapraszamy wszystkich zainteresowanych na mój kanał dziękuję BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=iadtg5LMTJE
-jak się wam podobał pokaz paszki od kfynto?
- z kwynto jest sztaba, a z azbetem nie będzie bo ma coś z deklem
- pitolenie o pogodzie i maskach
- tajge lub nas tylko nie tych co obrażają i plotkują
- oni sami z siebie pokazują frajerami
- odzywajcie się sprawie pozdro, bo to wasz obowiązek przypominać bu ha ha
- o azbecie, że to gamoń i że schował kanał nie usunął
- azbet to frajer co poleciał na dno
- pitolenie o tym samym co zwykle, czyly kradzież pieniendzy z donejtów
- meble azbet kupił gówniane i tańsze
- powinny być jeszcze dwaipuł koła
- jakby przywalił azbetowi w zęby to by mu okulary spadły z głowy
- terminator uszaty nie chce popłostu uaktywniać siły, żeby nikogo nie zabić XD
- raz prawie komuś urwał szczękę
- dla mateu jes głupotą wpuszczaćdo marketu po jednej osobie
- tajge nie przechodził chyba dżumy
**4.5/6 harnasi** daje dość wysoko, mimo że długi gniot, bo naprawdę dawno nie było choć w połowie takich faflunów jak tu! A mitomania terminatorska? Łoooo baben
  1. zapraszamy wszystkich zainteresowanych na mój kanał dziękuję BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=IYmcWbYoV8U
- meteorologia wiatrowa
- zapowiedź dalszej walki o sebny przyczysk jutuberski, czeba walczyć a nie być mienczakiem w żysiu
- nie ma donejtów u uszoka, bo pieniondze to nie wszystko
- uszok bulwersuje się, że ktoś śmie pytać ciągle o patronajsa bu ha ha
- kwiecień plecień trochę lata trochę zimy
- chyba za dużo strimów dla was dziś wizowie
- niedługo urodziny kobry
**2/6 harnasi** nuda wizowie, czeba być nudziarzem w żysiu jak uszok benc
  1. zapraszamy wszystkich zainteresowanych na mój kanał dziękuję BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=lDv1YPBqljg
- za dużo strimów, więc kolejny strym z obiadu
- pokaz spyneru i ostrzenie nożu
- sektor starania się, a wy co robisie dla mateu?
- jak nie wiecie co robić z rękami to można kręcić spynerem jednym palsem
- czeba mieć głęęęboko w dupie tych co robią prowokasje inerzeszy
- sprawie mandatów za brak maski – 500 zł a potem czydzieścitysiency ło baben
- nie ma czasu mateu na interesowanie się korowirusem
**2/6 harnasi** nuda obiadowa
[16.04.2020] – brak gniotów?
[17.04.2020]
  1. DZIĘKUJĘ ZA SUBY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=Z9FwIt07a7Q
- uszok w masce wrasa z prasy do domu
- mateu nie jes przyzwyczajony do noszenia maski, posrane to jes dla niego, że czeba nosić
- ktoś zgadł kiedy kobra ma uroziny? Jak ktoś dobrze trafi to może bendzie strym
- szybki frystal o byciu gansterem
**2.5/6 harnasi** pieszy gniot w masce benc
  1. zapraszamy wszystkich zainteresowanych na mój kanał dziękuję BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=Q-b7kZAYLG0
- podróż na drugą posesję a nie do domu z pitoleniem o maskach
- ma głęboko w dupie hejterów
- sprawie czelenów, czeba się nad tym zastanowić, żeby krzywdy sobie nie zrobić
- nikt nie pobił czelenu szprajt i banan, to jes popłostu rasa ludzka organizmu
- jak się nagazujecie to jes bękniecie, a z bananem nie ma możliwości odbić odbicie wizisie
- sprawie pozdro i kanałów podszywających się
**2.5/6 harnasi** mądrości mateu o rasie ludzkiej organizmu
  1. Odpowiedź Tigera na czelen Giksa -> https://www.youtube.com/watch?v=ZahNbrqgg2g
- a be ce de eef gie ha i jot ka... dalej tajge nie wie bu ha ha
**4/6 harnasi** uszok to nieuk i ma dwie lewe ronczki! Bu ha ha
[18.04.2020]
  1. BARDZO WAŻNA INFORMACJA BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=2o1gGtk9z8c
- ważna nimformasja, że ktoś włamał mu się na martwy kanał tiger bonzo ofisjal i teraz nazywa się tiger bonzo tefau jako podszywający się
- jego ofisjalny to jes ten co ma prawie dwa tysionce subów i nie robi donejtów
- kanał ten martwy będzie zgłaszany do administracji jutuba
**2/6 harnasi** tak ważna nimformasja, że spadłem z krzesła
  1. ODPOWIEDŹNA CZELEN OD GIXA BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=iqBwFDsYmp0
- odpowiedź na czelen gixa ofisjalnie, czyly robienie z siebie idioty i powiedzenie alfabetu tylko do litery K XDD
- każdy nie pamięta
- tego się nie używa i nie pamięta XD
- ma nadzieję, że zaliczone
**5/6 harnasi** jaki to jes błazen to ja nie mam pytań xDD
  1. zapraszamy wszystkich zainteresowanych na mój kanał dziękuję BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=aPlrs2eei2Y
- ktoś dostał już karę grzywnom za nienoszenie maski?
- nie wie czy zaliczony jest czelen od gixa, ale czeba być tfardzielem nie mienczakiem
- powtórka o kanale o martwym, który został podpierdolony
- osochozi z filmikiem kwinto tefau? Troszkę popił sobie wczoraj i obraził kobrę i mateu
- czelen dla kwinto, żeby zrobił sprostowanie (nie wiem co to za filmik był)
- oczyszcz się kwinto od głupich zachowań
- ziś akat ma wolne + meteorologia
- ktoś w tle krzyknął "tajger?", ale mateu podkulił ogon i zignorował
**2.5/6 harnasi** taki gniotostrym o niczym szczególnym, bardzo dużo w kierunku kwinto, żeby zrobił sprosotwanie
  1. KARA OD GIXA BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=Dk-TL_K7WQA
- dostał od gixa karę, żeby zjeść cytrynę
- goblyn mieli paszczą tę cytrynę jak jakieś zwierze bu ha ha ha
**4.5/6 harnasi** zawsze jes śmiesznie jak go ekipa od wuwunia lekko upokarza bu ha ha
  1. KARA OD WUWUNIA BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=86QBtk_7MqM
- lekkozmęszony dostał karę od wuwunia, by się pokłócił z nim mateu, bo ogarnął tradycyjną już "ponad połowę" pozdrowień XD
- od zera do stu ma liczyć z zamkniętymi oczami
- prawie mu się styki w mózgu popaliły
**2.5/6 harnasi** niestety się nie pomylił nasz młody einstein
  1. BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=DDbrM2PevSg
- niby zrobił kwinto tefau sprostowanie, zaliczony czelen
- mateu tesz był głupi i nagrywał kiedys filmiki po pijaku (już nie, tak? XDD)
- tajge rozumie, że lubi się kwinto napiś
- kwitno psuje sobie opinie swojej rozinie
- nie pij tyle, bo usiądziesz i będziesz lizał ziemię
**3/6 harnasi** pijok hipokryta bu ha ha
  1. TIGER RYMUJE BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=QUf8Pj6gngE
- frystal o przekazie międzywierszami i meteorologii
- ziś niedziele, więc każdy na kasu jeździ
- zrobił już kary od gixa i wuwunia, jeszcze musi zrobić o boneza
- będzie specjalny odcinek na dwatysionce subów
**2/6 harnasi** gniot nimformasyjny o niczym
[19.04.2020]
  1. COŚ SOBIE KUPIŁEM BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=BY7ki8LXVkw
- pokaz wyciągniętego z koszu powerbanku
- jak wizisie śmiga
- pieniondze to nie wszystko, ale jak się prasuje to się ma
- pokaz kabla uesbowskiego
- dalsza walka o przycisk sebny jutuberski
**2.5/6 harnasi** kiedy pójdzie powerbank do blombardu? Benc
  1. ROBIĘ OBIAD WIDZOWIE BEC DZIĘKUJĘ ZA SUBY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=rUiaIKhagtc
- ziś tajge robi obiad w porze obiadowej
- bendzie dwugodzinny strym na dwatysionce subów ło baben...
- sprawie kwynto tefau i sprostowania, czelen na drugie sprostowanie
**2/6 harnasi** ziew
  1. ODPOWIEDŹ NA CZELEN OD SOWY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=m4buZwmicsc
- mateu dostał czelen na nagranie gniota bez użycia słów "ło baben" "astalawista" i "tego typu"
- historia poznania z sową i dysów na sowę
- dysami zakręcili sobie fejm
- spominki z wigilii pieszej
- spominki sprawie spięcia z wuwuniem z dupy wyjentym, to była tylko gra pod fejm
- to sowa pieszy się spiął do mateu po tym jak nagrywał piesze kowery
**2.5/6 harnasi** czelen chyba zaliczony, a gniot spominkowy
  1. I JAK BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=7d7GTMm-XP4
- odpowiedział na czelen sowy, a wy mówiliście, że penknie
- teraz może mówić ło baben tego typu, zatkało was kakało?
- sprawie pozdro, ziś około 19 będzie ogarniał, ale dalej zamawiajsie
- meteorologia i czy zaliczył czelen wizowie benc
**2/6 harnasi** ziew
  1. WAŻNA INFORMACJA DLA WIDZOW BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=39PFzvOhPAQ
- chyba lekki harnaś był grany pod maską bu ha ha
- tego sztryma co miał być na dwa tysionce skrybów przekłada na jutro po prasy
- musi jechać coś załatwić jeszcze, coś ważnego (harnaś bu ha ha)
**4/6 harnasi** przyjemny gniocik, po małym harnasiu, w którym mateu się tłumaczy
  1. KARA DLA SOWY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=lpqiLYK7R8M
- pijany uszok daje karę dla sowy, który nie rozwiązał się z umowy ruszania uszami
- pokaz ruszania uszami uszoka
- ciężkie do zrobienia, ale czeba chcieć
- kara dla sowy – pompki na pięściach
- terminator nie czujący bólu robi pompki na pięściach i zasapał się
- czelen na dziesięć takich pompek
**4.5/6 harnasi** nowy rodzaj czelenokary i pijony uszok? Aż sama się gęba cieszy wizowie beeeenc!
[20.04.2020]
  1. WRACAM Z PRACY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=vMsNZl5bTU0
- oj męszenie kacusia i wracanie z prasy do domu
- pytasie się (ta jasne) czy wygodnie się prasuje w masce – nie
- meteorologiczny melin
- marzy się tajgerowi, żeby się położyć (bo główka boli po wczorajszych harnasiach bu ha ha)
- narzekanie na maski ciąg dalszy...
- plusem suszy jes to, że wszystko rośnie, ale poczebna jest woda
- po kiego grzyba nosić maski skoro w telewizji mówią, żeby siedzieć w domu
**2.5/6 harnasi** niby fajne męszenie kacusia, ale jak tajge pierodli o maskach to widać, że w jego głowie jest tylko jedna szara komórka i zaprogramowana jest tylko na harnasie, czeleny, frystale i opierdalanie się benc
  1. KARA DLA SOWY BEC DZIĘKUJĘ -> https://www.youtube.com/watch?v=jSNZomqB_t4
- sowa poprosił o inny czelen, bo z jakiegoś powodu nie może zrobić
- mateu się zgodził i zmienił karę na wypicie łyżeczki oleju z pieprzem
**2/6 harnasi** niestety, tajge po alkoholu wymyśla lepsze czeleny i robi lepsze gnioty benc
  1. SMACZNEGO WIDZOWIE DZIĘKUJĘ ZA SUBY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=zSt27iUyMFg
- będzie zaraz robił obiad spagetti z sosem tego typu
- strym dziś około osiemnastej
- sprawie pozdro, że ogarnie
**2/6 harnasi** kutkie nimformasje
  1. WAŻNA INFORMACJA DLA WIDZOW BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=pZGNLa20DeU
- informasja dla was widzowie ważna
- miał być strym o gozisie osiemnastej, ale czeba przełożyć, bo jes na mieście (pijony)
- został ściągnięty do roboty do rowu, gdzie musiał wychylić dwa harnasie i dopiero wrasa do domu
- takie jes żysie wizowie, trudno się mówi
**4.5/6 harnasi** zawsze bawi, jak akat harnaś potrafi w pracy zmienić plany
[21.04.2020]
  1. PO PRACY BED HD -> https://www.youtube.com/watch?v=Zg71zL8zJPQ
- męszenie kacusia i zapowiedź dziś stryma oraz w ciągu najbliższych dwóch dni pozdrowienia bu ha ha
- am sory za wczoraj, że był ściągnięty wczoraj na posesję
- tajge jes młodym i obrotnym człowiekiem i poprosili go, żeby ogarnął
- meteorologia – cieplutko jes
- tajge izie do przodu, w tym konkretnym wypadku do pszodu o dwa przystanki
- nie wiadomo kiedy się od nas koro wirus odklei
- u nas jes od dupy strony prawo, wirus był od stycznia a w mediach cisza
- szczepionka ma być za rok (tutaj umysł uszoka nie jest w stanie zrozumieć, że tego nie można zrobić w dniu powstania wirusa xd)
- mateu nie pójdzie na wybory, bo coraz to nowe to rządy to coraz bardziej do ruiny nas prowadzą
  1. INFORMACJA DLA WIDZOW BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=1El31i-89OE
- pijony uszok strym z 18-18:30 przekłada na 19:30, bo akat ściągnięty został na chwilę do pracy
- sory za opsuwę, wszystko przez ten wirus (harnasiowirus beng)
**3.5/6 harnasi** znowu przekładanie taki jes żywot żysia bu ha ha
[22.04.2020]
  1. PO PRACY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=FnYlYj9DhC0
- oj mateu kolejny dzień z rzędu wraca z harnasia yyyy z pracy do domu bu ha ha
- wrasa do domu zjeść obiad z kolacją czy tam podwieczorek
- jakby się nie udał zisiaj stryma to juto będzie, bo akat wolne w grafiku bu ha ha
- nie zawsze popłostu ma czasz
**4/6 harnasi** bu ha ha akat w grafiku już każdy dzień wolny co nie mateu bu ha ha
[23.04.2020]
  1. PO PRACY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=B6JbVH1CrbA
- ładna pogoda, ale wiaterek chłodny
- wrasa z prasy do domu
- musi ogarnąć tego patronajsa, bo co rusz musi do pracy jechać na harnasia bu ha ha
- nie wie kiedy stryma zrobi, bo ma obowiązki w domu i prasę
**1.5/6 harnasi** nuda nimformasyjna
[24.04.2020] – brak gniotów?
  1. PO PRACY BEC DZIĘKUJĘ ZA SUBY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=LLID1iRkFMw
- pytasie się czy założył patronajsa – tak, tylko czeka dwa dni robocze na zaakceptowanie celu, czyly komputer na strymy i recenzje gier
- od wtorku będzie choził na popołudnie, czyly wykrętka na nagrywanie gniotów w ciągu dnia, bo nie ma prasy i nie chce się przyznać
- niby ma 3 posesje, ale jedna tylko na 20 minut (rów, gdzie obala harnasia_
- zisiaj w końcu będzie strym, ale nie powie kiedy, bo każdy zlewa jak zapowiada i będzie spontanicznie
- pitolenie o szczepionce i że powinna być już w styczniu... po co siać panikę? + pitolenie o segregacji śmieci
**1.5/6 harnasi** deja vu, czyli pitolenie głównie o korowirusie i segregacji śmieci i przyzwyczajeniu. Nie da się tego słuchać
[25.04.2020]
  1. BEC DZIĘKUJĘ ZA SUBY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=kMkr8pYb858
- pokaz mebli w kuchni z filtrem uchwytów
**3/6 harnasi** gniot lepszy niż ciągle pitolenie o tym samym benc
  1. NASZ KOT RAMBO BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=Mv8-UXirXtA
- kot rambo szczotkowany przez kobrę
- kot zrzuca sierść z zimowego na letnie
**2.5/6 harnasi** rambo mruczy a melin mlaska ozorem przez 4 minuty
  1. INFORMACJA DLA WIDZOW BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=RXhDB_v2ngc
- ziś wolne, od wtorku na popołudniu i nie będzie miał już jak ogarniać pozdrowienia
- patronajsa założył, teraz czeka na werykację
- będzie na żywo strym z kupna celu, czyly komputer lub laptop do grania
**1.5/6 harnasi** nuda straszna nimformasyjna
  1. zapraszamy wszystkich zainteresowanych na mój kanał dziękuję BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=yejYf_kDSgc
- strym na dwa tysionce subów spontanicznie, żeby nie było, że olewa was wizowie, wcześniej nie mógł bo był zajęty (pisiem bu ha ha)
- będą jeszcze fane czeleny, ale tak wszystko na od razu
- nie będzie donejtów, pitolenie, że donejty zjebały im opinię
- zostawcie sobie pieniondze na czarną gozinę, anołaśnie, sprawie pozdro zamawiajcie dalej bu ha ha
- na obiad kluski z sosem
- nie zawsze ma czas, ziś wrzucał fylmyky wcześniej zmontowane
- kobra nie była zazdrosna o blondyne z tiop gniot, nie wiadomo kiedy tiop wrósi, bo jes koro wirus i w masce się ciężko gada bu ha ha
- czelen dla was na siedemdziesiontdwie goziny polegają na udostępnianiu kanału, nagroda jaka? Otojespytanie wkurtce się dowiecie
- o rambie, że żyje i jes brązowo czarno biały benc
- nie wie kiedy ogarnie pozdrowienia, musi jeszcze odpowiedzieć na czelen boneza bu ha ha
- o werykacji patronajsa + o hejterach, że ma ich w dupie
**2.5/6 harnasi** a taki tam strimek, w sumie nie najgorszy
  1. PO OBIEDZIE BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=Ey242qNOgRE
- o czelenie na subowanie i udostępnianiu kanału dla was
- ktoś trafi kiedy kobra ma uroziny?
- tajge kupił kobrze na urodziny przenośną szufladę bu ha ha
- barzo fana rzecz przydatna
- jak nie zrobicie czelenu to będzie dla was kara wizowie
**2.5/6 harnasi** dostać prezent od mateu to jak przegrać z rakiem bebg
  1. zapraszamy wszystkich zainteresowanych na mój kanał dziękuję BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=bVaEU3tnKw0
- lekkozmęszony strym, mateu nie wie czy jeszcze dzień dobry czy już dobływieczół bu ha ha
- chyba każdy ma w dupie czelen mateu zauważył
- fa fachtem kutki strym, bo będzie jeszcze ogarniał wam pozdrowienia – nie macie prawa nazywać go oszustem ałaśnie
- tajge mimo że sobota musiał coś załatwić (dwa harnasie w rowie) takie jes żysie wizowie
- znowu sektor o donejtach i zjebaniu opinii, nerwica was bierze, że nie możecie dojebać tajgerom bonzo khyyy
- męszenie rambusia, rambo lubi podobno się bawić piłeczkami ło baben
- nie każdy wie, że kota się kąpie awizisie (podobno tajge myje się w wodzie po kocie bu ha ha)
- tajge jes zawsze gurą, ale gurą się pisze przez u kreskowane, inaczej u zamknięte górą bęnc
- sprawie czelenu dla was i szasunku, on nie musi tego pokazywać czelenu wizowie
- jebać to, że ktoś mu podpierdzielił kanał
- niektórzy frajerzy chcą na nim zarobić
- na jego kanale zawsze jes link w opisie do papeża i kanału
- trochę o pozdro, trochę o odpoczynku i korowirusie, koniec nudny
- zapowiedź strymu, ale bez zapowiedzi, bo będzie spontanicznie, ale może jutro benc
**3.5/6 harnasi** całkiem przyjemny strimek po harnasiu, pierwsze 15 minut nawet bardzo przyjemne, potem już nudno
[26.04.2020]
  1. zapraszamy wszystkich zainteresowanych na mój kanał dziękuję BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=yZD40yuri3c
- meteorologiczny melin – zimna pogoda jes
- czeka na was 5 minut
- ogarnął pozdro dla was, zostało mu parę sztuk zamawiajsie dalej
**1.5/6 harnasi** pozdrostrym eh
  1. zapraszamy wszystkich zainteresowanych na mój kanał dziękuję BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=_WPzEAdKit4
- melin na czekanie
- koberka przyszła po mateu z jakimś alarmem, ale nie zrozumiałem o co chodzi
- nimformasja zaraz zaległe pozdrowienia będzie robił i zamawiajcie dalej
- druga nimformasja sprawie czelenu dla was o udostępnianiu kanału
- sprawie patronajsa i werykacji
**1/6 harnasi** gniot o absolutnie niczym nowym
  1. zapraszamy wszystkich zainteresowanych na mój kanał dziękuję BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=s2Zmo7QljV4
- ło baben 1,5 h strym...
- strym typu pytania odpowiedzi
- o czelenie, patronajsie
- tajge jes spaniały, ale nie każdy to docenia
- sprawie siłowni – tajge ćwiczy w domu
- tajge ma w łapach siłę, nie chce jej uaktywniać, bo może komuś zrobić krzywdę
- u/odtegozaczac nie lubi mateu podbijać się pod fejm
- meteorologia – chłodna pogoda
- koberka ma juto uroziny, może wieczorny lajw urodzinowy będzie
- piszecie, że jes cicho, ale według mateu to jes w kierunku prowokasyjnym, tajge zawsze obrabia filmiki i wie, że nie jes cicho
- nie ma moderatorów bo stracili zaufanie
- o zepsutej opinii i naprawianiu
- o teorii jak będzie działać paczkomat, którego nie będzie i tak, bo uszok nie potrafi nic ogarnąć
- frystal podziękowaniowy za bycie na strymie
**1/6 harnasi** ło baben, przeskakiwałem sobie ten strym, bo albo kogoś pozdrawiał albo odpowiadał na pytanie zdaniem. Dałem do streszczenia co lepszego znałem.
  1. DZIĘKUJĘ ŻE BYLIŚCIE NA STRYM BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=rjpGRaYTiX0
- dawno nie widziany melin łazienkowy
- ziś golenie maszynką zwykłą, a nie elektryczną
- podziękowania za bycie na stryme
- tu donejtów nie ma, a kto na nim zarabia ten jes frajerem, którzy mają lewe ronczki
- a jednak broda przejechana elektryczną
**2.5/6 harnasi** bu ha ha z melina, który zamiast zarabiać na jutubie to daje innym zarabiać bu ha ha
  1. RYMUJE WIDZOWIE BEC DZIĘKUJĘ ZA SUBY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=yGs4blGxmwY
- pokaz okapu i frystal o czystości kuchni i iściu do przodu
- może nie wiecie co to jes czystość i macie przesrane bebg
- rozpierdolcie ten kanału w pizdu wizowie
**3/6 harnasi** no to zgłaszajcie kanał mateu, nie ma na co czekać bu ha ha
  1. zapraszamy wszystkich zainteresowanych na mój kanał dziękuję BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=xM9OO-SN4E0
- kolejny strym typu spontaniczny w sensie Q&A zapytaj debyla
- pozdro dla kfynto tefau, nawet on mówi, że dużo jes kanałów podszywających
- pitolenie o patronajsie i werykacji, która znowu jest przesunięta na jutro lub pojutrze
- mateu w domu ćwiczy i warto
- świnka pepe jes śmieszna i ma fany dabing wsunięty
- pokaz kanału na kanale, papeża i patronajsa na wypierdzianym netbuku pijano
- pitolenie o tym, że to wstyd zarabiać na kimś (w sensie kanały podszywające się) i lepiej pójść do prasy
- ulubionym owocem kobry są: japko, malina, truskawki
- sprawie koronowirusa pitolenie tradycyjne, jakieś pozderki inerzeszy
- porady matrymonialne od idealnego małżeństwa państwa kupiec gupiec gołodupiec bu ha ha
- goblyn zadowolony, że dobijają do 40 widzów
- znowu pitolenie o kanałach podszywających, że zarabiają na donejtach z ich strymów + sprawie celów na TIKDONEJSZA
- nie ma jeszcze paczkomatu, sztaba z kwynto, kręcenie spynerem, ładowanie żaróweczki w szklance z wodą, przepis na frytki od kobry, nie ma modów, różnica między pieniędzmi z patronajsa i donejtami, pochodzenie ksywy kobra, więcej pozdrowień, pizza kiedyś była zajebista a teraz chemia sama benc
**1/6 harnasi** taki sam strym jak poprzednio... 1.5 h totalnie o niczym
[27.04.2020]
  1. BEC DZIĘKUJĘ ZA SUBY BEC ->https://www.youtube.com/watch?v=o6LiVWbXXUw
- tajge idzie do drugiego rowu yyy na drugą posesję
- złóżcie kobrze żyszenia, a kiedy mateu ma uroziny? Anołaśnie
- mateu oglądał wczoraj danielmagikal i ciekawy jes czy coś go nauczyło wiemzienie
- może go coś nauczyło wiemzienie dysypliny
- znawca gansterki goblyn podpowiada, żeby w wiemzieniu nie podskakiwać to będzie szacunek
- tajge też był kiedyś głupi, ale nie wylądował w wiemzieniu
- mateu nie wybiera się do wiemzienia, nie chce upieprzyć sobie papierów do końca życia
**3/6 harnasi** o takie tam pitolenie o danielu murgikalu
  1. JUŻ JESTEM PO PRACY BEC DZIĘKUJĘ ZA SUBY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=EKTNhS9m5KM
- tajge wrasa z drugiego rowu pijony znaczy się z drugiej posesji i snuje swoje meliniarsko mitomańskie historie o zmianach obiektowych. Ostatnio miał czy posesje, teraz jusz dwie, ale ugadał tak, że jedną. Prasodawca się przestraszył, że straci takiego pracownika i zgodził się, żeby mateu miał tylko jeden rów do obrobienie yyy obiekt bu ha ha
- tajge już wie i jes obcykany na swojej posesji (wie gdzie jest najbliższa żabka)
- kiedyś pracował w firmie, gdzie nie miał nawet narzędzi
- goblyn nie ma i nigdy nie miał w dupie pracy
- sprawie pozdro
- czy koro wirus jes prawdą czy nie? Tak samo jak ptasia grypa była siali panikę + pitolenie idioty o maskach
**2.5/6 harnasi** gniot zapowiadał się bardzo dobrze, ale jak ten pacan zaczyna gadać o wirusie to mnie coś strzela
TLDR -> Do wyróżnienia dominuję:
[18.04.2020] -> ODPOWIEDŹ NA CZELEN OD GIXA BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=iqBwFDsYmp0 – uszaty nie zna alfabetu i nawet nie potrafił się od czelenu przygotować xD – **5/6 harnasi**
[19.04.2020] -> KARA DLA SOWY BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=lpqiLYK7R8M – melon po alkoholu wymyśla karę dla sowy mmmtojito - **4.5/6 harnasi**
[20.04.2020] -> WAŻNA INFORMACJA DLA WIDZOW BEC -> https://www.youtube.com/watch?v=pZGNLa20DeU – mateu ściągnięty do rowu akat, zapił i przekłada strima, kto się tłumaczy ten jes winny bęc! - **4.5/6 harnasi**
submitted by Urtah_bebg to TigerBonzo [link] [comments]


2019.06.23 17:14 Daddy_Yondu Jakub Wiech o walce ze zmianami klimatu

Źródło na Facebooku. Zamieszczam w tej formie, bo tytuł posta zgodny z zasadami /polska byłby bez sensu, a zmieniając go dostałbym flarę "tytuł z dupy".
Mili Państwo, jak pewnie wiecie 13-letnia Inga rozpoczęła wczoraj samotny "Wakacyjny Strajk Klimatyczny".
Dziewczynka będzie protestować przed Sejmem w każdy piątek do końca lipca.
Z tej okazji pozwolę sobie przypomnieć tezy, które powtarzam już od jakiegoś czasu:
1) Nawet gdyby Polska ścięła w 2018 roku swoje emisje dwutlenku węgla do zera, to globalna produkcja tego gazu i tak by wzrosła (co nie znaczy, że nie możemy nic zrobić, możemy - o tym niżej);
2) Trzy kraje świata - Chiny, USA, Indie - odpowiadają za ok. 50% globalnych emisji CO2. 12 najbardziej uprzemysłowionych państw produkuje 70% tych emisji. Polska odpowiada za ok. 1%;
3) Jeśli koniecznie chcemy protestować, to może zacznijmy walczyć z tymi państwami i organizacjami, które chcą wyłączać działające elektrownie jądrowe i stopować budowę nowych, czym działają wbrew zaleceniom Międzynarodowego Panelu ds. Zmian Klimatu (IPCC);
4) Kwestia walki ze zmianami klimatu to jedno z najbardziej skomplikowanych, trudnych i wymagających wyzwań stojących przed ludzkością (a być może i najpoważniejsze w historii). Jeśli ktoś uważa, że nastolatki, które "interesują się klimatem od pół roku" (tak o Indze napisała Gazeta Wyborcza), krzyczące głośno "zróbcie coś!" odkryją nagle panaceum na bolączki naszej planety, to mam dla was złe wiadomości. Najprawdopodobniej dzieci te (oraz ich energia i potencjał) wpadną w łapy populistów i demagogów klimatycznych (pozdrawiam z tej okazji ekipę Wiosny i ich "Polskę bez węgla i atomu 2035"), albo dadzą się wmanewrować w bardziej wyrafinowaną rozgrywkę (vide: Niemcy i ich antyatomowa, ale propolityczna Energiewende). I to nie będzie ich wina, są nastolatkami, nie mają prawa ogarniać umysłem całej złożoności sytuacji.
Serio, walka ze zmianami klimatu to nie tylko cięcie emisji, odchodzenie od energetyki węglowej czy energooszczędność. To też m.in. troska o rejony, gdzie trwa obecnie eksplozja demograficzna (czy ktoś się zastanawiał, jak zapewnić tanią energię w wielkich ilościach dla Afryki (gdzie zapewnia ona najistotniejsze potrzeby ludzi), drobiazgowe kalkulacje i rozważanie dotyczące dostępności zasobów i technologii energetycznych w zależności od geografii, polityki i gospodarki (dlaczego w Polsce nadal nie ma ani jednej farmy wiatrowej offshore? Albo elektrowni jądrowej?), umiejętność szerokiego myślenia w aspekcie globalnym (i to na kilku płaszczyznach).
Już nie wspomnę o tym, co by było, gdyby okazało się, że trzeba wprowadzić jakoś limity np. na energię elektryczną czy wodę. Kto jest gotowy z marszu na takie poświęcenie?
Zrozumienie tego wszystkiego wymaga przeróbki wiedzy, przetrawienia jej przez społeczeństwo, zagregowania sił naukowych i komunikacyjnych. A jak na razie w Polsce nadal słychać głosy, że globalne ocieplenie jest OK, bo będzie cieplej w zimie, a na Grenlandii posadzimy sobie cytryny. Jeśli ktoś nie wierzy, to zapraszam do seansu mojego wywiadu z Januszem Korwin-Mikkem.
Bez odpowiedniej współpracy nauki i mediów ludzie nie będą w stanie oddzielić klimatycznego ziarna od plew, ich zapał pójdzie na marne, część z nich może się nawet zniechęcić, poczuć oszukana.
Tymczasem media skupiają się na happeningach, podnosząc je do rangi przełomowych wydarzeń, prawdziwych społecznych wstrząsów. Ale w rzeczywistości są to jedynie impulsy, jednorazowe strzały, najczęściej umożliwiające ludziom krótkotrwałe przyłączenie się do działań na rzecz Wielkiej Sprawy i poprawę samooceny.
A zamiast tego wystarczy, żeby któraś ogólnokrajowa redakcja przerobiła na przystępny język ludzki raport IPCC. Pożytek - moim zdaniem - byłby większy.
Niestety, dla myślenia o klimacie i energetyce bardziej przełomowy niż wszystkie strajki był rok 1973 i arabskie embargo na dostawy ropy, bo nagle kraje uprzemysłowione zaczęły myśleć, czym by tu zastąpić paliwa kopalne, od których się pouzależniały, ew. jak redukować zużycie energii.
I nie, nie piszę tego po to, by dyskredytować strajki i protesty młodych ludzi. Fajnie, że chce im się poświęcać czas i energię w tej sprawie. Ale jedno ogniwo to nie łańcuch, a jeśli ktoś myśli, że nagle cała Polska siądzie przed Sejmem, to znaczy, ze powinien odstawić Netflix na jakiś czas. Nie uratujemy planety pijąc piwo z gwinta, a nie przez plastikową słomkę. Możemy co najwyżej poczuć się przez chwilę lepiej, że zrobiliśmy coś dla wielkiej sprawy, ot, w ramach redukcji dysonansu poznawczego.
Ale czy o to chodzi?
Swego czasu napisałem tekst pt. "Czy Polak może ochronić Ziemię przed katastrofą ekologiczną? Niestety, odpowiedź brzmi: nie". Wydaje się bowiem, że Polska, kraj nieprzyczyniający się znacząco do zmian klimatu, niewiele może zrobić dla jego ochrony. Ale to nie do końca prawda - gdyby to z Polski wyszedł kompleksowy, opatrzony stosownym modelem finansowym projekt polityczny dotyczący choćby inwestycji w czyste źródła energii w krajach rozwijających się, który można byłoby forsować na forum Unii Europejskiej czy Organizacji Narodów Zjednoczonych, teza zawarta w moim tytule mogłaby okazać się nieprawdziwa.
Tylko, że do tego trzeba wysokiej jakości specjalistów, popartych siłą polityczną, która znalazła się u steru władzy dzięki świadomemu społeczeństwu.
Nie wystarczy wywrzeć presję, nie wystarczy zainteresować ludzi kwestiami środowiskowymi, trzeba jeszcze wiedzieć, co z tym potencjałem zrobić. Wagę tego problemu najlepiej ilustruje fakt, że opozycyjna partia, dysponująca rewelacyjnym programem energetyczno-klimatycznym (Razem) została znokautowana w wyborach przez ugrupowanie, które nie bardzo potrafiło wyjaśnić, jak zamierza sfinansować i zabezpieczyć swoją transformację źródeł wytwórczych (Wiosna).
Uważam więc, że na ten moment teza z mojego tekstu jest prawdziwa.
submitted by Daddy_Yondu to Polska [link] [comments]


2018.12.16 11:42 Gazetawarszawska GRIGORIJ KLIMOW: „NARÓD BOŻY”. O AUTORZE. ISTOTA PROBLEMU Cz. 2/2

Gazeta "New York Times" opublikowała wyniki badań, przeprowadzonych przez grupę amerykańskich naukowców. Przeanalizowali oni 78 największych osobistości w historii ludzkości i okazało się, że:
- 37% - miało ostre choroby psychiczne podczas ich życia;- 83% - było oczywistymi psychopatami;- 10% - było lekko psychopatycznymi;- 7% - było normalnymi ludźmi.
Kiedy badania zawężono do 35 z największych geniuszy w historii ludzkości, to okazało się, że:
- 40% - cierpiało na ostre choroby psychiczne;- 90% - było psychopatami.
Oto dlaczego w degeneralogii istnieją trzy "Prawa 90%", trzy podstawowe prawa profesora Igora Borisowicza Kałmykowa:
- 90% - wszystkich poważnych przestępstw wiąże się ze zboczeniem, zwyrodnieniem;- 90% - wszystkich chorób (za wyjątkiem chorób zakaźnych) wiąże się ze zboczeniem, zwyrodnieniem;- 90% - wszystkich geniuszy w historii ludzkości było zboczeńcami, zwyrodnialcami.
Badam ten przedmiot już od ponad 50 lat i po całym tym czasie, poświęconym na prace badawcze, doszedłem do następującego wniosku:
Degeneralogię powinny badać służby bezpieczeństwa państwowego wszystkich krajów bez wyjątku. Jest to konieczne po to, abyśmy już nigdy więcej nie szli na wojnę - naród przeciwko narodowi, dla zabawy i sadystycznych przyjemności przywódców zdegenerowanej sekty.
Również usilnie zalecam, aby Podstawy Degeneralogii były obowiązkowo wprowadzone w starszych klasach szkół i na pierwszych latach wyższych uczelni, aby normalni ludzie wiedzieli o istnieniu ogromnej klasy degeneratów i potrafili dokonać właściwego wyboru w młodości dla stworzenia zdrowej rodziny.
- Skąd Pan wie, może sam Pan jest degeneratem?
- W poprzednim pytaniu mówiliśmy o sprawdzaniu na degenerację według drzewa genealogicznego. Jest to prosty i stosunkowo łatwy test-sprawdzenie, dostępny dla prawie każdego z nas.
Istnieją jednak specjalne przypadki. Co mają robić sieroty – podrzutki, które nie znają swojej historii rodzinnej? Co mają robić przybrane dzieci, którym w większości przypadków ich zdegenerowani przybrani rodzice nie mówią o tym (często sami nie mają tej informacji)? Te przybrane dzieci będą całkowicie przekonane, że oni i ich przybrani rodzice są jedną rodziną.
Pośród klasy degeneratów jest tak wiele wszelkich diabolicznych kombinacji, że u nich tam sam diabeł złamie nogę. Na przykład, czy wiecie Państwo, że degeneraci biorą ogromną ilość przybranych dzieci? Setki tysięcy rocznie. Te przybrane dzieci nie będą żyć w małżeństwach z prawdziwymi dziećmi degeneratów (mówiliśmy już o tym wcześniej - o nienormalnych relacjach seksualnych wśród degeneratów).
Te przybrane dzieci, gdy nadejdzie czas, aby stworzyć własną rodzinę, będą szukać, szukać, szukać wśród swoich zdegenerowanych przyjaciół, aż w końcu znajdą innego partnera, który był również normalnym, takim samym adoptowanym dzieckiem. Te nowe rodziny będą normalne w 100%, ale wszystko wokół, w tym również oni sami, będą w 100% przekonani, że oni też są degeneratami, ponieważ z pianą na ustach będą bronić wszystkich dziwnych, nietypowych zachowań swoich „rodziców” i przyjaciół. Czy widzą Państwo, jak wszystko się od razu skomplikowało?
Dlatego w degeneralogii wszystkie reguły i aksjomaty zawsze mówią o 90% i nigdy nie mówią o 100%. Ponieważ dzieci i wnuki tych "przybranych par" będą głośno krzyczeć:
"Tak, jesteśmy w 100% zdegenerowani, w drugim, a nawet w trzecim pokoleniu!Jednak - popatrzcie na nas! My jesteśmy normalni! Nasze dzieci są normalne!Jak to wszystko nam wytłumaczysz - drogi nasz przyjacielu?"
W bardzo prosty sposób. Każdy może szybko wykonać prosty test-samosprawdzenie.
Z tymi, którzy trafiają do trzeciego stadium degeneracji (wady wrodzone) i w drugiego stadium degeneracji (choroby psychiczne), wszystko wydaje się być jasne.
Pozostaje ustalić, czy trafiają Państwo do pierwszego stadium degeneracji (perwersje seksualne).
W naszym postępowym wieku wiele seksualnych perwersji pod presją degeneracyjnej propagandy w środkach masowego przekazu (masowej dez-informacji) stało się prawie normą. Pozycja 69 jest już zalecana na amerykańskich uniwersytetach jako dobry środek antykoncepcyjny. Wielu z klasy normalnych ludzi już zaczęło to robić. Jak zatem będziemy mogli sprawdzić siebie pod kątem perwersji, zboczeń seksualnych?
W bardzo prosty sposób.
Spróbujcie zrobić to w normalny sposób, tak jak nasi ojcowie i dziadowie robili to od stuleci, "twarzą w twarz - i mężczyzna na górze".
Kilka razy. Bez oszustwa.
Nie próbujcie sobie wyobrazić, kiedy śpicie z żoną, że śpicie z innym mężczyzną, z psem lub ze swoją matką ...
Jeśli wyniki tego autotestu będą pozytywne – to nie muszą Państwo o nic się martwić. Po prostu wyprała wam mózg propaganda degeneracyjna i nauczyła was robić idiotyczne rzeczy. Nawet jeśli poprzedni test sprawdzenia „waszego drzewa genealogicznego” dał inny wynik - to znaczy, że po prostu wam nie powiedziano, że jesteście przybranym dzieckiem, czy też waszym rodzicom nie powiedziano, że oni byli przybranymi dziećmi.
Natomiast jeśli wynik autotestu na perwersje seksualne okazałby się negatywny, to - niech Bóg pomoże wam dokonać prawidłowego wyboru. Ale o tym porozmawiamy później.
- A dlaczego nie założyć, że wszyscy jesteśmy degeneratami?
- Pańskie pytanie przypomniało mi historię pewnej starej kobiety, przebacz Boże, która przed śmiercią wyraziła całą swoją filozofię życiową w jednym zdaniu:
Cały świat - to burdel, wszyscy ludzie – to kur .. (ros. - Весь мир – бардак, все люди – бл.ди)
Myślę, że wielu złodziei, alkoholików i narkomanów mogłoby podobnie sformułować swoje poglądy na życie. Wierzą w to oni całym sercem. Myślą oni, że cały świat jest taki sam jak oni.
Oczywiście, są złodzieje, przebacz Boże, alkoholicy i narkomani. Jednak jest też mnóstwo normalnych ludzi. Budują oni domy, drogi, mosty i tunele. Codziennie przewożą tysiące ludzi w samolotach, pociągach i autobusach. Latają w kosmosie. Stale tworzą. Wszystkie klany rodzinne ze zdrowym drzewem genealogicznym będą tego świadkami.
Normalnych ludzi jest tak dużo, że cała niszczycielska energia klasy degeneratów nie zdołała ich zniszczyć, chociaż ta wojna trwa bez końca już przez wiele tysięcy lat.
- Co Pan myśli na temat Międzynarodowego Funduszu Walutowego?
- Struktura władzy klasy zdegenerowanej na Zachodzie jest praktycznie taka sama jak struktura władzy Partii Komunistycznej na Wschodzie.
Każda organizacja radziecka, w tym "Ruch na rzecz pokoju i współpracy gospodarczej", miała mnóstwo pomocników technicznych - referentów. Zwykle znajdowali się w dolnej części eszelonu struktury, ale wszystkie te struktury obejmowały również pewną liczbę wysokiej jakości patentowanych komunistów na kierowniczych stanowiskach.
Czy może Pan sobie wyobrazić dowolną poważną organizację radziecką, gdzie stanowiska kierownicze zajmowaliby nie członkowie partii?
To samo dotyczy zachodniego odpowiednika radzieckiego Kominternu - hominternu, tego sojuszu międzynarodowego bractwa homosiów - degeneratów.
Dlatego, odpowiadając na Pańskie pytanie, myślę, że 90% liderów MFW jest patentowanymi degeneratami. Reszta członków tej organizacji (zwykły personel techniczny) - myślę, że jest wystarczająco dobrze wytresowany, ​​aby nie zadawać niewygodnych pytań na temat decyzji kryminalnych i zaleceń swoich przywódców.
- Co Pan myśli o Jelcynie i jego drużynie?
- Wszystkie debaty na temat jego działalności wiążą się z tym, że ludzie złudnie myślą, że Jelcyn i wybrani przez niego degeneraci – wszyscy razem pracują na rzecz dobra Rosji.
Jest to bardzo niebezpieczne złudzenie.
Wszyscy oni – są gangiem degeneratów, posadzonych robić to, co robią, i to całkiem skutecznie. Ich głównym zadaniem jest:
Myślę, że z tym zadaniem poradzili sobie dość sprawnie. A kiedy już potną na złom ostatnią sowiecką atomową łódź podwodną – to dopiero wtedy poznacie prawdziwe oblicze zachodniej demokracji, która od dawna znajduje się pod piętą przywódców zdegenerowanej sekty.
- Czy może być w Rosji normalny rząd?
- Pańskie pytanie dotyczące rosyjskiego rządu (lub rządu jakiegokolwiek innego państwa) doprowadziło nas do drugiej części naszej rozmowy.
W pierwszej części dowiedzieliśmy się o tym, że istnieje liczna klasa degeneratów - fakt absolutnie nieznany większości normalnych ludzi. W drugiej części tej rozmowy dowiemy się o tym, że klasa degeneratów jest niejednorodna.
Degeneraci bywają dobrzy, źli i wstrętni (ros. - хорошие, плохие и мерзкие). Dokładniej - dobrzy zboczeńcy, źli degeneraci i wstrętni wyrodki rodzaju ludzkiego. (ros. - хорошие вырожденцы, плохие дегенераты и мерзкие выродки рода человеческого).
Ponownie, po raz kolejny, chcę podkreślić, że termin degenerat jest używany przez nas jako termin czysto medyczny (zboczeniec) i nie powinien być odbierany jako słowo obraźliwe.
W socjologii wyższej degenerat – to pojęcie biologiczne. Tj. jeśli normalne i zdrowe zaadoptowane przez rodzinę chasydzko - lubawiczewską dziecko przejdzie wieloletnią szkołę wychowania talmudycznego, to od tego nie stanie się ono biologicznym degeneratem. Prawdopodobnie stanie się moralnym potworem, jednakże, poznając wyższą socjologię, jako biologicznie normalny człowiek, może stać się w pełni naszym przyjacielem i sprzymierzeńcem. Z drugiej strony, również prawdziwi biologiczni zboczeńcy mogą niekiedy stać się naszymi przyjaciółmi i sojusznikami.
Na przykład, Piotr Iljicz Czajkowski był takim dobrym zboczeńcem (degeneratem). Jego nienormalne życie seksualne i brak dzieci są wyraźnym wskaźnikiem degeneracji jego rodu. Jednak napisał on zdumiewające dzieła muzyczne, był cichym i dobrze wychowanym człowiekiem. Jego muzyka nie była dekadencką i nie popierał on trucizny dekadencji w świecie sztuki. Ponadto, jak już mówiłem, nie miał dzieci. Wszystko to pozwala nam odnieść go do kategorii dobrych zboczeńców, zaklasyfikować go jako dobrego degenerata.
Widzę, że chce mnie Pan zapytać – a co ma z tym wspólnego brak dzieci?
Widzi Pan, nawet jeśli ojciec i matka byli dobrymi zboczeńcami i zrobili wiele dobrego w swoim życiu, nieustannie walcząc z demonami degeneracji – to nie ma żadnej gwarancji, że ich dzieci będą kontynuować to dzieło. Wręcz przeciwnie, dzieci oczywistych degeneratów, z reguły, całkowicie niszczą całe to dobro, które uczynili ich rodzice, a ponadto - kontynuują swoją destrukcyjną ścieżkę do samego końca. Pamięta Pan słynną książkę Ethel Lilian Voynich "Овод"? (pol. „Giez”). Ojciec był arcybiskupem, a syn stał się rewolucjonistą i wszystko to skończyło się tragedią. Jest to typowa historia. Oto dlaczego bezdzietność (celibat) jest bardzo ważnym kryterium do umieszczenia w kategorii - dobry degenerat.
Kiedy tylko to Pan zrozumie, możemy przejść do Pańskiego pytania o normalnym rządzie.
A więc, czy może człowiek z normalnymi, jak u wszystkich, rozwiniętymi mięśniami nóg brać udział w zawodach i wygrać bieg?
Tak, może. Na poziomie drużyny szkolnej.
Tak, może uczestniczyć i być może wygrać na poziomie miasta.Tak, może brać udział, ale nie ma żadnych szans na wygraną na poziomie kraju.Natomiast w zawodach na poziomie światowym - nie może on nawet brać udziału, nie mówiąc o zwycięstwie.
Czy rozumie Pan, do czego zmierzam? Tylko osoba z nienormalnie, nadmiernie rozwiniętymi mięśniami nóg może brać udział i ma szanse wygrać w rywalizacji o znaczeniu związku sportowego i świata.
Te same zasady obowiązują w zawodach, dotyczących zapasów w wolnym stylu ... o władzę.
Tylko człowiek z nienormalnie rozwiniętą żądzą władzy (stłumiony sadystyczny homo - maniak) może zwyciężyć w walce o władzę. Jest to aksjomat degenerologii.
Jak mówi się w narodzie - określona substancja zawsze wypnie na sam wierzch.
Tak więc, klasa degeneratów jest niejednorodna. Degeneraci bywają dobrzy, źli i wstrętni.
Dobrzy degeneraci zawsze byli, są i będą naszymi przyjaciółmi i sojusznikami. W rządzie zawsze będą oni walczyć ze wstrętnymi degeneratami, tak jak policja stale walczy z elementami przestępczymi.
Źli degeneraci w rządzie - będą udawać, że nic się nie dzieje. Nie będą nawet próbować powstrzymać wstrętnych degeneratów podczas ich ataków na klasęnormalnych ludzi.
Wstrętni degeneraci zawsze rozpoczynają od ataku na dobrych degeneratów, ponieważ dobrzy degeneraci, jako system obronny organizmu, mogą szybko rozpoznać i zneutralizować działania wstrętnych degeneratów. Po stłumieniu dobrych degeneratów w rządzie, wstrętni degeneraci, z reguły, natychmiast rozpoczynają wojnę na pełną skalę przeciwko całej klasie normalnych ludzi.
W filozofii marksistowsko-leninowskiej proces ten nazywany jest prawem o jedności i walce przeciwieństw - jako motor postępu historycznego. Dwa tysiące lat przed nimi Rzymianie sformułowali to prawo w następujący sposób: Similia Similibus Curantur czyli "podobne poznaje się po podobnym" (a dokładniej "podobne leczy się podobnym").
A więc - jak ustalić, czy w rządzie są dobrzy degeneraci?
W taki sam sposób, jak ustalamy - czy mamy kota pod łóżkiem. Wpuścimy myszkę do pokoju i kot, jeśli jest, wyskoczy, aby złapać tę myszkę.
A więc, trzeba wpuścić nasze myszy ...
W jaki sposób rząd reaguje na ruch na rzecz praw pederastów?W jaki sposób rząd reaguje na karę śmierci dla degeneratów - przestępców?W jaki sposób rząd chroni interesy klasy normalnych ludzi pracy?W jaki sposób rząd chroni interesy pasożytniczej klasy degeneratów?
Proste pytania. Proste odpowiedzi. Prosty test.
Ta sama metodyka może być zastosowana do każdej innej struktury: nauki, sztuki, wojska, prasy, telewizji, Cerkwi/Kościoła ...
Test ten da nam jasny obraz tego, jakie oddziały w organizacji zostały w pełni zajęte przez wstrętnych degeneratów, jakie znajdują się w stanie stagnacji pod kierownictwem złych degeneratów i jakie są pod kontrolą dobrych degeneratów, którzy energicznie walczą, ratując i chroniąc siebie, a równocześnie i całą klasę zwykłych ludzi pracy, przed gwałtownymi atakami wstrętnych degeneratów.
Często mnie pytają - czy mogą być normalni ludzie u władzy? Moja odpowiedź na to pytanie brzmi: teoretycznie tak, ale w praktyce, jeśli normalny człowiek dojdzie do władzy – on tam długo się nie utrzyma. Nie bez powodu przysłowie ludowe mówi - z wilkami żyć – jak wilki wyć.
- Co Pan myśli o bojownikach za "czystość krwi"?
- Pan Bóg nienawidzi rasizmu w jakiejkolwiek formie. Pan Bóg nienawidzi samą ideę, że jakiś naród może ogłosić się narodem wybranym. Jest to rasizm w najgorszym przejawie.
Czytajcie Douglasa Reed’a. Jego monumentalne dzieło „Spór o Syjon” (można je przeczytać na stronie informacyjnej http://rus-sky.com ) mówi o tym bardzo dobrze i uważam, że byłoby dobrze, aby wielu z naszych ojczulków (kapłanów – A.L.) zapoznało się z nim, zanim zaczną śpiewać chwałę Staremu Testamentowi.
Każdy człowiek, który będzie się starał zachować „czystość krwi” poprzez zakaz małżeństw mieszanych z normalnymi ludźmi innych narodowości, ryzykuje przyspieszyć proces degeneracji swojego narodu. Zwłaszcza, jeśli jest to mały naród.
Jeszcze raz podkreślam - mówimy tutaj o małżeństwach pomiędzy normalnymi ludźmi.
- A co Pan myśli o małżeństwach zboczeńców i o odrodzeniu (stworzeniu) "Nowego Narodu" (ros. - "Новой Нации"?)
- Wyobraźmy sobie, że ktoś zacznie zwozić członków zdegenerowanej sekty w jedno miejsce, powiedzmy ... na wyspę Madagaskar (przecież był taki projekt pod koniec lat 30-tych, poszukajcie w archiwach - bardzo ciekawe ...) .
Będą tam degeneraci z USA, Rosji, Kanady, Etiopii, Iraku, Anglii, Francji ... Wcześniej czy później zaczną się oni ze sobą żenić. Jak myślicie, jaki będzie wynik tych małżeństw? Normalne dzieci?
Oto moja odpowiedź na Pańskie pytanie, dotyczące małżeństw między członkami zdegenerowanej sekty i o stworzeniu "Nowego Narodu" (ros. – *„Nowej Nacji”)*ludzi pracy.
Zupełnie inny problem powstaje przy mieszanych małżeństwach pomiędzy członkami zdegenerowanej sekty a lokalną (tubylczą) ludnością.
Czy widzicie Państwo – degeneratom jest trudno kontynuować swój ród. Stąd pochodzi nazwa – zboczeńcy, zwyrodnialcy, wyrodki. Ich nawyki seksualne są bardzo dobrze opisane w rosyjskim "rzucaniu mięsem" (ros. „mat”, „материться” - przeklinanie, niecenzuralne rzucanie słów – obelg). Przecież oni dosłownie robią wszystko to, o czym bezmyślnie mówią („матюгаются” – pol. rzucają wulgarne słowa) nastolatkowie w bramach domów. Tak więc, jeśli degenerat zdecyduje się poślubić miejscową tuziemkę – to normalna kobieta nie potrafi uczestniczyć przez długi czas w jego patologicznych orgiach. Tylko świeżo upieczona lokalnadegeneratka – tuziemka zaspokoi jego potrzeby.
Czy pamiętają Państwo, jak rozmawialiśmy o efekcie „wsysającej gąbki” oraz o efekcie „światowego rowu ścieków”? Zdegenerowana sekta, jak gąbka, nieustannie wchłania w siebie wszystkich świeżo upieczonych lokalnych tubylców - degeneratów. Działają oni jako ogólnoświatowy rów ściekowy, stale zbierając śmieci od wszystkich narodów świata.
Większość małżeństw mieszanych między członkami zdegenerowanej sekty i lokalną ludnością tubylczą są małżeństwami pomiędzy dwoma degeneratami - starymi i nowymi (świeżo upieczonymi).
Jedynym wyjściem z tego błędnego cyklu – to bezdzietność lub dzieci przybrane, ale to jest temat na inną rozmowę.
- A jak u Pana jest z tematem religii?
- Jestem ochrzczonym Rosjaninem i, jak większość Rosjan, uważam się za Prawosławnego. Jednak nie rozumiem niektórych trudnych miejsc z żydowskiego Starego Testamentu. Wielu teologów uważa, że ​​miejsca te zostały po prostu wstawione tam przez żydowskich kapłanów - lewitów.
Dlaczego? To proszę poczytać książkę Douglasa Reeda „Spór o Syjon”, gdzie porównuje on teksty Starego Testamentu i Nowego Testamentu. Oto co on tam pisze:
”... Po życiu Jezusa Chrystusa Stary Testament wraz z Nowym Testamentem został przetłumaczony przez Świętego Hieronima na łacinę i te Testamenty zostały uznane przez Kościół/Cerkiew za pochodzące z tego samego boskiego autorytetu, jako części jednego Pisma Świętego.
TORA (Stary Testament)
"I rzekł do mnie Pan ... W tym dniu zacznę wzniecać przed tobą przerażenie i lęk przed tobą we wszystkich narodach pod niebem, że usłyszą o tobie i będą drżeć, i będą w strachu przed tobą ... Ponieważ On ukochał twoich ojców, dlatego wybrał On ich nasienie po nich ... aby wypędzić narody przed tobą, które są większe i silniejsze od ciebie, abyś wszedł ty, żeby oddać tobie ich ziemię w dziedzictwo…
I kiedy Pan, Bóg twój, odda ich tobie, pokonasz ich i całkowicie ich zniszczysz; i nie zawrzesz z nimi porozumienia, ani nie okażesz im miłosierdzia; ani nie zawrzesz małżeństw z nimi ... i zniszczysz ich ołtarze i rozbijesz ich bożków ... Bo jesteś świętym ludem przed Panem, Bogiem twoim; i Pan, twój Bóg, wybrał ciebie, abyś był narodem szczególnym pod Nim, ponad wszystkimi narodami na ziemi ... I pożresz wszystkie narody, które Pan, Bóg twój, wyda ci ; oko twoje nie będzie miało litości dla nich ... Ale Pan, Bóg twój, wyda ich tobie i wytępi ich potężnym zniszczeniem, dopóki nie zostaną oni wytępieni ...
I wyda ich królów w ręce twoje i ty wytępisz ich imię spod nieba; nie ustoi się nikt przeciwko tobie, dopóki ich nie wytępisz ... Każde miejsce, na którym stanie twoja stopa, będzie twoje ... nawet do najbardziej odległych mórz będą sięgały twoje brzegi ... A w miastach tych narodów, które Pan, twój Bóg, da ci w dziedzictwo, nie zostawisz przy życiu niczego, co oddycha ... (Księga Powtórzonego Prawa)
NOWY TESTAMENT
„Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój: albowiem oni będą nazwani synami Bożymi ... Słyszeliście, że powiedziano: będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół ... Nie gromadźcie skarbów na ziemi ... jaka jest korzyść dla człowieka, choćby cały świat pozyskał, ale stracił duszę swoją?
Kochaj Pana, Boga swego ... to jest pierwsze i największe przykazanie; a drugie podobne jest: kochaj bliźniego swego, jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opierają się całe Prawo i Prorocy ... Jeden jest Pan wasz, Chrystus, a wy wszyscy - bracia ... Kto zechce się wywyższyć, niech będzie poniżony ... Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze ... bo jesteście synami tych, którzy zabijali proroków ... to nauczanie Królestwa Niebiańskiego będzie głoszone w całym świecie, jako świadectwo dla wszystkich narodów ...
Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim ... i uczynił wszystkie narody z jednej krwi ... Wiedzcie, że zbawienie Pańskie posłane jest do nie-Żydów - pogan i usłyszą je ... Ponieważ obietnica, że będzie on władał całym światem, nie było dana Abrahamowi, ani jego potomstwu, zgodnie z prawem, ale tylko przez prawdziwą wiarę ...
Przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią ... „(Ewangelie, Dzieje i Listy).”
Jak widać - religia jest tematem skomplikowanym i sprzecznym, jak zresztą również i degeneralogia, dlatego, z reguły, w dyskusje na tematy religijne staram się nie wchodzić. Mogę tylko dodać, że moją ulubioną modlitwą jest Modlitwa Ostatnich Starców Optyńskich. Oto ona (cytuję z pamięci):
Panie Boże spraw, abym ze spokojem duszy mógł spotkać wszystko, co przyniesie mi nadchodzący dzień. Pozwól mi całkowicie oddać się Twojej Świętej Woli. W każdej godzinie tego dnia - we wszystkim pouczaj i wspieraj mnie. Bez względu na rodzaj informacji, które będę dostawał w ciągu dnia, naucz mnie przyjmować je ze spokojem duszy i twardym przekonaniem, że wszystko jest z Twojej Świętej Woli. We wszystkich moich słowach i uczynkach - kieruj moimi myślami i uczuciami. We wszystkich nieprzewidzianych przypadkach - nie pozwól mi zapomnieć, że wszystko zostało zesłane przez Ciebie. Naucz mnie bezpośrednio i rozumnie obcować z każdym członkiem mojej rodziny, nikogo nie denerwując ani nie zasmucając. Panie Boże, daj mi siłę do zniesienia zmęczenia nadchodzącego dnia i wszystkich jego wydarzeń. Kieruj moją wolą i naucz mnie modlić się, wierzyć, mieć nadzieję, tolerować, przebaczać i kochać. Amen.
- Miałem na myśli religię, jako przedmiot poznania ...
- Religia, jako przedmiot poznania ...
Jak już mówiłem, degeneracja jest integralną częścią cyklu życia. Ten proces trwa już od tysięcy lat. Po prostu wcześniej był on nazywany inaczej. Kiedy ten nowy, świeżo upieczony degenerat zaczyna po raz pierwszy uświadamiać sobie, że różni się on od innych ludzi (od normalnych ludzi) – to pojawia się u niego wybór. Może stać się dobrym zboczeńcem, złym degeneratem lub wstrętnym wyrodkiem.
Rozpatrzmy to na prostym przykładzie.
Kiedy młody sadystyczny homo - nastolatek zaczyna odczuwać po raz pierwszy obecność demonów degeneracji (pragnienia dominacji, atakowania, zabijania) – to może on:
  1. Dołączyć do lokalnego gangu ulicznego (lub zorganizować własny) i zacząć rabować i zabijać lokalnych normalnych ludzi.
  2. Wstąpić do szkoły Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Zostać policjantem i zacząć zabijać i atakować członków lokalnych gangów przestępczych.
Czy widzi Pan różnicę? To samo dotyczy religii.
Jeśli młody homo-nastolatek poczuł obecność destrukcyjnych demonów degeneracji, to może on wstąpić do dowolnego bractwa zakonnego, w którym bracia, z reguły są bardzo doświadczeni w sprawach degeneracji, i pomogą mu walczyć z tymi demonami. W końcu bractwa mnichów mają tysiącletnie doświadczenie w walce z tym złem. Wie Pan, o czym tutaj mówię - post, modlitwa, ciężka praca fizyczna, milczenie, a co najważniejsze - celibat (bezżenność).
Tylko ci z braci, którzy przejdą wieloletnią próbę w walce z demonami degeneracji, przechodzą na bardziej odpowiedzialne stanowiska w hierarchii cerkiewnej (przynajmniej tak, jak było wcześniej). Oni już wiedzą to, o czym tu mówimy. Wszyscy oni poczuli to na własnej skórze. Kapłani większości religii są bardzo dobrze zorientowani w prawach degeneracji i dlatego starają się pomóc lokalnym, świeżo upieczonym, tubylczym degeneratom podjąć właściwą decyzję. Dokonać właściwego wyboru między Bogiem a diabłem.
Kiedy kapłan wysłuchuje spowiedzi - on nie przywiązuje większej uwagi do drobnych grzechów, ale jak tylko wykryje dowolne oznaki degeneracyjnego zachowania– to od razu zaczyna szczegółową rozmowę z nastolatkiem i jednocześnie usilnie zachęca go do wstąpienia do miejscowego bractwa.
Powtarzam raz jeszcze - wszystko to jest wielkim uproszczeniem, ale myślę, że pomoże to Panu nakreślić ogólne zarysy problemu i sposoby jego rozwiązania.
To jest dobre.
Z drugiej strony, homo-nastolatek może wstąpić do klubów degeneratów (Illuminaci, Masoni, Rotary, etc., etc.), zorganizowanych przez przywódcówdegeneracyjnej sekty po to, aby kierować niszczącą energię miejscowych degeneratów - tubylców przeciwko normalnym ludziom przeciwko normalnym strukturom swego państwa.
To będzie obrzydliwe.
A cóż jest wtedy złe?
Złe będzie wtedy, kiedy ten nastolatek nie pójdzie za Bogiem (za braćmi), nie pójdzie za liderami degeneracyjnej sekty (będzie to obrzydliwe), ale będzie się starał oszukać samego Pana Boga poprzez małżeństwo z normalną kobietą, a tym samym całkowicie zniszczyć wszystkie jej marzenia o szczęśliwej rodzinie i o zdrowych dzieciach.
Proszę dobrze zapamiętać - wybór jest zawsze wasz. Zawsze macie wybór.
- Wynika z tego jakaś ponura beznadziejność. Nie pozostawiono nam żadnej szansy. Błyskawicznie degenerująca się ludzkość toczy się z góry w nieuniknioną przepaść ... Okazuje się, że nie ma wyjścia, że ​​wszyscy jesteśmy przeklęci przez Boga ...
- Ależ skąd, Panie! Wręcz przeciwnie! Zawsze uważałem wyższą socjologię za naukę afirmującą życie, pełną optymizmu i wiary w zwycięstwo Dobra.
Oczywiście bezlitosne dane statystyki, twierdzące, że ​​co druga (trzecia) osoba jest mniej lub bardziej zainfekowana degeneracją, z początku po prostu przytłacza. Nawet jakoś nie wierzy się, chce się zwątpić, chce się powiedzieć, że to jedno wielkie nieporozumienie ... Ale to tylko na pierwszy rzut oka.
Jeśli wziąć statystyki ludności ziemi na temat starzenia się, to myślę, że nikogo nie przerazi ten fakt, że w przybliżeniu jedna trzecia ludności zostanie zaliczona do kategorii młodzieżowej, jedna trzecia - do kategorii osób dorosłych, a jedna trzecia - do kategorii osób, wykazujących wyraźne oznaki starzenia się. Starość nas nie szokuje ani nie przeraża. Nikt nie beszta Pana Boga za to, że każdy człowiek w końcu się zestarzeje. To jest naturalny proces. Degeneracja – to jest również proces naturalny. Podobny do procesu starzenia się poszczególnych osób, jest też proces starzenia się klanów.
Wyższa socjologia nigdy nie uważała zboczeńców za ludzi, odrzuconych przez Boga. Podobnie jak nikt z was, mam nadzieję, nie uważa osób starych za ludzi, odrzuconych przez Boga.
Dzieci nie są winni tego, że niektórzy zdegenerowani rodzice zamiast czynić wolę Bożą i zachować godność siwych włosów, zajmują się sztucznym zapłodnieniem i innymi wstrętnymi sztuczkami.
Wyższa socjologia twierdzi, że każdy zboczeniec jest odpowiedzialny tylko za swój osobisty wybór, a nie za wybór swoich rodziców. Dlatego zamiast "przeklęci przez Boga" należy mówić - "przeklęci przez swoich bezbożnych rodziców".
Przyspieszyć, spowolnić lub "wyleczyć" degenerację jest możliwe do pewnego stopnia i w tym system wartości duchowych może odgrywać istotną rolę.
Na przykład ci, których nazywamy "wojownikami przeciwko Bogu", odrzucając Przykazania Chrystusa i żyjąc dla własnego zadowolenia, wkrótce wpadają w krąg zdeprawowanych ludzi i sztucznie zwiększają ilość degeneratów, spełniając nakazy przywódców sekty zdegenerowanej o rozmnażaniu się w dowolny sposób.
Natomiast ci, których nazywamy "posłusznymi Bogu", wypełniają Przykazania Chrystusa i, poprzez samo ograniczanie się, lokalizują to zło.
Dlatego Degeneracja jest pierwotna (pochodzi od rodziców), a walka z Bogiem jest wtórna (jest to wasz osobisty wybór).
Degeneracja nigdy nie powinna być liczona jako wina nosiciela, który ją otrzymał od swoich rodziców. Walka z Bogiem natomiast jest świadomym osobistym wyborem nosiciela degeneracji ze wszystkimi następstwami, które z tego wynikają. Etycznymi, finansowymi i prawnymi.
Aby pomóc w zrozumieniu tego procesu, zastąpmy słowo degeneracja słowem AIDS, a wówczas wiele stanie się dla nas jasne. Człowiek nie ponosi winy za to, że urodził się z rodziców – nosicieli AIDS. Jeśli będzie on żył po ludzku, myśląc o innych ludziach, to może w pewnym stopniu zlokalizować to zło i przerwać łańcuch nieszczęść i cierpień. Natomiast jeśli zacznie żyć dla własnej przyjemności, to zarazi on jeszcze wielu ludzi, a oni z kolei dadzą kolejną populację chorych na tę chorobę dzieci. W naturalnym biegu rzeczy – wszyscy ci nosiciele AIDS wkrótce wymrą, ale jeśli ich zabezpieczenie finansowe przełożyć na zdrową część społeczeństwa, to oni przetrwają i będą jeszcze przez długi czas rozprzestrzeniać tę zarazę dalej.
Dlatego pierwszym zaleceniem wyższej socjologii jest umieszczenie wszystkich zdegenerowanych rodzin na samofinansowaniu. Na umowę rodzinną. Nie można dopuścić, aby okradali oni zdrowych ludzi w celu kontynuowania swoich pederastycznych zabaw.
Drugie zalecenie – to zdjęcie odpowiedzialności prawnej z dzieci rodzin zdegenerowanych w odniesieniu do działań podejmowanych wobec swoich rodziców (i odwrotnie). Zapłata dług krasi (zdobi). Niechaj polubownie w kręgu rodzinnym ustalą - kto komuś i co jest dłużny ...
Dopiero wtedy rodzice zrozumieją całą wagę chrześcijańskiego wychowania w rodzinie. W końcu pozostawanie sam na sam z dziećmi - niechrześcijanami podczas tych ustaleń nie jest zbyt przyjemne ...
Co prawda, trzeba robić poprawkę i na to, że wielu rodziców – zboczeńców o tym wszystkim nie wiedziało ...
Wstrętni degeneraci, po przejęciu mediów, całkowicie blokują tę demaskującą ich informację. Po zapoznaniu się z wyższą socjologią, wszyscy ci rodzice z reguły czują się oszukanymi i zdradzonymi przez zdegenerowaną propagandę, i ja ich rozumiem bardzo dobrze. Dlatego wzywamy wszystkich uczciwych i dobrych zboczeńców, wszystkich oszukanych i ogłupionych przez środki informacji masowej ludzi – aby stanęli ramię w ramię z normalnymi ludźmi i po prostu otwarcie przed całym światem wykrzyknęli: dość naszego oszukiwania, dość tego nieszczęścia i cierpień.
Wstrętni degeneraci – precz ze środków informacji masowej, precz z systemu edukacji, precz ze sztuki, przecz z Cerkwi !!!
Pierwszą jaskółką nowej ery, pierwszą jaskółką końca 300-letniego procesu rozkładu i gnicia kultury chrześcijańskiej, pierwszym wskaźnikiem tego, że u władzy w końcu znalazł się nasz rząd – powinno być natychmiastowe i nieustanne informowanie wszystkich warstw społeczeństwa poprzez środki informacji masowej o zagrożeniach ze strony wstrętnych degeneratów.
Wszyscy ci „patrioci”, którzy omijają tę życiowo ważną sprawę, przypominają mi biada - lekarzy, którzy z mądrą miną godzinami omawiają kolejną dietę dla ciężko chorego człowieka, zamiast tego, aby wyjaśnić charakter bakterii lub wirusa, który wywołał chorobę i natychmiast, póki jeszcze nie jest za późno, przepisać mu niezbędne antybiotyki.
- Jakie jest Pańskie zdanie na temat masonerii?
- Illuminaci, Shriners, Masoni, Teozofowie, Antropozofowie i inne i inne (imię nasze Legion, bo nas jest wielu – odpowiedzieli Mu demony) – wszystko to są kluby, stworzone dla ludzi, którzy czują się „wybranymi”, szczególnymi, pokrzywdzonymi i prześladowanymi przez biurokrację, Cerkiew, akademię lub jakakolwiek inną normalną strukturę państwową. Wszyscy oni tylko czekają na swój czas, aby się policzyć i zemścić się.
W zależności od zawodu wstępują oni do tego czy innego zdegenerowanego klubu. Oczywiście, zawsze tam będą ciekawscy głupcy – gamonie, którzy będą służyć jako osłona, parawan, dekoracja. Prawdziwym natomiast celem tych zdegenerowanych klubów jest identyfikacja aktywnych homo-maniaków, którzy nie zatrzymają się przed niczym, aby tylko dojść do władzy.
Pamiętajcie – władza to najsilniejszy narkotyk.
- Czy są dobrzy masoni?
- Oczywiście, wśród masonów są i dobrzy ludzie. Są nawet patrioci swego kraju. Normalni ludzie są w każdej organizacji. I wśród komunistów i faszystów, wśród syjonistów i wśród masonów. Przecież wielu z nich jest tam z powodu ignorancji. Przez nieznajomość podstaw wyższej socjologii. Jeśli zapoznają się oni zwyższą socjologią, to wówczas powinni zachowywać się już inaczej ...
Z mego wieloletniego doświadczenia mogę powiedzieć, że każdy człowiek, który nie przyjmuje podstawowych zasad wyższej socjologii, z reguły, jest człowiekiem z nieczystym sumieniem, to znaczy, zdiablonym, a to jest już pierwsze stadium obłędu. Jest to to, co psychiatra Laurent nazywał obłędem moralnym. Z reguły takich ludzi nie można już uważać za normalnych, ani pod względem moralnym, ani seksualnym.
Oczywiście, można się nie zgadzać z pewnymi szczegółami, z historycznymi ocenami niektórych osobistości, podanymi w wyższej socjologii. Monarchistom może się nie podobać mój stosunek do Piotra I i Mikołaja II. Prawosławnym może nie podobać się mój stosunek do pederasty biskupa Nikona z Jekatierynburgu, do pederasty biskupa Korsuńskiego Gurii, do pederasty metropolity Nikodema (Rotowa). Patriotom – mój stosunek do narodowych patriotów Limonowa, Sztilmarka, Żyrinowskiego. Komunistom – do Marksa, Engelsa, Lenina i Stalina. Tak, wielu nie dogodziłem …
Jednak normalni ludzie rozumieją, że to nie jest najważniejsze. Normalni ludzie po prostu pominą te wszystkie, niezbyt przyjemne dla nich miejsca, ale istotę problemu oni zrozumieją i za te wiedzę będą gotowi przebaczyć autorowi „ataki” na swoich małych bożków.
Wiecie, że Apostoł Paweł był w swoim czasie bardzo dobrym i energicznym faryzeuszem. Był nawet członkiem żydowskiego Sanhedrynu (było to wtedy, kiedy był jeszcze ortodoksyjnym Żydem o imieniu Saul). W tym czasie nienawidził i prześladował Chrześcijan całym swoim sercem, jako wrogów prawdy (w jego rozumieniu). Kiedy natomiast spotkał się z nauką Chrystusa, zmienił swoje poglądy i z taką samą gorliwością i zapałem zaczął walczyć już o nową prawdę.
A pasterze gadareńscy po spotkaniu Chrystusa i wysłuchaniu Go, powiedzieli Nauczycielowi – odejdź od nas precz. Przeszkadzasz nam paść nasze świnie ...
Czy widzicie różnicę?
Jeśli mason szuka prawdy i naprawdę stara się pomóc ludziom, to on - podobnie jak kiedyś członek Sanhedrynu Saul - może początkowo mylić się i czynić zło, sądząc, że czyni dobro. I będzie to nie jego wina, ale wina tych, którzy go oszukali. Ale są ludzie, którym nie zależy na poszukiwaniu prawdy. Są ludzie, którzy potrzebują tylko osobistych korzyści, ponieważ dla nich - ich świnie są droższe ... Tacy ludzie pozostaną w masonerii nawet po przeczytaniu wszystkich moich wykładów na temat wyższej socjologii.
- Jakie jest Pańskie zdanie o ANTYSEMITACH i ich walce z Żydami?
- Największym narodem semickim na ziemi są Arabowie. Dlatego ci, którzy są nieprzyjaźni w stosunku do Arabów, są prawdziwymi antysemitami. Natomiast ci, którzy uciskają Arabów, powtarzam - tego najliczniejszego w świecie plemienia Semitów, - wszyscy ci, którzy usuwają Arabów z ich ziem, od wieków przez nich zasiedlonych są antysemitami do potęgi drugiej, czyli są to prawdziwi, najbardziej okrutni i zacięci antysemici.
A ci, którzy nazywają siebie Żydami, po pierwsze stanowią mniej niż jedną setną część całej ludności semickiej, a po drugie, najprawdopodobniej – w ogóle nie mają do Semitów żadnego stosunku, będąc narodem tureckiego - chazarskiego pochodzenia.
Nawiasem mówiąc, zdecydowana większość Semitów – to Muzułmanie, a normalni Muzułmanie (właśnie normalni, a nie okrutnicy - fanatycy, którzy są w każdej religii - zarówno w Islamie, jak i w Chrześcijaństwie) zawsze mówili z szacunkiem o Chrystusie i zawsze uważali Go za posłańca Bożego.
Natomiast Żydzi nigdy Chrystusa nie uznawali, ale zawsze prześladowali i ostatecznie ukrzyżowali Go na krzyżu.
Któż więc jest nam bliższy duchem? Semici - Arabowie czy złośliwi Antysemici - Żydzi?
- Czy uważa Pan, że istnieje ogólnoświatowy spisek?
- Czy istnieje ogólnoświatowy spisek ... Widzi Pan, degeneraci na podobieństwo mikrobów dżumy zabijają zdrowy organizm, ale i sami przy tym giną wraz z nim.Degeneraci , podobnie jak wirus AIDS atakują i niszczą systemy obronne organizmu, doprowadzając go do śmierci.
Czy mikroby spiskują, by zabić zdrowe ciało? Czy wirusy mają plan ataku i zniszczenia jego systemów obronnych? Nie sądzę, żeby mikroby z wirusami miały jakiś ogólnoświatowy spisek przeciwko zdrowym ludziom. Niszczą i zabijają z powodu swojej natury. Są oni po prostu niezdolni do robienia czegokolwiek innego. Taką mają naturę...
Jeśli jednak ktoś będzie umieszczał pojemniki z bakteriami dżumy w strategicznie ważnych miejscach - na stacjach metra, na dworcach kolejowych, na lotniskach (aby zainfekować i zniszczyć jak najwięcej ludzi), to czy mają oni jakiś plan? Jeśli ktoś umieszcza degeneratów na strategicznie ważnych stanowiskach w prasie, telewizji, systemie edukacji, w wojsku, w Cerkwi – to czy mają oni jakiś plan?
Proszę mi odpowiedzieć na to pytanie ...
- Jakie główne zadanie widzi Pan w swoich wykładach na temat wyższej socjologii?
- Pierwszym głównym zadaniem moich wykładów na temat wyższej socjologii jest troska o ludzi normalnych, troska o zachowanie puli genowej wszystkich narodów świata, troska o stworzenie zdrowych rodzin, tj. troska o zdrowie narodów (nacji). Wszystkich narodów (nacji) świata bez wyjątku. W tym celu należy szeroko i nieustannie zapoznawać wszystkie warstwy ludności z prawami wyższej socjologii, a tym samym zminimalizować zagrożenie dla puli genowej narodów poprzez bezmyślne związki ze wstrętnym bionegatywem.
Drugim głównym zadaniem moich wykładów na temat wyższej socjologii jest troska o zboczeńców, tj. walka o dusze zboczeńców. Powtarzam, dobrzy zboczeńcyzawsze byli, są i będą naszymi przyjaciółmi i sojusznikami. Oni najlepiej od innych potrafią zidentyfikować wstrętnych degeneratów i przeciwstawić się ich brudnym sztuczkom.

submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.12.05 20:22 Gazetawarszawska NIE-BOSKA KOMEDIA


NIE-BOSKA KOMEDIA
– STRESZCZENIE SZCZEGÓŁOWE –
ZYGMUNT KRASIŃSKI
NIE-BOSKA KOMEDIA: Oświęcim 27 stycznia 2014
Szałas – lamp kilka – księga rozwarta na stole – Przechrzty. https://www.gazetawarszawska.com/index.php/historia/2588-nie-boska-komedia

PRZECHRZTA Bracia moi podli, bracia moi mściwi, bracia kochani, ssajmy karty Talmudu jako pierś mleczną, pierś żywotną, z której siła i miód płynie dla nas, dla nich gorycz i trucizna.
CHÓR PRZECHRZTÓW Jehowa pan nasz, a nikt inny. – On nas porozrzucał wszędzie, On nami, gdyby splotami niezmiernej gadziny, oplótł świat czcicielów Krzyża, panów naszych, dumnych, głupich, niepiśmiennych . – Po trzykroć pluńmy na zgubę im – po trzykroć przeklęstwo im.
PRZECHRZTA Cieszmy się, bracia moi. – Krzyż, wróg nasz, podcięty, Zbutwiały, stoi dziś nad kałużą krwi, a jak raz się powali, nie powstanie więcej. – Dotąd pany go bronią.
CHÓR Dopełnia się praca wieków, praca nasza markotna, bolesna; zawzięta. – Śmierć panom – po trzykroć pluńmy na zgubę im – po trzykroć przeklęstwo im!
PRZECHRZTA Na wolności bez ładu, na rzezi bez końca, na zatargach i złościach, na ich głupstwie i dumie osadzim potęgę Izraela- tylko tych panów kilku – tych kilku jeszcze zepchnąć w dół- trupy ich przysypać rozwalinami Krzyża. –
CHÓR Krzyż znamię święte nasze – woda chrztu połączyła nas z ludźmi – uwierzyli pogardzający miłości pogardzonych. – Wolność ludzi prawo nasze – dobro ludu cel nasz – uwierzyli synowie chrześcijan w synów Kaifasza . – Przed wiekami wroga umęczyli ojcowie nasi – my go na nowo dziś umęczym i nie zmartwychwstanie więcej. –
PRZECHRZTA Chwil kilka jeszcze, jadu żmii kropel kilka jeszcze – a świat nasz, nasz, o bracia moi! –
CHÓR Jehowa Pan Izraela, a nikt inny. – Po trzykroć pluńmy na zgubę ludom – po trzykroć przeklęstwo im! –
Słychać stukanie.
PRZECHRZTA Do roboty waszej – a ty, święta księgo, precz stąd, by wzrok przeklętego nie zbrudził kart twoich. – Talmud chowa. Kto tam?
GŁOS ZZA DRZWI Swój! – W imieniu Wolności, otwieraj! –
PRZECHRZTA Bracia do młotów i powrozów! Otwiera.
LEONARD wchodząc Dobrze, obywatele, że czuwacie i ostrzycie puginały na jutro. Do jednego z nich przystępuje. A ty co robisz w tym kącie?
JEDEN Z PRZECHRZTÓW Stryczki, obywatelu.
LEONARD Masz rozum, bracie – kto od żelaza nie padnie w boju, ten na gałęzi skona. –
PRZECHRZTA Miły obywatelu Leonardzie, czy sprawa pewna na jutro? –
LEONARD Ten, który myśli i czuje najpotężniej z nas wszystkich, wzywa cię na rozmowę przeze mnie. – On ci sam na to pytanie odpowie.
PRZECHRZTA Idę – a wy nie ustawajcie w pracy – Jankielu, pilnuj ich dobrze. Wychodzi z Leonardem.
CHÓR PRZECHRZTÓW Powrozy i sztylety, kije i pałasze, rąk naszych dzieło, wyjdziecie na zatratę ím – oni panów zabiją po błoniach – rozwieszą po ogrodach i borach – a my ich potem zabijem, powiesim. – Pogardzeni wstaną w gniewie swoim, w chwałę Jehowy się ustroją; słowo Jego zbawienie, miłość Jego dla nas zniszczeniem dla wszystkich. – Pluńmy po trzykroć na zgubę im, po trzykroć przeklęstwo im! –
+++
Namiot – porozrzucane butelki, kielichy.
PANKRACY
…………………………………. …………………..

NIE BOSKA KOMEDIA

– STRESZCZENIE SZCZEGÓŁOWE –

ZYGMUNT KRASIŃSKI

Motto:
  1. Bezimienny „Do błędów, nagromadzonych przez przodków, dodali to, czego nie znali ich przodkowie – wahanie się i bojaźń; i stało się zatem, że zniknęli z powierzchni ziemi i wielkie milczenie jest po nich”
  2. Hamlet (szekspirowski bohater) „To be or not to be that is the question” (tł. “Być albo nie być, oto jest pytanie”)
Dedykacja: „Poświęcone Marii”
(Zapewne chodzi o Joannę Bobrową, nazywaną przez Krasińskiego Marią, którą poznał w Rzymie w 1834 roku).
Część pierwsza:
a) część epicka – rozbudowana apostrofa do Poety lub Poezji:
Poeta zwraca się bezpośrednio do Poezji, ironizując na jej temat i mówiąc z niemałym przekąsem o wszystkich jej „dobrodziejstwach”. Do Poezji należy bowiem wszystko na świecie, każde zjawisko może stać się również Jej udziałem, jeżeli tylko Ta obierze je sobie za swój punkt zainteresowania. Przemawia do Niej: „Chwale twojej niby nic nie zrówna”. Jednocześnie zwraca uwagę na pewien znaczny dysonans pomiędzy tym, o czym każdy artysta pisze w danej chwili (a więc mogą to być myśli zupełnie ulotne, w konkretnym momencie nawet mało znaczące) a tym, co czuje i myśli przez cały czas, wewnątrz siebie. Poeta zarzuca Poezji, że niesie piękno, lecz sama ową pięknością nie jest; głosi o istnieniu światła, a sama jego nigdy nie widziała. Porównuje Ją do niewiasty, która na zawsze naznaczona jest swoją ziemskością, lecz chwilami przybiera postać anioła – jest to jednak postać fałszywa, bo aniołem tak naprawdę nigdy nie będzie. Na końcu poeta wyraża pochwałę stanu, w którym Poezja autentycznie napełnia serce człowieka i prowadzi go ku dobremu, mieszka w nim jak Bóg (nikt Go nie widział ani nie słyszał, lecz ci, którzy wierzą w Jego istnienie, oddają Mu cześć i hołd). Potępia natomiast fakt, iż wielu twórców pisze tylko po to, by dostarczać sobie i innym ludziom przyjemności z tego tytułu, a nie podejmuje się wszczepienia w swą poezję żadnej szlachetnej idei prowadzącej do „podniesienia życia”.
b) część dramatyczna – akcja właściwa, dialogi:
Nad światem przelatuje Anioł Stróż, który błogosławi wszystkim tym, którym pozostało jeszcze serce, bo tylko tacy zostaną zbawieni (wg J. Kleinera Krasiński „umyślnie może w początkowej wypowiedzi dramatu nacisk położył na wyraz ‘serce’, bo ‘Nie-Boska komedia’ będzie poematem o braku serca”). Nad pewnym domem wypowiada rozkazanie, jakoby obok mężczyzny w nim mieszkającego miała pojawić się „dobra i skromna” żona oraz dziecko.
Pojawia się Chór Złych Duchów, którzy nakazuje widmom nawiedzić ten sam dom – przewodniczyć ma im cień nałożnicy ubranej w kwiaty i przypominającą dziewicę – natchnienie każdego poety oraz starego orła zdjętego z palu – pod postacią sławy. Złe Duchy mają zamiar zesłać na poetę wszystkie najgorsze pokusy.
Wewnątrz kościoła odbywa się ślub, a ponad nim „kołysze się” Anioł Stróż, który przepowiada, iż w przypadku, gdy Mąż dochowa przysięgi małżeńskiej, wówczas zostanie zbawiony, on sam po ceremonii zaślub mówi do żony: „przeklęstwo mojej głowie, jeśli ją kiedy kochać przestanę” (wg Kleinera romantycy motyw ciążącej nad człowiekiem klątwy czerpali z idei fatum w starożytności). Potem akcja przenosi do komnaty pełnej osób, w której to odbywa się przyjęcie – małżonkowie zapewniają siebie nawzajem o wielkim uczuciu.
W nocy Zły Duch pod postacią dziewicy (której to „czarty każą świętą udawać”) przechadza się po ogrodzie, po cmentarzu i zachodzi do sypialni nowożeńców, przenika przez umysł śpiącego Męża i pojawia się w jego śnie. Ten, zbudzony, spogląda na swą żonę i szybko przekonuje się, że popełnił błąd, biorąc z nią ślub; że jest tylko dobra, zaś „tamta” była wszystkim, co kochał i o czym marzył. Kiedy spostrzega, że to nie był tylko sen i ową niewiastę widzi również na jawie, wyrzuca sobie, że wyrzekł się „kochanki lat młodych”, „duszy swej duszy” (Poezji), a pojął za żonę inną kobietę, której nie miłuje wcale. Żona jego budzi się i pyta, co się wydarzyło, na co mężczyzna odpowiada jej, iż musi zaczerpnąć świeżego powietrza, ale sam, bez niej.
Mąż przechadza się po ogrodzie i cieszy się tym, że znów ma przy sobie swoją lubą. Prosi, by ta zabrała go ze sobą, gdziekolwiek przebywa. Dziewica pyta mu się, czy na pewno pójdzie za nią wszędzie i o każdej porze. Otrzymuje potwierdzenie. Po chwili słychać nawoływanie Żony, aby jej ślubny powrócił do domu, albowiem na dworze jest zimno.
Mija jakiś czas. Małżonkowie rozmawiają. Żona wyrzuca Mężowi, że od miesiąca się do niej nie odzywa; mówi, iż poszła do spowiedzi, lecz nie była sobie w stanie przypomnieć żadnych rażących grzechów, na co Mąż odpowiada jej dwuznacznie: „Czuję, że powinienem cię kochać”. Ona nie rozumie tych słów, woli, żeby powiedział jej, że nie kocha jej wcale i ją zostawił, aniżeli okazywał obojętność. Prosi jedynie o miłość dla ich dziecka, aby jej ją obiecał. Mąż obiecuje miłość i dziecku, i jej samej. W tym czasie pojawia się znów duch Dziewicy, która wzywa Męża. Żona od razu wyczuwa od niej „siarkę i zaduch grobowy”, ale Mąż nie dość, że tego nie słucha, to na dodatek odchodzi za swoją kochanką. Postanawia opuścić swój dom i rodzinę całą. Żona woła za nim: „Henryku! Henryku!”, po czym upada na ziemię z dzieckiem, mdlejąc.
Odbywa się chrzest dziecka. Goście zastanawiają się, gdzie jest jego ojciec. Żona podchodzi do małego Orcia i błogosławi mu, aby stał się poetą, gdyż tylko dzięki temu ojciec go w przyszłości nie porzuci i nie wyrzeknie się go; wówczas również wybaczy jej samej to, że ona sama nie była i nie będzie nigdy przesiąknięta poezją.
Mąż podąża za Głosem Dziewicy, mija „góry i przepaście ponad morzem”. Po drugiej stronie przepaści stoi owa Dziewica, która nakazuje mu uwiązać się jej dłoni i wzlecieć. W tym też momencie czar pryska i przed Mężem pojawia się obskurna postać nałożnicy – taka, jaką ją widziała Żona (kwiaty odpadły na ziemię i zaczęły czołgać się jak żmije; wiatr zdarł piękną suknię; „deszcz kapie z włosów”, „kości nagie wyzierają z łona”, „błyskawica źrenice wyżarła”). Chór Duchów Złych pozwala wrócić niewieście do piekła po tym, jak uwiodła „serce wielkie i dumne”. Wtedy dopiero Mąż zwraca się do Boga; pyta się Go, czy zostanie potępiony za swą naiwność i srogie czyny, jakich się dopuścił. Złe Duchy urządzają sobie igraszkę z jego losu, wobec czego Mąż chce się rzucić w przepaść. Pojawia się jednak Anioł Stróż, który nakazuje mu wracać do domu i więcej nie grzeszyć.
Kiedy Mąż wraca do domu, nie zastaje swej żony Marii. Od służącego dowiaduje się, iż trafiła ona do domu wariatów. Postanawia ją w nim odwiedzić. Tam dowiaduje się od Żony Doktora, że stan chorej jest bardzo poważny. Podczas rozmowy z Marią Henryk przekonuje się, że postradała ona wszystkie zmysły, albowiem ta wmawia mu, iż wielokrotnie prosiła Boga o to, by zamienił ją w poetkę, aż w końcu wysłuchał jej próśb, więc odtąd Mąż nie musi nią pogardzać. Ponadto mówi, że i Orcio zostanie poetą, ponieważ przy chrzcie dodała przekleństwo nad jego imieniem, że jeśli nim nie będzie, to odda go na stracenie. Odzywają się głosy szaleńców: spod posadzki, z lewej strony, z prawej ściany, z sufitu, które wyrażają własne wizje końca świata (w stylu Apokalipsy św. Jana – np. „słońce trzecią część blasku straciło – gwiazdy zaczynają się po drogach swoich – niestety”). Taką wizję roztacza również Żona: nadejdzie czas, kiedy wszyscy zaczną jednakowo konać, a Chrystus już wówczas nie pomoże, gdyż krzyż swój rzuci w otchłań; jedyną nadzieją dla ludu jest modląca się Matka Boża. Na końcu Żona umiera z wyczerpania.
Część druga:
a) część epicka – apostrofa do Orcia, dziecka Marii i Henryka:
Poeta zadaje pytania retoryczne młodemu dziecięciu, które swoim zachowaniem nie przypomina swych rówieśników – nie bawi się, tylko wciąż pozostaje smutne, marzące i bujające w obłokach: „wzrastasz i piękniejesz – nie ową świeżością dzieciństwa mleczną i poziomkową, ale pięknością dziwnych, niepojętych myśli, które chyba z innego świata płyną ku tobie”.
b) dramat właściwy:
Mąż wraz z Orciem modlą się przy grobie Marii (wątek autobiograficzny: Krasiński również chadzał ze swym ojcem na grób matki). Orcio wypowiada słowa modlitwy „Zdrowaś Mario” – lecz nie w ten sposób, jaki nakazuje wyuczona formułka – chłopiec sam wymyśla do niej słowa. Mąż gani go za to. Orcio odpowiada, że w śnie często widuje matkę, która przepowiada mu, że zbiera dla niego „myśli i natchnienie”, żeby upodobnił się do ojca. Mąż pyta się Marii, dlaczego nęka ich syna z zaświatów. Mówi, że od dziesięciu lat (a więc tyle czasu minęło od śmierci Marii) nie może zaznać chwili spokoju.
Mąż spaceruje z Filozofem. Rozmawiają na temat wyzwolenia kobiet i Murzynów, o tym, że właśnie nadchodzi czas owego wyzwolenia. Filozof jest przedstawicielem stronnictwa ludzi wierzących w postęp i „odrodzenie ludzkości”, lecz tylko na drodze rewolucji okupionej krwią. Mąż pyta się, czy jego towarzysz widzi drzewo spróchniałe na drodze – świadczy to o jego niewierze w żadne dobro, Mąż nie wierzy już bowiem w nic, wszystko zdaje się mu bezużyteczne i bezsensowne. Nawet jego własne życie.
Mąż znajduje się w wąwozie pomiędzy górami, jest sam. Wygłasza monolog, w którym przyznaje się przed sobą, że nie ma w nim już żadnej wiary, miłości, a jedynie strach o obłąkanie i nieuchronną całkowitą ślepotę Orcia. Otaczają go: Głos Anioła Stróża oraz Mefisto, pojawia się również Orzeł i żmija.
W pokoju znajduje się Mąż, Lekarz oraz 14-letni już Orcio. Lekarz zapowiada, że dziecko ma postępującą ślepotę, aż w końcu jego oczy przestaną już widzieć całkowicie (wątek autobiograficzny: Krasiński także miał z nimi problemy). Mąż pyta wielokrotnie Lekarza, czy nie da się nic zrobić w tej sprawie, że odda pół swego majątku, byle uzdrowić chłopaka. Medyk odpowiada, iż jest to zaćma i nie da się jej uleczyć. Mąż pyta więc Orcia, czy ten jeszcze cokolwiek widzi. 14-latek mówi, że teraz widzi już oczami duszy i słyszy głosy – to mu wystarcza. Tymczasem Głos Skądsiś mówi do Męża: „Twój syn poetą – czegóż żądasz więcej?”.
Którejś nocy Mąż przybiega do Lekarza i z przerażeniem informuje go, że od kilku dni Orcio budzi się o północy i mówi przez sen. Tej nocy chłopak rozmawia ze swoją matką oraz rzecze: „jam się urodził synem światła i pieśni”. Orcio budzi się i w ogóle nie jest w stanie sobie przypomnieć, co się z nim przed chwilą działo, ale że tak, jak jest, to jest dobrze, po czym zasypia na nowo.
Po tym wydarzeniu Mąż wygłasza mowę, skierowaną do pogrążonego już w głębokim śnie syna: „Niech moje błogosławieństwo spoczywa na tobie – nic ci więcej dać nie mogę, ni szczęściá, ni światła, ni sławy – a dobija godzina, w której będę musiał walczyć, działać z kilkoma ludźmi przeciwko wielu ludziom. Gdzie się ty podziejesz, sam jeden i wśród stu przepaści, ślepy, bezsilny, dziecię i poeto zarazem, biedny śpiewaku bez słuchaczy, żyjący duszą za obrębami ziemi, a ciałem przykuty do ziemi – o ty nieszczęśliwy, najnieszczęśliwszy z aniołów, o ty mój synu!”.
Część trzecia:
a) część epicka – apostrofa do Męża:
„Ktokolwiek jesteś, powiedz mi, w co wierzysz – łatwiej byś życia się pozbył, niż wiarę jaką wynalazł, wzbudził wiarę w sobie. Wstydźcie się, wstydźcie wszyscy mali i wielcy – a mimo was mimo żeście mierni i nędzni, bez serca i mózgu, świat dąży ku swoim celom, rwie za sobą, pędzi przed się, bawi się z wami, przerzuca, odrzuca – walcem świat się toczy, pary znikają i powstają, wnet zapadają, bo ślisko – bo krwi dużo – krew wszędzie – krwi dużo, powiadam wam”.
Poeta pyta anonimowego odbiorcę, czy widzi tłumy zalegające pod bramami miasta, które zbierają się w grupki, rozmawiają o czymś tajemniczym, rozbijają namioty, żyją jak jedna wielka wspólnota: „Kubek lata z rąk do rąk – a gdzie ust się dotknie, tam głos się wydobędzie, groźba, przysięga lub przeklęstwo – On lata, zawraca, krąży, tańcuje, zawsze pełny, brzęcząc, błyszcząc, wśród tysiąców. – Niechaj żyje kielich pijaństwa i pociechy!”.
Poeta pyta tego samego odbiorcę (a może wielu? – „czy widzicie…?”) o to, czy dostrzega, jak ludzie ci z wielką niecierpliwością czegoś wyczekują, pragną wzniecić jakiś hałas, zamieszki, szepczą coś sobie wzajemnie, „wszyscy nędzni, ze znojem na czole, z rozczuchranymi włosy, w łachmanach, z spiekłymi twarzami, z dłoniami pomarszczonymi od trudu – ci trzymają kosy, owi potrząsają młotami, heblami – patrz – ten wysoki trzyma topór spuszczony – a tamten stemplem żelaznym nad głową powija; dalej w bok pod wierzbą chłopię małe wisznię do ust kładzie, a długie szydło w prawej ręce ściska”. Wszyscy są głodni i biedni, noszą obdarte ubrania i na czole mają wyrytą chęć zemsty.
Nagle między tłumem tym zapanowuje jakiś „szum wielki”, pyta więc poeta o to, czy „to radość czy rozpacz?”, zadaje pytania retoryczne o to, jakie intencje drzemią w tychże ludziach. Spośród nich wychodzi bowiem jeden, staje na krześle i przemawia do wszystkich zebranych wokół niego: „Głos jego przeciągły, ostry, wyraźny – każde słowo rozeznasz, zrozumiesz- ruchy jego powolne, łatwe, wtórują słowom, jak muzyka pieśni – czoło wysokie, przestronne, włosa jednego na czaszce nie masz, wszystkie wypadły, strącone myślami – skóra przyschła do czaszki, do liców, żółtawo się wcina pomiędzy koście i muszkuły – a od skroni broda czarna wieńcem twarz opasuje – nigdy krwi, nigdy zmiennej barwy na licach – oczy niewzruszone, wlepione w słuchaczy – chwili jednej zwątpienia, pomieszania nie dojrzeć; a kiedy ramię wzniesie, wyciągnie. wytęży ponad nimi, schylają głowy, zda się, że wnet uklękną przed tym błogosławieństwem wielkiego rozumu – nie serca – precz z sercem, z przesądami, a niech żyje słowo pociechy i mordu!”.
Wódz ten przyrzeka zebranym, że zapewni im „chleb i zarobek”. Owym władcą tych dusz jest Pankracy. Ludzie krzyczą wokoło: „chleba nam, chleba, chleba!”, „Śmierć panom, śmierć kupcom – chleba; chleba!”, a także: „Niech żyje Pankracy!”.
b) część dramatyczna – akcja właściwa, dialogi:
Przechrzta siedzi w swoim szałasie (mianem tym pogardliwie zostają określeni Żydzi, którzy dopatrując się rozmaitych korzyści osobistych, zmienili swoją wiarę na chrześcijańską). Na jego stole leży księga. Mówi: „Bracia moi podli, bracia moi mściwi, bracia kochani, ssajmy karty Talmudu jako pierś mleczną, pierś żywotną, z której siła i miód płynie dla nas, dla nich gorycz i trucizna”. Chór Przechrztów odpowiada mu, iż jedynym ich Panem jest Jehowa, że nie ma dla nich innego Boga. Przechrzta zapewnia, że wspólnie pomścić i zniszczyć muszą krzyż, który patronuje chrześcijańskim panom arystokratom. Chór przepowiada im rychłą śmierć – za wszystkie dawne upokorzenia i konflikty, „po trzykroć przekleństwo im!”. Ich miny sugerują bardzo złowrogie nastawienie, są jakoby samoistną zapowiedzią przyszłego rozwoju najgorszych wypadków.
Przechrzta zapewnia, że w miejscu tym, gdzie obecnie panuje ogromne bezprawie, gdzie panowie bez skrupułów wykorzystują swych podwładnych, gdzie szerzy się „rzeź bez końca”, „wolność bez ładu”, dochodzi do zatargów oraz złości – że właśnie tutaj zostanie osadzona nowa potęga Izraela, nowe państwo narodu wybranego. Aby tego dokonać, należy bowiem wpierw „tylko tych panów kilku – tych kilku jeszcze zepchnąć w dół- trupy ich przysypać rozwalinami Krzyża”. Nakazuje po trzykroć splunąć na ziemię Chórowi, aby móc dokonać aktu zemsty, by ta w pełni się wykonała. Nakazuje więc chwilowo schować świętą księgę, ażeby nie była ona niemym świadkiem wypowiadania tych jakże znaczących słów.
Do szałasu wchodzi Leonard – jeden z przywódców rozszalałego, gotowego na wszystko tłumu. Wzywa Przechrztę, aby udał się wraz z nim, bo „ten, który myśli i czuje najpotężniej z nas wszystkich” wezwał go na rozmowę (tj. Pankracy). Chór przemawia słowa zemsty: „Powrozy i sztylety, kije i pałasze, rąk naszych dzieło, wyjdziecie na zatratę ím – oni panów zabiją po błoniach – rozwieszą po ogrodach i borach – a my ich potem zabijem, powiesim. – Pogardzeni wstaną w gniewie swoim, w chwałę Jehowy się ustroją; słowo Jego zbawienie, miłość Jego dla nas zniszczeniem dla wszystkich. – Pluńmy po trzykroć na zgubę im, po trzykroć przeklęstwo im!”.
Pankracy pyta Przechrztę, czy ten zna przypadkiem hrabiego Henryka, ponieważ chciałby, aby się do niego udał i przyprowadził przed jego oblicze na ważną rozmowę, która ma się odbyć pojutrze w nocy, zupełnie potajemnie. Przechrzta pyta, ilu dostanie w tym celu ludzi do pomocy, na co otrzymuje natychmiastową odpowiedź, iż udać ma się tylko i wyłącznie sam, gdyż jego strażą ma być imię Pankracego, zaś jego plecami „szubienica, na której powiesiliście Barona zawczoraj”. A jeśli Henryk go zamknie w więzieniu albo zabije, wówczas Przechrzta zostanie męczennikiem za Wolność Ludu.
Leonard dziwi się Pankracemu, że ten chce rozmawiać z wrogiem, podczas gdy wokoło szaleje dziki tłum, który domaga się natychmiastowej zemsty, przelewu krwi i nastania zupełnie nowych rządów – rządów należących do prostych ludzi, nie zaś do arystokracji, jak też było do tej pory. Wychodzi również na jaw, iż panowie ukrywają się w okopach Świętej Trójcy i oczekują na przybycie rewolucjonistów „jak noża gilotyny”. Przez Pankracego przemawia pycha, albowiem jest pewien zwycięstwa swoich zwolenników, arystokratom zwiastuje zatem rychłą klęskę: „Wszystko jedno – oni stracili siły ciała w rozkoszach, siły rozumu w próżniactwie – jutro czy pojutrze legnąć muszą”. Leonard pyta więc, co jest powodem wstrzymania się od ostatecznego ataku, na co Pankracy odpowiada krótko, że jego własna, niczym nie przymuszona wola, od której przecież nie powinno być żadnego odwołania. Leonard zarzuca mu zdradę, przestaje wierzyć w jego szczere intencje, ażeby doprowadzić lud do zwycięstwa, później jednak opamiętuje się, lecz mówi: „Uniosłem się, przyznaję – ale nie boję się kary. – Jeśli śmierć moja za przykład służyć może, sprawie naszej hartu i powagi dodać, rozkaż”. Widząc ten gorliwość, główny przywódca nie chce mu zrobić krzywdy, albowiem dostrzega w swym rozmówcy rzeczywistego bojownika o wolność i sprawiedliwość, pragnie więc pozostawić go zupełnie nietkniętym. Godzą się i zaczynają rozmowę na temat wszelkich przygotowań do ostatecznej walki: „Czy posłałeś do magazynu po dwa tysiące ładunków?”, „A składka szewców oddana do kasy naszej?”. Po chwili temat ten schodzi na hrabiego Henryka, o którego ponownie dopytuje się Pankracy. Leonard odpowiada, iż nie obchodzi go los panów, zatem również i los Henryka, który należy do warstwy obecnie rządzących. Pankracy przyznaje, że interesuje go ta postać, ponieważ – tak jak i on sam – jest wodzem, tyle że obozu wrogów. Z tego tytułu pragnie się z nim spotkać osobiście, spojrzeć w oczy i próbować namówić na przejście na ich stronę, zrzeczenie się swoich przekonań, swego szlachectwa. Pankracy dostrzega w Henryku nie tylko „zabitego arystokratę”, ale również poetę. Leonard przy odejściu pyta raz jeszcze, czy jego pochopne podejrzenie zostaje mu wybaczone, na co wódz rzecze mu: „Zaśnij spokojnie – gdybym ci nie przebaczył, już byś zasnął na wieki”. Zastrzega sobie jednak, że ma się on wybrać wraz z nim na potajemne spotkanie z Henrykiem. Oboje rozstają się.
Pankracy zostaje sam. Myśli o równorzędnym sobie wodzu. Czuje, że to nie jest zwyczajny wróg, którego mógłby po prostu pokonać. Zanim to uczyni, chciałby go wpierw przekonać do swoich racji i w miarę, gdyby przystał na takie rozwiązanie, darowałby mu dawne winy. Z tego też względu wygłasza monolog: „Dlaczegóż mnie, wodzowi tysiąców, ten jeden człowiek na zawadzie stoi? – Siły jego małe w porównaniu z moimi- kilkaset chłopów, ślepo wierzących jego słowu, przywiązanych miłością swojskich zwierząt… To nędza, to zero. – Czemuż tak pragnę go widzieć. omamić? – Czyż duch mój napotkał równego sobie i na chwilę się zatrzymał? – Ostatnia to zapora dla mnie na tych równinach – trza ją obalić, a potem… Myśli moja, czyż nie zdołasz łudzić siebie jako drugich łudzisz – wstydź się, przecię ty znasz swój cel; ty jesteś myślą – panią ludu – w tobie zeszła się wola i potęga wszystkich – i co zbrodnią dla innych, to chwałą dla ciebie. – Ludziom podłym, nieznanym nadałaś imiona – ludziom bez czucia wiarę nadałaś – świat na podobieństwo swoje – świat nowy utworzyłaś naokoło siebie – a sama błąkasz się i nie wiesz, czym jesteś. – Nie, nie, nie – ty jesteś wielką!”. Po tych słowach siada na krześle i rozpoczyna dalsze rozmyślania.
Następuje zmiana miejsca akcji. Mąż przebrany w czarny płaszcz idzie w towarzystwie Przechrzty. Przemierza bór, w którym znajduje się kilka szałasów, namiotów, jest tam także łąka, szubienica, ludzie rozpalają ogniska i skupiają się wokół nich. Mąż, idąc, obserwuje wszystko to, co się w tym miejscu dzieje. Henryk nakazuje Przechrzcie, żeby nie dawał po sobie poznać, że prowadzi wroga, obcego człowieka – ma z nim rozmawiać jak z dawnym znajomym, a przy okazji odpowiadać na wszystkie zadane przez niego pytania, ponieważ w przeciwnym razie zabije go, gdyż w gruncie rzeczy nie dba o jego życie wcale. Pierwszą rzeczą, która zwraca jego szczególną uwagę, jest tajemniczy taniec. Przechrzta odpowiada, iż jest to „taniec wolnych ludzi”. Taniec ten wygląda w ten sposób, iż kobiety i mężczyźni szaleją wokół szubienicy, śpiewają przy tym złe, szatańskie pieśni: „Chleba, zarobku, drzewa na opał w zimie, odpoczynku w lecie! – Hura – hura ! Bóg nad nami nie miał litości – hura – hura! Królowie nad nami nie mieli litości – hura – hura! Panowie nad nami nie mieli litości – hura! My dziś Bogu, królom i panom za służbę podziękujem – hura – hura!”.
Mąż zwraca się do pewnej Dziewczyny, iż raduje go widok takiej wesołej, rumianej niewiasty. Na to ona reaguje tymi oto słowami: „A dyć tośmy długo na taki dzień czekały. – Juści, ja myłam talerze, widelce szurowała ścierką, dobrego słowa nie słyszała nigdy – a dyć czas, czas, bym jadła sama – tańcowała sama – hura!”. Mąż odpowiada jedynie: „Tańcuj, Obywatelko”.
Pod dębem siedzi kilkoro lokajów, którzy nawzajem chwalą się, że dopiero co zabili swoich panów. Cieszą się także, że dopiero podczas morderczej pracy u ludzi z wyższych sfer, pucując ich buty, ścinając im włosy, w pocie czoła to czyniąc – dopiero wówczas poznali swe rzeczywiste prawa i postanowili je wyegzekwować, bez tego wyzysku nie mieliby pewnie o tych prawach najprawdopodobniej bladego pojęcia.
W dalszej kolejności Mąż natrafia na Chór Rzeźników, który wykrzykuje: „Obuch i nóż to broń nasza – szlachtuz to życie nasze.- Nam jedno czy bydło, czy panów rznąć. Dzieci siły i krwi, obojętnie patrzym na drugich, słabszych i bielszych – kto nas powoła, ten nas ma – dla panów woły, dla ludu panów bić będziem. Obuch i nóż broń nasza – szlachtuz życie nasze – szlachtuz – szlachtuz – szlachtuz”.
Kiedy Mąż wita się z pewną kobietą per „pani”, Przechrzta zwraca mu uwagę, by używał raczej innych słów, tj. „obywatelka” albo „wolna kobieta”. Na to Kobieta odpowiada mu: „Jestem swobodną jako ty, niewiastą wolną, a towarzystwu za to, że mi prawa przyznało, rozdaję miłość moją (…) Nie, te drobnostki zdarłam przed wyzwoleniem moim – z męża mego, wroga mego, wroga wolności, który mnie trzymał na uwięzi”. Henryk jest zatem świadkiem zepsucia moralnego, totalnego wyniszczenia zasad nawet u tak czystych istot, jakimi powinny być kobiety.
Kolejną postacią, która przewija się w obozie i którą dostrzega Mąż, jest Bianchetti – „dziwny żołnierz – oparty na szabli obosiecznej, z główką trupią na czapce, z drugą na felcechu, ż trzecią na piersiach”, „sławny Bianchetti, taki dziś kondotier ludów, jako dawniej bywali kondotiery książąt i rządów”. Mąż pyta mu się, nad czym się tak zadumał. Bianchetti wskazuje na „lukę między jaworami”, gdzie dojrzeć można osadzony na górze zamek, a wokół niego „mury, okopy i cztery bastiony” i poczyna zdradzać, jak ma zamiar zdobyć ów zamek, ale powstrzymuje go przed tym Przechrzta.
Mąż jest świadkiem dalszych obrazów ogromnej nędzy, rządzy zemsty, rozpusty i zepsucia obyczajów. Nie ma podziałów na ludzi czystych, niewinnych i na tych złych, wszyscy wydają się być równi w swym opętaniu i szaleństwie, nawet dzieci i kobiety śpiewają szatańskie pieśni, domagają się przemocy i przelewu krwi. Szczególnie agresywnie wypowiada się Chór Chłopów, który w zastraszającym tempie zbliża się do obozu rewolucjonistów: „Naprzód, naprzód, pod namioty, do braci naszych – naprzód, naprzód, pod cień jaworów, na sen, na miłą wieczorną gawędkę – tam dziewki nas czekają – tam woły pobite, dawne pługów zaprzęgi, czekają nas. (…)Wróć mi wszystkie dni pańszczyzny. (…)Wskrzesz mi syna, Panie, spod batogów kozackich. (…)Upiór ssał krew i poty nasze – mamy upiora – nie puścim upiora – przez biesa. przez biesa, ty zginiesz wysoko, jako pan, jako wielki pan, wzniesion nad nami wszystkimi. – Panom tyranom śmierć – nam biednym, nam głodnym. Nam strudzonym jeść, spać i pić. – Jako snopy na polu, tak ich trupy będą – jako plewy w młockarniach, tak perzyny ich zamków – przez kosy nasze, siekiery i cepy, bracia, naprzód!”.
Mąż zwraca się do Przechrzty: „Wasze pieśni, ludzie nowi, gorzko brzmią w moich uszach – czarne postacie z tyłu, z przodu, po bokach się cisną, a pędzone wiatrem blaski i cienie przechadzają się po tłumie jak żyjące duchy”. Po drodze widzi i słyszy jeszcze Chór Zabójców, Chór Filozofów(„My ród ludzki dźwignęli z dzieciństwa . My prawdę z łona ciemności wyrwali na jaśnią. – Ty za nią walcz, morduj i giń”), Chór Artystów („Na ruinach gotyckich świątynię zbudujem tu nową – obrazów w niej ni posągów nie ma – sklepienie w długie puginały, filary w osiem głów ludzkich, a szczyt każdego filara jako włosy, z których się krew sączy – ołtarz jeden biały – znak jeden na nim – czapka wolności – hurracha!”) oraz Chór Duchów („Strzegliśmy ołtarzy i pomników świętych – odgłos dzwonów na skrzydłach nosiliśmy wiernym – w dźwiękach organów były głosy nasze – w połyskach szyb katedry, w cieniach jej filarów, w blaskach pucharu świętego, w błogosławieństwie Ciała Pańskiego było życie nasze. Teraz gdzie się podziejemy?”).
Mąż porównuje tę chwilę niepewności, w której oczekuje na nieznanego sobie zupełnie człowieka, do momentu, w którym Brutusowi-zdrajcy ukazał się niegdyś duch Cezara: „Za chwilę stanie przede mną człowiek bez imienia, bez przodków, bez anioła stróża.- co wydobył się z nicości i zacznie może nową epokę, jeśli go w tył nie odrzucę nazad, nie strącę do nicości. Ojcowie moi, natchnijcie mnie tym, co was panami świata uczyniło – wszystkie lwie serca wasze dajcie mi do piersi- powaga skroni waszych niechaj się zleje na czoło moje.- Wiara w Chrystusa i Kościół Jego, ślepa, nieubłagana, wrząca, natchnienie dzieł waszych na ziemi, nadzieja chwały nieśmiertelnej w niebie, niechaj zstąpi na mnie, a wrogów będę mordował i palił, ja, syn stu pokoleń, ostatni dziedzic waszych myśli i dzielności, waszych cnót i błędów”. Nadchodzi godzina dwunasta, wówczas Henryk zapowiada, iż jest już gotowy do odbycia konfrontacji z drugim wodzem.
Dochodzi do spotkania Pankracego z Henrykiem. Ten pierwszy wyśmiewa się z wiary Męża, mówi, że jego własna jest lepsza i silniejsza. Arystokrata zapewnia, że nie wyrzeknie się wiary jego ojców, którzy przekazali mu „w spadku” panowanie i władzę nad ludem, że wszystko, co czyni, czyni w imieniu Boga, w którego wierzy. Pankracy próbuje przekonać Henryka i zmusić do przejścia na swoją stronę. Nie udaje mu się to, ponosi w tym druzgocącą klęskę. Co więcej – Henryk broni swej klasy, lecz raczej nie tego, jak ona wygląda w tej chwili, ale tego, jak wyglądać powinna, a więc szlachetnej arystokracji, której powierzone zostało opiekowanie się ludem, gdyż tylko taki porządek rzeczy może zagwarantować stałość i zgodę na świecie. Oboje rozstają się, każdy w swoim kierunku, każdy coraz bardziej zdeterminowany do walki.
Część czwarta:
a) opis:
Następuje tutaj „odautorski” opis okopów zamku Świętej Trójcy, gdzie też gromadzi się obóz arystokracji, której przewodzi Henryk: „Od baszt Świętej Trójcy do wszystkich szczytów skał, po prawej, po lewej, z tyłu i na przodzie leży mgła śnieżysta, blada, niewzruszona, milcząca, mara oceanu , który niegdyś miał brzegi swoje, gdzie te wierzchołki czarne, ostre, szarpane, i głębokości swoje, gdzie dolina, której nie widać, i słońce, które jeszcze się nie wydobyło. Na wyspie granitowej, nagiej, stoją wieże zamku, wbite w skałę pracą dawnych ludzi i zrosłe ze skałą jak pierś ludzka z grzbietem u centaura . – Ponad nimi sztandar się wznosi, najwyższy i sam jeden wśród szarych błękitów”.
b) dramat właściwy:
Arcybiskup oficjalnie mianuje Henryka przodownikiem, wodzem obozu arystokratów, powierza mu misję obrony przed obcą religią, aby zachował ciągłość tradycji chrześcijańskiej w swoim narodzie. Obarcza go więc odpowiedzialnością za cały lud. Wszyscy popierają Henryka i przysięgają mu wierność oraz posłuszeństwo do samego końca trwania walk (początkowo proponują mu pertraktacje z drugim obozem, lecz Mąż grozi im za to śmiercią na miejscu).
Mąż pyta, gdzie jest jego syn. Jakub odpowiada, iż zamknął się w celi w wieży północnej i że śpiewa tam prorockie pieśni. Orcio przepowiada ojcu rychłą klęskę jego wojska, albowiem słyszy jęki i widzi oczyma wyobraźni rozlewy krwi. Mężowi wydaje się, że jego syn oszalał i że to tylko omamy, nie wierzy w jego proroctwa, boi się tego słuchać. Odzywają się rozmaite głosy, które wieszczą tragiczny koniec Henrykowi: „Za to, żeś nic nie kochał, nic nie czcił prócz siebie, prócz siebie i myśli twych, potępion jesteś – potępion na wieki” – ten zaś nie widzi nikogo, ale głosy te wciąż odbijają się w jego uszach, co potęguje jego zdezorientowanie. Orcio mówi ojcu, że widział właśnie matkę, która kazała mu coś powiedzieć, lecz w tej chwili mdleje i nie zdąża dokończyć słowa. Mąż przeklina Marię, iż znowu nachodzi ich dziecko.
Klęska obozu arystokratów jest nieunikniona, Henryk chce jednak umrzeć z godnością, wraz ze wszystkimi. Co więcej – zaczyna wytykać rozmaite błędy ludziom z własnej klasy, np.: „A ty, czemu przepędziłeś wiek młody na kartach i podróżach daleko od Ojczyzny?” lub „A ty, czemu uciskałeś poddanych?”. Na te słowa poddani chcą go wydać Pankracemu, lecz Mąż przypomina, że mimo wszystko jest jednym z nich i że wiele wspólnie razem zrobili do tej pory, np.: „Z wami rozbiłem się na skałach Dunaju – Hieronimie, Krzysztofie, byliście ze mną na Czarnym Morzu”, po czym pyta: „Wyście uciekli do mnie od złego pana. – A teraz mówcie – pójdziecie za mną czy zostawicie mnie samego, ze śmiechem na ustach, żem wpośród tylu ludzi jednego człowieka nie znalazł?”.
Mąż prosi Boga o odwagę. W pewnym momencie słychać przeraźliwy strzał – okazuje się, że od strzału tego padł trafiony kulą sam Orcio. Na widok ten Henryk postanawia rzucić się w przepaść, lecz zanim to czyni, wypowiada znaczące słowa: „Poezjo, bądź mi przeklęta, jako ja sam będę na wieki! – Ramiona, idźcie i przerzynajcie te wały!”. Nadchodzi Pankracy i Leonard, ten pierwszy na wiadomość o samobójstwie Henryka, mówi do arystokratów: „on jeden spośród was dotrzymał słowa. – Za to chwała jemu, gilotyna wam”. Oboje dostrzegają bardzo jasne, przeszywające wzrok promienie słońca. Pankracy dostrzega w tych promieniach samego Chrystusa: „Jak słup śnieżnej jasności stoi ponad przepaściami – oburącz wsparty na krzyżu, jak na szabli mściciel. – Ze splecionych piorunów korona cierniowa”. Prosi o odrobinę ciemności, po czym krzyczy: „Galilaee vicisti!” („Galilejczyku, zwyciężyłeś”). Po tych słowach, w objęciach Leonarda, Pankracy umiera.
Opracowanie: Marta Akuszewska Bibliografia: Zygmunt Krasiński “Nie Boska Komedia”, oprc. J. Kleiner, wyd. 7, Wrocław 1962
http://lektury.crib.pl/book/export/html/48907
http://gazetawarszawska.eu/2013/12/30/nie-boska-komedia-oswiecim-27-stycznia-2014/
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.10.03 08:07 SoluriX Infopiguła 01-02.10

Najważniejsze wydarzenia w pigułce - dwa dni w kilkanaście minut. Obraz zachodzących zmian w Polsce i na świecie.
POLSKA 1. Polscy siatkarze 2. raz z rzędu mistrzami świata pokonując w finale Brazylię 3:0. Prezydent Duda nagrodził zawodników Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla polskiego sportu. Z kolei Bartosz Kurek wybrany najlepszym zawodnikiem turnieju. Siatkarze otrzymają 200 tys. $ do podziału, dla porównania piłkarze za blamaż otrzymali 9,5 mln - PAP
  1. 20 tys. mundurowych protestowało w Stolicy. Złożono petycję do Premiera i Prezydenta. Policjanci domagają się obniżenia wieku emerytalnego, płatnych nadgodzin, wyższych płac o 900 zł/m-c od stycznia odrzucając propozycję Rządu - 650 zł. Strażacy z kolei m.in. chcą nadgodziny płatne 100%, a nie 60%. Służby chcą pełnopłatnych zwolnień chorobowych, podwyższania emerytur przez pracę w innych zawodach po przekroczeniu wieku emeryt. Przestrzegają przed zawaleniem się systemu, bo brakuje chętnych do pracy w służbach ze względu na złe warunki. Rząd powoli ulega żądaniom. Min. Brudziński podkreśla: policjant w poł. 2019 zarobi średnio 1100 zł więcej niż w 2015 - TVN24
  2. Prezes Kaczyński w Bydgoszczy: liberalizm nie służy społeczeństwu, daje przewagę niektórym grupom, służy układowi. Jeżeli ktoś go głosi nie służy temu miastu i tej ziemi, służy "różnym interesom", układowi. Jeśli ktoś jest za interwencjonizmem to służyć może i chce całemu społeczeństwu, walczyć z patologiami - TVN24
  3. Panujące od 3 lat zasady, że fiskus ma rozstrzygać wątpliwości na korzyść podatnika są martwe. Stało się tak tylko w 3 przypadkach. Urzędnicy po prostu przestali miewać wątpliwości, są poza 3 przypadkami zawsze pewni braku racji przedsiębiorcy - Rzeczpospolita
  4. Lekarze z Polskiej Federacji Stow. Chorych Na Astmę i Alergię: w ost. roku z powodu smogu w PL zachorowało kilkaset tys. os., a zmarło 11 tys. Choroby to: astma, nadciśnienie, katar, nowotwory płuc - Rmf 24
  5. Rząd przyjął projekt ustawy o grobach weteranów walk o wolność i niepodległość Polski, która "nakazuje poszukiwanie i pielęgnowanie" grobów bohaterów. Zakłada powstanie spisu takich grobów oraz powołanie funduszu (w ramach IPN), którego celem będzie finansowanie ich opieki i remontów - PAP
  6. Dzięki staraniom BBN, szczątki adm. Józefa Unruga i jego żony Zofii zostały przetransportowane z Helu na pokładzie okrętu ORP Kraków i spoczęły na Cmentarzu Marynarki Wojennej w Gdyni. Unrug, który m.in. dowodził w '39 r. obroną polskiego wybrzeża zmarł w '73 r. we Francji i został pochowany na cm. w Montresor - PAP
  7. Poznański Sąd Apelacyjny uprawomocnił wyrok dla Tow. Chrystusowego 1 mln zł odszkodowania i 800 zł miesięcznie dożywotniej renty dla kobiety gwałconej w dzieciństwie przez należącego do tej org. ks. Romana B. TCh zapowiada kasację do Sądu Najwyższego - PAP
  8. Komisja weryfikacyjna: decyzje ws. nieruchomości przy ul. Skorupki 6 i Otwockiej 10, naruszyły prawo; m.in. nie ustalono posiadania ich przez dotychczasowych właścicieli/następców prawnych, a przeniesienie roszczeń było rażące sprzeczne z interesem społ. Z kolei nieruchomości przy Skorupki 6 zostały nabyte za 3% realnej wart. - PAP
  9. Min. Infrastruktury przygotowało projekt noweli - usunięcie adresu zamieszkania z prawa jazdy. Cel: dostosowanie do wyroku TK, który uznał za niezgodne z konstytucją wymóg zmiany dokumentu (w tym koszty) w przypadku każdej zmiany zamieszkania - Forsal
  10. Szef PSL W. Kosiniak-Kamysz zdementował jakoby rozważał koalicję z PO: "to, że rozmawiam z G. Schetyną, nie znaczy, że dochodzimy do ustaleń" - PAP
  11. Decyzją warszawskiego Sądu Rejonowego prokuratura zbada powody, dla których Fundacja Lux Veritatis (TV Trwam i Radio Maryja) odmówiła Sieci Obywatelskiej Watchdog Polska udzielenia info publiczne o wydatkach środków publ. Początkowo uznano, że fundacja nie działała umyślnie, jednak tym razem sąd przychylił się do zażalenia aktywistów - Press
  12. K. Słowiński przew. bydgoskiego KOD uderzył lokalnego radnego B. Dzakanowskiego megafonem w twarz, gdy ten stanął w obronie obrażanej przez Słowińskiego kobiety tuż przed spotkaniem z M. Morawieckim. Sprawą zajmie się prokuratura, Słowiński odmawia komentarza - TVP Info
  13. Sztab R. Trzaskowskiego jako jedyny nie podpisał porozumienia ws. zasad debaty kandydatów na prez. stolicy, mimo, że to właśnie on miał być jej organizatorem - TVP Info / Twitter
  14. Sąd Okręgowy w Warszawie uznał kelnera Jarosława G. winnego kradzieży obrazu "Gęsiarka" z Kancelarii Prezydenta skazując go na 3 lata w zawieszeniu i 3 tys. zł grzywny nie dając wiary wyjaśnieniom, jakoby kupił obraz za 100 zł pod stołeczną Halą Mirowską - PAP
  15. A. Sapkowski, autor Wiedźmina, domaga się do CD Projekt co najmniej 60 mln zł ponad to, na co umówił się ze spółką. Wg autora firma osiągnęła zbyt wysokie korzyści przy eksploatacji utworu względem zapłaty Sapkowskiemu. CDP uważa żądanie za bezpodstawne, Sapkowski sam przystał na wcześniejsze warunki - PAP
  16. Prezydent Duda dla "Sieci": przez "gęsty kalendarz" referendum ws. konstytucji nie będzie poruszane przez najbliższych kilkanaście miesięcy - PAP
  17. Polska przegrała z Niemcami 0:1 w finale MŚ piłki nożnej 6-osobowej zajmując w turnieju 2. msc - TVP Sport
  18. Min. Infrastruktury Andrzej Adamczyk, jedyny minister, który stał się magistrem już po otrzymaniu tzw. teki konsekwentnie odmawiał dziennikarzom podania szczegółów, czy tytułu pracy dyplomowej w Społecznej Akademii Nauk w Olkuszu. Teraz chce go do tego zmusić Woj. Sąd Admin. w Łodzi uznając, że wykształcenie ministra jest info publiczną. Uczelnia składa kasację do NSA - Fakt
  19. Krzysztof Piątek (Genua, włoska Serie A) na razie z 8 strzelonymi bramkami najskuteczniejszym strzelcem czołowych lig Europy - Futbol Total
  20. Rząd wycofuje się z wielu zapisów ustawy o ochronie zwierząt. Psy dalej będą na łańcuchach, tyle że min. 5 m jak głosi nowela, nie będzie likwidacji ferm zwierząt futerkowych - Śledczy24
  21. Posłanka PiS Joanna Lichocka, członkini Rady Mediów Narodowych zdradza: ustawa dekoncentrująca media jest już gotowa, poczeka jednak na dogodny politycznie moment, bo może wywołać nowy duży konflikt z UE. Wyraziła przekonanie, że choć projektu nie czytała, to jest on bardzo dobry i poważny. Ustawa ma wprowadzić zachodnie standardy, ale może nie spodobać się "wydawnictwom niemieckim i szwajcarskim" - Wirtualne Media
  22. Poseł PO Sławomir Nitras pogroził sądem dziennikarzowi Witoldowi Repetowiczowi, gdy ten przytoczył z przeszłości jego krytykę polskiej pomocy dla uchodźców na Bliskim Wschodzie - wPolityce
  23. Polscy piloci balonów Mateusz Rękas i Jacek Bogdański zwyciężyli najbardziej prestiżowy konkurs w tej dyscyplinie - puchar Gordona Bennetta. W 50h przelecieli 1145 km i wylądowali pod Ostródą - Facebook
ŚWIAT 1. Bilans zabitych w piątkowym trzęsieniu ziemi i następującym po nim tsunami, które nawiedziły indonezyjską wyspę Celebes wzrósł z 844 do 1234 os. Żywioł zniszczy doszczętnie >1700 domów - PAP
  1. Min. transportu Polski, Czech, Słowacji i Węgier (V4) podpisali wspólną deklarację o budowie kolei dużych prędkości łączącą stolice tych krajów. Zapowiedziano powstanie grupy roboczej przygotującej studium wykonalności projektu m.in. oszacowanie kosztów - PAP
  2. Słowacja: 4 os. aresztowane w zw. z zamordowaniem w lutym dziennikarza śledczego J. Kuciaka, co wywołało w kraju kryzys polityczny. Wg mediów jest wśród nich morderca - b. policjant Tomasz Sz. 3 os. odwołały się od decyzji ws. aresztowania, co oznacza, że ich sprawą zajmie się SN. Sprawca otrzymał za zlecenie 70 tys. euro - PAP
  3. Wg Syryjskiego Obserwatorium Praw Człowieka dysponującego własną siecią informatorów, w ciągu 3 lat Rosjanie zabili w Syrii 18,1 tys. os., w tym 8 tys. cywilów (3135 kobiet i dzieci) - PAP
  4. Macedonia: 90,8% głosujących w niedzielnym referendum opowiedziało się za zmianą nazwy kraju na "Republika Macedonii Północnej". Nie osiągnięto wymaganej frekwencji 50% (głosowało 43,57%), jednak premier wezwał nacjonalistyczną opozycję do uszanowania "demokratycznej woli obywateli", grożąc, że w przeciwnym razie kraj czekają przedterminowe wybory jeszcze w tym roku - PAP
  5. Kanada, USA i Meksyk porozumiały się ws. "nowej, zmodernizowanej umowy handlowej na XXI w." Kanadzie udało się m.in. wynegocjować ochronę rodzimej branży kulturalnej i mediów kosztem otwarcia chronionego dotychczas rynku mleczarskiego (o co zabiegał Trump). USA z kolei zniosą cła na import stali i aluminium, oraz nie nałożą ceł na kanadyjskie samochody i części poniżej określonej kwoty - PAP
  6. Hiszpania: 43 os. ranne, w większości policjanci, którzy bronili dostępu do katalońskiego parlamentu w Barcelonie przed tłumem domagającym się proklamowania niepodległości regionu. Hiszpańskie władze uznają szefa regionalnego rządu, Q. Totrrę, współwinnym zamieszek, gdyż zachęcał manifestantów do "naciskania" - PAP
  7. J-C Juncker stwierdził, że planowany włoski deficyt budżetowy może wpędzić Włochy w kryzys podobny do greckiego. Wicepremier Włoch L. Di Maio uznał to za cios poniżej pasa oraz chęć obalenia jego rządu, przez - jego zdaniem - członków KE reprezentujących Macrona, czy Merkel. Wicepremier Salvini: UE nie ma czego szukać we Włoszech ze swoją krytyką. "Nie obchodzi mnie opinia UE, zrobię co zechcę" - dodaje
  8. Wg hiszpańskiego dziennika "El Espanol" dżihadyści IS i Frontu An-Nusra zwerbowali do walk na Bliskim Wsch. 223 Hiszpanów, w tym 23 kobiety i 4 niepełnoletnich. Działania na ogół prowadzili na portalach społ., głównie na FB - PAP
  9. Twórca internetu Tim Berners-Lee w tym tygodniu ma uruchomić startup Solid mający zdecentralizować internet w myśl swego marzenia w którym ludzie kontrolują swoje dane a internet jest darmowy i otwarty - NPV
  10. Wicepremier Włoch M. Salvini chce w trybie pilnym wnieść pod obrady Rady Ministrów projekt chemicznej kastracji zboczeńców po gwałcie imigranta na 70-latce z Mediolanu - Il Giornale
  11. Syria: z zainicjowanej w ub. roku akcji "Otwarte Szpitale" - czyli darmowa opieka zdrowotna dla ofiar wojny w 3 katolickich szpitalach - skorzystało już >10 tys. os., z których 95% to muzułmanie
  12. W zw. nagraniem pokazującym jak w węgierskim konsulacie w obw. zakarpackim wręczane są paszporty Węgier Ukraińcom, ukraińskie MSZ zapowiada wydalenie tamtejszego konsula, jeśli Budapeszt sam go nie odwoła do końca tyg. Wg Kijowa próbuje on zdestabilizować region - PAP
  13. Ukraina zapowiedziała budowę na wybrzeżu M. Azowskiego bazy marynarki wojennej m.in. w celu ochrony przed rosyjską aktywnością w akwenie i umożliwieniem sobie reakcji na jej ew. prowokacje - PAP
  14. Tureckie służby wydały nakaz aresztowania 417 os. podejrzanych o wytransferowanie na >28 tys. amerykańskich kont 2,5 mld lirów (ok. 1,5 mld zł), za które mieli otrzymać prowizję. Wg tureckich władz to próba osłabienia gosp. i finansowego bezpieczeństwa Turcji - PAP
  15. J. P. Allison i T. Honjo laureatami Nobla w dziedzinie medycyny i fizjologii za "odkrycie terapii przeciwnowotworowej przez zwolnienie hamulców reakcji immunologicznej" otrzymując 9 mln koron szwedzkich (ok. 870 tys. €) do podziału. Naukowcom udało się "zmobilizować" układ odpornościowy do zwalczania komórek nowotworowych, odblokowując jego wrodzone mechanizmy. Organizm sam radziłby sobie ze zmienionymi komórkami, gdyby te go nie "oszukiwały" - PAP
  16. Wlk. Brytania, "wojna" ideologiczna między transwestytami, a feministkami, które nie chcą uznać ich za pełnoprawne kobiety. Transwestyci oskarżają feministki o bycie grupą nienawiści, a 1 z nich został nawet skazany za pobicie feministki - BBC
  17. Japońscy naukowcy wynaleźli nowy rodzaj metalu, który wytrzymuje w bardzo wysokich temperaturach 1600 stopni. Może być stosowany w turbinach gazowych elektrowni, czy silnikach odrzutowych - Nature
  18. Facebook przyznał rację naukowcom, których śledztwo wykazało, że portal sprzedaje numery telefonów uzyskane od użytkowników w ramach polit. bezpieczeństwa, wskutek instalacji Messengera, czy synchronizacji kontaktów - Gizmondo
  19. Wlk. Brytania, Telford. The Sun przytacza historię 19-l. kobiety, która od 12 roku życia przez 4 lata została zgwałcona przez 70 Pakistańczyków spośród których tylko 1 trafił za kraty na 3,5 roku. Kobieta domaga się sprawiedliwości, by sprawcy przestali to robić innym dziewczynkom
  20. Po 10 latach naukowcy opracowali skórę w sprayu dla ciężkich przypadków oparzeń zamiast przeszczepu. Spryskanie pokrywa spaloną powierzchnię ciała cienką warstwą komórek, które odrastają i leczą ranę. Spray o nazwie ReCell powstaje z pobranego fragmentu skóry - NBC News / Human 2.0
  21. Francuski państwowy producent czołgów GIAT zapłacił 6.5% prowizji biznesmenowi ze Zjedn. Emiratów Arab., by ten skorumpował niemieckich urzędników celem uchylenia zakazu sprzedaży broni na Bliski Wschód. Tak dograno kontrakt na dostawę 388 czołgów Leclerc z niemieckimi silnikami - Wikileaks
  22. Rosyjski dziennikarz Siergiej Kaniew ujawnia, że rosyjski agent A. Czepiga zidentyfikowany jako zamachowiec na życie Skripala dowodził operacją wywiezienia do Rosji byłego prezydenta Ukrainy W. Janukowycza - PAP
  23. Indie, odkryto skalne rysunki sprzed kilkunastu tys. lat nieznanej dotąd cywilizacji ukryte pod warstwą błota i ziemi. Przedstawiają one ludzi, zwierzęta i rysunki geometryczne. W tym nosorożce i hipopotamy, które nie występowały na tym terenie, więc ludzie ci mogli przybyć z Afryki - WP
  24. Papua Nowa Gwinea, sfotografowano kangura nadrzewnego Wondiwoi, uznanego za wymarłego od 1928 - National Geographic
ŚWIAT A POLSKA: 1. Hiszpański sąd wysłał do Sądu Okręgowego w Rzeszowie szereg zapytań o niezależność sądów, bo nie jest pewny czy może wydać Polsce Hiszpana poszukiwanego Europ. Nakazem Aresztowania. To wynik wyroku TSUE z końca lipca, mówiącego że każdy sąd w UE musi sam zdecydować, czy polski sąd zapewni sprawiedliwy proces - Onet
  1. Niemcy, Polska 56-l. śpiewaczka operowa z Moguncji mieszkająca 30 lat w Niemczech miała zostać napadnięta przez 3 bojówkarzy Antify po udziale w demonstracji przeciw przemocy. Napastnik miał do niej krzyczeć - ty polska dz…o (posiadała polską flagę) i rzucił w kierunku nadjeżdżającego auta, które wyminęło kobietę
  2. Dyrekcja szkoły średniej w Londynie przeprasza za obraźliwe uwagi nt. imigrantów z Polski w pomocy naukowej do geografii, wg której Polacy są przyczyną bezrobocia Brytyjczyków i nie płacą podatków. Wg danych rządowych przeciętny imigrant z UE wpłaca do budżetu więcej niż przec. Brytyjczyk - Rmf 24
POZYTYWNE INFO Orlen przejął 100% czeskiego koncernu petrochemicznego Unipetrol. Zwiększy tym samym produkcję i znaczenie w Europie, zyskał ponad 400 czeskich stacji paliw Benzina - Business Insider
pozdrawiamy
Drago&Sou
submitted by SoluriX to Polska [link] [comments]


2018.09.08 17:49 Gazetawarszawska Syndrom Sztokholmski ex. xiędza Międlara czy agenturalna ustawka?

+++
Laudetur Iesus Christus.
Syndrom Sztokholmski ex. xiędza Międlara czy agenturalna ustawka?
Coś niedobrego dzieje się na froncie polskich „narodowców”, „endeków”, „ONR-owców” czy kawiarnianych faszystów.
W Polsce uwidacznia się bardzo wyraźna perspektywa budowy ruchu szabes-goizmu polskich „nacjonalistów”(!?) jako normy politycznego bytu.
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/pugnae/910-syndrom-sztokholmski-ex-xiedza-miedlara-czy-agenturalna-ustawka#comment-372,0
To takie neo-con dla Polski. Z „polską” premier Szydło, której matka – jako małe dziecko – rzucała chleb zgłodniałym żydom, którzy po takim posileniu się szli prosto do gazu, bo sześć milionów to dużo, a czas był krótki.
Lecz tu nie chodzi ani o chleb, ani o gaz, ani o żyda, ale o to, aby Polakom nadać obowiązkowy status żydowskiego podnóżka, podcieracza czy nawet może tu chodzić o kult żyda w Polsce – co widać coraz częściej.
Jest tu stosowana socjotechnika, która faktycznie nie jest w Polsce niczym nowym. Przypomnijmy słynne w PRL hasło, które brzmiało: socjalizm „tak”, wypaczenia „nie”.
I tu w Polsce widzimy nacjonalistów wyrastających jak grzyby po deszczu i można by dokonać trawestacji:
nacjonalizm „tak”, antysemityzm „nie”.
Jak widać wkoło, w Polsce - podobnie jak w innych krajach ludzi białej rasy - wszystko ma już być dozwolone, ale nie antysemityzm. Po zalegalizowanej sodomii jest już tolerowana pedofilia, a handel ludźmi czy organami jest czymś powszechnym, ale antysemityzmu nie wolno!
Antysemityzm nie jest dopuszczalny, a wszystko na tym świecie będzie już dobre i sprawiedliwe, kiedy tylko antysemityzm zostanie wypalony do korzeni.
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/historia-2/31-jakub-berman-uznac-antysemityzm-za-zdrade-glowna
Tę wstrętną chorobę – antysemityzm - trzeba wyleczyć całkowicie i jest na to lekarstwo. Jednak jak wiemy, nie wszystko jest takie proste, każda medycyna ma swoje skutki uboczne i jej stosowanie może pociągać za sobą cały szereg powikłań, nowych chorób.
I tu jest podobnie, zwalczanie antysemityzmu i nie kończy się przecież na wyeliminowaniu brzydkiego mówienia o dobrych żydach, ale pociąga za sobą dużo większe i różnorakie skutki. Np. wiąże się to nierozłącznie z exterminacją biologiczną antysemitów. A to włącznie z aborcją wobec dzieci podejrzanych genów – co dodatkowo jest logiczne w świetle najnowszej wiedzy o wpływie genów na nasze zachowania socjalne. Mamy to pamiętać!
A w Polsce, ojczyźnie soborowego świętego Jana Pawła II i Ulmów z Markowej, sprawy poszły nawet znacznie dalej i po dość zaawansowanej likwidacji antysemityzmu, mamy do czynienia z wyższym poziomem naszego bytu duchowego: z kultem żyda. I jak na kult przystało, są tam celebracje ołtarzowe: ofiarowanie, składania żydowi swego życia w ofierze.
Tak rzekomo zrobił Ulm. Rzekomo, gdyż prawdy o okolicznościach najścia jego domu przez żydów nie znamy i dobrowolność tej gościnności może być Ulmowi dopisana współcześnie, bo jak wiemy, żyd po otrzymaniu kromki chleba lub szklanki wody od goja, najczęściej żądał zaraz znacznie więcej, szantażując gospodarza i zbawcę doniesieniem do gestapo o właśnie tej nielegalnej kromce chleba nieroztropnie podanej żydowi. Tak mogło być w Markowej.
Te opowiadane fakty o wstrząsającym mordzie zbiorowym na Ulmach, ich dzieciach i Ulmowej jako ciężarnej są otrąbione w Polsce jako standard naszego stosunku wobec żyda:
W ofierze żydowi można zabić siebie, swoją żonę, swoje dzieci, a nawet dziecko w łonie matki - nienarodzone Ulmiątko.
Na miejscu tego szatańskiego wydarzenia postawiono świątynię, którą za ok. 9 milionów złotych polskich podatników wybudowała szwedzka firma budowlana Skanska.
📷
Przy otwarciu w Markowej prezydent Andrzej Chanukowicz wraz z małżonką w obecności dwóch polskich dziewuszek ubranych na biało konsekrował ten szatański kult żyda – zapalił światła a`la Yad Vashem.
Nie ma zgody na to, aby dzieci Ulmów były żydowskim nawozem (http://www.gazetawarszawska.com/pugnae/3497-nie-ma-zgody-na-to-aby-dzieci-ulmow-byly-zydowskim-nawozem)
To straszne wydarzenie u Ulmów w Markowej, pochwalone przez bluźnierczą aklamację Sejmu, stworzyło uroczysty i formalny zaczyn kultu żyda w Polsce!
Zagroda Ulmów w Markowej jest kamieniem węgielnym religii boskiej czci żyda wśród polskich gojów, która to nowa religia zajmie katolickie miejsca kultu i stanie się wiarą Polaków w żyda (żydów) jako boga.
Jednakże niezbędnym fundamentem tego kultu jest wolna wola złożenia życia w ofierze żydowi.
I tu w/w Jacek Międlar (Warszawska Gazeta) dopuszcza się czegoś strasznego, bo o ile Ulm nie daje osobistego, bezspornie autentycznego świadectwa ofiary żydom, to Jacek Międlar – wykształcony absolwent seminarium katolickiego czyni to otwarcie, daje ku temu dowód na piśmie:
„ …byli gotowi oddać życie za każdego, bez względu na wyznanie, kolor skóry oraz reprezentowaną nację”.
Symbolicznym, ale i wysoce fizycznym przejawem tej strasznej patologii umysłowej jest artykuł pod tytułem „Księża „antysemici" na ratunek Żydom” Jacka Międlara zamieszczony na łamach Warszawskiej Gazety – organu farbowanych patriotów, a przedrukowany w:
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/pugnae/911-ksieza-antysemici-na-ratunek-zydom
Artykuł ten pod w/w tytułem „Księża „antysemici" na ratunek Żydom”, jest niczym innym, jak tylko deklaracją pochwalenia żydocentryzmu, a w wyżej zacytowanym zdaniu - propagowaniem religii kultu żyda z Markowej. W ramach tego kultu jest deklarowana wola ofiarowania swojego życia dla żyda.
Sama Warszawska Gazeta w ostatnim okresie gwałtownie wytwarza sobie na rynku mediów profil nacjonalistyczny czy deklaratywnie antysemicki. Ale jest skądinąd znana z – nie tak odległej w czasie - próby wymuszenia rozbójniczego wobec portalu gazetawarszawka.com, a to ze względu na „antysemityzm” tejże strony internetowej, który to antysemicki wizerunek szkodzi dobrej reputacji Warszawskiej Gazety, jej redaktor Zaorskiej i spółki, bo nazwy tych portali mylą się czytelnikom. http://www.gazetawarszawska.com/judaizm-islam/662-zawiadomienie-o-przestepstwie-aldona-urszula-zaorska
Krzykliwy nacjonalizm Międlara czy nacjonalizm Warszawskiej Gazety wpisują się w równie krzykliwą wojowniczość „ONR”. „ONR-owcy” jak maszerują ulicami, to wrzeszczą politycznie poprawnie: „raz sierpniem raz młotem czerwoną hołotę”, a co jest faktyczną „mową nienawiści”, lecz równie poprawna prokuratura tego nie słyszy. A przecież powinna słyszeć i karać!
Takie nawoływanie na barykady tych ONR-owskich bohaterów - bohaterstwa bardzo spóźnionego - jest skierowane przeciwko tysiącom Polaków, którzy służyli w PZPR, a jeszcze wcześniejsi w KPP i chociaż zwalczali niesłusznie wiele spraw, których my broniliśmy i bronimy nadal, to w tych komuchach, zwalczanych obecnie i sierpem, i młotem, nie brakło miłości do Polaków i do Ojczyzny. I dzięki temu, że w PPR i PZPR nie wszyscy byli żydami, ukraińcami czy folksdojczami, to PZPR wraz z UB i SB nas nie wymordowała co do nogi, bo te komuchy były inercją systemu, która uratowała nam życie.
I dzięki temu np. niżej podpisany mógł się urodzić - w ogóle! Bo Ojcu nie obcięto atrybutów męskości, a jeżeli już doszło do poczęcia, to i Matki nie wysłano na przymusową aborcję. Gdyż niżej podpisany - jako płód dotknięty genetycznym antysemityzmem - byłby dzieckiem niechcianym – niepełnosprawnym - i jako taki powinien być unicestwiony już w łonie matki. Komuchy jednak – „czerwona hołota”, te zapite mordy, śmierdzące skarpetki w wykoślawionych pantoflach i te przetłuszczone krawaty zwisające nad rozrośniętymi brzuchami, miały jednak odruch miłosierdzia, wstydu, czy właśnie ludzkiej miłości, nie wstydźmy się tego powiedzieć, miłości do niżej podpisanego tu, jako przedstawiciela milionów podobnych nienarodzonych Polaków, którzy przyszli na Ten Piękny Świat, tu wyrośli, wyuczyli się, i doznali niezliczonych pięknych przeżyć.
I jest wysoce niesprawiedliwe, głupie i szkodliwe skandowanie „raz sierpniem raz młotem czerwoną hołotę” przez bezmyślnych uczestników tych marszów, tak jak głupi i niesprawiedliwy, wysoce antypolski jest filosemicki tekst Międlara w „Warszawskiej Gazecie”.
Międlar, jak typowy szabesgoj, tłumaczy się przed żydami z tego, że ani on sam nie jest antysemitą, ale i inni wybitni Polacy, w tym kler też nie są żydożercami. A co gorsza, Międlar poniewiera przy tym takimi pięknymi nazwiskami księży już nieżyjących, jak np. x. Trzeciak – Ojciec naszego wojującego katolicyzmu narodowego. X. Trzeciak był nie tyle antysemitą – to pojęcie jest semantycznie niewłaściwe, ale antyżydem, a właściwie ażydem, podobnie jak np. wielki polski patriota x. Unszlicht czy x. Jeż, czy Adam Doboszyński, którego myśli Międlar instrumentalnie przerabia na żydowski nawóz.
Co już jest autentycznie straszne, Międlar na równi z x. Trzeciakiem ustawia Mosdorfa czy Kemnitza, który to ten drugi szkodnik może nawet w „Tygodniku Powszechnym” odróżniałby się niepoprawnym filosemityzmem. Bo ten do cnót polski przedwojennej zaliczał wsadzanie do więzień przez Sanację polskich antysemitów i pochwalał propagowanie jidysz wśród żydów w Polsce, a za co dostał „drzewko sprawiedliwych w Izraelu”.
A właściwie - można by zadać pytanie - po co to wszystko z tym Międlarem, nagłym pojawieniem się ONR etc?
A w naszych wątpliwościach zauważmy również, że słowo „nacjonalizm” nigdy w polskiej historii nie było tak używane jak obecnie. Sam Dmowski pojęcia tego nie preferował. W krajach protestanckich „nacjonalizm” jest dość mocno kojarzony z żydowskim ekskluzywizmem religii Lutra - rasizmem, a w krajach południowych języków romańskich jest to „naród” „narodowość”, a to bez nacjonalistycznej (protestanckiej) nienawiści wobec innych narodów. Tu chyba, zawrotna wręcz kariera popularności zwrotu „nacjonalizm” jest dla nas jakimś sygnałem, wabikiem, wyróżnikiem - nie tyle dla nas, ile dla naszych wrogów – żydów.
Czy przypadkiem, cała ta sprawa xiędza Międlara - teraz już ex xiędza - nie jest faktycznie żydowską ustawką? Takim jakimś polskim neo-con, ale w krzywym zwierciadle oczywiście, bo ten proamerykański małpizm w Polsce, który bez jakichkolwiek zahamowań u Polaków już dawno przekroczył wszelkie granice dobrego smaku i jako taki daje żydom nowe przestrzenie. Ten motyw u Międlara jest możliwy, prawdopodobny, bo biernie akceptowany przez obecne społeczeństwo nawykłe do owczego pędu.
Nacjonalista Międlar ze swoim filosemityzmem nie jest tu sam – to fakt niepodważalny. Nacjonaliści ONR-owcy składają kwiaty w Oświęcimiu ku czci Mosdorfa, który swoje życie utracił nie dla Polski, tylko dla żyda. I ci młodociani idioci – w ramach jakiegoś przerażającego tak dalece zapomnienia się – tę oświęcimską „ścianę straceń” nazywają „Ścianą Płaczu”. I to zastanawia: Czy oni wszyscy tam żywią się już macą i zagryzają jajkiem z kroplą krwi niewiniątka?
A nie tylko ci. W internacie na YT aż roi się od skrajnych nacjonalistów, faszystów, przodowników badaczy historii alternatywnej, ale gotowych umrzeć za prawdę wykluczającą jakikolwiek antysemityzm w Polsce, aby bronić się przed zarzutami, że np. polski kmieć przebił widłami żyda, który zagrażał nie tylko jemu, ale całej społeczności zapadłej wioski w okupowanej Polsce. A przed czym tu się migać, czemu zaprzeczać? Tu trzeba chwalić, że taki wieśniak mający na rękach krew żyda taką legalną egzekucją uratował przed męczeńską śmiercią setki swoich sąsiadów. A może w ogóle ci polscy kmiecie swoim widłami, cepami i siekierami ocalili Polskę przez włączeniem do Bolszewii? Oni zasłużyli na pomniki, a nie nasze bezwstydne zapieranie się tych heroizmów chłopskich sądów polowych, które były i są absolutnie legalne w świetle formalnego prawa.
Czy upadek polskiego instynktu i wstydu zaszły już tak daleko, że Polakom wolno walczyć z wrogami, ale pod warunkiem, że wróg nie jest żydem? Żyda w Polsce zwalczać nie wolno, nawet otwartego żydowskiego ludożerstwa, tu w Polsce, w Sejmie?!
Czy Międlar, który tak bije się w piersi i usprawiedliwia, już napisał wcześniej zawiadomienie do prokuratury o potwornym wystąpieniu żydówki Gasiuk-Pihowicz (przestępstwo ścigane prawem) w Sejmie?
Zawiadomienie przeciwko tej żydówce, która bez elementarnego pardonu rzuciła się na prawo do życia naszych polskich najmniejszych braci w łonach ich matek, a naszych sióstr. To wystąpienie Gasiuk-Pihowicz było i pozostanie straszne, woła ono o pomstę do Nieba! Pomstę przeciwko Gasiuk-Pihowicz, przeciwko Sejmowi i przeciwko tym wszystkim, którzy milczą w tej sprawie.
Dzielić żydowski włos na czworo to ma być dobrze, a protestować na temat żydowskiego nawoływania żydówki Gasiuk-Pihowicz do ludobójstwa na małych Polakach to już jest źle. To ma być głucho i ślepo, nic nie widać i nie słychać? Żadna gmina żydowska w Polsce nie przeprasza za wystąpienia Gasiuk-Pihowicz i żaden rabin nie mówi, że „zabić jedno polskie dziecko to jakby zabić sześć milionów Polaków”. Żydzi nie przepraszają, a różne Międlary tego od żydów nie wymagają, bo są zajęci składaniem kwiatów na grobach Mosdorfów, którzy zabili się, aby żyd mógł żyć na trupie Polaka.
Zachowanie Międlara jest symptomatyczne, a jest on jednym z wielu, to fałszywi narodowcy, fałszywi endecy, fałszywi ONR-owcy. I nawet marsz Niepodległości idzie niegodnie, bo wyprowadza ludzi na błota Warszawy zamiast wprowadzać do Centrum, gdzie są liczne groby Powstańców, krew wsiąknięta w Marszałkowską czy Nowy Świat – krew tamtych pięknych niedoszłych polskich matek niepoczętych nawet dzieci pozostaje osamotniona, wydana na pastwę deptania przez żydów od Wildsteina, a na Pradze przecież nikt nie zginął, co najwyżej jakiś pijak.
A co najgorsze - nie jest to nic nowego, historia się powtarza i powtarza.
Polacy powinni mieć już trochę więcej tego rozumu, zauważyć fasadowość tych ruchów i zjawisk. Bo po „okrągłym stole” Macierewicz z Chrzanowskim, Jurkiem i Hall´em bardzo sprytnie - a szkodliwie dla Polski - utworzyli a to „narodowców”, a to ”prawicowców” i do spółki z jeszcze paru innymi utworzyli wyniszczającą alternatywę dla odbudowy Stronnictwa Narodowego, które do dzisiaj jest nielegalnie blokowane przez ludzi niegodnych imienia działaczy SN, a nawet zwariowanych, którzy poznawalni są jakimiś corocznymi błazenadami przed szkaradnym pomnikiem Dmowskiego, dodatkowo postawionym w niegodnym miejscu.
Należy pamiętać i wyciągać wnioski np: to „narodowiec i katolik” - żyd Marek Jurek wprowadził do Sejmu świętowanie chanuki.
Polacy muszą oczyścić ruchy narodowe i organizacje marszów z fałszywych proroków, którzy swymi zwodniczymi zachowaniami systematycznie wypuszczają energię naszego ducha odbudowy Polski narodowej, Polski wolnej od żydów, Niemców czy ukraińców, a i również od islamskich uchodźców, którzy chcą tu pielęgnować swoją „odrębność”, czyli budować swe „państwa w państwie”.
My jesteśmy u siebie i nie musimy tu nikogo przyjmować czy tolerować, albo usprawiedliwiać się przed nikim obcym czy tłumaczyć się, że było tak, a nie inaczej. Możemy tylko rozważać, czy coś naszego w historii nas samych jako narodu nie niszczyło, albo czy się Prawu Stwórcy nie sprzeciwiało. To nasze wewnętrzne sprawy, za które odpowiadamy przed sobą, naszymi dziećmi i Stwórcą.
Bo tu właśnie tak jest, jak to nam się podoba, tu jest Polska Ziemia, Polski Etos, polska przeszłość i przyszłość, to nasza odpowiedzialność, bo to nasz dar od Stwórcy, dar wyłącznie nam dany i jest niegodne, wręcz bluźniercze oddawanie go obcym, bo to obraża Pana Boga. Tu my mamy stać i budować, a jak się dzielić, to tylko z takim, którzy na to zasługują, a nie z takimi, którzy podniosą oręż przeciwko nam, albo wobec innych narodów.
Jeśli komuś nie podoba się nasza ksenofobia, antysemityzm, islamofobia i podobne, to jest to jego sprawa, a nie nasza. Trudno - on tak z takimi kłopotami musi jakoś żyć, ale nas niech nikt nie obciąża i na to nie wolno pozwolić, aby ktoś taki te ciężary oskarżeń zrzucał na nasze barki.
My jesteśmy u siebie i mamy prawo do naszych upodobań, a i mamy obowiązek te upodobania – nasze polskie subiektywizmy narodowe - pielęgnować.
I trzeba wprowadzić w Polsce prawa surowego karania za próby werbalnego choćby stawiania nas pod pręgierzem cudzych oskarżeń, które są niczym innym, jak cudzym interesem politycznym, bo przecież nie naszym. Albo przynajmniej takich jego reprezentantów wypraszać stąd jako „persona niemile widziana”.
Ex xiądz Jacek Międlar popełnił bardzo szkodliwy błąd pisząc i publikując taki artykuł. Nie jest to jednak przypadkiem, bo jego związek ze środowiskiem „Warszawskiej Gazety” dobrych owoców dać nie może. Artykuł jest na dłuższą metę ciągiem antykatolicyzmów i antypolonizmów wpisujących się w Jedwabne, pogrom kielecki i podobne.
Możliwe, że Międlar jako człowiek młody ma prawo do błędów, a to szczególnie, że środowisko klerykalne w obecnej Polsce jest najgorszym miejscem dla ludzi młodych, osamotnionych – a zatem nie należy go przekreślać. Ale też nigdy nie wolno, wbrew interesowi Narodu, stawiać "dzielenia włosa na czworo" błądzących jednostek, czy, a jest to bardzo prawdopodobne, manipulowanych przez jakieś ukryte środowisko.
Właściwym, ukrytym celem takiego środowiska jest zbudowanie w Polsce kultu żyda, całkowite wyeliminowanie „antysemityzmu”, zaszczepienie w Polakach poczucia winy, gorszości i potrzeby ciągłego usprawiedliwiania się z win.
Świat przyszłości polskiego „nacjonalizmu”, „ONR-owcow” to taki właśnie, jak to ukazano w tym artykule Międlara, triumfalizm żydowski, ukazujący polskich antysemitów umierających za żydów, z postaciami całkowicie może fikcyjnymi, jak np. ten "ksiądz Zamenhof", który chyba nie istniał. To brutalne szaleństwo przypisujące Adamowi Doboszyńskiemu myśli, idee, których on nigdy nie sformułował, jak to zinterpretował i wykorzystał Międlar. Doboszyński nigdy nie postawiłby żydów z innymi narodami, i nigdy nie uważał ich za element pożyteczny Polakom, zasługujący na naszą tolerancję.
Doboszyński chciał usunięcia żydów z Polski, co wyraził w liście do żyda Słonimskiegohttp://gazetawarszawska.com/judaizm-islam/575-adam-doboszynski-list-do-zyda
Został z tego powodu zamordowany, a jego grób jest nieznany.
📷
Sprawcami mordu na Adamie Doboszyńskim byli żydzi.
+
I może to dobrze, bo lepiej Adamie, abyś anonimowo leżał pod mostem czy na śmietniku, aniżeli na żydowskim Panteonie na Powązkach – zamordowany przez żydów, a dodatkowo pohańbiony przez polski motłoch, który nawet po śmierci pozwala żydom na znęcanie się nad prochami Zamordowanych Świętych Bohaterów Narodu.
+
To wszystko jest kłamstwem, „Międlarów”, „ONR-owcow”, te marsze poniżenia musimy powstrzymać, te kłamstwa, manipulacje są szczególnie szkodliwe i haniebne – i jako takie muszą być zdemaskowane, a kłamcy i profani ukarani .
Fałszywych proroków, prowokatorów, sabotażystów należy odrzucić, ukarać, a jak trzeba unicestwić!
Nasza władza musi nadejść!
In Christo
Krzysztof Cierpisz
19-11-2016.
+++
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.08.10 09:59 Gazetawarszawska Żydowskie chmury nad marszami niepodległości: Czy ”ONR” będzie pałować polskich antysemitów na żydowskie zlecenie?

Żydowskie chmury nad marszami niepodległości: Czy ”ONR” będzie pałować polskich antysemitów na żydowskie zlecenie?
https://preview.redd.it/p4g39vcn28f11.png?width=1149&format=png&auto=webp&s=32503108b32825fda6b642477ddb6e5188105878

Żydowskie chmury nad marszami niepodległości: Czy ”ONR” będzie pałować polskich antysemitów na żydowskie zlecenie?

OKUPACJA ŻYDOWSKA W POLSCE 08 AUGUST 2018
+++
Laudetur Iesus Christus
Żydowskie chmury nad marszami niepodległości: Czy ”ONR” będzie pałować polskich antysemitów na żydowskie zlecenie?
Biorąc pod uwagę rozwój sytuacji wśród „ruchów narodowych” w Polsce, pytanie to nie jest retoryczne, ale wyraża ono stan faktyczny – Polska 2018.
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/okupacja-zydowska-w-polsce/1676-zydowskie-chmury-nad-marszami-niepodleglosci-czy-onr-bedzie-palowac-polskich-antysemitow-na-zydowskie-zlecenie
Ostatnie wydarzenia związane z uzewnętrznionym terrorem żydowskim w dniu 1 sierpnia 2018 w Warszawie w postaci blokady przemarszu „pochodu Powstania” dają przesłanki do takiego osądu. „ONR”- owskie pałowanie z nakazu ambasady Żydaera w Warszawie, czy też - co gorsza - skutkiem własnej poprawności politycznej od dawna wisi w powietrzu.
Sama blokada tego przemarszu to rezultat wojny hybrydowej, hybrydowego terroru żydowskiego na Polakach, dokonanego również rękami samych organizatorów „ONR” i im podobnych – a to na zasadzie zwykłej ustawki. Bo „ONR” jest pod kontrolą żydowską. Ustawka związana z marszami w Warszawie jest aż nadto widoczna i to już od lat, a ojcem chrzestnym, czy zwiastunem takiego rozwiązania był żyd Wildstein.
📷
https://vod.gazetapolska.pl/697-rozmowa-niezalezna-dawid-wildstein
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/okupacja-zydowska-w-polsce/1634-bezczelnosc-zydowska-zyd-bedzie-prowadzil-marsz
W Polsce jest symptomatyczne, bardzo łatwo rzuca się w oczy to, że szeroko rozumiane organizacje i jednostki: „ruchu narodowego”, „prawicy”, „nacjonalistów”, „walki z lewactwem” etc. pod płaszczykiem takiej to „nacjonalistycznej” retoryki chodzą na krótkiej smyczy interesów żydostwa. Rzecznicy tych „narodowych” stworów zarzekają się sumiennie, że nie są antysemitami, obecność żydowska w Polsce nic im nie szkodzi, chcą dla żydów sprawiedliwości, godności, no i sympatyzują z Izraelem, który według nich jest naszym cywilizacyjnym sojusznikiem na Bliskim Wschodzie. Chełpią się nawet tym, że w przedwojennym ONR było wielu żydów, i ONR tępił antysemityzm, i to do spółki z sanacją, a ONR-wców, deklarujących antysemickie poglądy, zamykano w więzieniach. Kultowym osiągnięciem ONR-u ma być śmierć Mosdorfa w Oświęcimiu, w obronie żyda przed strażnikiem obozowym (nazistą).
Wojna hybrydowa stosowana przez żydowskiego okupanta w Polsce polega między innymi na stworzeniu, w kraju i wśród Polonii w świecie, różnych „polskich” organizacji, które jako aktywne w różnych płaszczyznach społecznych działają pod pełną kontrolą Mossad-u. Nawet jeśli nie wszystkie lokalne, oddolnie powstające komórki są kontrolowane, to jednak gdzieś w którymś miejscu, w imię jedności organizacyjnej, muszą się podporządkowywać innym, w których ta kontrola ma miejsce. Tak było w przypadku oddolnie powstającej Ligii Polskich Rodzin, na której czele ostatecznie stał ...R. Giertych, obecny "adwokat" PO. Dzięki temu „dwustronna” gra polityczna, walka, każda awantura uliczna jest faktycznie jednostronna – ustawiona i zawsze kończy się na grze do jednej bramki. Do polskiej bramki.
Najwidoczniejszym przykładem tego systemu jest układ rządu i opozycji. Gdzie rząd stara się jak może, ale ciągle się to nie udaje, bo opozycja nie śpi i przeszkadza. Tak jest to bezustannie od czasu Okrągłego Stołu. Ale te ostanie rządy PIS są już absolutnym majstersztykiem filosemickiej obłudy, zdrady stanu, rasizmu, żydowskiego łupiestwa i sabotażu Państwa dokonanego przez sam rząd. Gdzie rządowe zapotrzebowanie na destrukcję ze strony „opozycji” jest aż tak duże, że PO – opozycja - nie daje rady z realizacją tego zapotrzebowania, więc rząd PIS pomaga jak może i uprawia autosabotaż. Przykładem tego jest np. Komisja Wenecka, którą zaprosił do Polski rząd żydówki Szydłowej, a to tylko bardziej jaskrawy przykład, bo jest cały szereg innych mniejszych organizacji sabotażowych, które są organizowane, finansowane, chronione przez rząd RP. Zupełnie ostatnim przykładem jest nietykalność bandytów, najemników, terrorystów KOD, którzy są chronieni przez policję, a tak skutecznie, że niedawny „ukrainiec”, który popychał i atakował policję przez wiele dni nie został odnaleziony. A kiedy się już odnalazł - wnuk żyda, ubowca Jerzego M. Modlingera - to okazał się być etatowym zatrudnionym w TVP u żyda Kurskiego. Żyd z żydem, żydowi, dla żyda …etc, …zawsze….nawet kiedy ci żydzi afiszują się tym, że stoją po przeciwnej stronie barykady.
Sami organizatorzy marszu Niepodległości, różnych „ONR” czy ruchów narodowych to najczęściej prości spadkobiercy żydowskich organizacji narodowców fasadowych: ZChN czy LPR. Organizacje te powstały w Polsce w 1989 roku na trupie niedoszłego Stronnictwa Narodowego - jako próby jego reaktywacji w Warszawie. Reaktywacja ta nie udała się z powodu rozbijactwa politycznego – sabotażu – ze strony takich polityków, jak W. Chrzanowski, M. Giertych czy A. Macierewicz.📷
Przypomnijmy, że zaraz po Okrągłym Stole powstała myśl reaktywacji w Polsce Stronnictwa Narodowego. Po II WS Stronnictwo Narodowe, niesłusznie nazywane londyńskim, miało swoją siedzibę w W. Brytanii i z stamtąd prowadziło, co prawda ograniczoną, działalność polityczną – ale zachowało ciągłość prawną. Stronnictwo Narodowe (londyńskie) było i pozostaje jedynym tożsamym organizmem politycznym mającym prawo do nazwy – a to jako legalny twór polityczny o zachowanej ciągłości statutowej Stronnictwa Narodowego przedwojennego, Romana Dmowskiego (Tadeusz Bilecki był prezesem - 1939). Zamysł reaktywowania Stronnictwa Narodowego w Warszawie zrodził się w 1989, zaplanowano go tak, aby dokonać scalenia ze Stronnictwem Narodowym – w Londynie – prezesem był Antoni Dargas.
Na kongresie inauguracyjnym w Warszawie w Gmachu Głównym Politechniki Warszawskiej w roku 1989 do takiej zaplanowanej reaktywacji Stronnictwa jednak nie doszło. „Ojcem reaktywatorem” był Wiesław Chrzanowski ze swoim cichym mentorem Antonim Macierewiczem, którzy to dwaj tak kręcili obradami zjazdu założycielskiego, że duża część zwolenników Stronnictwa Narodowego – nawet przedwojennych członków SN – zniechęcona, opuściła obrady, a ci, którzy pozostali na tych obradach - proklamowali ZChN.
Niemal równocześnie Maciej Giertych założył „Stronnictwo Narodowe” w Warszawie. M.Giertych miał wybitnie niechętny i pogardliwy stosunek do legalnego Stronnictwa Narodowego w Londynie i zwykł prowokacyjnie pytać: „a kogo oni reprezentują, skoro nie mieszkają w kraju?”. Giertych uważał, że skoro on „mieszka w kraju” to ma większe prawa niż londyńscy emigranci. Skończyło się tak, jak się skończyło, podobnie jest z redakcją „Myśl Polska”, która nie ma nic wspólnego z "Myślą Polską" w Londynie i jest już otwarcie redakcją tuzinkowych złodziei, którzy kradną prawa autorskie do zdjęcia Jędrzeja Giertycha.📷
Redakcja ta jest tak bezczelna, że nawet nie odpowiada na maile z wezwaniem do usunięcia fotografii Jędrzeja Giertycha, do którego nie ma praw. A o jakiejkolwiek kontynuacji ideowej też nie może być mowy.
Podobnie jest z innymi organizacjami post-historycznymi w III RP.
Szczególnie ta nazwa - ONR - nie jest używana legalnie przez obecny „ONR”, bo nie ma na to jakiegokolwiek nadania od żadnego, autentycznego funkcjonariusza ONR. A faktycznie, jest nawet absolutnie przeciwnie, bo w sądzie rejestracyjnym jest zadeklarowane oświadczenie mówiące, że obecne „ONR” odcina się od ONR. Zatem „ONR” nie jest ONR-em i nazwę tę używa nielegalnie, a to podobnie z symbolem - mieczem Ruchu Narodowo-Radykalnego Falanga.
W świetle tej antynarodowej kultury reprezentowanej przez te „nacjonalistyczne”, „prawicowe” organizacje i portale trzeba podkreślić ich wyzucie z polskiej i europejskiej tradycji, czy cywilizacji.
Autentyczne polskie organizacje historyczne: Liga Narodowa, Stronnictwo Narodowe, ONR, OWP, Falanga, czy liczne związki chrześcijańsko-narodowe miały – mimo wzajemnych napięć i sporów – charakter pronarodowy, prospołeczny i negowały walkę klas. O ile nikt tam nie popierał socjalizmu czy lewicowości, to nigdy nie wykluczał ze społeczności innych Polaków. A co obecnie jest to nagminne w Polsce pod hasłem zwalczania „lewactwa”. A to szczególne Dmowski nigdy nie pozwoliłby na akcentowanie wykluczania ze wspólnoty narodowej „innych” Polaków. I takie hasła „raz sierpem raz młotem czerwona hołotę” nie mogły mieć miejsca u Dmowskiego, czy wśród faszystów. Dmowski autentyczny geniusz pióra politycznego, którego pisma są wzorem klarowności kunsztu pisarstwa społecznego, zawsze podkreślał, na koniec swoich wywodów, że inni może mogą myśleć inaczej niż on sam. Dmowski, przez jakiś czas, miał gospodarstwo rolno-produkcyjne i do personelu tam zatrudnionego zawsze zwracał się „per Pan”, a nigdy nikogo nie „tykał.”
Ale to było tak jedynie na płaszczyźnie narodowej i społecznej. Na płaszczyźnie żywiołów obcych germaństwa i żydostwa nie było już takiego wersalu. Szczególnie żydostwo było surowo tępione tak słowem, jak i ramieniem. Żaden ONR nigdy nie oddałby jakiegokolwiek honoru „Mosdorfowi”, który walczył i poległ w obronie żyda! Żaden faszysta czy ONR-owiec nigdy nie szczułby ani na Francuza, ani na Niemca w ich wojnach z żydami, jak to widać i słychać obecnie wśród tych „prawicowców” ONR-ców, czy kawiarnianych faszystów publikujących na YT, którzy jak tylko mają okazję, to podkreślają, że są i dobrzy żydzi - żydzi polscy patrioci. Co jest absolutnym przeciwieństwem postawy Adama Doboszyńskiego, który mówił i planował wyrzucenie żydów z Polski, a to bez dyskusji o tym, czy są dobrzy, czy źli.
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/pugnae/81-adam-doboszynski-list-do-zyda
Jest zastanawiajcie to, że organizacja „ONR”, tak wyraźnie pozbawiona poparcia społecznego, nie prowadząca jakiejkolwiek pracy ideowo-politycznej, tak nagle staje się głośna. A to, że akurat jest to nagłośnienie negatywne, przez media poprawności politycznej, jest jedynie dodatkową reklamą – bo niczym innym. Bo jest przecież wiadome, że te żydowskie media wiedzą, że najlepszą formą walki z przeciwnikiem jest zamilczenie jego obecności. Dziwne, że w przypadku „ONR” metoda ta nie jest stosowana.
Nagle w otoczeniu „ONR” pojawili się tacy aktywiści jak Jacek Międlar i Roman Kneblewski, którzy jako księża „nacjonaliści” ustanowili patronat nad tym „nacjonalizmem”. Tu też trzeba przywołać Dmowskiego, który słowa „nacjonalizm” nie zwalczał, ale był wysoce powściągliwy w jego stosowaniu.
Znamienne zatem jest to, że tak Kneblewski, jak Międlar i inni tak wałkowali ten „nacjonalizm” na lewo i prawo. To łącznie z podążaniem za nurtem prymitywnej, doraźnej hasłowości, a żadnej pracy ideologicznej, której nie było i chyba nie będzie. I wyszło szydło z worka dość szybko, Międlar zaczął propagować księży „gotowych umrzeć za każdego żyda”, a Kneblewski zaczął głosić na YT konieczność przyjęcia do Polski żydów – „nawet gdyby mieli nam ponownie szkodzić”!
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/okupacja-zydowska-w-polsce/1316-wilki-w-owczej-skorze-ex-ks-kneblewski
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/pugnae/910-syndrom-sztokholmski-ex-xiedza-miedlara-czy-agenturalna-ustawka
Kiedy zatem mamy tyle zmyłek, fałszywych flag, to należy postawić pytanie:
Kto faktycznie organizował marsz 1 sierpnia 2018 i kto za tym stał? Jaki jest prawdziwy cel takiego pochodu?
Bezczelność i bezmyślność Ewy Gawor z Ratusza musi być jakoś usytuowana w szerszym aspekcie i jej zachowanie oraz oświadczenia mogą odsłonić rąbka tajemnicy.
Sprawdźmy zatem, kto organizował marsz! Bo nie jest do końca jasne to, jaka organizacja była organizatorem marszu Powstania w dniu 1 sierpnia 2018 od Ronda de Gaulle,a do Placu Zamkowego.
Ale okazuje się, że pismo Ratusza (Ewa Gawor) o rozwiązaniu zgromadzenia zostało skierowane do „Pana Michała Jelonka” i jako takie chyba coś wyjaśnia, coś odwrotnego – to nie była organizacja.
DECYZJA NR WV/5310/ZG/1 /2018
Na podstawie art. 20 ust 3 ustawy z dnia 24 lipca 2015 r - Prawo o zgromadzeniach (Dz U. z 2018 r. poz 408. z póżn zm.). w dniu 1 sierpnia 2018 r, o godzinie 17.27:
1) rozwiązuję zgromadzenie zorganizowane przez Pana Michała Jelonka w dniu 1 sierpnia 2018 r w Warszawie, w godzinach 17 00 - 19 30. z planowaną trasą przejścia ulicami: Al. Jerozolimskie. Nowy Świat, Krakowskie Przedmieście do placu Zamkowego
2) decyzji nadaję rygor natychmiastowej wykonalności.
UZASADNIENIE
W dniu 2 lipną 2018 r. do Prezydenta Miasta Stołecznego Warszawy wpłynęło zawiadomienie Pana Michała Jelonka o zgromadzeniu zwołanym w dniu 1 sierpnia 2018 r na rondzie Dmowskiego w Warszawie, z planowanym przemarszem Al. Jerozolimskimi i ulicami: Nowy Świat Krakowskie Przedmieście i Miodową do pl. Krasińskich. Zadeklarowano w nim udział 20 000 osób. Celem zgromadzenia miało być „upamiętnienie rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego"
W związku z tym. iż na pl. Krasińskich w Warszawie wcześniej zostało zgłoszone inne zgromadzenie, a ul. Miodowa i ul. Senatorska są w trakcie remontu całkowicie uniemożliwiającego przejście trasą wskazaną w zawiadomieniu w dniu 9 lipca 2018 r.
Czyli – w świetle decyzji Ratusza stroną marszu jest osoba fizyczna, a nie osoba prawna.
A więc to wielkie zgromadzenie, tak pod względem formowalno-prawnym, ideowym, honorowym, i społecznie rozpoznawalnym szło pod patronatem „Pan Michał Jelonek z Warszawy,” czyli jednej osoby fizycznej. Tak więc osoba fizyczna „Michał Jelonek” jest stroną konfliktu z Prezydent Warszawy, która jest osobą prawną. A gdzie „Prezydent Warszawy” jest reprezentowana przez urzędnika Ewę Gawor, która wykonała bezdyskusyjnie nakazy Danielsa, i to z tego powodu nie potrafiła uzasadnić decyzji o rozwiązaniu marszu.
Bo faktycznie, Gawor powinna przyznać tak jak Aazari po skandalu w Oświęcimiu – że szef (Netanyahu) tak kazał. Gawor powinna wykręcić się od odpowiedzialności i powiedzieć również: że szef Daniels tak kazał. A więc problem rozwiązania marszu to konflikt: naczelnik Daniels versus Michał Jelonek.
I zauważmy dodatkowo, ta sytuacja zablokowania marszu, w aspekcie oszustów fałszywych flag jest identyczna ze „sprawą Rybaka” tj. spalenia jakiejś kukły tekturowej - rok 2015, we Wrocławiu, która później okazała się żydem.
„Sprawa Rybaka” to jakiś klasyk ujawniający inwigilację środowisk narodowych przez Mossad, prostytucję polskiego rządu czy korupcję sądów i trzeba się nad tym chwilę pochylić.
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/pugnaHYPERLINK "http://www.gazetawarszawska.com/index.php/pugnae/463-sprawa-piotra-rybaka-onr-mossad-szydlo"e/463-sprawa-piotra-rybaka-onr-mossad-szydlo
Była to poważna prowokacja Mossd`u - perspektywiczna, logistycznie skomplikowana, bo skierowana na późniejszą wizytę Beaty Szydłowej w Żydaerze, aby tam przed Netanyahu, w osobie premiera RP przeczołgać Polaków i posłusznie udokumentować walkę polinu z antysemitami.
Rybak dostał za tę prowokację 10 miesięcy więzienia, która to kara została później moderowana przez praczy sądowych na trzy miesiące.
Ale w kontekście blokady marszu 1 sierpnia 2018 w najwyższym stopniu jest istotne to, że demonstracja we Wrocławiu w roku 2015 była zaaranżowana przez „ONR”, który tak wymownie afiszował się w Warszawie 2018.
📷
W 2015 roku P. Rybak miał spalić jakąś tam flagę – tak było umówione, ale w rezultacie spalił jakąś tam kukłę podmienianą mu w ostatniej chwili. Kukła została spalona, a razem z nią jedyny dowód – co istotne - rzekomego jej żydostwa w postaci obrzezania na prąciu tej kukły– brak napletka. Co gorsza oskarżenie opierało się na zeznaniach świadków - żydów, którzy nie byli nawet obecni na miejscu zbrodni, ale widzieli zapis video, lub jednie słyszeli o takim zdarzeniu. Żydzi ci dali potem przed sądem dowód ze swojej trwogi i to było podstawą do skazania podpalacza Rybaka na karę więzienia. Czyli była to miniatura „holokaustu”, wersja Soah-Nano, gdzie w wersji wielkowymiarowej żydzi słysząc coś o masowych zbrodniach Drugiej Wojny Światowej podszywają się pod ofiary innych narodów, jako rzekomo ci, którzy „cudownie przeżyli” komory gazowe. Jeżdżą teraz po świecie, kłamią i oszukują, mnożą swoje „cierpienia” i ilości „niewinnych ofiar” – żydów oczywiście, których było 6 milionów, a co jest udowodnione, bo gwiazda dawidowa ma sześć rogów, czyli po milionie żydów na jeden róg.
Najistotniejsze w tym narastającym problemie anonimowości organizacji „patriotycznych” jest to, że tenże „ONR” nigdy sprawy Rybaka nie wyjaśnił, nigdy nikogo nie ukarał, nigdy nie wprowadził jakichkolwiek zmian organizacyjnych lub personalnych w związku z tym poważnym bezprecedensowym wyrokiem – rytualnym sądowym poniżeniem Polski przez żydów. Organizacje sojusznicze, jak i „narodowe” portale nie domagają się od „ONR” przeprowadzenia dochodzenia i złożenia wyjaśnień.
A podobnie jest z innymi przestępczymi wydarzeniami, np. z poprzednich marszów niepodległości. Jest symptomatyczne, że „nacjonaliści” czy „patrioci” bardzo dziwnie i wybiórczo traktują określone problemy i wszędzie tam, gdzie tylko pojawi się problem bezpośrednich interesów żydowskich, to nacjonalistów dziwnie nie widać. A jeżeli już są, to wysługują się żydom, bo szczują na inne narody np. Francuzów, za to, że ci nie bardzo chcieli walczyć przeciwko Niemcom, a i pomagali Niemcom wywózce żydów z Francji. Nacjonaliści widocznie muszą uważać, że Francuz musi pokornie godzić się na żydowski garb, a najlepiej, gdyby chwalił się swoim Ulmem.
Pomyślmy! Daniels nakazał zniszczenie jakichkolwiek znaków antysemityzmu i ksenofobi na marszach (i nie tylko tam). Dodatkowo, Polska ma żyda z Ameryki, który 11 listopada 2017 schował się w łazience ze strachu, że antysemici idą po niego. Sprawa tej żydziej kryjówki jest głośna w świecie, prawie tak jak Jedwabne. Wszystko to razem ukazuje ogromny potencjał negatywny i zapowiada prowokację na Marszu w listopadzie.
Zachodzi zatem pytanie: Jaką to formę prowokacji lub terroru żydzi przygotowali na 11 listopada 2018? Czy będą zabijać samych siebie, czy tylko Polaków?
Kto będzie mięsem armatnim, kto zamachowcem i jaką formę swojej beneficjencji zaplanowali żydzi?
Czy będą to jedynie aresztowania antysemitów, czy też rząd utworzy zony bezpieczne dla żydów, a więc takie mini-Izraele w polin: Warszawa, Wrocław, Kraków, Gdańsk, terytoria przygraniczne, Śląsk, Lubelszczyzna i Podkarpackie, Pomorze, etc. które otrzymają zwiększane uprawnienia samorządowe, a w ramach tego sformułuje się prawa „mniejszości” do szczególnej ochrony policyjnej. I te „mniejszości” w ramach wdzięczności i przezorności utworzą żydowskie getta, gdzie żydzi będą mogli osiedlać się i modlić się bezpiecznie.
Nie są to żadne wariactwa – tak żydzi skolonizowali Palestynę, a tam nigdy nie było tylu zdrajców co w Polsce.
Nasuwa się bardzo ważne pytanie:
- Na ile to….. w marszu „Pana Michała Jelonka” z dnia 1 sierpnia 2018 roku jest udziałów „ONR”, „Ruchu Narodowego”, „Marszu Niepodległości” i pozostałych organizacji, których ludzki wzrok nie ogarnie?
Nasuwa się drugie bardzo ważne pytanie:
- Na ile to w Marszu Niepodległości 11 listopada 2018, którego organizatorami będą: „Pan Michal Jelonek”, „ONR” - od palenia kukieł Rybaka, „nacjonaliści”, „faszyści” i „ksenofobi”, którzy – w jakiej to formie organizacyjnej stawią czoła Mossadowi, policji polin widocznej 1 sierpnia, no i Danielsowi.
Czy marsz będzie ponownie zablokowany przez idiotkę Gawor? Czy będzie to zwykle rozpędzenie przez rozhisteryzowany Ratusz, czy będzie to masowy zamach żydowski na uczestnikach Marszu.
Tyle było prób zablokowania Marszu, tyle razy strzelano z broni gładkolufowej, straszono podpalonym mostem.
Co będzie teraz?
Czy tam w tych partiach czy ruchach „nacjonalistów” jest rzeczywiście jakaś ideologia narodowa polska, czy też to jedynie bękarty Wildsteina i Doroty Kani. Które to pacany raz do roku pomagają żydom w wyprowadzaniu Marszu Niepodległości na Pragę, zamiast odwrotnie – wprowadzić marsz gwiaździsty demonstrantów z całej Polski na Centrum Warszawy.
Jest to pytanie, którego osnową ideologiczno-systemową nie są idee narodowe, bo ich nie widać i nie słychać, ale są za to liczne deklaracje i wypowiedzi osobników widzianych na czele marszu (żydków), liderów, którzy bardzo gorliwie debatują nad motywami decyzji Ewy Gawor: Czy koszulka była faszystowska, czy sierp i młot były przekreślone, czy był antysemityzm etc. etc. A więc autocenzura, czy syndrom sztokholmski.
To nie jest błahe! To nie świadczy jedynie o pustce umysłowej tych wodzów, ale i o tym, że pustka ta będzie zagospodarowana przez żydów! Jest to bardzo groźne, bo liderzy ci dokonują bardzo niebezpiecznego i szkodliwego w skutkach procesu nadmienianej autocenzury, syndromu sztokholmskiego czy propagowania tolerancji wobec żydów.
Gorzej nawet, oni tymi dyskusjami i usprawiedliwianiem się, podkładają się żydom i są otwarcie gotowi na:
Nacjonalizm – tak, antysemityzm- Nie.
Czyli nastąpi surowa cenzura marszu, obostrzenia wszelkiego typu, no i nie wiadomo w jakim kierunku, i o jakiej porze ten marsz ma maszerować.
+
Jest jeszcze trochę czasu i można powołać alternatywne zespoły marszu niepodległości.
Polska jest jedna i dla wszystkich Polaków, ale tylko dla Polaków. Marsz musi iść w ciągu dnia – a nie po nocy i musi mieć swój cel dojścia w ścisłym Centrum Stolicy.
Kryterium zebrania i marszu ma być jedność narodowa z surowym, wykluczeniem żydów, a bez wprowadzania napięć ideologicznych, partyjnych. Nikomu nie wolno narzucać haseł ani tym bardziej zakazywać wypowiedzi, symboliki czy sposobu stawiania kroków. Polskość to znaczy wolność, powściągliwość i szacunek do innego Polaka z przyjaźnią wobec innych narodów, ale do narodów, narodów faktycznych, osadzonych w swojej historii, a nie sztucznych zlepków, zbrodniczych, wyuzdanych, dokonujących najazdów na nasze zimie i domagający się tolerancji z naszej strony. Regulacja naszych norm i zachowań przebiega właśnie według takich kryteriów.
Darcie mordy z okrzykami „duma, nasza narodowa duma” czy „raz sierpem, raz młotem….” Nie leży nam do smaku, to szczególnie, kiedy to ci silni w gębie krzykacze są nieodpowiedzialni czy nieudolni i nie potrafią poprowadzić czoła marszu tak jak zaplanowano, bo jest to nasza narodowa godność i ogólnie rozumiane bezpieczeństwo przemarszu.
Blokada marszu 1 sierpnia 2018 ustanowiła na stałe poniżające kryteria narzucone Polakom (tamtym organizatorom) przez Danielsa. Te nieudaczniki stojące za organizacją tamtego bałaganu pójdą tylko w jednym kierunku: na autocenzurę marszu 11 listopada. Wszystko będzie zakazane, wszystko tak, jak Daniels nakazał. Ten, który nie podda się dyscyplinie będzie pałowany, pałowany przez „patriotów” – tak będzie.
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/okupacja-zydowska-w-polsce/538-wojna-marszu-niepodleglosci-a-zydzi
Trzeba zatem, jak napisano powyżej, poprowadzić własny marsz, ale który musi przejść blokady policji i bandytów i dojść do celu.
In Christo
Krzysztof Cierpisz
08-08-2018
+++
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/okupacja-zydowska-w-polsce/178-kalendarium-konfliktu-oswiecimskiego
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/pugnae/93-wolniewicz-lewactwo-izrael-czyli-ciszej-nad-ta-trumna
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/okupacja-zydowska-w-polsce/32-terror-zydowski-w-polsce-marsz-zywych-2014
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/pugnae/339-k-cierpisz-jakim-agentem-byl-abp-s-wielgus-a-jakimi-i-czyimi-agentami-sa-bracia-kaczynscy
https://gazetawarszawska.com/index.php/pugnae/1522-adam-doboszynski-ekonomia-krwi-i-obce-agentury
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/pugnae/81-adam-doboszynski-list-do-zyda
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/okupacja-zydowska-w-polsce/1643-cala-tresc-decyzji-o-rozwiazaniu-marszu-powstania-warszawskiego
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/okupacja-zydowska-w-polsce/214-zydzi-rozpoczeli-zamach-na-polske
http://www.gazetawarszawska.com/index.php/zamachwarszawski/230-to-zydzi-porwali-i-zamordowali-delegacje-do-katynia-w-dniu-10-kwietnia-2010
submitted by Gazetawarszawska to u/Gazetawarszawska [link] [comments]


2018.05.12 23:42 jaqqu7 [Spoiler] Boku no Hero Academia odcinki 5 (43) i 6 (44) - podsumiwanie

Pomimo bycia na banicji wciąż żyję, gdyby się ktoś o mnie martwił.

ODCINEK 5

Zaczynamy odcinek od drobnego przypomnienia najbardziej efektownej sceny z ostatniego – gdzie Deku wykorzystuje drobne odsłonięcie się Mięśniaka i w przypływie siły woli masakruje go jednym potężnym ciosem. Natomiast po tym jest już całkowicie anime original rzecz, ta cała gadka Shiragakiego, która ma na celu dość obrazowe porównanie ich poprzednich planów do obecnych, z użyciem logiki gier RPG jest bardzo ciekawa. Intrygujące, że zdecydowali się na tego typu ruch, ale właściwie na tym etapie można się już przyzwyczaić do faktu, iż BONES w tej serii lubi dostarczać drobnych smaczków od samych siebie. Dodatkowa wartość, dająca jeszcze jeden powód, aby sięgnąć po anime nawet, jeżeli czyta/ło się mangę. Przy okazji nasz antagonista wyjawia dwa cele ataku: pokazać herosom, że nigdzie i nigdy nie mogą czuć się bezpieczni, a drugi to pozyskanie Bakugo do swojej sprawy. Widać wściekłość oraz agresywny sposób bycia wybuchowego chłopaka przekonał ich, iż przy odpowiednich warunkach może być cennym nabytkiem dla Ligi Złoczyńców.
 
Wracamy też do Kouty i Deku, gdzie obaj mają parę sekund oddechu po zwycięskiej walce. Chociaż protagonista przypłacił je obiema złamanymi rękami oraz wypraniem się z większości sił. Priorytetem dla niego staje się teraz dotarcie do Aizawy i pozostałych, by przekazać im wszystkie informacje, jakie udało mu się z pojedynku zebrać. Co prawda najchętniej położyłby się i odpoczął, ale sytuacja mu na to nie pozwala. Dopóki ma jeszcze resztki sił, jego moralny imperatyw daje spokoju poczuciu odpowiedzialności. Deku także dociera w końcu ze swoimi słowami do Kouty, przekonując go do tego, żeby użył swojej mocy do czynienia dobra – w tym przypadku oznacza to pomoc w ugaszeniu szalejącego w lesie ognia. Tak też bierze młodego i jeszcze swoimi (wciąż) sprawnymi nogami uruchamia One for All, kierując się w stronę obozu. Zanim jeszcze tam dotrze – cofamy się o parę chwil wstecz, do momentu, gdy Eraserhead został zaatakowany przez Dabiego. Doświadczenie oraz umiejętności pozwoliły mu wyjść z pułapki bez szwanku – a po tym wykonać szybki unik i kontratak na przeciwnika. Szybko, więc neutralizuje złola... który okazuje się, iż był to jednak tylko klon wytworzony Quirkem jednego z członków Ligi, a prawdziwy Dabi jest wciąż gdzieś schowany wśród drzew. Villain tworzący te fałszywe persony jest bardzo ekspresyjny – właściwie pewnie był wzorowany na Deadpoolu w pewnym sensie, a przynajmniej tak wskazuje na to jego zachowanie. Z tym, że on nie słyszy głosów w głowie, czy podobnych rzeczy, a ma generalnie rozdwojenie jaźni (jego pseudonim zresztą się do tego odwołuje – Twice).
 
Biegnąc przez las – Deku i Aizawa wpadają na siebie. Ten drugi natychmiast zauważa, w jakim stanie jest MC, ale biorąc pod uwagę sytuację, nie daje mu reprymendy, a pozwala dalej brać udział w walce. Ponownie się też przenosimy do telepatki i transa, ci nadal pojedynkują się z wannabe Stainem i tym drugim złoczyńcą. Generalnie walka utknęła w martwym punkcie, bo żadna ze stron nie może zdobyć przewagi nad drugą. Przynajmniej do momentu przybycia Izuku – ten wchodzi (dosłownie) z przytupem, niszcząc broń jednemu z villainów i przekazując telepatce, że Kouta jest bezpieczny, a także informacje o celu ataku oraz nadaniu wszystkim walczącym uczniom UA swoistej „licencji na zabijanie”. Czyli mogą walczyć bez obawy o konsekwencje ze strony prawa. Kiedy Deku przekazuje już informacje i leci dalej, prawdopodobnie próbując się przemieścić w kierunku Bakugo, próbuje go zaatakować jeden ze złoczyńców, ale wannabe Stain powstrzymuje partnera przed tym, twierdząc, że skoro Hero Killer darował, a nawet uratował mu życie, to oznacza, iż jest „prawdziwym” herosem i nikt nie może go tknąć. Przynajmniej w jego pobliżu. Ta drobna nić porozumienia daje jednak możliwość udanego kontrataku ze strony bohaterów. Tak też wiadomość do Bakugo również zostaje przekazana z rozkazem unikania walki i natychmiastowego wycofania się z linii frontu. Ten jednak, jak to on – ignoruje zalecenia i rusza prosto na swojego BDSM-przeciwnika. Todoroki skutecznie go w ostatniej chwili powstrzymuje – przy okazji mamy też prezentację quirku złoczyńcy. Otóż może on sprawić, iż jego uzębienie zmienia się w ostre jak brzytwa, rozchodzące się z jego jamy ustnej struktury.
 
Mamy też wgląd w zmagania z otaczającym obszar wokół nich gazem 4 x Tetsu i Kendo, którzy powoli odkrywają jego naturę i źródło – kolejnego członka Ligi. Tak więc i klasa B będzie miała swoje pięć minut tutaj. Swoją drogą, ten cały Mustard musi się nieźle dziwić, gdy okaże się, że jego żałosny rewolwer właśnie trafił na kolesia, który może zmienić się w żywy metal. A jednak nie – szybko zauważa maskę przeciwgazową i na niej skupia swój strzał, przez to zdobywa jednak pewną przewagę w walce ponownie. Nie mówiąc już o tym, iż 4xTetsu musi robić również za tarczę dla Kendo, bo ta akurat kuloodporna nie jest. Nasz człowiek ze stali więc dostaje lekkie bęcki, ale villain staje się przez to zbyt pewny siebie i umożliwia Kendo użycie jej zdolności. Powiększa swoje dłonie i nimi rozwiewa otaczający ich gaz (also jestem niemal pewien, że była ona wzorowana na obecnej Ms. Marvel – swoją drogą bardzo polecam jej przygody, bo są naprawdę rewelacyjne). Ostatni cios jednak należy do 4xTetsu.
 
Na ten moment wracamy do biegnącego wciąż przez las i starającego się ogarnąć położenie pozostałych Deku. Jednak poszukiwania Bakugo zostają przerwane. Nie przez villaina, ale przez sojusznika. Tokoyami traci kontrolę nad swoim quirkiem – Dark Shadow w ciemnościach jest o wiele silniejszy niż zwykle, ale jednocześnie istnieje szansa na to, że wpadnie w tryb berserka i zacznie atakować wszystkich dookoła. Przed ciosem Izuku ratuje Shoji – łapiąc go i odciągając zanim oberwie. Powstrzymanie Tokoyamiego w jego obecnym stanie będzie poważnym wyzwaniem.
 

ODCINEK 6

Już w następnym odcinku dowiadujemy się, co triggerowało Dark Shadow – otóż Shoji oberwał od naszej ząbkowej wróżki BDSM. Widać, iż Bakugo i Todoroki muszą być w pobliżu. Natomiast widok rannego kolegi dla Tokoyamiego okazał się być zbyt dużym psychicznym obciążeniem dla kontroli swojego quirku. Szczególnie, że wokół ciemna noc. Natomiast dla naszego wielorękiego bohatera – ta rana to pikuś, bo i tak rączka, czy co tam będzie chciał, mu odrośnie. Na tym ostatecznie polega jego moc przecież. Deku stoi jednak przed wyborem: albo rusza do Bakugo i zostawia problem z Dark Shadow innym do ogarnięcia, albo zostaje i wspomaga Shojiego w zmaganiach tutaj. Zamiast tego wybiera trzecią drogę – zwabienie Tokoyamiego w pobliże Kacchana i użycie jego eksplozji do uspokojenia szalejącego quirku. Przy okazji ten w swoim bojowym szale masakruje niemiłosiernie złoczyńcę, który akurat się po drodze nawinął. RIP ząbkowa wróżka BDSM. Ostatecznie udaje się po tym uspokoić Dark Shadowa z użyciem ognia Todorokiego i wybuchów Bakugo. Natomiast reakcja Kacchana na dyskusje o wycofaniu się i przegrupowaniu w obozie, to czyste złoto. Słucha ich pieprzenia i nie wierzy w to, co słyszy – on ma się wycofać? Bakugo Wielki i Potężny? Tak, czy siak jednak się podporządkowuje. Tym bardziej, iż Deku wykłada całkiem sensowny plan, który zakłada również wykorzystanie Dark Shadow, gdyż teraz mając ze sobą dwie osoby mogące wytworzyć jasne światło, mogą w pewien sposób go kontrolować.
 
Na tę chwilę jednak zostawiamy chłopaków, bo w innej części lasu trwa walczą Tsu, Uraraka, mierząc się z lubującą krew Togą. Ta oczywiście daje popis jak bardzo ma nierówno pod sufitem i tnąc bohaterki chce tym samym zdobyć ich przyjaźń. Ogólnie związane z tą złoczyniącą rzeczy są świetne – jej sposób zachowania i pokręcona logika wyróżniają się na tle pozostałych villainów z Ligi. Nie dziwi też, więc fakt, że jest ona bardzo popularna w fandomie przez to. Wystarczy spojrzeć na dyskusje dotyczące tego odcinka – ludzie dosłownie szaleją na jej punkcie. Also – can you feel the love tonight? Gdy jednak wszyscy są zajęci Togą i rannymi Tsu oraz Ochaco… Bakugo wyparowuje. Okazuje się bowiem, że pojawia się kolejny villain, tym razem z mocą kompresowania ludzi (i prawdopodobnie innych rzeczy) do bardziej wygodnego transportu. Skorzystał z rozkojarzenia pozostałych i w mgnieniu oka położył swoje łapy na naszym wybuchowym przyjacielu. Zresztą nie tylko on znika, bo także Tokoyami zostaje porwany. Deku powoli traci też zimną głowę i trzeba się spodziewać, że pomimo swoich obrażeń będzie próbował odbić kolegów, nawet jeżeli będzie miał wgryzać się w ziemię. Pozostali także nie mają lekko: Aoyama przypadkiem trafia na Dabiego i Twice, ale udaje mu się jakoś uniknąć wykrycia, natomiast Momo i uczeń z klasy B wyciągnęli krótszą słomkę, bo oto wpadli na jednego z Nomu. Ten natomiast wyposażony jest w różnoraki sprzęt siekająco-tnący przytwierdzony do jego rozlicznych ramion. Jednym słowem – jeden błąd i zostanie z nich krwawa papka. Mieli jednak szczęście i Dabi odwołał go do siebie w ostatniej chwili. Na odchodne wykorzystuje jednak swoją moc tworząc pluskwę i prosi kolegę z klasy B, by ten użył swojej umiejętności przytwierdzania przedmiotów do innych i przykleił ją do oddalającego się Nomu.
 
Jako, że misja Ligi zakończyła się powodzeniem – na miejscu pojawia się Kurogiri ze swoją mocą tworzenia przejść z własnego ciała. W jego kierunku zmierza złoczyńca niosący Tokoyamiego i Bakugo, zostawiając w tyle grupę pościgową. W akcie desperacji Deku na poczekaniu tworzy szalony plan na to jak mogą go dorwać. Prosi, aby pozostali skombinowali swoje umiejętności i wystrzelili go w kierunku uciekającego. Izuku „The Madman” Midoriya strikes again. Więc Deku, Shoji, Todoroki lądują na villainie niosącym ich kolegów w samym środku miejsca przeznaczonego na rendezvous Ligi, skąd mają zostać zabrani do swojej kwatery głównej. Jednym słowem cliffhanger.
submitted by jaqqu7 to anime_dyskusje [link] [comments]


2018.03.23 09:30 cartablanca10 Dziś "czarny piątek". Kobiety wychodzą na ulice, by walczyć o swoje prawa

submitted by cartablanca10 to Polska [link] [comments]


2017.11.11 18:03 pierogi-of-darkness G. Orwell, Uwagi o nacjonalizmie (fragmenty)

[…] Przez „nacjonalizm” rozumiem przede wszystkim przyjęcie przekonania, że ludzi można klasyfikować jak owady i że całym grupom milionów albo dziesiątków milionów można z poczuciem pewności siebie przyczepiać etykietki „dobry” albo „zły”. Poza tym, co ważniejsze, mam na myśli zwyczaj identyfikowania się z określonym narodem lub jakąś inną grupą umieszczoną poza dobrem i złem oraz uważania za swój obowiązek popierania jej interesów.
Nacjonalizmu nie należy mylić z patriotyzmem. Zazwyczaj obu słów używa się tak nieprecyzyjnie, że każda ich definicja może budzić kontrowersje, ale trzeba koniecznie przeprowadzić ich rozróżnienie, ponieważ dotyczą dwóch odmiennych, a może nawet przeciwstawnych, idei. Przez patriotyzm rozumiem przywiązanie do określonego miejsca i sposobu życia, o którym sądzimy, że jest najlepszy na świecie, ale nie mamy zamiaru narzucać go innym. Patriotyzm jest z natury defensywny, zarówno militarnie jak i kulturowo. Nacjonalizmu natomiast nie da się oddzielić od żądzy władzy. Celem każdego nacjonalisty jest zapewnienie większej władzy i większego prestiżu nie sobie, lecz narodowi bądź innej zbiorowości, w której postanowił zatopić swoją indywidualność.
Jak długo stosuje się to jedynie do niesławnych, ewidentnych nacjonalistów w Niemczech, Japonii i innych krajach, wszystko jest oczywiste. O zjawisku, takim jak nazizm, które obserwujemy z zewnątrz, niemal wszyscy powiedzielibyśmy to samo. Terminu „nacjonalizm” używam wyłącznie z braku lepszego. Nacjonalizm w szerszym, używanym przeze mnie sensie, obejmuje takie ruchy i trendy, jak komunizm, polityczny katolicyzm, syjonizm, antysemityzm, trockizm i pacyfizm. Niekoniecznie oznacza lojalność wobec jakiegoś rządu czy kraju, a tym bardziej własnego kraju, i nie jest nawet konieczne, żeby zbiorowość, do której się odnosi, faktycznie istniała. Tak na przykład żydostwo, islam, chrześcijaństwo, proletariat czy biała rasa – wszystkie te zbiorowości są przedmiotem żarliwych nacjonalistycznych uczuć, jednak ich realne istnienie może być kwestionowane i żadna z nich nie ma powszechnie akceptowanej definicji.
Warto jeszcze raz podkreślić, że uczucia nacjonalistyczne mogą być czysto negatywne. Tak jak na przykład u trockistów, którzy stali się po prostu wrogami ZSRR, bez jednoczesnego poczucia lojalności wobec jakiejś innej zbiorowości. Zrozumienie implikacji takiego stanu rzeczy pozwoli lepiej pojąć naturę nacjonalizmu w sensie używanym tutaj. Nacjonalista myśli wyłącznie – albo głównie – w kategoriach konkurowania o prestiż. Nacjonalista może by pozytywny lub negatywny – to znaczy wykorzystywać swoją energię mentalną albo do wychwalania, albo do uwłaczania – ale jego myśli zawsze zwracają się ku zwycięstwom i porażkom, triumfom i upokorzeniom. Dla niego historia – zwłaszcza współczesna – to nieustanny wzrost i upadek potęg, a każde wydarzenie zdaje się mu dowodzić, że status jego strony rośnie, a znienawidzonego rywala – słabnie. Nie należy też mylić nacjonalizmu ze zwykłym kultem sukcesu. Nacjonalista nie kieruje się zasadą zmawiania się z najsilniejszymi. Wręcz przeciwnie – najpierw opowiada się po którejś stronie, a następnie wmawia sobie, że jest to strona najsilniejsza, i może trwać w swoim przekonaniu nawet w obliczu faktów przygniatająco temu przeczących. Nacjonalizm to głód władzy połączony z samooszustwem. Każdy nacjonalista jest zdolny do najohydniejszej nieuczciwości, ale ponieważ ma świadomość służeniu czemuś, co go przewyższa, jest absolutnie pewien swoich racji.
[…]
Całkowite zrównywanie wszystkich form nacjonalizmu byłoby grubym uproszczeniem, jednak wszystkie podlegają pewnym wspólnym regułom. Poniżej wymieniam główne cechy myślenia nacjonalistycznego.
Obsesyjność. Nacjonalista, na ile to możliwe, mówi, myśli i pisze wyłącznie o wyższości własnej wspólnoty. Ukrycie swojej ideologicznej przynależności jest dla niego czymś trudnym, jeśli nie niemożliwym. Najdrobniejsza krytyka jego grupy, lub najmniejsza choćby pochwała konkurencyjnej organizacji, wytwarzają w nim napięcie, które może rozładować jedynie wygłaszając ciętą ripostę. Jeśli obiektem uczuć nacjonalistycznych jest jakiś kraj, na przykład Irlandia albo Indie, nacjonalista będzie dowodził jego wyższości nie tylko w zakresie potęgi wojskowej czy politycznej, ale także w dziedzinie sztuki, literatury, sportu, struktur językowych, urody jego mieszkańców, a nawet klimatu, krajobrazu czy kuchni. Będzie bardzo wrażliwy na punkcie takich rzeczy, jak ekspozycja flagi państwowej, rozmiary nagłówków prasowych i porządek, w jakim wymienia się poszczególne kraje.
Wszyscy nacjonaliści za swój obowiązek uważają upowszechnianie własnego języka, na zgubę języków konkurencyjnych.
[. . .]
Niestabilność. Intensywność uczuć nacjonalistów nie przeszkadza im w przeniesieniu ich na inny obiekt. […] Bardzo często okazuje się, że wielcy narodowi przywódcy, czy też założyciele ruchów nacjonalistycznych, nie należą nawet do gloryfikowanego kraju. Czasem są cudzoziemcami, częściej jednak pochodzą z obszarów peryferyjnych, gdzie kwestia narodowości jest niejasna. […] Powszechnym zjawiskiem była gwałtowna zmiana – na przestrzeni tygodni, a nawet dni – fanatycznego komunisty w równie fanatycznego trockistę. Niezmienny u nacjonalisty pozostaje stan jego umysłu – obiekt uczuć może się zmieniać, może nawet należeć li tylko do sfery wyobraźni. […] Jednak u intelektualisty przeniesienie lojalności pełni ważną funkcję. Pozwala mu stać się jeszcze bardziej nacjonalistycznym – głupszym, bardziej wulgarnym, nieuczciwym i złośliwym – niż gdyby pozostał lojalny wobec swojego kraju, bądź jakiejkolwiek innej zbiorowości, o której naprawdę coś wie. […]
[Kiedy już znajdzie nowy obiekt,] może bez ograniczeń dać upust emocjom, od których we własnym mniemaniu się wyzwolił. Bóg, król, imperium, flaga brytyjska – wszystkie obalone idole mogą pojawić się teraz pod nowymi nazwami, a ponieważ nie dostrzega w nich tego, czym rzeczywiście są, może je czcić z czystym sumieniem. Przeniesienie lojalności z jednego obiektu na drugi jest czymś w rodzaju ofiary ze zwierzęcia – jest sposobem na osiągnięcie zbawienia bez zmiany własnego postępowania.
[. . .]
Nieliczenie się z rzeczywistością. Wszyscy nacjonaliści mają zdolność niedostrzegania podobieństw pomiędzy zbliżonymi zestawami faktów. Brytyjski torys będzie bronił prawa do samostanowienia w Europie i sprzeciwiał się samostanowieniu w Indiach, zupełnie nieświadom braku konsekwencji. Działania są postrzegane jako dobre albo złe nie ze względu na swoją naturę, ale na to, kto je podejmuje. Nie istnieje taka potworność – tortury, wykorzystywanie zakładników, przymusowa praca, masowe deportacje, więzienie bez procesu, fałszerstwa, zabójstwa, zamachy, bombardowanie ludności cywilnej – która nie zmienia moralnego zabarwienia, kiedy jest popełniona przez „naszą stronę”.
[. . .]
Nacjonalista nie tylko nie potępia okrucieństw popełnianych przez własną stronę, ale posiada też szczególną zdolność nieprzyjmowania ich do wiadomości. […] Myśl nacjonalistyczna dopuszcza istnienie faktów, które są zarazem prawdziwe i nieprawdziwe, znane i nieznane. Znany fakt może być tak niewygodny, że odsuwa się go na bok i nie bierze pod uwagę w rozumowaniu. Z drugiej strony, może się stać elementem każdej kalkulacji, a mimo to nigdy nie zostać uznanym za fakt.
Nacjonaliście nie daje spokoju myśl, że można zmienić przeszłość. Żyje częściowo w świecie fantazji, gdzie wszystko dzieje się tak, jak powinno (gdzie, na przykład, hiszpańska armada odniosła zwycięstwo, a rosyjska rewolucja została stłumiona w 1918 roku) i wykorzystuje każdą okazję, by przenieść fragmenty tego świata do podręczników historii. W naszych czasach większość pisarstwa propagandowego opiera się na zwykłym fałszerstwie. Ukrywa się fakty, fałszuje daty, wyjmuje cytaty z kontekstu i zmienia ich sens. Wydarzenia, o których sądzi się, że nie powinny mieć miejsca nie są przedmiotem zainteresowania, albo się im zaprzecza. […] Pierwszym celem propagandy jest oczywiście wywarcie wpływu na opinię współczesnych, ale ci, którzy przepisują historię, naprawdę wierzą, że wzbogacają przeszłość o nowe fakty.
[. . .]
Niedostrzeganiu prawdy obiektywnej sprzyja coraz większa wzajemna izolacja poszczególnych części świata, która sprawia, że odkrycie tego, co naprawdę ma miejsce gdzieś indziej, jest coraz trudniejsze. Często pojawiają się zasadnicze wątpliwości dotyczące nawet najbardziej znaczących wydarzeń. Nie sposób na przykład ustalić liczbę ofiar obecnej wojny z dokładnością do kilku, ani nawet kilkudziesięciu milionów. Nieustanne relacjonowanie nieszczęścia – bitwy, masakry, klęski głodu, rewolucje – wywołują u przeciętnej osoby poczucie nierzeczywistości. Nie mamy możliwości weryfikacji faktów, ani nawet pewności, czy rzeczywiście zaszły, zaś poszczególne źródła podają zupełnie inne ich interpretacje. [. . .] Co więcej, mimo że nacjonalista nieustannie rozmyśla o władzy, zwycięstwie, porażce i zemście, nierzadko wcale nie interesuje się tym, co się dzieje w realnym świecie. Chce mieć poczucie, że jego wspólnota zdobywa przewagę nad inną wspólnotą – a to łatwiej osiągnąć odbierając punkty przeciwnikowi niż sprawdzając, czy fakty przemawiają na naszą korzyść. Wszystkie nacjonalistyczne spory toczą się na poziomie debat społecznych i nigdy nie prowadzą do rozstrzygnięcia, bowiem każdy z uczestników jest przekonany, że to on właśnie odniósł zwycięstwo. Niektórzy nacjonaliści znajdują się na pograniczu schizofrenii – żyją szczęśliwie marząc o potędze i zwycięstwach, ale ich marzenia nie znajdują żadnego potwierdzenia w rzeczywistości.
[. . .]
Co do pozytywnych i negatywnych uczuć nacjonalistycznych – wielbienia i nienawiści –żywi je większość z nas, czy nam się to podoba, czy nie. Nie wiem, czy można się ich pozbyć, ale jestem przekonany, że można z nimi walczyć i że jest to zasadniczo kwestia wysiłku moralnego. Przede wszystkim trzeba odkryć, czym się naprawdę jest, i rozpoznać swoje prawdziwe uczucia, a następnie uwzględnić własne nieuniknione uprzedzenia. Jeśli nienawidzicie i boicie się Rosji, zazdrościcie Ameryce jej bogactwa i potęgi, jeśli pogardzacie Żydami, macie kompleks niższości wobec brytyjskiej klasy panującej, nie pozbędziecie się tych uczuć tylko przez to, że tak sobie po prostu pomyślicie. Możecie jednak przynajmniej rozpoznać ich istnienie i i nie pozwolić, żeby zatruwały wam proces myślenia. Impulsy emocjonalne – które są nieuniknione i prawdopodobnie wręcz konieczne w działaniach politycznych – powinny współistnieć z akceptacją rzeczywistości. To jednak – powtarzam – wymaga wysiłku moralnego, a współczesna literatura angielska, na ile w ogóle zajmuje się najważniejszymi problemami naszych czasów, pokazuje, jak niewielu z nas jest gotowych go podjąć.
zrodlo: https://pracownia4.wordpress.com/2015/01/27/uwagi-o-nacjonalizmie/
submitted by pierogi-of-darkness to Polska [link] [comments]


2017.11.02 23:23 golarka1 Patryki Jaki, czyli „bieda urojona”

Kilka dni temu jakiś stażysta z Gazety.pl uznał, że ma świetny pomysł na ośmieszenie Patryka Jakiego i wrzucił zdjęcie wyżej wymienionego w stroju a la „Rycerz Ortalionu”, dodając do zdjęcia podpis „Dziś wiceminister i wróg Gronkiewicz-Waltz. A w młodości stał pod blokiem”. Co zrozumiałe, ta kretyńska wrzutka została momentalnie obśmiana i gdyby na tym obśmianiu się skończyło, to nie zawracałbym sobie i Wam dupy cała sprawą. Jednakowoż tak się jakoś złożyło, że dojnozmianowi królowie bajeru użyli tej wrzutki do zmitologizowania Patryka Jakiego i do budowania wygodnej dla siebie narracji. Pozwolę sobie zacytować fragment wpisu, który Patryk Jaki (albo jakiś zasiadacz z jego konta) umieścił na jego fanpejdżu:
„Musze Wam wyznać - tak, to prawda. Stałem pod blokiem, nawet w nim mieszkałem-tak jak miliony Polaków. Nie każdy miał wille w PL lub Szwecji. Nie każdy miał w życiu z górki jak resortowe dzieci. Trzeba było pracować dwa razy ciężej, żeby coś w życiu osiągnąć. I boli ich to, że taki ktoś "ze zwykłego osiedla" przecina układy, zabiera im państwo, które sobie sprywatyzowali. Zrobili sobie z Polski prywatne eldorado i teraz kiedy im to odbieramy-to gryzą.” (…) Nie rozumiem argumentu, że ktoś jest "zły", bo pochodzi z biedniejszej rodziny. Właśnie taki sposób myślenia pokazuje pogardę "elyty" w stosunku do zwykłych Polaków, którzy odebrali GW władzę w demokratycznych wyborach.”
Nieco później wrzucił na TT swoje zdjęcie z dzieciństwa opatrzone podpisem „To ja, kiedy po raz pierwszy #stałemPodBlokiem Już wtedy GW zdecydowała, że podobny motłoch nie będzie decydować o Polsce”.
Gdybyśmy chcieli jakoś skompresować tę narrację (i późniejsze zabiegi rządowych mediaworkerów i internetowych dronów dobrej zmiany, mające na celu zmitologizowanie Jakiego), wyszło by nam coś w rodzaju „zwykły człowiek, pochodzący z biedniejszej rodziny, walczy z układem, który trawił Polskę od dawna i ten układ się mści, próbując nam tłumaczyć, że biedny nie ma wstępu do polityki”. W tym miejscu pozwolę sobie na krótką dygresję. Przywykłem do tego, że politycy (wspierani szkoleniami za dziesiątki tysięcy złotych i mózgami spindoktorów, których zadaniem jest mieszanie nam w łbach) robią nas w wała. Przywykłem do tego, że potrafią oni „zakręcić” każdą historię tak, żeby suweren (czyli my) zrozumiał ją tak, jak oni chcą, żebyśmy ją zrozumieli. I nie chodzi mi w tym momencie o polityków PiS-u (czy innej Zjednoczonej Zarazy), ale o polityków w ogóle. Tym niemniej, nawet wziąwszy powyższe pod rozwagę, w pale mi się, kurwa, nie mieści to, jak kurewsko bezczelną ściemę usiłuje się nam wcisnąć. Tak się bowiem składa, że z tej narracji prawdą jest tylko to, że Jaki nie miał willi (ani w Szwecji, ani w PL) - cała reszta to zwykła ściema. To napisawszy, zapraszam Was na spotkanie ze „zwykłym człowiekiem z osiedla, pochodzącym z biedniejszej rodziny, który musiał pracować ciężej niż inni, tylko po to, żeby móc teraz walczyć z układem (o tym, że „układ” traktuje go jak „motłoch” wspominać nie trzeba).
W tekście chciałem się skupić jedynie na „zwykłym człowieku z biedniejszej rodziny”, ale w trakcie grzebania w internetach trafiłem na artykuł o ojcu Patryka Jakiego – Ireneuszu Jakim. Artykuł pojawił się na portalu „Nowa Trybuna Opolska”, który to portal, jak sama nazwa wskazuje, jest portalem regionalnym. Artykuł, o wiele mówiącym tytule, „Szara eminencja zwolniona za syna?” pojawił się na portalu w marcu 2007 roku. Poniżej zamieszczam dłuższy fragment artykułu (wszystkie linki znajdziecie w źródłach):
„Ireneusz Jaki, doradca prezydenta Ryszarda Zembaczyńskiego, nieoczekiwanie dostał wypowiedzenie. Informacja obiegła urząd miasta w końcu ubiegłego tygodnia. Niektórzy urzędnicy wysyłali sobie nawet sms-y w tej sprawie. - Proszę się nie dziwić, to nie była lubiana postać - mówi nam jeden z urzędników. - Poza tym dla wielu z nas taka informacja była szokiem.
Bo Jaki - jeszcze do niedawna - należał do najbardziej zaufanych osób prezydenta. Gdy jesienią 2002 roku - tuż po wygranych wyborach - prezydent obejmował ratusz, jako pierwszego zatrudnił właśnie Jakiego. Obaj panowie znają się od wielu lat. Jaki był m.in. szefem gabinetu wojewody, gdy Zembaczyński kierował urzędem wojewódzkim.
Rolą Jakiego w ratuszu była pomoc w organizacji pracy prezydenta. Był także dodatkową parą oczu i uszu najważniejszej osoby w urzędzie. Zembaczyński darzył swojego asystenta wielkim zaufaniem i potrafił docenić. W 2002 r. - ledwie po sześciu tygodniach pracy - Jaki dostał od niego 2 tys. zł nagrody. W połowie ubiegłego roku przyznano mu 4 tys. zł dodatkowej gratyfikacji, a na początku 2007 r. jego stanowisko podwyższono do rangi doradcy. - W urzędzie odebrano to jako awans osoby, która i tak zachowywała się, jakby była czwartym wiceprezydentem miasta - opowiada jeden z urzędników.”
Nie wiadomo jak długo Ireneusz Jaki był szefem gabinetu wojewody i ile tam zarabiał, ale można spokojnie założyć, że raczej nie pracował za grosze. Gdyby bowiem tak było, to raczej nie zdecydowałby się na pracę dla Zembaczyńskiego (który był członkiem Platformy Obywatelskiej), kiedy ów został prezydentem Opola. Niestety, na stronie Biuletynu Informacji Publicznej miasta Opole nie ma żadnych oświadczeń majątkowych Ireneusza Jakiego z czasów, kiedy był zatrudniony „pod” Zembaczyńskim. W międzyczasie (w okolicach 2001 roku) Ireneusz Jaki pracował w wodociągach w Opolu. Mówił o tym sam Patryk Jaki, w rozmowie, w której Robert Mazurek grillował go za to, że Ireneusz Jaki dostał fuchę w wodociągach po tym, jak popierany przez Jakiego Arkadiusz Wiśniewski został prezydentem Opola. Jaki powiedział, że „mój tato pracował w tej firmie wtedy, kiedy ja miałem 16 lat i jeszcze nie zajmowałem się polityką”. W tym miejscu warto zaznaczyć, że wszelkiej maści spółki miejskie od dawien dawna są paśnikami dla ludzi, którzy mają koneksje. Bardzo rzadko zdarza się, żeby trafił tam ktoś „przypadkowy”. Na moment powróćmy do artykułu z NTO. „Szara eminencja”, „od dawna zachowywał się jakby był czwartym wiceprezydentem” - taki a nie inny dobór słów dość jednoznacznie sugeruje, że Ireneusz Jaki (rzecz jasna przed „wylotem”) musiał mieć spore wpływy w Opolu.
No dobrze, ktoś może powiedzieć, ale z tego przecież wcale nie musi wynikać, że Patryk Jaki nie miał „pod górkę”, nieprawdaż? Musieć nie musi, ale jak się zaraz przekonacie, owszem, wynika. Insza inszość to fakt, że ciężko mi uwierzyć w to, że Jakiemu się „biednie żyło”. Tzn. ok – nie twierdzę, że to była rodzina milionerów, ale nie uwierzę w to, że ojciec Patryka Jakiego trzymałby się przez tak długi czas jakiejś gównianej posady, w której zarabiałby na tyle mało, żeby nie być w stanie utrzymać rodziny. Poza tym, zachowanie Patryka Jakiego nie wskazuje na to, żeby brak płynności finansowej w rodzinie był dla niego jakimkolwiek problemem.
Na stronie Patryka Jakiego możemy przeczytać, że „Pracował jako dziennikarz w opolskiej gazecie. Następnie zajmował się marketingiem i promocją jako specjalista w Międzynarodowej Wyższej Szkole Logistyki i Transportu we Wrocławiu. Następnie kierował oddziałem SKOK na region opolski, potem pracował w administracji, prowadził biuro poselskie”
Na pierwszy rzut oka wygląda do imponująco. Szczególnie jeżeli weźmiemy pod rozwagę fakt, że Patryk Jaki zdawał maturę w 2004 roku, zaś kolejna pozycja jego CV (o której rozpiszę się nieco dalej) datowana jest na 2006 rok. Można by z tego wywnioskować, że nasz „zwykły człowiek” był niesamowitym pracusiem, nieprawdaż? Tylko że z tym CV są pewne problemy. W 2006 roku Patryk Jaki został radnym (o tym też za moment szerzej napiszę) i jako radny musiał złożyć oświadczenie majątkowe za rok 2006. W oświadczeniu tym są dwie pozycje.
„Powiatowy Urząd Pracy – staż – 1616.6 zł w 2006 roku”
oraz
„Umowa zlecenie w Biurze Senatorskim Senatora Ryszarda Ciecierskiego – 1428 zł w 2006 roku”
W tym miejscu pragnę zauważyć, że imię i nazwisko senatora zostało tak bardzo „nabazgrane”, że musiałem tego szukać przez stronę PKW (sprawdziłem kto w tamtym czasie był senatorem w odpowiednim okręgu). Czemu Jaki nie chwali się tą konkretną fuchą? Bo senator Ciecierski był z PO. Z tego by wynikało, że wszystkie te fuchy Jaki musiał „odbębnić” w latach 2004-2005. Doprawdy, imponujące. Dochód, osiągnięty przez Patryka Jakiego w 2006 wskazuje na to, że praca była dla niego raczej „dodatkowym zajęciem”, niż źródłem utrzymania. Gdyby bowiem Jaki faktycznie miał problemy ze związaniem końca z końcem, to zapieprzałby gdziekolwiek, byle tylko zarobić trochę grosza (tak jak to robią zwykli ludzie, z którymi, zdaniem Jakiego, tak wiele go łączy). Dowodów na „zapieprzanie” nie ma, są za to dwie fuchy, które przyniosły mu raczej mizerny dochód.
Rok 2006 jest o tyle interesujący, że to właśnie wtedy Patryk Jaki wystartował w wyborach samorządowych (z list PO). Wybory samorządowe (konkretnie zaś „startowanie na radnego”) nie są tak obciążające finansowo, jak wybory do parlamentu, ale bez kasy raczej nie ma sensu się w to bawić. Trzeba mieć jakieś ulotki, trzeba mieć jakieś plakaty (billboard byłby dla 21-latka lekkim overkillem, ale nie wiadomo, czy ich nie miał). Ciężko stwierdzić, ile Jaki wydał na tę kampanię, ale na pewno nie zorganizował jej sobie za darmo. Insza inszość to fakt, że na listach wyborczych „dużych partii” nie można się znaleźć przez przypadek. Upraszczając: albo bierze się tam ludzi, których chce się „wsadzić” do rady miasta, albo tych, którzy mają ściągnąć trochę głosów po to, żeby inni się dostali (w tym celu na listy wpuszcza się rozpoznawalnych ludzi, ale nie wspiera się ich logistycznie, żeby przypadkiem się nie dostali). 21-letni Patryk Jaki raczej nie zaliczał się do tej drugiej kategorii i dostał miejsce na liście w tym samym okręgu, z którego startował szef Ireneusza Jakiego, Ryszard Zembaczyński (prezydenci startują w wyborach do RM, żeby „pompować” głosy na swoje listy do rady miasta), tak więc dostał miejsce tam, gdzie miał sporą szansę na mandat radnego. Patryk Jaki z szansy tej skorzystał i w 2006 został radnym (oddano na niego 342 głosy).
„Zwykły człowiek” niezbyt długo był radnym PO, bo bardzo szybko się „zbuntował”. Na Wikipedii możemy przeczytać, że „wkrótce po wyborach opuścił to ugrupowanie i ponownie (bo wcześniej był w Forum Młodych PiS) związał się z Prawem i Sprawiedliwością. W artykule na temat „szarej eminencji” możemy przeczytać, że „Sam Jaki argumentował odejście tym, że w Platformie nie ma już miejsca dla konserwatystów, a PO skręca na lewo.”. Biorąc pod rozwagę fakt, że Patryk Jaki jest betonem światopoglądowym, brzmi to całkowicie przekonująco, nieprawdaż? Tyle, że to ściema. W 2006 roku wojna totalna między PO i PiS-em, będąca efektem nieudanego eksperymentu o nazwie „POPiS”, trwała w najlepsze. Partie te starały się wyrywać sobie nawzajem polityków i to na wszystkich szczeblach. Moim zdaniem, Patryk Jaki zdecydował się na przejście do PiS-u z przyczyn stricte finansowych. W 2005 roku PiS wygrał wybory i ta partia miała po prostu więcej do zaoferowania. Patryk Jaki napisał na swojej stronie, że „w 2006 roku został członkiem gabinetu politycznego Wojewody Opolskiego.” (gwoli ścisłości, to musiała być sama końcówka 2006, bo wynagrodzenie z tego tytułu Jaki pobierał dopiero w roku 2007). Z wojewodami to jest tak, że wymienia ich ten, kto wygrywa wybory parlamentarne. W 2005 wygrał je PiS, więc Wojewodą Opolskim został należący do tej partii Bogdan Tomaszek. Czym zajmował się tam Patryk Jaki? Tego nie wiemy, bo główny zainteresowany nie wdaje się w szczegóły. Bez trudu można za to ustalić ile Jaki tam zarabiał. Jeżeli ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości co do tego, czym kierował się Jaki zmieniając barwy partyjne, to lektura jego oświadczenia majątkowego na rok 2007 powinna je rozwiać.
Urząd Wojewódzki – ok 2.800 zł (m-c)
Biuro Poselskie - ok 2000 [czyli jakieś 166 zł/mies – przypis mój własny]
Dieta radnego – ok 1700 zł (m-c)
Biuro Senatorskie – ok 700 (m-c) – do listopada 2007 [najwidoczniej senator nie uzyskał reelekcji – przypis mój własny]
Stypendium naukowe Uniwersytetu Wrocławskiego 270 zł (m-c)
Widać wyraźnie, że kariera polityczna Jakiego przełożyła się na poprawę jego osobistej sytuacji finansowej. Najpierw podjął decyzję o starcie do rady miasta (z listy PO) – co dało mu 1700 zł/mies, a potem zmienił barwy partyjne, na czym zyskał kolejne 3440 zł/mies. W taki oto sposób „zwykły człowiek”, mając 22 lata, zarabiał 5140 zł miesięcznie (+ stypendium). Zwykły człowiek poczuł się na tyle pewnie, że w tym samym roku zakupił mieszkanie warte 185 tysięcy złotych. Nie wiem, jak wysoki miał „wkład własny”, ale w oświadczeniu majątkowym stoi, że ma do spłacenia 140.000 złotych kredytu hipotecznego. Patryk Jaki wpisał również w oświadczeniu majątkowym Deawoo Nubirę wartą 12 tysięcy złotych (którą kupił za gotówkę, bo w oświadczeniu nie ma wzmianki o kredycie). Muszę przyznać, że jak na człowieka „z biedniejszej rodziny”, który „musiał pracować 2 razy więcej niż inni”, nasz „zwykły człowiek” radził sobie nadspodziewanie dobrze.
W kolejnym roku sytuacja finansowa Jakiego uległa pogorszeniu, bo Urzędy Wojewódzkie wzięła Platforma (po wygranej w wyborach 2007) i, ujmując rzecz kolokwialnie, Patryka Jakiego z PiS zastąpił Patryk Jaki z PO.
W oświadczeniu majątkowym za rok 2008 są już tylko dwie pozycje.
Biuro Poselskie – ok 15 tys. zł
Radny Miasta Opole – ok 21 tys. zł
(Nadal miał do spłacenia 140 tys* zł kredytu hipotecznego, a mieszkanie straciło na wartości i w oświadczeniu wpisał, że było warte 160 tys. zł (w poprzednim roku było to 185 tys. zł). Tym niemniej, dochody rzędu 36 tys rocznie, to dobry wynik, jak na 23-letniego studenta.
Według oświadczenia majątkowego za rok 2009. Patryk Jaki zarabiał 1300 zł/mies w biurze poselskim i 1800 zł/mies jako radny (w ciągu roku dało to 37.200). Nadal miał on do spłacenia 140 tys* kredytu hipotecznego + kredyt konsumencki ok 9 tys. Wpisał on również 3 tysiące złotych w rubryce „środki pieniężne zgromadzone w walucie polskiej”.
W 2010r. Jakiemu doszedł dodatkowy dochód (dostał fuchę w biurze poselskim prof. Legutki).
Jako radny zarobił 19200 zł (do listopada 2010). W Biurze Poselskim kolejne 15 tysięcy, a w biurze eurodeputowanego około 12 tysięcy. W sumie dało mu to roczny dochód rzędu 46.200 zł. Jeżeli chodzi o kredyty, to miał on do spłacenia 140 tys*. złotych kredytu hipotecznego i 11 tysięcy złotych kredytu konsumenckiego.
*W tym miejscu krótka dygresja. Przepatrywałem sobie (dla porównania) inne oświadczenia majątkowe i ludzie przeważnie wpisywali w nich pierwotną kwotę kredytu oraz to ile mają jeszcze do spłacenia. Patryk Jaki co roku wpisywał pierwotną kwotę. Druga możliwość jest taka, że Patryk Jaki miał fantazje i spłacał kredyt tak, żeby co roku zostawało mu jeszcze 140 tysięcy zł długi (nie, nie przeproszę za ten suchar).
W 2010 roku Patryk Jaki po raz drugi wystartował w wyborach samorządowych i po raz drugi został radnym. Mimo tego, że startował z innego okręgu, oddano na niego 842 głosy. Dało mu to najlepszy wynik spośród kandydatów z listy PiS i został przewodniczącym klubu radnych tej partii.
W 2011 roku Patryk Jaki wystartował w wyborach do Sejmu. Startował, rzecz jasna, z listy Prawa i Sprawiedliwości. Miał 8 miejsce na liście, ale uzyskał 3 wynik i został posłem (PiS uzyskał 3 mandaty w okręgu 21). Jaki musiał sporo zainwestować w kampanię w całym okręgu (25 tys kredytu konsumenckiego, który zaciągnął w 2011 roku, raczej by mu na to nie wystarczył), bo głosy z samego Opola nie dałyby mu mandatu poselskiego (w Opolu zagłosowało na niego 2070 osób). Pochylanie się nad kolejnymi oświadczeniami majątkowymi Patryka Jakiego nie ma sensu (acz, jeżeli ktoś chce tam poszperać, to link do odpowiedniej strony znajduje się w źródłach). Dość powiedzieć, że jako poseł zarobił w 2012 roku (to był pierwszy, pełny rok jego „posłowania”) 147 tysięcy złotych. Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, ze w 2012 roku Patryk Jaki miał 27 lat.
I tak sobie teraz myślę. Kiedy ten „zwykły człowiek”, który „musiał pracować dwa razy więcej od innych”, bo „nie miał z górki jak resortowe dzieci” cierpiał tę, kurwa, biedę o której wspominał? Może wtedy, gdy mógł sobie pozwolić na jakieś, za przeproszeniem, gównostaże i umowy zlecenia, zamiast zapieprzać jak „zwykli ludzie”, którzy mają problemy z dociągnięciem do 1-go? A może wtedy gdy prowadził kampanię wyborczą do rady miasta? Kiedyż to syn opolskiego notabla miał „pod górkę” tak bardzo, że aż musiał się wyżalić we wpisie na FB? Wtedy gdy dostał miejsce na liście od szefa swojego ojca i to w okręgu, w którym prawie pewne było, że jeżeli się trochę postara, to dostanie mandat radnego? A może cierpiał biedę wtedy, gdy zmienił barwy partyjne (na czym zyskał prawie 3.5 tysiąca złotych miesięcznie)? A może „miał pod górkę” kiedy w wieku 22 lat kupił sobie mieszkanie (dysponując wkładem własnym)? Nie chciałbym być źle zrozumiany. Ja mam w dupie to, ile ten człowiek zarabia, ale niech łaskawie, do kurwy nędzy, nie udaje, że „wyszedł z biedy dzięki swojej ciężkiej pracy” i że „miał pod górkę”, bo ogromna większość Polaków chciałaby mieć tak samo pod górkę jak on. Wisienką na torcie jest fakt, że w czasie, w którym Patryk Jaki był radnym, nie miał (poza stypendium), ani jednego „pozapolitycznego” źródła dochodu. Nie miał, bo nie musiał mieć, dzięki ziomkom z partii, którzy obdarowywali go fuchami (Urząd Wojewódzki/biuro senatorskie/biuro poselskie/biuro europosła). I tak człowiek, ma, kurwa, czelność stawiać znak równości między sobą, a ludźmi, którzy mieli naprawdę przesrane i zamiast bawić się w politykę, musieli zapieprzać nierzadko naście godzin dziennie.
Niestety, Patryk Jaki nie poprzestał na opowiadaniu bredni o „mieniu pod górkę” i musiał jeszcze dodać, że on teraz „przecina układy”/etc. Jest w tym nieco prawdy, ale tym, czego Patryk nie napisał jest to, że stare układy zastępuje swoimi. O tym, że Ireneusz Jaki dostał fuchę w Wodociągach po tym, jak kolega Jakiego wygrał wybory prezydenckie w Opolu – już wspominałem. Tym niemniej stołek dla ojca blednie w kontekście kariery, jaką w Opolu robi były asystent Patryka Jakiego, Marcin Rol.
Marcin Rol dostał się do rady miasta Opola w 2014 roku. Jako radny musiał złożyć oświadczenie majątkowe. W oświadczeniu tym możemy przeczytać, że Marcin Rol miał 1000 złotych, jako „środki pieniężne zgromadzone w walucie polskiej”
Prócz tego
Umowy-zlecenia (Klub Parlamentarny Solidarna Polska) 7199.60 zł netto. Umowy o dzieło (Klub Poselski Sprawiedliwa Polska) 12.432 zł netto. Umowy o dzieło (Biuro Poselskie Posła na Sejm RP Patryka Jakiego) 18.600 zł netto.
Po zsumowaniu daje nam to 38.231 złotych i 60 groszy (miesięcznie pan Marcin Rol zarabiał około 3180 złotych). Moim skromnym zdaniem, całkiem nieźle, jak na 24-latka.
13 stycznia 2016 roku Marcin Rol został wiceprezydentem Opola, cytując GW: „Arkadiusz Wiśniewski argumentował wówczas tę nominację względami politycznymi i umową, jaką zawarł z obecnym wiceministrem sprawiedliwości Patrykiem Jakim przed wyborami samorządowymi.” Oświadczenie majątkowe Marcina Rola za rok 2016 wyglądało następująco:
27.300 zł jako „środki pieniężne zgromadzone w polskiej walucie”
1438.1 zł w Funduszu Inwestycyjnym
Akcje GPW na kwotę 13.161zł Akcje w spółkach handlowych: Energa – 203, Kania 1360, ECZ -7874, POLWAX – 234
Pan Marcin Rol został również członkiem Rady Nadzorczej Śląskiego Rynku Hurtowego Obroki, Sp Z.O.O, (Katowice, ul Obroki 130). Jako członek rady nadzorczej zarobił 50.029,68 złotych
Jako wiceprezydent Opola pan Marcin Rol zarobił 108.884,87 złotych W ramach diety radnego (którą wypłacono mu za pierwszą połowę stycznia) otrzymał 812 złotych Za bycie członkiem rady nadzorczej Euro-eko otrzymał 2.374 złote (01/2016) Umowa o pracę – 329,15 zł (01/2016)
Kronikarski obowiązek każe wspomnieć o tym, że pan Marcin Rol w 2016 roku skończył 26 lat. Jego błyskawiczna kariera nie umknęła uwadze mediów i internautów, dzięki czemu mogliśmy się dowiedzieć, jak bardzo skromnym człowiekiem jest pan Marcin Rol.
Kiedy przypomniano mu, że sam krytykował członka SLD (Tomasza Grabowskiego), który w wieku 23 lat zasiadał w dwóch radach nadzorczych, odpowiedział, że „Nie poczuwam się do jakiegokolwiek porównywania naszej dwójki, gdyż pan Garbowski zasiadał jednocześnie w dwóch radach nadzorczych, a ja obecnie zasiadam w jednej.” Innymi słowy „może i zarabiam 50 tysięcy rocznie za zasiadanie w radzie nadzorczej, ale to nie jest istotne, bo inni zasiadali w dwóch radach jednocześnie!”.
Kiedy pytano go o to, czy ma doświadczenie, stwierdził, że w spółce państwowej, w której zasiada, "majątek jest wielokrotnie mniejszy aniżeli majątek, którym zarządza jako wiceprezydent Opola. (…) Rol wylicza dalej, że przez ponad rok był radnym Opola i kontrolował działania prezydenta miasta. Przypomina, że wcześniej pracował w Sejmie dla kilku klubów parlamentarnych oraz przez wiele lat był pracownikiem biura poselskiego.”
Gdybyśmy chcieli to uprościć, to tłumaczenie Rola wyglądałoby następująco: Uważa on, że nie ma problemu w tym, że siedzi w radzie nadzorczej (którą to fuchę dostał z przyczyn stricte politycznych), bo jest wiceprezydentem Opola (którą to fuchę dostał z przyczyn politycznych), a wcześniej pracował dla klubów parlamentarnych i był pracownikiem biura poselskiego (które to fuchy, dostał z przyczyn stricte politycznych [bo przypadkowi ludzie nie pracują w takich miejscach]). Muszę przyznać, że mnie przekonał.
Gwoli ścisłości, kariery Jakiego i Rola są mocno „standardowe” w świecie polityki. Cwaniaki, pokroju tych dwóch panów, bardzo szybko orientują się, że w polityce najlepiej sprawdzają się układy i albo się do jakiegoś przyłączają, albo montują swój własny (względnie, tak jak Jaki, najpierw się do jakiegoś przyłączają, a potem budują własny [w oparciu o środki uzyskane w ramach działalności w poprzednim układzie]). Politycy innych formacji nie wyrywają się z krytyką takich mechanizmów, bo sami z nich korzystają. Lepiej siedzieć cicho (i tylko od czasu do czasu coś warknąć, żeby suweren myślał, że „warczący” jest ulepiony z innej gliny i on „nigdy czegoś takiego nie zrobi”), kiedy inny się pasie przy korycie, niż nagłaśniać sprawę i samemu się pozbawić możliwości „pasienia”.
Tak już na sam koniec. Narracja, budowana przez Jakiego i innych prawicowych królów bajeru, których połączyła kasa, tzn. „Zjednoczona Prawica”, pokazuje, jak bardzo pewne siebie jest to środowisko (jest również w chuj bezczelne, ale ta bezczelność wynika z pewności siebie właśnie). Tylko pewnością siebie można bowiem wyjaśnić to, że ktoś tam uznał, że należy budować narrację w myśl której „Jaki reprezentuje biedę” i oprzeć ją na tym, że Patryk Jaki ma zdjęcie w dresach. Gdyby nie to, że to jest tak skurwysyńsko bezczelne, byłoby to nawet zabawne.
źródło (ze źródłami): https://www.facebook.com/kreatywnehejterstwo/posts/1804814606252555
submitted by golarka1 to Polska [link] [comments]


2016.11.07 18:42 ben13022 Jak wstąpiłam do ONR [Duży Format]

„Będę czekał na Panią w południe przed wejściem do kawiarni Cafe Misja. Sprawą stolika i rezerwacją zajmę się osobiście” – pisze do mnie w czerwcu Jacek Rajewski z ONR w Poznaniu. Wysłałam wcześniej odpowiedź na ankietę rekrutacyjną: że chcę walczyć o wartości narodowe i katolickie – Bóg, Honor, Ojczyzna, że pradziadek działał w Stronnictwie Narodowym pod przewodnictwem Romana Dmowskiego, że prababcia pochylała się nad żywotami świętych.
Rekrutacja Przed poznańską kawiarnią widzę chłopaka w koszulce, włosy ścięte krótko przy głowie, uśmiecha się do mnie. Przyszedł na spotkanie z książką Jana Mosdorfa, przywódcy ONR w okresie międzywojennym, autora deklaracji ideowej ONR, antysemity.
– Jakie masz plany względem organizacji? – pyta, gdy siadamy przy stoliku.
– Pisałam w ankiecie – chciałabym uczyć młodych ludzi wartości patriotycznych i religijnych – głos mi drży.
– Spokojnie, nie denerwuj się – uśmiecha się.
– Śpieszyłam się, serce mi szybciej bije – biorę głęboki wdech. – Mogę prowadzić wykłady w organizacji, jestem polonistką, w rodzinie mam nauczycieli.
Uśmiecha się, ale nie odpowiada. Nie pyta o moje poglądy, ale – jak mówi – nim zostanę członkiem ONR, muszę przejść roczny staż kandydacki i zdać egzamin z lektur. Mówi o planach ONR w Poznaniu, na przykład o rozdawaniu zupy bezdomnym.
– Znasz kogoś z anarchistów? – pyta.
– Nie.
– Możemy organizować podobne akcje do nich, jak ta z zupą, czy bronić eksmitowanych lokatorów.
Opowiada z podziwem o nacjonaliście rumuńskim Corneliu Zelei Codreanu (antysemita, założyciel Żelaznej Gwardii, partii faszystowskiej. Jego portret zobaczę później w krakowskiej siedzibie ONR), jak edukował chłopów na rumuńskich wsiach. Mam wrażenie, że Rajewski mówi do mnie, jakby monologował.
Ma 24 lata, studiuje bezpieczeństwo narodowe na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu (wcześniej dwa lata historii), pracuje w barze. W ONR działa w sekcji gospodarczej, handluje gazetą wydawaną przez organizację. W liceum był kibicem klubu żużlowego i tam nauczyli go patriotyzmu, np. organizowali akcje upamiętniające „żołnierzy wyklętych”, był z nimi na Marszu Niepodległości.
– Dawno nie rozmawiałem z nikim o ideach, bo z kolegami z ONR obgadujemy tylko bieżącą politykę. Teraz, w wakacje, niewiele się dzieje, ale będzie rocznica poznańskiego Czerwca 1956, odezwę się – mówi.
Dostaję regulamin stażu kandydackiego. Staż trwa rok i kończy się egzaminem z zadanych lektur. Obowiązki: mam bezwzględnie szanować innych działaczy (zwracać się do nich na zebraniach „koleżanko”, „kolego”, chyba że ktoś wyższy rangą zaproponuje przejście na ty; nie przeklinać), witać się: „Czołem (Wielkiej Polsce)”, uznać hierarchię (np. rękę wyciąga najpierw osoba wyżej postawiona i udziela głosu), przychodzić raz w tygodniu na zebrania albo zgłaszać nieobecność, nie rozmawiać z mediami na temat ONR, nie pić alkoholu przed akcjami. Jeśli złamię którąś z zasad, dostanę upomnienie. Mam na pamięć nauczyć się „Modlitwy Narodowych Sił Zbrojnych”:
Panie Boże Wszechmogący,
daj nam siłę i moc wytrwania
w walce o Polskę,
której poświęcamy nasze życie (...)
Jeszcze „Roty” i „Hymnu Młodych”, od których zaczyna się w ONR spotkania:
Złoty słońca blask dokoła,
Orzeł Biały wzlata wzwyż,
Dumne wznieśmy w górę czoła,
patrząc w Polski Znak i Krzyż (...)
Dostaję też listę lektur do egzaminu i strukturę organizacji, ale bez imion i nazwisk kierowników. Są za to sekcje: promocji, naukowo-szkoleniowa, prawna, informatyczna, kresowa i sportowa.
Nie klaszczemy Połowa czerwca. SMS od Rajewskiego: w klasztorze Dominikanów w Poznaniu jest msza święta w intencji ofiar Czerwca ’56 – „zapraszam w imieniu moich przyjaciół z ONR:). Mnie niestety nie będzie ze względu na wizytę na drugiej stronie Poznania w sprawie nowego mieszkania. Moi ludzie będą czekali za Tobą pod kościołem. Chcę, żebyś wspólnie uczestniczyła z nimi w obchodach, co Ty na to?:)”.
Cieszę się, piszę, że wspólnie przeżyjemy rocznicę.
Pod kościołem czekają trzej mężczyźni z ONR Poznań. Są w eleganckich, wyjściowych koszulach. Jest też Kinga, 22-latka, ubrana w czarny kostium, studentka. Dowodzi Mateusz Szymański, dwudziestoparolatek, ogolony na zapałkę, z zieloną opaską z symbolem falangi na ramieniu. Stajemy na dziedzińcu kościoła Dominikanów. Z głośników słychać, jak ksiądz wita prezydenta RP Andrzeja Dudę – klaszczemy. Ksiądz wita ministra finansów z PiS – klaszczemy, ministra kultury – klaszczemy, Lecha Wałęsę – nie klaszczemy, kombatantów – klaszczemy, prezydenta Poznania – nie klaszczemy, marszałka województwa z PO – nie klaszczemy, przewodniczącego rady miasta z PO – nie klaszczemy, przedstawiciela „Solidarności” – klaszczemy.
Po mszy idziemy nieopodal, na plac Mickiewicza, gdzie zaczną się obchody. Maszerujemy z kibicami Lecha, partią Kukiz, „Gazetą Polską” i Młodzieżą Wszechpolską. Ktoś skanduje: „A na drzewach zamiast liści będą wisieć komuniści”. My w ciszy. Palą się race, dym zasłania widok. Stajemy z ludźmi z prawicy przed ustawioną na placu sceną dla polityków. Przemawia Lech Wałęsa. Krzyczymy z tłumem: „TW »Bolek!«”. Obok, za barierkami, ludzie z KOD-u w odpowiedzi skandują: „Lech Wałęsa!”. Idziemy kilka ulic dalej, by złożyć róże pod pomnikiem poległych w powstaniu poznańskim.
– Wiem, że nie chcesz korzystać z Facebooka, jak napisałaś w ankiecie, ale powinnaś założyć jakieś konto, bo na nim omawiamy akcje – radzi mi Mateusz.
Zgadzam się z nim, choć boję się, że mnie zdemaskują, dlatego byłam w ankiecie niechętna Facebookowi. Wracam do domu, zakładam konto, już po chwili Mateusz dodaje mnie do tajnej grupy ONR Poznań. Wkrótce przyłączy do kolejnej, w której są działacze Obozu z całej Polski. Jest ich tam około siedmiuset. Kierownik główny ONR Aleksander Krejckant powie mi później, że w organizacji działa tysiąc osób. Wkrótce, w sierpniu, sekretarz Brygady Wielkopolskiej spyta, czy zajmę się korektą tekstów. Zgodzę się i zostanę dołączona do grupy ONR Wielkopolska, w której jest około 40 osób.
A gugu! Początek lipca. Odbieram telefon od Mateusza Szymańskiego. – Czołem! – mówi. – Jedziemy na grilla nad jezioro, chcesz?
– Czołem! Chętnie.
Przyjeżdżam. Znajduję ich na końcu plaży jeziora Rusałka w Poznaniu. Rozkładamy ręczniki, chłopcy rozbierają się do kąpielówek, ja w stroju. Pływamy, opalamy się. Mateusz czyta coś w telefonie.
– Szukam przepisu na ciastka. Jak przyjdę do domu, to sobie upiekę – mówi.
Obok mnie Ania. Ma 29 lat, włosy farbowane na rudo, dziewczęca uroda i flaga Polski na rękawie bluzy. Wyjmuje z wózka dwuipółmiesięczną córkę. Odsłania pierś, karmi. Podchodzi jej mąż Michał Piernicki, 24 lata, na przedramieniu tatuaż Polski Walczącej, włosy ścięte przy skórze, działacz ONR. – Idź na ławkę – nachyla się do żony i mówi trochę przerażony, ścisza głos. Pokazuje głową na miejsce oddalone o kilkanaście metrów. Żona go ignoruje. Michał czuje, że nic nie wskóra, biegnie grać w piłkę z chłopakami.
Gdy się pakujemy, chłopaki stoją nad wózkiem, Mateusz, kierownik ONR, najbliżej. – A gugugugugu... – śmieje się do dziecka.
Pielgrzymka W połowie lipca ma się odbyć I Piesza Pielgrzymka Narodowców na Jasną Górę. Mówił mi o niej Rajewski podczas rozmowy rekrutacyjnej. Pielgrzymować mają różne środowiska nacjonalistów, np. Młodzież Wszechpolska i ks. Jacek Międlar. Chcę iść, dopytuję. Dzwonię do Mateusza Środy, koordynatora ONR w województwie małopolskim. Zapisuje mnie. Mówi, że pójdzie tylko kilka osób.
17 lipca. Jadę do Krakowa, skąd mamy pójść pieszo do Częstochowy Szlakiem Orlich Gniazd.
Jestem w siedzibie ONR w Krakowie, koło dworca, w budynku na parterze. Na błękitnych ścianach obraz Matki Boskiej Częstochowskiej, Chrystusa Króla i Michała Archanioła. Pod nimi szczerbiec – miecz koronacyjny królów polskich, przedwojenny symbol ruchu narodowego. Dalej portrety Jana Mosdorfa, Romana Dmowskiego, Leona Degrelle’a (członek SS, ulubieniec Hitlera). Jest worek bokserski zawieszony na łańcuchu, dalej kuchnia, łazienka, biblioteczka – kilkadziesiąt lektur religijnych i historycznych. Na ziemi „Dziennik” Anny Frank, żydowskiej dziewczynki, która zginęła w obozie koncentracyjnym.
– Czytałeś to? – pytam Mateusza.
– Nie. Znasz postaci z portretów? Degrelle’owi wymazaliśmy na portrecie znak SS, bo nie lubię szowinistycznego nacjonalizmu.
Mateusz tłumaczy, że trafił do ONR prawie sześć lat temu jako niedojrzały chłopak, który nie wierzył w Boga. Zainteresował się historią, kolega mu pożyczył lektury, zaczął chodzić na msze i uroczystości patriotyczne. Półtora roku temu się nawrócił, choć jego rodzice chodzą do kościoła od święta. Jego ojciec nie akceptuje, że syn jest w ONR, choć Mateusz nie umie sprecyzować poglądów ojca.
W kuchni otwiera szafę. Wyciąga z niej książki wydane przed dziesięcioleciami – życiorys i opis pogrzebu Romana Dmowskiego. Bierze jedną, otwiera na stronie z cytatami w językach obcych.
– Popatrz, nie są przetłumaczone na polski, bo ludzie znali wtedy języki – mówi z podziwem.
Idziemy z pielgrzymką. Ja, Mateusz, Robert, ks. Łukasz Szydłowski z Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X (lefebryści, przekonani o kryzysie wewnątrz Kościoła, do którego przyczyniają się m.in. masoni, odrzucają część postanowień Soboru Watykańskiego II) i dziewczyna, też Justyna, wierna Bractwu Piusa X.
Idziemy kilkadziesiąt kilometrów dziennie po łąkach i lasach. Czasem gubimy się i nadrabiamy drogę. Rano msza, trzy razy dziennie różaniec, także po łacinie, Anioł Pański, wykład, np. o historii bractwa, śpiewanie pieśni maryjnych. Samochód z naszymi bagażami prowadzi Mateusz, więc idziemy we trójkę.
W przerwie między modlitwami Robert przekonuje żarliwie: – Mam kolegę geja – mówi. – Ale homoseksualiści nie mogą mieć praw na przykład do małżeństwa, bo będą dawać zły przykład dzieciom.
Księdzu spuchło kolano, bolą go stopy, ma za małe buty. Nocleg w jednej z parafii, proboszcz prowadzi nas do pomieszczenia, które wygląda na dawną kaplicę, i znika w drzwiach. Przygotowujemy kolację. Robert prosi ks. Łukasza o wykład z teologii. Robert mówi mi o Żydach z żarliwością wykładowcy.
– Czuliśmy się wykluczeni jako Polacy, bo Żydzi zajmowali ponad 50 procent miejsc na niektórych kierunkach wyższych uczelni.
Siadamy do stołu.
Dzień przed wejściem na Jasną Górę przychodzimy do parafii św. Józefa Rzemieślnika w Częstochowie. Proboszcz gości nas na plebanii, pokazuje pokoje, zaprasza na kolację. Jesteśmy zdenerwowani, bo biskupi Kościoła katolickiego niechętnie patrzą w Polsce na lefebrystów. W jadalni po jednej stronie stołu siedzą proboszcz, wikary, zakonnica i jacyś pielgrzymi. Po drugiej – ks. Łukasz, Robert, Mateusz, Justyna i ja.
– Z jakiej parafii jest ksiądz? – pyta głośno stary proboszcz naszego ks. Łukasza.
Robert, co powie mi później, myśli wtedy: jedz lepiej szybko, co na stole, bo zaraz nas wyrzucą. Mateusz i Justyna wstrzymują oddech i patrzą z napięciem na naszego księdza. Ks. Łukasz szepcze, że z Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X. Milkną rozmowy. Czekamy. Proboszcz zmienia temat.
Żaden z proboszczów, u których nocowaliśmy w świetlicach, nie pozwolił na odprawienie mszy w kościele ks. Łukaszowi. Jeden przyznał, że bał się biskupa. Rano pijemy wspólnie kawę. Robert prosi Justynę, by powiedziała coś po śląsku. Jest studentką teologii i psychologii. W pierwszej kolejności, jak mówi, jest Ślązaczką, a potem Polką. Przekomarzają się z nią, że Śląsk jest Polski, a ona Polką. Justyna odpowiada gwarą śląską: „Kto ty jesteś, Polak mały”.
Po śniadaniu docieramy na Jasną Górę. Wchodzimy do kościoła, każdy przyklęka.
– Justyna, jak przyklękasz, to na prawe kolano albo na oba. Nie podpieraj się – tłumaczy mi Robert nauczycielskim tonem.
Idziemy do bocznej kaplicy na mszę. Z nami jest jeszcze kilka kobiet i mężczyzn z ONR z innych regionów Polski. Na koniec śpiewamy „Z dawna Polski Tyś Królową”. Wychodzimy z kaplicy, Robert ma łzy w oczach, bo wzruszyła go wspólna msza święta po łacinie. Przez całą pielgrzymkę wieczorami uczyliśmy się na pamięć słów liturgii w tym języku, żeby umieć odpowiedzieć księdzu.
Idziemy na dworzec PKP.
– Martwisz się, że na pielgrzymce szły tylko trzy osoby? – pytam Mateusza, gdy wsiadamy do pociągu. Jedzie do Piotrkowa Trybunalskiego, do domu rodziców.
– Wszystko mi zawsze wychodzi – żali się. Staram się go pocieszyć.
– Czołem i z Panem Bogiem – mówi w drzwiach pociągu, gdy wysiada.
Zakon Dwa tygodnie po pielgrzymce zostaję zaproszona na spotkanie tzw. Zakonu. Kieruje nim niejaki Antoni Myśliński. To pion ONR, który „zgłębia religijność oraz mistycyzm w duchu walki z modernizmem w Kościele, islamizmem i masonami” i zajmuje się „akcjami przeciwko antykatolickim ośrodkom w kraju”.
Wstęp do Zakonu to trzy stopnie. Pokonuję pierwszy: odmawianie różańca, czytanie zadanych książek, udział we mszy w Bractwie Piusa X, który wystarcza, by w ostatnią sobotę sierpnia pojechać na zjazd Zakonu w Warszawie. Znajome twarze: Robert Bąkiewicz, Mateusz, małżeństwo Klaudia i Karol i jeszcze jeden chłopak z ONR, którego nie znam.
Karol ma 27 lat, studiował historię i administrację, jako student pisał do gazetki kibiców Korony Kielce. W Kielcach pracował w dawnym więzieniu UB jako przewodnik. Odmawiamy wspólnie różaniec w kaplicy bractwa, potem słuchamy Antoniego. Stoi przed nami w koszuli, spodniach, chodzi po sali jak nauczyciel. Mówi, że odszedł oficjalnie z ONR, bo wyjeżdża do seminarium Bractwa Piusa X. Jednemu z nas przekaże kierownictwo nad Zakonem. Zawiesza głos. Po chwili dodaje, że „Robertowi, głowie rodziny”. Robert nachyla się do mnie i szepcze: – Będę to musiał jakoś pogodzić z nową funkcją współorganizatora Marszu Niepodległości.
Antoni kontynuuje.
– Przypominam, że jednym z zadań Obozu Narodowo-Radykalnego jest dążenie do tego, aby jak najwięcej rodaków zbawiło swoje dusze. Musicie szerzyć różaniec w waszych rodzinach, wśród koleżanek i kolegów z ONR i ludzi spoza organizacji. Możecie też zająć się akcjami w terenie. Na przykład rozpylić śmierdzącą substancję na koncercie Behemotha.
– Szukaliśmy już takiej w internecie – przerywa Klaudia.
– Moglibyśmy zrobić to kolejno w kilku miastach – mówi ktoś z sali.
– Ale jeśli zrobimy to raz, to na kolejnych koncertach nas złapią – dodaje ktoś.
Antoni, który za chwilę zostanie księdzem, doradza: – Lekarzowi, który wykonuje aborcje i zabija dzieci, można porysować samochód i zostawić list. Napisać, że jeśli się nie nawróci, czeka go kara piekła. Można dodać, że jeżeli nie przestanie zabijać dzieci, znowu porysujecie – mówi poważnym tonem. – Oczywiście nie podpisujcie się pod tym jako ONR.
– Trzeba tak to zrobić, żeby się nie dać złapać – dodaje Robert z uśmiechem.
– Dbajcie o naszą organizację, będę się za nią modlił w seminarium – kończy Antoni.
Nocuję w domu Roberta. Parterówka, wokół zieleń i drewniany stół z ławkami. Wstaję o świcie, bo jedziemy autokarem na pogrzeb „żołnierzy wyklętych” do Gdańska. Żona Roberta siedzi na dworze, przysiadam się. Trzynastoletnia córka ubrała się w sukienkę do kostek i siada obok nas. Robert, który kręci się po podwórzu, patrzy na córkę i mówi stanowczo:
– Przebieraj się, jedziesz na pogrzeb.
Córka patrzy z wyrzutem, ale bez słowa wychodzi. Wraca w jasnej spódniczce. Nie zdąży przejść progu w drzwiach, gdy Robert podnosi głos:
– Bo nie pojedziesz, ubieraj się na czarno, narzuć coś na ramiona.
Dziewczyna wychodzi. Robert załamuje ręce, że to taki wiek, że dziewczyna chce się podobać chłopakom. Żona potwierdza skinieniem i wychodzi pomóc córce, która ubiera się na czarno. Żona podaje Robertowi kanapki i termos.
Gdańsk. Stoimy na placu przed kościołem, idziemy z flagami ONR przed główne wejście do bazyliki. Robert rzuca komendę: – W dwuszeregu zbiórka!
I tak stoimy całą mszę. Na podniesienie Najświętszego Sakramentu klękamy na gołej ziemi z flagami w rękach. Robert wychodzi przed szereg, widzi, że jeden chłopak stoi.
– A kolega? Na kolana – wydaje ostro polecenie.
Chłopak tłumaczy się, że choruje. Robert nic nie mówi, odchodzi i klęka na oba kolana.
Trzy dni później zostaję dodana do grupy Zakonu na Facebooku. Do połowy października będzie liczyła 23 osoby z ONR.
Poseł PiS i obietnica Początek sierpnia. Jadę z Jackiem, który mnie rekrutował, Mateuszem i Błażejem Madalińskim na obchody rocznicy urodzin Romana Dmowskiego w Chludowie, w Wielkopolsce, gdzie przywódca endecji mieszkał w latach 20. Składamy kwiaty pod jego pomnikiem. Obok jest dom misyjny ojców werbistów, idziemy na mszę, potem poczęstunek. Podchodzi do nas Bartłomiej Wróblewski, poseł Prawa i Sprawiedliwości z Poznania. Na ramionach mamy zielone opaski z falangą.
– Pani jest z ONR? – pyta mnie i wyciąga rękę.
– Tak – odpowiadam. Poseł wita się z chłopakami. Też go nie znali. Poseł mówi, że sfinansuje połowę kosztów za autokar na wyjazd na Marsz Niepodległości 11 listopada dla środowisk patriotycznych z Poznania. Proponuje, żebyśmy pojechali tym autokarem. Chłopcy cieszą się, ale są zdziwieni. Ustalamy, że wrócimy do tematu w październiku.
Nagana: z liścia Dostajemy do przeczytania od kierownika ONR Poznań naganę, którą dostał inny oddział w Polsce po pogrzebie „żołnierzy wyklętych”. Czytam w niej, że niektórzy mieli opaski z falangą założone na gołe ramię, za co następnym razem będzie kara cielesna. Upomnienie podpisane jest pseudonimem i brzmi tak:
„Wiem, że było gorąco, zdaję sobie sprawę, że wielu jechało na ten pogrzeb setki kilometrów, ale za przeproszeniem kurwa krótkie spodenki na pogrzebie?! Skąd Wy się urwaliście? Gdzie byli koordynatorzy? Kto dawał ludziom w krótkich spodenkach flagi do rąk? To jest kurwa festyn, piknik czy poważna organizacja narodowa?! Kogo wy [koordynatorzy] przyjmujecie do tej organizacji? Na każdej manifestacji ONR ludzie trzymający flagi ubierają długie ciemne spodnie. Stoisz z opaską na łapie, nie trzymasz flagi, to w momentach podniosłych, podczas przemówień naszych działaczy czy ludzi ważnych nie trzymasz łap w kiermanie, tylko stoisz z wypiętą klatą i rękami skrzyżowanymi z tyłu! Marzą się Wam mundury, a nie potraficie podstawowych spraw dopilnować. Niech mi świadkami będą wszyscy tu obecni. Od dziś każda osoba, która nie będzie umiała się zachować, zostanie przeze mnie ukarana liściem [uderzenie dłonią w twarz] i pozbawieniem symbolu, którego nie potrafi uszanować. Brygady będą pozbawiane flag, aż nauczycie się podchodzić do sprawy GODNIE”.
Zmiana w strukturze poznańskiej. Mateusz przestaje być kierownikiem, zastępuje go Błażej Madaliński. Ma 25 lat, skończył budownictwo na Politechnice Poznańskiej. Jest redaktorem na portalu internetowym ONR. Dołączył do organizacji rok temu, gdy usłyszał, że do Europy napływają islamiści, chciał przed nimi bronić Polski. Idziemy do siedziby ONR. Nie mamy kluczy, czekamy pod drzwiami i rozmawiamy. Pytam o jednego z członków ONR, który jest skinem.
– Ale u nas w organizacji nie ma miejsca na rasizm – odpowiada. – Kilka dni temu idę wieczorem ulicą w Poznaniu. Widzę, jak na Murzyna idą dresiarze. Jeden go obraża. Pomyślałem, że jeśli go nie zostawią, to go obronię. Nie wiedzą, jakim jest człowiekiem, co zrobił, to czemu go obrażają.
– Też bym tak postąpiła.
– Jeśli chodzi natomiast o wyznawaną wiarę, o islam i judaizm, to fałszywe, szatańskie religie.
– Dlaczego?
– Mahomet był fałszywym prorokiem, a Żydzi nie uznali Chrystusa. Chrześcijaństwo jest jedyną wiarą, przez którą człowiek może być zbawiony i pójść do nieba. Powinniśmy się modlić za Żydów i muzułmanów, żeby się nawrócili.
Poseł PiS i kasa Początek października. Błażej mówi na zebraniu oddziału, że poseł Wróblewski z PiS zaprasza go do biura partii. Idziemy na marsz antyaborcyjny w Poznaniu z organizacjami pro-life. Po marszu pytam Błażeja, po co poseł PiS go zaprosił.
– Pytał, czy poprzemy ich kandydata na prezydenta Poznania w kolejnych wyborach – mówi.
– I co mu odpowiedziałeś? – pytam zaciekawiona.
– Uciekłem od jednoznacznej odpowiedzi posłowi, bo to partia bezideowa i kłamliwa, a patriotyzm to ich sposób na zbicie kapitału politycznego.
– A co z tymi autokarami na Marsz Niepodległości?
– Jeśli uda nam się zapełnić cały autokar, to zapłacimy 30 zł za przejazd w dwie strony od osoby. Mam na to pieniądze od posła. 1500 zł.
– Podpisaliście jakąś umowę?
– Nie.
– Wyjął pieniądze ot tak z portfela i ci dał? – dopytuję.
– To nie jego zarobione pieniądze, tylko partii, więc nie miał z tym problemu. Kilka dni po naszym spotkaniu dał te 1500 zł gotówką Bartkowi [członek ONR w Poznaniu, działa w sekcji naukowo-szkoleniowej]. Nam głupio nie skorzystać, a on nic nie traci jako polityk. Z początku zaproponował, że dofinansowanie przekaże Bogdanowi Freytagowi [szef związku Wierni Polsce z Poznania, organizacji nacjonalistycznej]. Odpowiedziałem, że to ja chcę organizować wyjazd. Myślę, że poseł nas testuje, czy zachowamy się uczciwie i czy nie zabierzemy tej kasy, by zorganizować autokar po normalnej cenie. Poszedłem też do posła, bo w ONR od czasu rocznicy w Białymstoku nic się nie dzieje prócz dyskusji w internecie. Nikt nie ruszył się sprzed komputera, by przyjść na marsz zboczeńców. Góra ignoruje moje pomysły. Tylko jednostki mają ideały w ONR i chcą coś robić.
Poseł Wróblewski, gdy go spytam później o pieniądze dla ONR, powie mi, że trzeba wspierać postawy patriotyczne, że pomaga im z własnych środków. – Nie chodzi o budowanie bieżących relacji politycznych, co zresztą ze względu na różnice może być trudne. Ale jesteśmy jednym społeczeństwem i musimy ze sobą rozmawiać.
Spowiedź Idę wieczorem ulicą z ks. Łukaszem Szydłowskim z siedziby warszawskiego oddziału ONR. Gościł na zjeździe Zakonu.
– Chciałabym się wyspowiadać – mówię.
– Teraz?
Przystępuję do spowiedzi w samochodzie księdza. Otwieram modlitewnik Bractwa Piusa X.
– Pobłogosław mnie ojcze, bo zgrzeszyłam... – zaczynam od tych słów. Ksiądz błogosławi. – Zgrzeszyłam myślą, w organizacji nacjonalistycznej, do której należę, ratujemy dusze grzeszników przed piekłem. Odmawiamy za nich różaniec. Planujemy też akcje w terenie wymierzone przeciwko antymoralności chrześcijańskiej. Jeden z kolegów podał przykład, żeby lekarzowi, który zabija dzieci, porysować samochód i zostawić list z ostrzeżeniem. Za wszystkie grzechy szczerze żałuję i postanawiam się poprawić. Proszę o naukę i zbawienną pokutę – mówię.
Zapada cisza. W końcu ksiądz mówi. – To nie jest grzech – poucza. – Jeśli zniszczysz cudzą rzecz, jej właściciel się wystraszy i nie zabija już dziecka, to znaczy, że się nawrócił i dostąpi zbawienia. Lekarz powinien zostać uświadomiony, że czekają go kara i potępienie. Nie można jednak skrzywdzić drugiego człowieka. Jego rzeczy tak, ale nie samego człowieka. Nie jest grzechem też, gdy życzymy grzesznikowi choroby, żeby się dzięki niej nawrócił. Czy takie akcje mają jednak sens? Czy lekarz faktycznie nawróci się ze strachu? Trzeba też przeprowadzić je rozsądnie – poucza ksiądz.
– Czyli jak? – pytam.
– Nie daj się złapać. W wypadku koncertu to nie będzie trudne. W wypadku samochodu unikaj kamer i ubierz się na czarno – mówi.
Udziela rozgrzeszenia.
autorka: Justyna Bryske
źródło: http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,20932332,jak-wstapilam-do-onr.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.09.21 17:07 SoleWanderer Bezdomny ochroniarz na służbie za 3.50 - wyborcza

Ochroniarz z Katowic nie dostał wypłaty, więc z fontanny wyciągnął 3 zł na jedzenie. I za to wyleciał.
http://wyborcza.pl/duzyformat/1,127290,20690992,bezdomny-ochroniarz-na-sluzbie-za-3-50.html
Wrocław. Deszczówka zbiera się w słoiku. Krople gaszą Jankowi papierosa skręconego z gazety. Chowamy się do betonowej budy, w której śpią razem z Zośką. Ogródki działkowe na Oporowie spowija zasłona wody.
Janek jedzie do pracy. Przez 72 godziny będzie ochraniał teren, na którym buduje się politechnika. Za każdą z godzin dostanie 3 zł i 70 gr.
Bunt w ogródku. Dlaczego wyrzuca się ludzi mieszkających na działkach?
Myj się w strumyku
Poznań. Lato 2013 roku, agencja TG Security Group werbuje ludzi do pracy w schronisku dla bezdomnych w podpoznańskich Borówkach. "Zakres obowiązków - dozorowanie, umowa - zlecenie, liczba godzin pracy - 40". Ktoś się zgłasza, przyjmują go, anonsuje innych.
Na rozmowę idzie Włodzimierz Knasiecki, były pracownik ambulansu pocztowego, na rencie, od dwóch lat bezdomny. O nic go nie pytają.
Na ulicy znalazł się w 2011 roku. Wcześniej mieszkał z ojcem, z zawodu rzeźnikiem. Na dwupokojowe mieszkanie na Wildzie czekają w PRL-u 10 lat. Po maturze Włodek chce iść na studia, ale u matki wykrywają raka. Musi zarabiać. Zostaje kurierem, jeździ ambulansem pocztowym. Najczęściej do Krakowa. Trochę baluje, ale większość pieniędzy oddaje matce. W czasie rozładunku przesyłek doznaje urazu kręgosłupa - trafia do szpitala, przerzucają go na magazyn. Ale tu też musi nosić paczki. Nie jest w stanie dalej pracować - dostaje rentę. Ojciec nie wykupuje mieszkania na własność, jest głównym najemcą. Po jego śmierci czynsz wzrasta trzykrotnie - do ponad 800 zł. Włodkowi nie starcza 700 zł renty, wpada w pętlę zadłużenia i ląduje na ulicy.
Włodzimierz jest na początku zadowolony z pracy. Pilnuje budowy, firma płaci w miarę regularnie. Wynajmuje pokój na osiedlu Batorego i opuszcza schronisko dla bezdomnych. W kwietniu 2014 roku słyszy, że w Poznaniu nie ma już roboty, i musi jechać na Kaszuby. Przez trzy tygodnie ma pilnować budowy rurociągu, aż znajdą kogoś innego. Robi się z tego ponad pół roku.
Nie ma internetu, więc nie czyta komentarzy z sieci: "Warunki pracy w tej firmie przerażają mnie. Chronię maszyny za 5 zł na godzinę. Siedzę w przyczepce, w której nie ma prądu, wody". "Jedno wielkie gówno, kary za wszystko, zero wypłaty". "Jednemu ochroniarzowi kazali pilnować pustego placu na drewnianej ławce przez 24 godziny".
Budowa jest w okolicy Lęborka. Pilnuje koparek i spychaczy, kiedy zjeżdżają do bazy po pracy. Maszyny stoją na łące, kilka kilometrów za wsią. Nie ma płotu, alarmu, oświetlenia. Stróżówka to kempingowa przyczepa na dwóch kółkach. W środku - butla z gazem i polowe łóżko. Nie ma toalet, prądu, wody. Gdzie ma się umyć? Pokazują strumyk na łące. Gdzie ma się załatwiać? Pokazują krzaki. Żeby naładować telefon, idzie kilka kilometrów do sklepu. Telefon musi mieć zawsze naładowany, bo dzwonią i sprawdzają, czy pilnuje. W nocy stróżuje w przyczepie, a śpi w niej w dzień. Potem przerzucają go do kolejnych wsi. Dwa razy w miesiącu przyjeżdża pracownik z alkomatem. Za picie można dostać 300-500 zł kary. Kara jest też za brudny mundur. Po kontroli podpisuje oświadczenie, że zgadza się z wynikiem badania alkomatem. Czasem przechodzi kilka badań z rzędu: po południu, przed północą, po północy.
Wyliczył, że winni są mu kilka tysięcy. Płacą 500, 600 zł, choć pracuje dwa razy tyle. Kiedy nie ma za co żyć, pomagają mu Kaszubi. Sprzedają taniej chleb i ładują komórkę.
Ma rentę, ale komornik ściąga z niej 150 zł za jazdy na gapę, kiedy był bezdomny, bank odciąga kredytowe raty. Zostaje 450 zł. Ile może, przesyła właścicielce pokoju. Prosi firmę o zaliczkę na mieszkanie i podaje adres właścicielki. Kobieta dwa razy zjawia się w firmie po pieniądze: po awanturze dostaje raz 650 zł, drugi raz 800 zł.
Godziny i nadgodziny notuje w notesie: 7 grudnia - 24 godziny. 8 grudnia - 13 godzin.
9 grudnia wody podziemne zalewają budowę. Firma się zwija.
Z Poznania przyjeżdża do niego osobiście szef spółki i były ochroniarz- Mariusz Hemmerling. Elegancki, w dobrym aucie. Każe wracać do Poznania pociągiem, choć ma wolne miejsce w aucie.
Włodek jedzie: najpierw autobusem do Lęborka, z Lęborka do Gdańska, a w Gdańsku wsiada w pociąg do Poznania. O 5 nad ranem jest w Poznaniu, o 9 dzwoni telefon, że za chwilę zaczyna kolejną pracę. Stróżuje w Środzie Wielkopolskiej, pod Słubicami i w podpoznańskich Sadach. W tej samej przyczepie kempingowej. W Wigilię kończy się gaz, kierownik mówi, że przywiozą mu dopiero po świętach.
Od Bożego Narodzenia do Nowego Roku pracuje po 24 godziny dziennie.
1 stycznia przestaje wierzyć, że cokolwiek się zmieni. Wraca do Poznania.
W siedzibie TG Group Security składa wymówienie i prosi o zwrot pieniędzy. Dają do podpisania oświadczenie, że zrzeka się roszczeń; odmawia.
Kornelia, streetworkerka, radzi, żeby poszedł do sądu. Jedzie do Państwowej Inspekcji Pracy i pisze pozew. Sąd podlicza, że Knasiecki spędził od kwietnia do stycznia 3305 godzin na budowie. W przeliczeniu - 4 zł netto za godzinę - wychodzi 15 tys. 432 zł. Po odliczeniu zaliczek firma jest winna Knasieckiemu - 9 tys. 522 zł. Ale kiedy Włodzimierz wygrywa proces, firmy już nie ma.
O godność 250 tys. pracowników ochrony w Polsce
3 zł z fontanny na chleb
Wrocław. Janek z ogródków na Oporowie wylicza, gdzie ochraniał: Martold, Wolf, grupa ALFA, Kompleks. Najgorzej było w Wolfie (3,50), po godzinach kazali odśnieżać 300 metrów parkingu. Teraz na czarno, nie powie gdzie. 340 godzin w miesiącu po 3,70, ale obiecali, że jak się postara, to dostanie piątaka. Sam wolał na czarno, bo ma komornika - 15 tys. za alimenty. Zarzeka się, że chciałby spłacić, ale jak weźmie umowę-zlecenie, to z wypłaty nic mu nie zostanie. Wszystko zabiorą alimenty.
Solidarność alimenciarzy. Mój ojciec nie płacił, mój szef nie płaci, ja też nie zapłacę!
Więcej, mówi Janek, niż w ochronie da się wyciągnąć na złomie. Jednak zimę trzeba gdzieś przeczekać, a w schronisku, jeśli pracujesz, zostawiają ci tylko stówę z wypłaty. Schroniskowa fala też potrafi dokopać.
A w ochronie, jak się ma szczęście, to jest czajnik i rosołek zjesz. Janek przyznaje: czasem się też łyknie, ale trzeba z głową. Za jedno, dwa piwa od razu nie zwolnią, raczej każą zmienić obiekt. - Szajs i wegetacja, bezapelacyjnie - mówi. - Kurde, ja bym sobie coś wynajął, a co mogę za 3,70? Nie zdechnąć. Patrz, mam tu dziewczynę - przytula Zośkę, która marznie od deszczu i wyciera nos w rękaw. - Zabrałbym ją do kina, ale dwa bilety po 25 zł to 15 godzin pracy. Wiesz, że ona nigdy w życiu w kinie nie była?
Tak właśnie, będziemy mówić o tych na samym dole.
5,5 tys. koncesji firm ochroniarskich, około 300 tys. pracujących w ochronie. Na górze - ochrona z licencjami, pracownicy patroli, konwojów, obstawa VIP. To niewielka część. Schodzimy niżej, dalej są obiekty "z listy wojewody", pilnowanie ważnych budynków, jednostek wojskowych. A na samym dnie - to jest większość, 150-200 tys. ludzi - pilnujący budów, osiedli, instytucji publicznych. Najgorzej płatna branża w Polsce. Studenci, renciści, emeryci, niepełnosprawni, bezdomni. Bez umów o pracę, bez ubezpieczenia. Z długami, z komornikiem, z alimentami, brudnymi kredytami. Niewyspani, poniżani. Próbujący przeżyć za 5 zł za godzinę, za 4,70, za 3,50, za 2,70. Pracują 300, 400, 500 godzin w miesiącu.
Niewolnik do wynajęcia
Jak ten w Bolechowie, który siedzi w rozsypującej się budce z trzech płyt pilśniowych na całodobowych dyżurach. Jak Zygmunt z Wrocławia, który pracuje 500 godzin w miesiącu (na budowie praktycznie zamieszkał). Jak tamten z Katowic, który nie dostał wypłaty, więc z fontanny w centrum handlowym, którego pilnował, wyciągnął sobie 3 zł na jedzenie (i za to go zwolniono).
Siedzimy z Jankiem, Zośką i Romanem na ławce w parku, gdzie zawsze sobie siedzą i palą papierosy z gazety.
Roman, kolega Janka, zaliczył ekonomię, zanim ekonomia przygniotła Romana. Zanim trafił do ochrony, w latach 90. studiował na Akademii Ekonomicznej (dziś Uniwersytet Ekonomiczny), potem trzy lata w dziale sprzedaży Toshiby. Wyjechał do Anglii, przez dekadę był kucharzem, szefem kuchni w knajpie od burgerów. W koledżu na lekcjach angielskiego poznał żonę, mieli dom, dziecko. - I narobiłem głupot. Żona chciała rozwodu. Wróciłem do Polski, ale nie chcieli mnie w sprzedaży ani w kuchni, więc poszedłem do ochrony - opowiada.
Pierwsza robota - Nord-Wacht, 29 kamer skierowanych na trzy biurowce.
W Stabilu pilnował parkingu (4 zł). Potem za pieniądze sprawdzał śmietniki, czy ludzie segregują (jeśli nie, trzeba poprzekładać). Od śmietnika do śmietnika jeździł na rowerze. Teraz znowu idzie do ochrony, ma dziś rozmowę o pracę.
Równiej. Co właściwie zrobił Piketty?
Śmierć ochroniarza
Warszawa. Puk, puk w szybę. Rysiek naciska brzęczący guzik. Siedzimy w pokoju ochrony na eleganckim osiedlu, które właśnie oddawane jest do użytku. Rysiek miesza herbatę i opowiada, że w Warszawie jest tak samo: ze schroniska na Wolskiej agencje ochrony wyciągają bezdomnych. Rysiek ma dom i nawet samochód, tylko nie ma życia. W PRL-u był taksówkarzem, wyjechał do Szwecji, wrócił w 1990 roku i załapał się do jednej z pierwszych firm ochroniarskich w Polsce, wtedy brzmiało to dobrze.
Rysiek: - Defendor, jeszcze nie weszły przepisy o ochronie, a oni byli krok do przodu, wiedzieli, o czym będzie się mówić w Sejmie. Łyknęli zlecenia na stacje benzynowe. Woziłem kasę w konwoju, ale zwolnili mnie, bo miałem pretensje o procedury bezpieczeństwa. Miałem, bo wróciłem raz z dziurą po kuli w błotniku. Potem był boom, agencji się namnożyło, gigantyczne pieniądze. Każdy wiedział, że nocami na tramwaju wodnym w Warszawie, bo to dyskretne i ciche miejsce, szły kontrakty i lewe walizeczki z kasą. No, tylko ochroniarze dostawali coraz mniej. Pracowałem w Juwentusie, pilnowałem osiedla: dwie agencje towarzyskie, dwie firmy przewozowe, basen, przedszkole, parking, kort tenisowy. 3,40 na rękę za godzinę. Na drodze pożarowej stawały samochody, trzeba było wzywać policję. Nie do wszystkich - prezes dał mi kilka numerów rejestracyjnych. Nie miałem farta. Policja wypisała mandaty, o 2 w nocy wchodzi blondynka w czerwonej sukience i daje mandat: pan zapłaci albo pan nie pracuje. Samochód dostała od męża na 40. urodziny. Nie zapłaciłem, to szef wysłał mnie na urlop, a potem zwolnił, bo tamta kobieta nie czuła się komfortowo, gdy mijała mnie w budce. Poszedłem ochraniać budowę. Miałem zadanie: przy wejściu badać Ukraińców alkomatem. Na sąsiedniej budowie spadł chłopak. Wszyscy u nas wiedzieli, że przebrali go tam w ciuchy cywilne i zrobili wtargnięcie, no bo pracował na czarno - opowiada. - Ale teraz jestem sprytny! - doda zaraz. Ma dwie prace - w jednej ochrania za 6 zł za godzinę, w drugiej za 5,50.
Na stole obok herbaty kładzie zapełnione drobnym maczkiem grafiki dyżurów.
Ta liczba na początku niewiele powie, przyda się matematyka. Iloraz z 520 podzielonych na 24 godziny da prawie 22 doby w miesiącu wypełnione tylko pracą. Albo prawie 17 godzin dziennie wypełnionych pracą. W pozostałych siedmiu godzinach Rysiek musi zmieścić wszystko inne: sen, rozmowę z synem, prysznic, zakupy. W tym roku udało mu się wyjechać na wakacje, nagimnastykował się, żeby dostać wolne okienko w dwóch firmach.
Rysiek: - Nie ma życia! W kwietniu zostałem dziadkiem, widziałem wnuka dwa razy. Zrobili z nas niewolników. Z nas wszystkich: kasjerek, sprzątaczek, ochroniarzy, ludzi od wywozu gówna. Nas nie stać, żeby nie pracować. Nawet za półdarmo. Przyjdziemy zawsze, umęczeni, chorzy. Wiesz, miałem kolegów, co zeszli na służbie. Do pracy pisze się tylko oświadczenie, że jest się zdrowym, badań nikt nie robi. Jeden wyglądał na siedemdziesiątkę, a miał trzydzieści kilka. Zszedł na kiblu w pracy, z wycieńczenia.
Rysiek radzi, żeby poczytać gazety i zwrócić uwagę na nagłówki: "śmierć ochroniarza", "ochroniarz wpadł do zbiornika", "ochroniarz zmarł na służbie z powodu zatoru...", "ochroniarz popełnił samobójstwo ze służbowej broni...".
Rysiek: - Jeszcze dwóch innych znałem, co padli. Bo taka jest prawda: padamy.
Już nie czuję, że śmierdzę. Obieranie cebuli na czarno w Wielkopolsce
Grupa inwalidzka mile widziana
Wrocław. Całe szczęście, że Cezary jest niepełnosprawny.
Ma grupę inwalidzką i dlatego każda firma ochroniarska przyjmie go z wielką radością.
Za niepełnosprawnego firma dostanie dotację z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych i dzięki temu często będzie miała pracownika za darmo. Agencje ochrony zatrudniają więc niepełnosprawnych masowo, na wszystkie stanowiska, zdarza się, że nawet jeśli ktoś ma problemy ze wzrokiem i nogami, to pilnuje supermarketu na linii kas. Im więcej schorzeń, tym lepiej. Co roku z budżetu płynie do firm ochroniarskim około miliarda złotych. Kontrole NIK wykazywały, że pieniądze są wykorzystywane niezgodnie z prawem - zamiast aktywizować niepełnosprawnych używa się ich do dofinansowywania działalności gospodarczej.
Sławomir Wagner, Polska Izba Ochrony: - Jak pieniądze leżą na ulicy, to głupio nie sięgnąć.
Marcin Pyclik, agencja Konwój: - Tak, zatrudniam niepełnosprawnych, ale na stanowiska, które mogą wykonywać, nie traktuję ich jak zysku dla firmy. Ale wiem, jak jest: wygramy przetarg trzema niepełnosprawnymi, trzeba sobie takich znaleźć.
Jak szybko znaleźć? Daje się ogłoszenie: ochrona 16 zł za godzinę. Nikt tyle nie zapłaci, ale zgłoszą się tłumy i łatwo można uzbierać bazę numerów osób z grupą inwalidzką.
Ogłoszenia o pracy: "Przyjmiemy najchętniej z grupą inwalidzką". Ochroniarze mawiają: zamiast załatwiać sobie licencje, załatw lepiej grupę.
Janek z Wrocławia, bezdomny: - Szefowa zobaczyła wypis ze szpitala, że mam zanik nerwu wzrokowego: Janeczku, wspaniale, proszę to załatwić!
Krzysztof Witulski, magazyn "Ochroniarz":
Cezary: - Ale nawet jak masz grupę, to walą cię na kasę. W agencji Kompleks ochranialiśmy przedszkole. Po trzech miesiącach umowa-zlecenie. W agencji V88 chroniłem budowy. Przyjeżdża koordynatorka, umowa-zlecenie za złotówkę w nadgodzinach. "Taka potrzeba firmy, panie Cezary". W Piaście, wypożyczalnia maszyn budowlanych, zamykałem się w środku, było spanko. Ale firma wygrała przetarg na duże magazyny i pilnie potrzebowali ludzi. Koordynator mówi, że będę tam robił obchody, półtora kilometra w pół godziny. A ja mam grupę inwalidzką właśnie ze względu na nogi - mówi.
Kilkanaście lat wcześniej: Czarek pracuje w policyjnej prewencji. Małżeństwo wisi na włosku, odszedł. Teraz mu się tamta praca przypomina.
Ten trup się nie liczy. Tropimy policyjne statystyki
ZUS chronimy za 5 zł
Wrocław. Zośka, dziewczyna Janka z ogródków na Oporowie, też zaczęła wczoraj pracować w ochronie, Janek załatwił. Było trochę na opak: najpierw do pracy na 12 godzin, a potem na rozmowę kwalifikacyjną. Poprosili o dowód, ale zgubiła, więc sama podała nazwisko i PESEL. Zatrudniona. 4,80, na czarno, a jakby chciała na biało, to 3,50. Zośka trochę się martwi, bo w miejscu, którego pilnuje, nie ma bieżącej wody ani toalety, niby są krzaki, ale niskie, a zaraz domy. - To sobie wymyśliłam tak: wzięłam folię i na tę folię się załatwiłam. Zawinęłam i wyrzuciłam do śmieci.
Janek dalej pilnuje terenu, gdzie politechnika kończy budowę hali sportowej, a dalej są laboratoria.
Agnieszka Niczewska, rzeczniczka PWr przesyła dane, z których wynika, że ochroniarze na politechnice zarabiają godziwie: - Tamten teren przekazaliśmy teren w sierpniu ubiegłego roku generalnemu wykonawcy (Moris Polska) i to on odpowiadał za wszelkie prowadzone prace, także ochronę.
Firmy budowlane zrzucają winę na agencje ochrony: powinny przecież odpowiadać za swojego pracownika i za to, jakie ma warunki. Agencje - na klienta.
Sławomir Wagner, prezes Polskiej Izby Ochrony:
Tak jest zawsze, nie znajdzie się odpowiedzialnego za to, że Zośka pracuje za 3,50, a jej toaletą jest kawałek brudnej folii.
Najgorzej, tak mówią ochroniarze, jest w instytucjach publicznych. To pokłosie "taniego państwa" - najważniejszym kryterium przetargów miała być cena, choć dwa lata temu wprowadzono klauzule społeczne, mało gdzie się tego pilnuje.
Rysiek z Warszawy ma kolegę, który stoi w budynku ZUS. - Za 5 zł, ale wolałbym nie rozmawiać w ogóle, bo ja wolę mieć te 5 zł, niż nie mieć - mówi, kiedy do niego dzwonimy.
Tanie państwo bije w twarz
W przetargu krakowskiego pogotowia (najważniejszym kryterium cena) wygrała firma za 5,32 na godzinę, po odjęciu za uniform i krótkofalówkę ochroniarz dostał 4 zł. Wojewódzki Ośrodek Ruchu Drogowego w Toruniu wycenił ochronę na 5,95 za godzinę. Sąd Rejonowy w Legnicy - na 5,79.
Kilka miesięcy temu wrocławska Partia Razem przepytywała z zarobków i zatrudnienia ochroniarzy, szatniarki i sprzątaczki na wrocławskich uczelniach.
Waldemar Mazur z Razem: - W większości przetargów UWr (zazwyczaj po 90 proc. i więcej) decydowała cena. Wygrywały oferty najtańsze, a najłatwiej ściąć cenę kosztem pensji pracowników. Odwiedziliśmy wszystkie wydziały, a na nich większość instytutów i katedr. Uzbieraliśmy 50 ankiet, niewiele, bo część pracowników bała się rozmawiać. Szczególnie złe warunki zatrudnienia były na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii. W gorszej sytuacji od pracujących w ochronie były szatniarki i sprzątaczki.
W marcu Razem napisało list otwarty do władz wrocławskich uczelni. - Zostaliśmy zignorowani. Po dwóch tygodniach pokusiłem się o telefony do rektorów UWr i PWr, ale odbiłem się od rzeczników. Zasłaniali się gorącym okresem wyborczym. Na uwagę, że może to moment, kiedy warto się nad problemem pochylić, odpowiedzieli, że nie są to priorytety, z jakimi mierzą się obecnie wrocławskie uczelnie.
Agnieszka Niczewska, rzeczniczka PWr: - List otwarty nie dotyczył żadnej konkretnej sprawy, był apelem. Partia wysłała go na ogólny adres kancelarii rektora, nie można więc uznać go za list do rektora politechniki.
Michał Kulczycki, szef "Solidarności" Pracowników Ochrony, Cateringu i Sprzątania, razem ze współpracownikami wiosną odwiedzał budynki polskich ministerstw i pytał ochroniarzy. Przesyła nam tabelki - w Ministerstwie Finansów (Argus) stawka to 7,30, brak pomieszczenia socjalnego i problemy z umundurowaniem. W Ministerstwie Kultury (CD BIS) 6,50, pracownicy skarżą się na złe warunki. W Ministerstwie Nauki (Basma Security) stawka to 5 zł (obiecano nowy przetarg).
Rysiek: - Pojechałem kiedyś do Państwowej Inspekcji Pracy na ulicę Zielonego Dębu poskarżyć na agencję Kompleks. Patrzę, a PIP ochrania właśnie Kompleks. No, kurde! Zainteresowałem się. Przetarg wygrali na 8,50 zł brutto. Ile dostali ochroniarze? 3,50.
Razem. Pięć minut sławy i co dalej
Jędrek Security, Jędrek Monitoring
Przyczepa kempingowa w środku łąki bez wody, toalety, prądu.
Marcin Pyclik, agencja Konwój: - Nie ma przymusu brać tanich zleceń. Ja uważam, że my, agencje ochrony, jesteśmy sobie winni. Sami psujemy sobie rynek. W przetargu 10 zł, pełny serwis z kamerami, na stronach zdjęcia wysportowanych ludzi w dobrym sprzęcie, a to pic na wodę, bo czasem firma nawet mundurów dla tych ludzi nie ma. Klienci nie weryfikują. Jest tak: jedni udają, że chronią, a drudzy płacą za tę ochronę.
Michał Kulczycki, "Solidarność": - Umowy o pracę zamienili na zlecenia, potem na dwa równoległe zlecenia, wydłużają okresy rozliczeniowe. Ochroniarze odśnieżają i strzygą trawę, bo mniej zapłacić się już nie da.
Cezary z Wrocławia: - Pierwszą umowę daje się na 50 zł za roznoszenie ulotek, a drugą, że w ochronie. Ale to od tej 50 zł jest odprowadzany ZUS. Tam, gdzie pracuję, Juwentus robi ludziom wypłatę co dwa miesiące, dzięki temu ZUS płacą tylko sześć razy w roku.
Taka jest potrzeba firmy, mówią. Rynek tak ustalił.
Od 1 stycznia wchodzi minimalna stawka godzinowa 12 zł.
Cezary z Wrocławia: - W agencjach słyszę płacz. Szef: panie kochany, co oni z nami, kurwa, robią. Potem odjeżdża mitsubishi pajero, a my aż zaciskamy pięści. Godzinowa ma powstrzymać patologie, jak te w agencjach ochrony. Czy powstrzyma?
Marcin Pyclik, Konwój: - Są już sposoby. Pracownik dostanie 12 zł, ale odda kilka złotych za wynajęcie munduru i wyposażenia, nadal będzie zarabiał mniej.
Krzysztof Witulski, magazyn "Ochroniarz": - Szybko się przepoczwarzą. Podstawą do zabrania koncesji jest grubość blach na drzwiach magazynu z bronią, ale nie oszukiwanie pracowników. Firma ma wiele koncesji, potem, jak są kłopoty, to zamiast Jędrek Security jest w zapasie Jędrek Group albo Jędrek Monitoring pod tym samym logo i na nie przepisuje się kontrakty. Agencje ochrony powstały nie po to, żeby chronić, ale żeby przynosić zysk. Nie znam przypadku, żeby firma zniknęła z rynku, bo robiła przekręty.
Sławomir Wagner, prezes Polskiej Izby Ochrony, nawet chciałby, by pracownikom było lepiej, choć może wyglądać to niewiarygodnie, bo do tej pory ze wszystkimi zmianami (ZUS, stawka godzinowa) walczył. Tak właśnie mówi: walczyliśmy, poszliśmy walczyć, walczyliśmy długo. - Bo za szybkie zmiany to nieszczęście. Klient się musi dostosować i znaleźć pieniądze. Czy nie można tej godzinowej najpierw od 9 zł? Przecież niektóre firmy mają 70 proc. pracowników na umowy-zlecenia. To są oficjalne dane giganta - Konsalnetu. Nie jesteśmy przeciwni zmianom, bo to metoda ucywilizowania rynku, ale powoli. Teraz wiele firm zacznie zatrudniać na czarno, a najwięksi zlikwidują stanowiska, dopóki klient nie przyzwyczai się do nowych stawek. A przecież ochrona jest potrzebna: magazyny, osiedla...
Prekariat. Wyklęty lud ziemi, o jakim Marksowi się nie śniło
Ochroniarz czyta Konfucjusza
Wrocław. Ekonomiście Romanowi obiecali dziś w ochronie 5 zł za godzinę, ale koledzy mówią, że tylko przez telefon brzmi tak fantastycznie, w rzeczywistości będzie 4,70.
Poznań. Sprawę bezdomnego Włodka, który wygrał w sądzie z agencją ochrony, przejmuje komornik. Pisze, że postępowanie egzekucyjne jest bezskuteczne: dłużnik nie posiada majątku, rachunku bankowego, nie figuruje w ewidencji urzędu skarbowego, nie ma zarządu. Kwoty nie można ściągnąć z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń, bo sprawa toczy się przed sądem cywilnym, a nie pracy. Dlaczego? Bo Włodek nie miał umowy o pracę, pracował na zlecenia. Jedzie do głównej siedziby TG Group Security, ale mieści się tam już inna firma - TG Security. Ten sam telefon, prawie to samo logo. Włodek widzi przed firmą Hemmerlinga.
Też pytamy TG Security: co z wynagrodzeniem dla Włodka? Każą wysłać e-maila.
"TG Security nigdy nie zawierało umowy z Panem Włodzimierzem Knasieckim. Z informacji, które posiadamy, ten pan był pracownikiem naszego podwykonawcy, z którym nasza spółka zakończyła współpracę ponad rok temu" - odpisują.
Marek Przywecki, komornik, który próbuje odzyskać pieniądze Włodzimierza:
Dzwoni Mariusz Hemmerling: - Tej firmy nie ma, sprzedałem ją. Ochroniarz zrzekł się wypłaty, będę się odwoływał od wyroku. Przyznaję, że warunki były fatalne. PIP dał za to inwestorowi karę i nas też ukarano.
Agnieszka Mróz z Inicjatywy Pracowniczej uważa, że wyzysk nakręcają w Polsce urzędy pracy oraz instytucje zatrudniane przez samorządy do aktywizacji bezrobotnych: - Wypychają ludzi na śmieciówki, poprawiają sobie statystyki. Nie ma to nic wspólnego z aktywizacją, to tylko na papierze. Nikt się nie zastanawia, co się dzieje potem z tymi ludźmi, nie śledzi ich losów. Nie dostają narzędzi, by utrzymać się na rynku. Większość z nich wraca w to samo miejsce - na ulicę. Gdzie ta prosta, na którą miał wyjść Włodzimierz Knasiecki?
Włodek jest winny właścicielce za pokój już 6 tys. Nie chce wracać na ulicę. Po Kaszubach roznosił przesyłki, zarabiał 300 zł miesięcznie. Teraz znów pracuje jako ochroniarz. Jak długo? Nie myśli o tym.
Warszawa. Kiedy Rysiek nudzi się w pracy, czyta sobie Konfucjusza. Podobały mu się zwłaszcza myśli o chciwości, że jeden chciwy cały świat pogrąży w nicości. I jeszcze: "W podeszłym wieku, gdy krew stygnie, a duchy żywotne słabną, chciwości się wystrzegaj".
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2016.08.31 17:00 SoleWanderer MACIE ŻYĆ TAK, JAK MY ŻYJEMY - Tygodnik Powszechny

Mogliśmy się już widzieć, i to w tym samym miejscu. W 2011 r. Mateusz Bożydar Marzoch, prezes jednego z warszawskich Kół Młodzieży Wszechpolskiej, asystent posła Roberta Winnickiego, „narodowiec, katolik”, jak przedstawia się na Twitterze, szedł w Marszu Niepodległości. Ja stałam w pobliżu kawiarni przy placu Konstytucji w kontrmanifestacji. Minęło 5 lat, niewiele mniej niż nasza różnica wieku.
Kiedy 1 sierpnia obserwowałam kolejny przemarsz narodowców, oprócz wielu innych uczuć – opisanych przeze mnie na łamach „TP” w tekście „Nowy Świat maszeruje” (nr 33/16) – poczułam wstyd. Wstyd, że nie weszłam w tłum i nie zapytałam: „Dlaczego tu przyszedłeś?”, ale także z powodu własnej pogardy i poczucia wyższości. Poniższa rozmowa wzięła się m.in. z potrzeby przełamania tej postawy.
MAGDALENA KICIŃSKA: Dziękuję, że zgodził się Pan na spotkanie – wielu przedstawicieli organizacji, o których pisałam w „TP”, nie chciało rozmawiać. Zwłaszcza że był Pan jedną z osób, które negatywnie skomentowały naszą okładkę sprzed dwóch tygodni.
MATEUSZ BOŻYDAR MARZOCH: Bardziej nie podobał mi się tytuł. Bo dlaczego to, co robimy, jest kradzieżą? To przywracanie Polakom świąt i rocznic. Zanim organizacje narodowe o to nie zadbały, mało kto je celebrował, a jeśli, to niemrawo. Teraz – tłumy. Dopiero od niedawna mamy też np. Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych. To zasługa pracy u podstaw, którą robimy.
A nie prezydentów Kaczyńskiego i Komorowskiego, którzy przeprowadzili proces legislacyjny w tej sprawie?
Oni raczej wyczuli, że powinni to zrobić, reagując na presję. To my upomnieliśmy się o pamięć.
Krzycząc 1 sierpnia: „Śmierć wrogom ojczyzny”?
To hasło ściśle historyczne, używane szczególnie po II wojnie światowej, kiedy polscy partyzanci walczyli z okupantem sowieckim i z ludźmi, których uważali za wrogów.
Chce mnie Pan przekonać, że nie ma w tym okrzyku odniesień do tu i teraz?
1 sierpnia krzyczeliśmy też „Jedna kula, jeden Niemiec”, a nie wydaje mi się, żeby ktoś teraz nawoływał do zabijania Niemców. Bądźmy poważni.
Niech mi więc Pan wytłumaczy związany z Powstaniem kontekst innego hasła, które skandowano: „A na drzewach zamiast liści będą wisieć syjoniści”?
Tu przyznam: nie wiem, co koledzy mieli na myśli. Ale nie dam się wmanipulować. Pani chce, żebym powiedział, że dosłownie bierzemy to, o czym krzyczymy.
Chcę zrozumieć, co Panu daje wykrzykiwanie tych haseł.
Poczucie sensu: czerpiąc z doświadczenia tamtych ludzi i oddając im cześć, czuję z nimi łączność. Wiem dzięki temu, gdzie i kim jestem, i jakie z tego wynikają dla mnie obowiązki. Np. w czasie wojny – jak należy się zachować. Wiem, że poszedłbym walczyć z tymi samymi hasłami na ustach.
A w czasie pokoju? Oglądałam Pański profil na Facebooku i konto na Instagramie. Widzę, że lubimy podobną muzykę, i zastanawiam się, czy jest coś, co poza muzyką może nas łączyć.
Poglądy pewnie nie.
Obawiam się Pańskich.
Niesłusznie. Nie jesteśmy tacy źli.
Nie dopuszczacie możliwości, że ktoś inaczej widzi świat.
Bo jesteśmy pewni, że nasza wizja jest dla Polski najlepsza.
O tym mówię – o braku wątpliwości. Jak się go zdobywa? Jak znalazł się Pan w Młodzieży Wszechpolskiej?
Pochodzę ze wsi, gdzie moi rodzice prowadzą gospodarstwo. Tam się wychowywałem, później poszedłem do liceum w powiatowym mieście i mieszkałem w internacie. Nie wiedziałem wtedy zbyt wiele o organizacjach narodowych. Od gimnazjum udzielałem się jako harcerz.
ZHP?
Stowarzyszenie Harcerstwa Katolickiego Zawisza. Wciągnął mnie kuzyn i to właśnie tam nabrałem poczucia, jak wielki sens ma nie tylko praca – co wyniosłem wcześniej z domu, bo od najmłodszych lat pomagałem w prowadzeniu gospodarstwa – ale przede wszystkim służba.
Czym ona jest?
Pomocą drugiemu człowiekowi, pracą na rzecz wspólnoty i gotowością do poświęceń na jej rzecz.
Tu się zgadzamy – ja również uważam, że to istotna wartość.
No więc ja podjąłem służbę na rzecz Młodzieży Wszechpolskiej – w 2011 r. pojechałem na Marsz Niepodległości i zobaczyłem, że potrzebna jest pomoc. Wstąpiłem do Straży Marszu – budowała ją m.in. MW, trafiłem na spotkanie. Sprawdzili, kim jestem.
Jak?
Weryfikacja polegała na rozmowie, sprawdzeniu naszych profili na Facebooku, to wszystko. Od początku roku akademickiego – kiedy zacząłem studia: bezpieczeństwo wewnętrzne na UW – zacząłem chodzić na spotkania. I od tej pory każda akcja, każda służba, którą pełnimy – np. ostatnio, przy pogrzebie kard. Macharskiego na Wawelu – daje mi ogromną satysfakcję i poczucie, że dokonałem właściwego wyboru.
To znaczy?
Że jestem wśród ludzi, którzy myślą tak jak ja i chcą tego samego.
Wcześniej Pan tego nie czuł?
Może w harcerstwie, ale z tego się wyrasta. A potrzeba zostaje.
Co Pan ostatnio czytał?
„Wszechpolaka”.
A książki?
Szczerze mówiąc, od dziecka muszę się do książek zmuszać.
Pytam, bo chciałabym się dowiedzieć, co Pana ukształtowało.
Już powiedziałem: praca. To, co robiłem w domu, potem w harcerstwie, teraz w MW – dla innych i dla narodu.
Jest Pan honorowym dawcą krwi.
Od 18. roku życia. I dawcą szpiku.
A kiedy patrzy Pan na probówki, w których zgromadzona jest krew, w każdej taka sama, nie myśli Pan – kto ją oddał, komu zostanie przetoczona?
Nie, bo człowiek to człowiek, życie to życie. Jeżeli umierałby ktoś, kto jest innego koloru skóry, wyznania czy nawet, powiedziałbym, orientacji, moje człowieczeństwo nakazywałoby mu pomóc i tę krew przekazać.
Woodstockowiczowi też?
Na Woodstocku nigdy nie byłem.
Może gdyby Pan na własne oczy zobaczył uczestników festiwalu, to nie napisałby Pan o nich na Twitterze „podludzie”.
Widziałem filmy i zdjęcia – zachowywali się jak robaki, taplali w błocie jak zwierzęta.
Nie mają prawa bawić się tak, jak uważają za stosowne?
A ja mam prawo to oceniać.
To chyba nie po chrześcijańsku mówić, że ktoś jest „podczłowiekiem”.
Dlatego jako chrześcijanie chodzimy do spowiedzi.
A z tego się Pan wyspowiadał?
A to już moja intymna kwestia.
Wpisu Pan nie usunął.
Oj, wiele wpisów wisi, które bym chciał pokasować, ale nie mam czasu.
Można być polskim patriotą i gejem?
Wie pani, to trudne pytanie. Homoseksualizm jest czymś nienaturalnym, co dotyka człowieka na jakimś etapie jego życia.
Homoseksualizm nie jest chorobą, wyborem ani stylem życia.
Według mnie jest schorzeniem. Ale osobiście uważam, że taki człowiek też mógłby zginąć za Polskę.
Ginęli. Oddawali życie za Polskę ludzie różnych wyznań, orientacji…
No dobrze, dobrze, znamy te historie…
Dlaczego Pan się śmieje?
Wszystko można zmanipulować – mówić np., że „Rudy” był homoseksualistą.
A to by było coś złego, gdyby był?
Dla mnie? Tak.
Bo?
Bo to nienaturalne i niezdrowe dla tej osoby i dla społeczeństwa. Ale nie uważam, że należałoby tych ludzi zabijać.
A mniej drastycznie – być członkiem tej samej wspólnoty też nie należy?
To nie tak. Nasz problem z tymi ludźmi nie wynika z tego, że oni mają ten swój problem, ale z tego, że chcą, żebyśmy my ich defekt zaakceptowali i przyjęli jako normę. Na to zgody nigdy nie będzie. Bo to pierwszy krok, za nim idzie cała ideologia tolerancjonizmu, która doprowadziła do tego, co się teraz dzieje na zachód od Polski.
Co to jest tolerancjonizm?
Zachód wybrał zupełną anarchię i ideologię, która go rozbroiła, wmawiając ludziom, że wszystko jest dobre: chcesz być kobietą, chociaż się urodziłeś mężczyzną – nie ma sprawy. Chcesz zabić dziecko – twoje prawo, a aborcja to oznaka wolności kobiety. I że nie zabija się człowieka, że to tylko zlepek tkanek. Więc ja się pytam: co z tego zlepka tkanek będzie potem? Słoń? Zachód zapomniał, że są rzeczy niepodważalne.
Dla mnie to, co niepodważalne, to prawa człowieka, dla Pana – prawa boskie, prawa jednej religii?
Moja wiara zakłada, że człowiek całe życie powinien dążyć do zbawienia, a inni ludzie, inni katolicy, powinni pomagać ludziom obok siebie, nawet niewierzącym, znaleźć drogę do zbawienia.
I chce Pan narzucać swoją wizję tego, co można, a czego nie można, innym?
Jeszcze nie narzucamy.
Jeszcze...
Nie muszę narzucać komuś, żeby miał narodowe poglądy i za największe dobro uważał naród, choć tego bym chciał – pamiętając, że przed narodem tylko Bóg. Ale są sprawy fundamentalne, w których nie możemy pozwolić, by ktoś decydował o sobie wbrew boskiemu prawu i wbrew interesowi narodu. Taką sprawą jest np. aborcja.
Ci, którzy Pańskiego zdania nie podzielają, są wrogami ojczyzny?
Wrogami ojczyzny są ci, którzy prowadzą do jej moralnego zepsucia, do liberalizmu, źle pojętej tolerancji i odejścia od wartości chrześcijańskich, na których została zbudowana. Wszyscy, którzy starają się to negować, którzy starają się doprowadzić do tzw. multikulturalizmu i wymieszania wszystkich ze wszystkimi, zniesienia granic – także moralnych. Wszyscy ci, którzy na pierwszym miejscu nie stawiają interesu Polski i narodu polskiego, ale jakiś wyimaginowany europejski albo swój własny.
Bardzo ogólne słowa.
Mam nazwiskami wymieniać?
Pańscy koledzy często to robią. Spróbuję zgadnąć: np. ci, którzy popierają prawo do decydowania o przerywaniu ciąży? Zwolennicy przyjmowania uchodźców? Osoby, które są LGBT i które działają na rzecz ich praw?
Wszyscy oni działają na rzecz degrengolady moralnej społeczeństwa, a nie na rzecz ochrony praw. Oglądała pani igrzyska olimpijskie, bieg na 800 metrów i te trzy pseudopanie, które paniami raczej nie są…
Ale co to ma wspólnego z prawami osób LGBT w Polsce?
To przykład tego, do czego oni dążą. Do przywilejów, chcą sobie ugrać przywileje. Tak to się zaczyna – mniejszość krzyczy, że jest dyskryminowana, a tak naprawdę chce lepszego traktowania. Od znajomych, którzy wyjechali do Wlk. Brytanii, wiem, że tam np. dotyczy to czarnoskórych. Nie pracują tak ciężko jak my, są leniwi, ale jak pracodawca chce ich zwolnić, to zarzucają mu rasizm.
To, co Pan mówi, to właśnie rasizm: wywyższanie jednej rasy ponad inną na podstawie fałszywych uogólnień. Mniejszości nie chcą być „lepsze”, chcą być równe.
Pani w to wierzy, ja nie.
A rozmawiał Pan z kimś, kto działa np. w organizacji LGBT?
Nie, i jakoś nie chcę.
Może by się Pan dowiedział, że chcą czegoś innego, niż Panu się wydaje.
Wystarczy mi widzieć Paradę Równości i to świństwo, które tam maszeruje. Faceci poprzebierani za kobiety, pomalowani jak jakieś nabzdyczone panie z burdelu; pseudo-katolicy, którzy chcą, żeby ich Kościół zaakceptował; mężczyźni, którzy wymachują sztucznymi penisami, co to ma być? To wbrew naturze. Najpierw akceptacja dla par homo, potem adopcja, a potem usłyszymy to, co w Holandii, by zalegalizować zoofilię, albo w Szwecji – by uczyć dzieci obowiązkowo masturbacji. To chore.
Słucham Pana i myślę: to pomieszanie wszystkiego ze wszystkim. Zasłyszane plotki, niepotwierdzone pogłoski, między którymi istnieje wymyślony związek przyczynowo-skutkowy.
Potwierdzone. Dla nas jest jasne, że to wszystko się łączy, a państwo tego nie widzą, bo wierzą w ich dobre intencje.
Ma Pan w swoim środowisku kogoś o innej orientacji niż heteroseksualna?
Nie.
Nigdy nie chciał Pan skonfrontować swoich wyobrażeń z tym, kim oni są naprawdę?
Wystarczy mi to, co widzę i czytam. Zaczyna się od drobnych rzeczy, a potem granice przyzwoitości się zacierają, i w efekcie rodziny zostają pozbawione wpływu na to, jak wychowują dzieci, bo jakaś ideologia i organizacje, które wcielają ją w życie, uważają, że zrobią to lepiej.
Pańska organizacja też uważa, że ma monopol na prawdę.
Nie można wszystkim na wszystko pozwalać w stylu „róbta co chceta”. Trzeba stawiać granice, żeby mieć w życiu jakieś punkty stałe, wartości, żeby wiedzieć, do czego się odwołać. A odwołać się można tylko do tego, co nas ukształtowało: wiara i historia.
Ma Pan rodzeństwo?
Trójkę.
A jeśli brat powiedziałby, że jest gejem?
Argumenty ad personam są bardzo słabe.
Chciałabym nadać sprawom, o których Pan ma tak mocne poglądy, jakąś twarz.
Na to pytanie nie odpowiem. To intymna sprawa i nie chcę, żeby ktoś w nią ingerował.
Ja nie chcę, żeby Pan ingerował w moje. Pytałam po prostu, co by Pan poczuł.
Nie powiem, że się nad tym nigdy nie zastanawiałem. Ale mam takie szczęście, że zostaliśmy wszyscy dobrze wychowani przez naszych rodziców.
To znaczy, że ktoś, kto jest homoseksualistą, jest nim dlatego, że został źle wychowany?
Tak uważam.
Był Pan na Światowych Dniach Młodzieży. Jak Pan odebrał to, co papież mówił o uchodźcach?
Jesteśmy zawiedzeni. On mówi tylko to, co nakazuje wiara, ale według nas nie do końca bierze pod uwagę zasadę ordo caritatis, czyli porządek miłości, mówiącą o tym, że najpierw trzeba troszczyć się o rodzinę i kraj, a potem o resztę. Poza tym to, co głosi papież, to jego nauka społeczna – pocieszamy się, że nieomylność dotyczy tylko kwestii wiary. W pozostałych, jak każdy człowiek, może się mylić.
Studiuje Pan na UW…
Kończę licencjat.
…Myśli Pan o tym, co organizacja, do której dziedzictwa odwołuje się ta, do której Pan należy, robiła w latach 30.?
Proszę pani, w latach 30. na ulicach jedni strzelali do drugich. Bojówki komunistyczne zresztą…
Pytam też o numerus clausus i getto ławkowe.
Jestem w stanie zrozumieć, że dla Polaków liczna mniejszość żydowska na uniwersytetach to był problem. Że dostawała wiele przywilejów, a zdolni Polacy nie.
Nie dostawała przywilejów – miała zagwarantowaną w konstytucji marcowej równość praw, w tym do studiowania.
Mogli sobie na to pozwolić ze względu na dobre usytuowanie, a Polacy nie.
Według spisu powszechnego z 1931 r. nieliczni Żydzi byli właścicielami majątków ziemskich. Prawie 70 proc. utrzymywało się z drobnego handlu i rzemiosła. Niewielu pracowało w przemyśle, zaledwie 2,6 proc. w administracji. Żydowscy studenci w międzywojniu wywodzili się z różnych warstw społecznych. Mówi Pan, że bicie brało się z tego, że byli na uniwersytetach, bo było ich stać, a polskich studentów nie i odpowiedzią była przemoc? Studenci żydowscy stanowili 20-25 proc. studentów. Czyli mniejszość.
Ta liczba rosła i nie dziwię się, że Polacy się buntowali i chcieli w swoim kraju mieć większy dostęp do szkolnictwa wyższego.
A Żydzi nie byli we własnym kraju?
Ale to dalej byli Żydzi. Mieli obywatelstwo polskie, ale do polskości za bardzo się nie poczuwali.
Skąd Pan to wie?
Dla nich przede wszystkim, zresztą do tej pory tak jest, najważniejszym punktem odniesienia była przynależność do społeczności żydowskiej.
Nie słyszał Pan o asymilacji? O Żydach-patriotach? O tych, którzy służyli w Wojsku Polskim?
To nie zmienia postaci rzeczy, że Polacy chcieli, żeby w ich kraju to jednak rodacy mieli dostęp do tego, co im się należy.
I pałka i pięści były do tego środkiem?
W tamtych czasach tak rozwiązywało się te sprawy. Teraz tak nie jest. Nikt z czystej nienawiści nie chce mordować kogoś – np. Żyda – tylko dlatego, że jest Żydem. Ludzie sobie tak mogą krzyczeć albo pisać w sieci, ale to się nie przełoży na czyny raczej.
Raczej?
Raczej. I tyle.
Nie uspokaja mnie ta deklaracja.
Dopóki te grupy nie stanowią zagrożenia dla Polski, dopóty nie mają się czego bać.
Jaka byłaby Polska, której Pan chce?
Wielka i katolicka. Miałaby się opierać na dobrze zorganizowanym narodzie, gotowym do wspólnego wysiłku na rzecz budowy swojej ojczyzny. Miałaby silną armię i gospodarkę, byłaby silna swoim narodem, dobrze wykształconym, pracowitym, wyszkolonym, by bronić ojczyzny, kiedy jest taka potrzeba, ale też dbać o nią na co dzień, np. płacąc podatki, będąc nieobojętnym na to, że komuś obok dzieje się krzywda. Ta Polska opierałaby się na wartościach chrześcijańskich, poszanowaniu dla życia ludzkiego i rodziny jako podstawowej komórki narodu. Na gotowości do ofiarowania życia za ojczyznę i na zdolności do poświęceń, jeżeli tego akurat będzie wymagała sytuacja.
A co z osobami innego wyznania? Z ateistami?
Nie każemy im zmieniać wiary, możemy nauczać, przekonywać, zachęcać, ewangelizować. Potem po śmierci każdego człowieka Bóg ze wszystkiego rozlicza. Ale taki ktoś musi szanować i przestrzegać naszych zasad.
A co z mniejszościami etnicznymi? Są częścią tej wspólnoty czy nie?
No, nikt Ślązaków np. nie wykluczył, nikt nie wykluczy też społeczności tatarskiej.
A żydowskiej? Wietnamskiej?
Roman Dmowski powiedział, że Polakiem może być ten, kto na pierwszym miejscu stawia interes i dobro narodu polskiego. Jeżeli to jest dla niego punkt odniesienia, to wtedy może określać się Polakiem.
Jak wyglądałby ład międzynarodowy, gdyby każde państwo przyjęło taką filozofię?
Nacjonalizm nie jest szowinizmem. Jest stawianiem na pierwszym miejscu swojego narodu. W stosunkach międzynarodowych to wygląda trochę inaczej. Można tak prowadzić politykę zagraniczną, by o tym pamiętać, ale też prowadzić interesy z innymi.
Mam na myśli co innego: jaki kraj umiał prowadzić politykę, w której na pierwszym miejscu byłby interes narodu, nie wchodząc w konflikty zbrojne z innym państwem o takiej filozofii. Zna Pan takie przypadki?
Myślę, że to da się pogodzić, zawsze powtarzam: trzeba prowadzić dialog i czasem iść na ustępstwa.
Czyli np. oddać Niemcom, gdyby chcieli, Wrocław?
Nie, absolutnie.
Dlaczego, przecież to jest ich interes narodowy, ich ziemia?
Naszym interesem narodowym powinno być odebranie Wilna i Lwowa, Brześcia itd., ale przecież nikt tego teraz nie podniesie. Choć trzeba też pamiętać: granice nie są dane raz na zawsze, tyle lat pokoju nie znaczy, że wojna kiedyś nie wróci.
Młodzież Wszechpolska włączy się w Obronę Terytorialną?
Wielu kolegów już w niej działa, są też w Strzelcu czy innych organizacjach. Wielu służy w wojsku jako żołnierze zawodowi i jako oficerowie. Do MW należą naprawdę różni ludzie, są osoby, które pracują na uczelniach, prawnicy, lekarze, rolnicy. Wszyscy, którym zależy na dobru kraju.
A co to jest patriotyzm?
Odróżniamy patriotyzm od nacjonalizmu. Patriotyzm jest czymś chwilowym, pewnego rodzaju uniesieniem, emocją, która wykwita, kiedy sprzyjają ku temu warunki. Nacjonalizm jest stanem trwałym i przekłada się na rzeczywistą pracę, którą dana osoba wykonuje na rzecz narodu.
Można być polskim patriotą, jeśli ma się skórę inną niż białą?
Przyznam szczerze, że ja nad tą kwestią się nigdy nie zastanawiałem, bo wchodzi tu jeszcze pojęcie rasy. Naród polski jest rasą białą. Ale jeżeli ktoś innego koloru skóry poczuwa się do tego i np. byłby w stanie oddać życie za Polskę, to myślę, że nie moglibyśmy mu odmówić prawa do bycia patriotą.
Tylko przelewając krew udowodniłby swoje poświęcenie? Nie może tego dowieść w warunkach pokoju? Ale dobrze, zostańmy przy krwi. Czy honorowy dawca zasłużyłby swoim poświęceniem?
Jeżeli ktoś innego wyznania lub koloru skóry oddaje krew, to mógłbym przyjąć, gdybym potrzebował. Ale jak on oddaje tę krew, to nikt z nas nie wie, komu ona zostanie podana… no to jest trochę co innego, niż zginąć, zasłaniając kogoś piersią.
Ta jednorodność, o której Pan wcześniej mówił, nigdy tu nie istniała. Historia Polski to historia różnorodności – kultur, języków, religii, grup etnicznych. Ras również.
Nie istniała do końca, ale Polska przez swoje zdrowe podejście zachowała jednolitość, chociaż różni ludzie się tu przewijali.
Nie przewijali się: żyli tutaj. A jednorodność „udała się” z powodu wojny i jej następstw.
Różnorodność przed wojną przysparzała wielu problemów, konflikty były duże, a jednak nie było u nas nocy kryształowej.
Ale były pogromy.
Bez przesady. Nie da się tego porównać do sytuacji w Niemczech. W historii każdego narodu zdarzają się sytuacje, z których nie jest się dumnym, ale powtarzam – takie były czasy i widocznie tak trzeba było.
A jest coś w Polsce po 1989 r., z czego jest Pan dumny?
Na pewno z tego, że w ostatnich latach obudziła się świadomość narodowa, coraz mniej ludzi zapatrzonych jest w Zachód, a zaczyna widzieć wartość tego, co polskie. Ale też dostrzega swoje wady i z nimi walczy.
Jakie są te wady narodowe?
Bezczynność chociażby, brak zaangażowania społecznego, np. to, że ludzie nie poczuwają się do tego, żeby iść głosować.
Ja również uważam, że udział w wyborach jest patriotycznym obowiązkiem. Tylko że dla mnie poza tym to poczucie wspólnoty z tymi, którzy tu żyją, i pamięć o tych, którzy żyli tu w przeszłości. To praca na jej rzecz, materialna i symboliczna. To szacunek dla demokracji, opartej na równości wszystkich obywateli. A Pan powiedział, że podpisałby się pod słowami swojego szefa, że „liberalna demokracja to nowotwór”.
Tak.
To co zamiast liberalnej demokracji?
Narodowa.
To znaczy?
Demokracja, w której rzeczywistym odnośnikiem jest naród i wola narodu, a nie poddawanie się, uginanie kolan przed wszelakimi mniejszościami. Macie żyć tak, jak my żyjemy.
„My” – chcą Państwo decydować o tym, kogo do wspólnoty można zaliczyć. Ja uważam, że „my” to też koleżanka lesbijka, i kolega, który jest Żydem, i Wietnamczyk, i ateista…
I oni wszyscy powinni się dostosować do prawa i zwyczajów, jakie tu funkcjonują.
Myślę, że to musiałoby być dla Pana bardzo trudne, gdyby się Pan zakochał w osobie, która nie pasuje do wzoru.
Nie grozi mi to. Nigdy nie miałem takiej sytuacji. Nigdy nie czułem zauroczenia w stosunku do kogoś o innym kolorze skóry czy wyznaniu. I raczej mnie to nie dotknie.
Jest Pan szczęśliwym człowiekiem?
Tak.
A co sprawia, że może Pan tak o sobie powiedzieć?
To, co robię, jakie wiodę życie, daje mi to poczucie: że służę w życiu tak, jak najlepiej potrafię.
A we mnie, jeśli miałabym uosabiać „tamtą stronę”, co Pana najbardziej wkurza?
Wolność słowa. A raczej to, że uznaliście, że macie na nią wyłączność i możecie decydować, co ludzie mają prawo myśleć i mówić.
Przecież Państwo mówicie swoje. Nam chodzi o granicę – jest nią artykuł 13 konstytucji.
Nie znam jej na pamięć.
„Zakazane jest istnienie partii politycznych i innych organizacji odwołujących się w swoich programach do totalitarnych metod i praktyk działania nazizmu, faszyzmu i komunizmu, a także tych, których program lub działalność zakłada lub dopuszcza nienawiść rasową i narodowościową, stosowanie przemocy w celu zdobycia władzy lub wpływu na politykę państwa albo przewiduje utajnienie struktur lub członkostwa”.
My nie nawołujemy do przemocy, mówiłem pani – tamte hasła to tylko przypomnienie historycznych kontekstów.
Ataki na Romów, obcokrajowców w Białymstoku, palenie kukły Żyda też mają historyczny kontekst?
Jakieś ataki, jeśli się zdarzają…
Sytuacje, o których mówię, miały i mają miejsce.
…jeśli się zdarzają, to marginalnie.
Przemoc to rozwiązanie?
Niektórzy sądzą, że tak.
A Pan?
Czasem jest konieczna – kiedy ludzie czują się zagrożeni, państwo nie zapewnia im bezpieczeństwa, a sytuacja skłania do takich aktów.
Według mnie kreuje ją Państwa retoryka: wskazywanie wrogów ojczyzny, z którymi trzeba walczyć.
Ale gdybyśmy o tym nie mówili, wy mówilibyście: wszyscy są naszymi przyjaciółmi. A nie wszyscy są, nie można stracić czujności. Trzeba mieć bezpiecznik, są nimi organizacje narodowe, które mówią głośno to, czego inni boją się powiedzieć.
Właśnie to mnie w Państwa wizji świata przeraża – wrogość i nieufność, na których się opiera ten ład. Zostanę więc pewnie nadal wrogiem ojczyzny, jak pisali do mnie ludzie, którzy sami siebie nazywają narodowcami.
Dla nas postawy, które pani wyznaje, szkodzą Polsce i Polakom.
Wyklucza mnie Pan w ten sposób ze wspólnoty, której czuję się członkinią.
No dobrze, ale nikt pani przecież nie każe wyjeżdżać.
Mam tylko dostosować się do Waszych reguł?
Do zasad, które uznajemy za słuszne, i które są słuszne.
A na początku rozmowy próbował mnie Pan przekonać, że byłoby tu i dla mnie miejsce.
Wystarczy się dostosować – a będzie. ©
Sauce: https://www.tygodnikpowszechny.pl/macie-zyc-tak-jak-my-zyjemy-35214
submitted by SoleWanderer to Polska [link] [comments]


2016.05.05 13:09 ben13022 O co walczy Adam Bodnar? (Rzecznik Praw Obywatelskich)

Poczytam panu: "Zacznij bronić praw polskich obywateli, a nie innych, pseudorzeczniku" Lato 2015 roku. Płk Krzysztof Olkowicz dopiero co wyszedł spod pręgierza. Sąd uznał, że złamał prawo, bo jako szef Okręgowego Inspektoratu Służby Więziennej w Koszalinie zlitował się nad schizofrenikiem i zapłacił za niego 100 złotych grzywny, by mógł wyjść z aresztu, gdzie trafił za kradzież batonika. Olkowicz wie, że wyrok, choć publicznie uznany za farsę, kończy jego karierę w służbie publicznej.
Dzwoni do niego Adam Bodnar, którego Sejm głosami Platformy i SLD wybrał właśnie na rzecznika praw obywatelskich. - Przyjmie pan stanowisko mojego zastępcy?
Olkowicza zatkało. Zgodził się bez wahania. Siedzi przed telewizorem, ogląda przesłuchanie Bodnara w Senacie, które ma rozstrzygnąć jego losy. Jeden z senatorów PiS pyta Bodnara, czy jest osobą wierzącą.
To koniec, myśli wtedy Olkowicz, tego mu nie darują. Przeciwko głosuje klub PiS, atmosfera napięta, bo również senatorzy Platformy kręcą nosem, że Bodnar zbyt lewicowy, nie unika tematów aborcji, praw osób homoseksualnych, adopcji przez nich dzieci, in vitro. Jego kandydatura przechodzi dwoma głosami.
Olkowicz dostaje od Bodnara zadanie: sprawdzić jakość życia skazanych, w tym chorych psychicznie. Znajduje prawie sto przypadków jak ten: we Wronkach siedzi niepełnosprawny psychicznie, ojciec trójki niepełnosprawnych dzieci, mąż niepełnosprawnej żony. Groził sąsiadowi, kryminaliście, poszedł siedzieć na cztery miesiące. Olkowicz interweniuje, czeka na decyzję sądu.
Znajduje też kuriozalne sprawy. W więzieniu siedzi 82-latek. Jechał po pijanemu rowerem. Olkowicz odwiedza go za kratami, widzi dziadka, który płacze: wypił piwo, jechał rowerem, dostał grzywnę i zakaz poruszania się rowerem. Niedługo potem pojechał do sklepu, zapakował ziemniaki na rower i prowadził, by było lżej. Policja zawiozła go do aresztu, bo złamał "zakaz prowadzenia roweru". Olkowicz słucha staruszka, który żali się, że sam łapał złodziei na kolei, że żona mu wcześnie zmarła, dzieci wychował, chciał tylko sobie ziemniaków nagotować.
Olkowicz wychodzi od niego z mokrymi oczami, ale i wściekły. Wróciła mu wiara, że można zmienić system. Idzie zadowolony do Bodnara.
Bodnar z wyrzutem. - Dlaczego nie sprawdził pan reszty?
Olkowicz: - Pomyślałem: facet ma rację. Sprawdziłem wszystkie, okazało się, że większość podchodzi pod łamanie praw człowieka.
Ibisz mówi w telewizji
Rodzina Adama Bodnara ze strony ojca trafiła na Pomorze z Podkarpacia, w ramach akcji "Wisła". Matka pochodziła z rodziny chłopskiej, wielodzietnej, z Kieleckiego.
To matka dyscyplinowała go do nauki. Zdystansowana, zasadnicza. Ojciec ciepły, towarzyski. Ale to matka wszczepiła mu kult nauki i pracy. Bodnarowie mieli trochę ziemi - truskawki, ziemniaki, buraki. Pracowała przy tym cała rodzina. Gdy idzie do liceum, spiera się z mamą o PRL, krytykuje system bez wyjątku. Matka broni: awansu społecznego, obowiązkowej edukacji, mieszkań, pracy, opieki socjalnej. Bodnar tego nie rozumiał, słuchał Jacka Kaczmarskiego o więzieniach, strajkach, ZOMO, czytał Jacka Kuronia.
Podstawówkę i liceum kończy na piątkach i szóstkach. Gdy ma czwórkę, przeżywa to cała szkoła. Kujon? Nie, mówi, dyscyplina i ambicje. Dostaje się w liceum do Krajowego Funduszu na rzecz Dzieci, programu wspierającego młode talenty. Jeździ do Warszawy, poznaje profesorów, którzy dają mu do lektury Ajschylosa, Herodota. Jest pedantycznie zorganizowany, prowadzi kalendarz dnia, gdzie wpisuje nawet oglądanie "Teleexpressu". Słucha Depeche Mode, gra na komputerze, sportu raczej nie uprawia. Wybiera prawo, bo matka mówi, że musi być konkret, a Krzysztof Ibisz w telewizji, że dobra uczelnia to gwarancja sukcesu.
Studiuje na Uniwersytecie Warszawskim, mieszka w akademiku. Na pierwszym roku współpracuje ze stowarzyszeniem Nigdy Więcej, by walczyć o prawne zakazy działania faszystowskich grup. Zostaje asystentem posła Unii Wolności, ale widzi cwaniaka - to go od polityki odrzuca.
Panie Boże, czy jechać do Budapesztu?
Zanim Bodnar powiedział senatorom, że nie wierzy, chodził do kościoła w Gryficach, a na studiach do warszawskiej św. Anny. Wciąga go młoda żona, którą spotkał na początku studiów. Jest ze Śląska, z pobożnej rodziny. Jej ojciec służy do mszy, rozdaje komunię. W kościele św. Anny Bodnar słyszy głębokie, intelektualne kazania, szczerze się modli, chodzi do spowiedzi. Ale gdy dostaje się na roczne studia na uczelni George'a Sorosa w Budapeszcie, żona mówi mu: ja albo Budapeszt. Wsparcia nie ma także od jej rodziny. Pyta o radę księdza w konfesjonale i słyszy: jechać, wola Boża.
Adam Szafrański, prawnik, znajomy Bodnara ze studiów, spytał go wtedy, czy przystąpi do wydziałowego kółka różańcowego. Wierzący studenci codziennie odmawiali tajemnicę różańca. - Jeszcze niedawno bym się zgodził, teraz już nie - odpowiada mu Bodnar tuż przed rozwodem.
Jeszcze przed Budapesztem trafia na staż do Weil, Gotshal & Manges, kancelarii prawnej o światowej sławie. Student na garnuszku rodziców dostaje dwa razy większą niż oni pensję.
Siedziba kancelarii jest na 20. piętrze biurowca Warsaw Financial Center. Rozmawiam z Piotrem Tomaszewskim. 15 lat temu był szefem Bodnara. Pochodzi z rodziny prawniczej, doświadczenia zbierał m.in. w kancelarii w Chicago. Wysoki, koło pięćdziesiątki, w markowym garniturze. Uśmiech i spokój wojennego negocjatora.
Trzeba uważać, bo można ciężko pracować dziesięć lat, a po jednym błędzie zniszczyć sobie karierę, reputację firmy, dlatego nie ma tu zbyt dużo miejsca na słabość. Adam idealnie się w to wpasował, był totalnie dostępny, zorganizowany, precyzyjny, szybko się uczył naszych zasad, nie ulegał przesadnie emocjom.
Bodnar: - Nie mogę powiedzieć o Piotrze złego słowa. Pamiętam, robiłem ważne zlecenie, a miałem chorego ojca. Powiedział: jedź do ojca, bo do końca życia będziesz żałował, że tego nie zrobiłeś.
Wymienialny
Swoje powodzenie w tamtych latach Bodnar tłumaczy skromnie fartem: - Załapałem się na rozwój rynku, zachodnie firmy były głodne młodych i wykształconych.
W kancelarii Weil, Gotshal & Manges zostaje rzucony na głęboką wodę: program emerytalny dla PZU Życie, wejście na giełdę PKO BP. Jest cały dla firmy w zamian za pieniądze, rozwój i atmosferę "we are the best". Gdy dostaje się na studia do Budapesztu, firma płaci mu przez rok studiów, ale podpisuje z nią cyrograf - wróci i odpracuje co najmniej trzy lata.
Mam wtedy też poczucie, że zarabiam przesadnie dużo, wydaję na fanaberie, koncerty, płyty. Czuję, że coś mi ucieka. Podczas studiów poznałem prof. Mirosława Wyrzykowskiego, Wiktora Osiatyńskiego, którzy mieli w sobie szczerość i mówili o prawach człowieka - to mnie pasjonowało. I choć prowadziłem z tego zajęcia na uczelni, było to tak daleko od mojej pracy.
Przełomem jest moment, gdy Bodnar po przygotowaniu prospektu emisyjnego PKO BP dostaje kartkę świąteczną od pracownicy banku. Pomyślał, że na kartce mogłoby być nazwisko innego prawnika, że jest wymienialny.
Prof. Osiatyński mówi mu: jest taka fundacja. Bodnar coś tam słyszał, ale nie za bardzo. Rzuca kancelarię w 2004 roku, gdy zarabia 200 tysięcy złotych rocznie. Rzuca świat adrenaliny, drogich gadżetów, zachcianek i zamienia na dwa razy mniejszą pensję w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, która jest organizacją pozarządową, finansowaną z dotacji.
Tomaszewski: - Byliśmy trochę źli, gdy odchodził. Ale drugiej takiej osoby, która odrzuciłaby nasz świat dla takiej jak on idei, już nigdy nie spotkałem.
Bodnar: - Czasami myślę, że byli źli, bo może sami chcieli to rzucić. Przecież nie są maszynami. Ale nie mogą, bo adrenalina, bo "pociąg już odjechał", bo wpadli w kredyty, żal gadżetów, wakacji na antypodach, dobrych szkół dla dzieci.
Obrona Starucha i CIA
Pytam Bodnara, co pchało go do świata pomocy innym, społecznikostwa. Długo się zastanawia. - Na początku, na studiach, byłem raczej technokratą. Bardziej zajmowały mnie procedury prawne niż los ekspedientek w Biedronce.
Ale gdy jeszcze przed fundacją odbywał staż rządowy w Strasburgu i bronił interesów Polski przed roszczeniami obywateli, wiedział, że stoi po złej stronie barykady. - Bo to obywatele mieli rację, im należała się pomoc. Źle się tam czułem.
W Helsińskiej Fundacji tworzy program spraw precedensowych. Zrobił tabelkę spraw do rozwiązania: zniesławienia z art. 212 kodeksu karnego, opresyjne tymczasowe aresztowania, przeludnienie w więzieniach. W kilka tygodni orientuje się, że to jego świat, bo tak wiele do zrobienia. - Czytam skargi, wnioski, spotykam się z ludźmi i widzę bagno jeśli chodzi prawa człowieka w Polsce.
Poznaje A.M., która straciła dziecko przy porodzie w więzieniu, bo nie przyszedł lekarz na czas, a i tak był nim dermatolog. Barbarę Wojnarowską, matkę dwójki niepełnosprawnych dzieci, której lekarze odmówili badań prenatalnych. Fundacja idzie do Sądu Najwyższego, ten przyznaje kobiecie odszkodowanie. Angażuje do tych spraw rzeszę prawników, którzy pracują pro bono.
Gdy policjant zostaje zwolniony z więzienia, ale ma siedzieć przez weekend, bo poczta nawala, Bodnar chwyta za słuchawkę, dzwoni do dyrektora aresztu - policjanta wypuszczają.
HFPC z Bodnarem wygrywają w Strasburgu sprawę Marszu Równości w Warszawie, którego zakazał Lech Kaczyński. Kilka miesięcy później zakazał go w Poznaniu Ryszard Grobelny. Też wygrywają. Efekt - dziesięć lat później nowe prawo o zgromadzeniach, które odpowiada standardom demokratycznym. Nikt od tamtego czasu nie odważył się zakazać marszu.
Gdy policjant z HIV zostaje odsunięty od służby, Bodnar idzie do Trybunału Konstytucyjnego, wygrywa.
Broni przywódcy kibiców Legii Warszawa "Starucha". Uznał, że zatrzymanie było "polityczno-prewencyjne". Ma rację, "Staruch" zostanie uniewinniony, a Bodnar zbierze punkty u prawicy, która ze "Staruchem" sympatyzuje.
Bodnar pracował w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka dwa miesiące, gdy w 2004 roku na swoim biurku zobaczył CV Dominiki Bychawskiej, studentki prawa. Posadził ją w malutkim pokoju, wyjął komputer i pokazał prezentację programu spraw precedensowych, którymi miała się z nim zajmować.
Były ciężkie momenty, gdy płakałam, bo był bardzo wymagający, miał szybkie tempo pracy. Widać to teraz - śmieje się Bychawska - gdy został RPO. - W fundacji tempo zwolniło, jest mniej korpo. Skupiamy się na trzech zadaniach, nie dziesięciu, nie ma wyciskania z człowieka każdej kropelki, nie ma telefonów w nocy albo w święta. Bodnar przyniósł świat korpo - marynarki, krawaty, a w innych takich organizacjach są swetry, trampki. Ale to Adam nauczył mnie etyki pracy, dokładności. Nie wiem, skąd bierze paliwo, wolę zmieniania świata. Zobacz, mówił zawsze, gdy wątpiłam w sens jakiejś sprawy, każda taka mała wygrana sprawa to mała zmiana świata.
Bardzo się cieszy z tych małych spraw. Gdy dostał podziękowanie z przedszkola za pomoc w programie integracji z niepełnosprawnymi, powiesił je na ścianie.
Ale największa sprawa HFPC to więzienia CIA. Przeciwko fundacji występują wtedy politycy, nawet dziennikarze, a Bodnar domaga się ujawnienia informacji o więźniach trzymanych i torturowanych przez CIA w Kiejkutach. Wkroczył prokurator, ruszyło śledztwo, pojawili się pełnomocnicy torturowanych.
Bierze z biurka konstytucję, czyta na głos fragment preambuły. - "...Pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane, pragnąc na zawsze zagwarantować prawa obywatelskie, a działaniu instytucji publicznych zapewnić rzetelność i sprawność...". Albo mówimy wszystko, albo ten zapis jest dla wybranych.
Prof. Maria Frankowska z Uniwersytetu w St. Louis, matka znajomej Bodnara z czasów kancelarii Weil, Gotshal & Manges, jest dla niego intelektualną matką. Opowiada o Bodnarze i patrzy w okno melancholijnie, jakby wspominała jego dzieciństwo.
Bodnar, jak mówi Frankowska, jest szalenie ambitny, przez to może rozbija swoje rodziny, ale: "Lepiej zrozumiemy świat, gdy przyznamy, że wszyscy wokół są szaleni" - Frankowska cytuje mi Marka Twaina.
Bodnar rozstaje się z drugą żoną, z którą ma dwójkę dzieci, ale pokojowo. Zauważa później, że łatwiej mu teraz zrozumieć ojców, którzy walczą o opiekę nad dziećmi.
Gdy jeden z mężczyzn nie mógł widywać się z córką, Bodnar poszedł ze sprawą do Strasburga. Wygrał, osobiście zawiózł ojcu list.
Rzecznik, Strasburg, prezydent
Karolina Bodnar ma własną praktykę prawniczą. Specjalizuje się m.in. w prawie rodzinnym, współpracuje pro bono z Centrum Praw Kobiet i Helsińską Fundacją Praw Człowieka.
Ktoś mi powiedział o Adamie: jest tak skuteczny, bo nie ma empatii. Nie wiem. Bo... chyba tak dobrze go nie poznałam, a może nie mogłam lub nie umiałam. Niewiele spędziliśmy razem czasu, nie potrafił. Głowę miał ciągle w pracy. Kiedyś pojechaliśmy na dwutygodniowe wakacje, wytrzymał z dziećmi tylko tydzień, wszystko go drażniło. Nie jest narcyzem zapatrzonym w siebie, ale potrafił się obrazić, złapać focha. Czasami lubiłam z niego pożartować, nie cierpiał tego. Nasze małżeństwo rozpadło się, choć próbowałam, dawałam wiele szans. Problemem nie były inne kobiety. Miałam wrażenie, że małżeństwo traktował jak projekt. Gdy już nie chciałam, namawiał: no daj spokój, przecież jest dobrze, nie rozumiem.
Związek rozpadł się z powodu jego całkowitego oddania pracy, idei. Byłam w dziewiątym miesiącu ciąży, nadzorowałam ekipę budowlaną, robiliśmy remont mieszkania. Jak w końcu przyszedł, robotnicy zapytali: a pan do kogo?
Kafelki? Wybierz, mnie wszystko jedno. Wakacje? Tam gdzie wybierzesz. Nie mieliśmy wspólnoty przeżyć.
Jako intelektualista odnalazł się w prawach człowieka, bo jest szlachetny, ale też uważał, że prędzej zrobi karierę w tym temacie. Już dziesięć lat temu mówił, że marzy mu się rzecznik praw obywatelskich, potem sędzia Trybunału w Strasburgu. Mama Adama marzyła, by został prezydentem, a jego brat generałem wojska. W przypadku obydwu jest już blisko. Czy bym na niego zagłosowała, gdyby kandydował na prezydenta? Bez wahania. Ma moralną busolę, szacunek do zasad, pasję. Wszystko totalne.
Bodnar zastanawia się, patrzy na mapę z kolorowymi szpilkami, która wisi w gabinecie RPO. Choć jest rzecznikiem, od sierpnia zjechał już całą Polskę, wysłuchuje ludzi, zbiera ich problemy, jak ostatnio w Białymstoku, gdy słuchał o mniejszościach wyznaniowych, jak w Świnoujściu, gdy mężczyzna opowiedział mu o problemach z orzecznictwem chorób zawodowych. Cały czas w drodze, w samochodzie, w pociągu albo w biurze.
5.47, SMS od rzecznika
Prof. Monika Płatek mówi mi z przymrużeniem oka, że były dwie kandydatury, które najlepiej nadawały się na stanowisko rzecznika praw obywatelskich: jej i Bodnara. Ale przyznaje, że Bodnar ma nad nią przewagę: nie czekał na poparcie, zgłosił się i poddał ocenie organizacji obywatelskich. - To nie człowiek, który leci na stanowisko. Znam go, pracuję z nim na uczelni. Ma ambicje, ale i dużo pokory. Prof. Ewa Łętowska zapoczątkowała okres, gdy rzecznik nie był lubiany przez władzę, Bodnar będzie to kontynuował.
Płatek jest pytaniem zdumiona: - Ależ Bodnar porzucił miraż!
Gdy Bodnar zostaje rzecznikiem, zaczyna od wielkiego spotkania z blisko 300 osobami w wynajętym kinie. Łączy się telekonferencyjnie z biurami terenowymi, na ścianie pokazuje prezentacje o reformach biura. Do RPO, podobnie jak wcześniej do HFPC, wjechało korpo.
Polecenia od Bodnara w biurze idą od rana Facebookiem, mailem, SMS-em. Pracownicy prowadzą codzienny ranking: kto otrzyma najwcześniej, tego sprawa jest najważniejsza.
Andrzej Stefański, dyrektor projektów regionalnych w biurze RPO, dostał o 5.47: "Jest sprawa hejtu Joanny Grabarczyk. Proszę spojrzeć na jej profil. Niefajnie się z tym czuję, trzeba coś zrobić". Jeśli SMS przychodzi dopiero o 7.00, sprawa ma niski priorytet. W sobotę o 6.00 rano pracownicy otrzymali maila, by zająć się sprawą mężczyzny, który żyje z synem w trudnych warunkach, pisze o tym sobotnia gazeta lokalna w Gdańsku. Stefański w głowę zachodził, skąd Bodnar o tym wiedział, bo przecież był na konferencji w Hiszpanii. O godzinie 23.50 w sobotę Bodnar dostał odpowiedź: odwiedziliśmy go, nawiązaliśmy kontakt z urzędem.
W ciągu kilku dni w styczniu twittował, esemesował o: uregulowaniu statusu mieszkań na gruntach spółdzielczych, zmianie prawa dotyczącego stwierdzenia zgonów, związkach zawodowych dla pracujących na śmieciówkach, odszkodowaniach dla osób represjonowanych za działalność po 1946 r., niepełnosprawnych w więzieniach, dzieciach chorych na dyskalkulię, które nie są w stanie uczyć się matematyki.
Ma dziesięć osób, które zajmują się skargami kasacyjnymi, przeglądają blisko 3 tys. spraw. Bodnar chciał więcej ludzi, ale PiS właśnie mu zabrało 3 mln zł z 38 rocznego budżetu.
Patrzy w sufit: - Miałem jednego profesora, miły człowiek, ale w Senacie mnie atakował.
Otwiera komputer. - Nie widziałem jeszcze za mojego życia takiej nienawiści. Poczytam panu: "Zacznij bronić praw polskich obywateli, a nie innych, pseudorzeczniku". Jest imię, nazwisko piszącego, widzę, że mieszka w Kielcach. "Nie chcę być obywatelem takiej Polski, w której taki jak pan działa, sram na nią, bo przez 50 lat takie bydlaki, świnie okradały naszą Polskę. Niech ta muzułmańska banda obetnie wam wasze łby i zgwałci wasze dzieci". Jest imię, nazwisko, zdjęcie, są znajomi.
Na portalu, który ma w nazwie "christiana", czytam, że Bodnar daje "posłuch lewackim podszeptom". Ale próbuje mediować także w Kościele. W Poznaniu jest na spotkaniu z anarchistami, następnego dnia idzie do arcybiskupa.
Szykujemy się do wyjścia z kancelarii przed 22.00, rozjedziemy się metrem. Bodnar, gdy może, zostawia służbowy samochód. Nie chce, jak mówi, zepsuć się przywilejami. Zgodził się poświęcić mi pół dnia, choć innego zwijał się wcześniej, by odebrać synów ze szkoły.
Przysiada na krawędzi fotela, przeprasza, bo jeszcze wysyła w nocy SMS-y do pracowników, zadania na następny dzień. Zaciska zęby: - Cholera, no, spokoju mi nie daje, że nie damy rady sprawdzić tych 3 tysięcy spraw z kasacjami. Przecież gdzieś mogą siedzieć ludzie niewinnie skazani.
CV Adam Bodnar
źródło: http://wyborcza.pl/duzyformat/1,151083,19706709,o-co-walczy-adam-bodnar.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.04.02 12:09 ben13022 Wywiad z Michałem Boni o rządach PO. "Byliśmy głusi"

Donald wziął udział w jednej z debat o raporcie "Młodzi 2011", ale zaraz padły głosy od jego bliskich kolegów, żeby się puknął w głowę i na to nie chodził. Bo to dla nas zbyt krytyczne. Z Michałem Bonim rozmawia Grzegorz Sroczyński Michał Boni - ur. w 1954 r. skończył polonistykę na UW, doktorat pisał o stereotypie robotnika w czasach stalinowskich. W stanie wojennym był naczelnym podziemnego tygodnika "Wola". W wolnej Polsce został zastępcą Jacka Kuronia w Ministerstwie Pracy, później był ministrem pracy. Związany z Unią Wolności i PO. Był szefem zespołu doradców strategicznych premiera Tuska, a potem ministrem administracji i cyfryzacji. W 2013 roku odszedł z rządu, obecnie jest europosłem.
Grzegorz Sroczyński: To był pański pomysł?
Michał Boni: Pracodawcy z tym przyszli. Chcieli, żeby im gorset poluzować. Miało być na rok, dwa lata, na przetrwanie kryzysu. A potem już tak zostało.
Wiedzieliście, co się dzieje?
Zło?
Odpuściliście. Dlaczego?
Pan był mózgiem.
Prof. Krystyna Skarżyńska mówi tak: "Od dawna twierdzę, że niechęć do całego systemu politycznego ma swoje źródło w tym, jak pracownicy są traktowani przez zwierzchników".
I dalej: "Ludzie uważają, że to władza tak nas urządziła, więc odpłacimy jej pięknym za nadobne".
Jak to jest, że człowiek odpowiedzialny za strategię rządu wszystko to wie: badania, eksperci, Tito Boeri i tak dalej - i nic.
Z kim?
Wstydliwie?
Z czego?
Bo?
Szef Komitetu Stałego Rady Ministrów.
Jaką?
Dziczał na waszych oczach rynek pracy. Mamy najwyższy wskaźnik umów śmieciowych w Europie, nawet Komisja Europejska nas za to skarciła. Jak się dzieją takie rzeczy, to każda władza, która ma podstawowy instynkt samozachowawczy, powinna przykręcić śrubę. Powiedzieć: "Spadajcie na drzewo, drodzy pracodawcy, wracamy do etatów, bo ludzie nas zjedzą". A wy nic.
Na sam koniec.
Kolega Tuska.
Rosła wam cały czas dziura w ZUS, bo od śmieciówek przecież składki nie były płacone. Dorota Gardias twierdzi, że wszystko to panu mówiła. Pan tylko kiwał głową.
I co?
Bo?
To się zostawia dziesięć punktów: to i to trzeba koniecznie zrobić.
I co?
Ale dlaczego się nie robi? Dlaczego kolejne ekipy przygotowują plany - plan Kołodki, plan Hausnera, plan Boniego, plan Morawieckiego - a potem "się nie robi"?
Gówna?
Da się.
Jaki?
Bo?
To dlaczego nie?
Wymówki.
Wmówiliście. Liberałowie.
To dlaczego zamroziliście?
Można nie słuchać.
I co z tego wynika?
Wtedy się zaczął kręcić sznur na waszą szyję?
Czyli?
To o co?
"Żołnierze wyklęci"?
Pan to wymyślił?
To było dobre hasło?
Sormanowskim?
Mieliście blokadę ideową?
Wstydzić się?
Że pracodawca ma mieć dobrze.
I co z tego wynika?
A Szejnfeld co na to powie?
To dlaczego w kółko klepano o Karcie?
Kto w Polsce narzuca klimat ideowy? FOR? Lewiatan? Eksperci z banków? Balcerowicz?
A pracodawcy?
Lobby?
Pytam, bo różne rzeczy, które robi teraz PiS, mogliście wy zrobić. Dodatkowe opodatkowanie banków to nie jest pomysł z kosmosu, w Europie takie rzeczy są wprowadzane. Dlaczego wy nie? Mielibyście na przedszkola.
Politycy między sobą rozmawiają o jakichś książkach? Na przykład o "Kapitale w XXI wieku" Piketty'ego rozmawialiście z Tuskiem?
Pan sobie czytał i pana z rządu wypchnęli.
Cały Zachód dyskutuje o nierównościach, łącznie z MFW i Bankiem Światowym. W Polsce temat nie istnieje. Dlaczego?
Jak zwykle winny PiS.
Czy trudno przyznać się do współpracy z SB?
W 1992 roku znalazł się pan na liście Macierewicza i zareagował podobnie jak Wałęsa. Najpierw pan chciał się przyznać, a potem się wycofał. Dlaczego?
Że pan podpisał zobowiązanie do współpracy, ale nie podjął współpracy.
No ale pan jednak siadał.
Może źle pan pamięta.
A zajrzał pan?
Przecież pan wie, że umysł fałszuje, upiększa i wypiera.
To takie trudne?
I lepiej?
Nikt pana nie ocenia przez pryzmat tej historii.
Ta sprawa ma dla pana wciąż duże znaczenie?
Snów?
A trzecia ważna sprawa dzieje się teraz. Męczące, trudne uczucie, że nam wszystko PiS odbiera. I też mam sny.
Jakie?
Nie. Ale nie rozumiem, dlaczego wy aż tak się boicie Kaczyńskiego.
Ludzie z pańskiego pokolenia. On w was wywołuje niebywałe emocje i lęki, których nie rozumiem.
Nie zacznie.
Czego chciał Boni
źródło: http://wyborcza.pl/magazyn/1,151484,19853739,michal-boni-bylismy-glusi.html#TRwknd
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


2016.02.21 13:37 ben13022 Rozmowa z Władysławem Frasyniukiem o Lechu Wałęsie

Jacek Harłukowicz: Kiszczak pisze historię zza grobu i pewnie śmieje się, widząc, jak politycy tańczą do jego melodii.
Władysław Frasyniuk: Reakcje ludzi niechętnych Wałęsie to "kompleks nieobecności". Nie było ich, kiedy trzeba było walczyć, więc siedzą, czytają o kolejnych wykładach Lecha i klną pod nosem: "Co, kurwa? Ten głupek bez szkoły, zwykły elektryk bohaterem? A ja się nie wykazałem, ja, absolwent szkół i uczelni? No musiał ktoś temu Wałęsie pomagać. Pewnie Kiszczak z bezpieką!". Te wszystkie dokumenty powinny być zweryfikowane i sprawdzone. A tym, którzy nie chcą poczekać, tylko od razu rozliczać Lecha, proponuję rachunek sumienia. Czy przeszli choć raz "ścieżkę zdrowia"? Mieli do czynienia z esbecją i wykazali się męstwem i odwagą? A przy mnie esbek brał pistolet, przeładowywał i mówił: "Byliście, Frasyniuk, w wojsku, to wiecie, że to ostra amunicja". A potem przystawiał mi do głowy. Albo pokazywał zdjęcia dzieci i informował, że ktoś właśnie jedzie je zgwałcić. Dlatego, choć nigdy nie wierzyłem w tę współpracę Lecha, jestem w stanie zrozumieć, jeśli rzeczywiście coś tam podpisywał w latach 70. Pamiętam, jak do biura, w którym teraz rozmawiamy, przyszedł kiedyś były robotnik z wrocławskiej Fabryki Automatów Tokarskich. Mówi, że przychodzi w imieniu większej grupy tych, co strajkowali i dymili w stanie wojennym, i prosi, żebym im poświadczył, że po 13 grudnia działali na rzecz państwa. Bo chcą to sobie wliczyć w lata pracy. Pytam, dlaczego nie pójdą do IPN-u. A on, że się boją. "Czego?" - pytam. A on mi na to, że go zatrzymali podczas pacyfikacji FAT-u. Wylądował w auli w komendzie na Łąkowej. Tłum, ścisk. Nagle do tej auli wchodzi dwóch byków i jak nie zaczną napierdalać pierwszych dwóch z brzegu. Nie jego, jakichś innych. Tłuką ich i tłuką, krew się leje po podłodze. Skończyli, wyszli, wchodzi mundurowy i wyczytuje nazwiska. Mój gość idzie na przesłuchanie. Esbek już czeka i jak gdyby nigdy nic grzecznie pyta: "Zapalisz?". On, że nie pali. Na to esbek jak go w ryj nie zawinie i z gębą: "Jeszcze nie zaczęliśmy, a ty już, kurwa, kłamiesz? Co ty, robol jesteś i nie palisz?". No to wziął papierosa. A esbek, że tu się nie pali, won na korytarz! Na korytarzu słyszy, że tu palą tylko oficerowie, a on ma spierdalać do klatki na końcu korytarza. No to poszedł do tej klatki. "Władek, zjadłem tego papierosa, tak się bałem. Bo tam wszędzie na ścianach krew i włosy. Może tylko, żeby postraszyć. I do dzisiaj nie wiem, co podpisywałem. A coś dawali. Ta klatka jeszcze mi się śni". Więc jak dziś jakiś gnojek mówi: "Słabiak, ja bym nie spękał", to mnie nosi. Może by nie spękał, ale wtedy nie stanął, nie sprawdził się. To niech teraz lepiej nie otwiera gęby. Bo nic nie wie o tamtych czasach. Barczewo to nie był ośrodek wczasów pracowniczych. Łęczyca to nie był ośrodek wypoczynkowy. Ja mogę dzisiaj żartować, że to było zaplecze socjalne PRL-u. Ale nikomu tego nie życzę.
Wałęsa to rocznik '43. W 1970 roku miał 27 lat i był prostym robotnikiem w wielkim obcym mieście.
Kiedy po raz pierwszy usłyszał pan, że Wałęsa mógł coś podpisać?
Dlaczego?
Wałęsa, nawet jeśli się zaplątał, to później po tysiąckroć ten błąd odpracował.
Prof. Andrzej Friszke mówił, że gdyby Wałęsa wówczas współpracował, to przecież w jakiś sposób poparłby stan wojenny.
Najlepszy dowód na to, że Kiszczak nim nie sterował.
Jakie pytania?
Władysław Frasyniuk - legenda opozycji w PRL. Rocznik 1954. Technik samochodowy, kierowca wrocławskich autobusów. Szef dolnośląskiej "Solidarności". Siedział od października 1982 do lipca 1984 r. - za "próbę obalenia ustroju" - i od lutego 1985 do lipca 1986 r. Uczestnik Okrągłego Stołu. Poseł trzech pierwszych kadencji Sejmu, był szefem Unii Wolności. W 2006 r. prezydent Lech Kaczyński odznaczył go Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi w działalności na rzecz przemian demokratycznych w Polsce. Dziś jest przedsiębiorcą, prowadzi firmę transportową.
źródłó: http://wyborcza.pl/magazyn/1,150990,19652285,wladyslaw-frasyniuk-kto-rzuca-w-lecha-walese-kamieniem.html
submitted by ben13022 to Polska [link] [comments]


Smar SW - Walczmy o swoje prawa (FULL ALBUM, Silverton ... Odcinek 33 - Ania - Jak walczyć o swoje prawa w pracy ... Jak się traktuje rodzicow walczących o swoje prawa ... Smar SW - Walczmy o swoje prawa Prawonapatent #1  Paul McCartney walczy o prawa autorskie ... Walczy o swoje TVAG. Czy warto WALCZYĆ O SWOJE PRAWA DO WOLNOŚCI ... Grzecznie walczyć o swoje prawa? Rozmowa z Anną Bąk - YouTube Smar Sw walczmy o swoje prawa

Jak walczyć o swoje prawa? - Epodreczniki.pl

  1. Smar SW - Walczmy o swoje prawa (FULL ALBUM, Silverton ...
  2. Odcinek 33 - Ania - Jak walczyć o swoje prawa w pracy ...
  3. Jak się traktuje rodzicow walczących o swoje prawa ...
  4. Smar SW - Walczmy o swoje prawa
  5. Prawonapatent #1 Paul McCartney walczy o prawa autorskie ...
  6. Walczy o swoje
  7. TVAG. Czy warto WALCZYĆ O SWOJE PRAWA DO WOLNOŚCI ...
  8. Grzecznie walczyć o swoje prawa? Rozmowa z Anną Bąk - YouTube
  9. Smar Sw walczmy o swoje prawa

Source: https://www.spreaker.com/user/ejdziewczyny/aniafinal-mixdown Anna Marjankowska określana jest - koszmarem Twojego pracodawcy. Aktywistka radykalnych ... 1. Eutanazja (0:00) 2. Do tych którzy zapomnieli (2:36) 3. Nie ma celu (4:21) 4. Logika władzy (7:02) 5. Pogodzeni ze światem (9:21) 6. Blokada myślenia (12:... Paul McCartney, członek jednego z najbardziej znanych w historii zespołów muzycznych, The Beatles, walczy aktualnie o odzyskanie praw autorskich do części pi... Im Rahmen des täglichen Schaltens einer Anzeige. Www.artur-prezydent.pl, Www.artur-glowacki.pl. Pl www.groshandel.pl Smar SW - Walczmy o swoje prawa 'WALCZMY O SWOJE PRAWA' This feature is not available right now. Please try again later. 50+ videos Play all Mix - Smar Sw walczmy o swoje prawa YouTube; Smar Sw logika wladzy - Duration: 2:20. Michał Punk 12,087 views. 2:20. Smar Sw dla tych ktorzy zapomnieli - Duration: 1:44 ... Tytuł Odcinka: 🔴Jak się traktuje rodzicow walczących o swoje prawa... W tym programie zaczynamy dzień na żywo z kolejnymi refleksjami w czasie 'zarazy' możec... • Czy sojusz Razem z SLD i Wiosną był słuszny? • Robert Biedroń jako kandydat Lewicy • Po 200 tys. zł dla członków zarządu Razem • Margot - RigCz czy rak? Marek Kubala wzywa prezydenta do zaprzestania łamania prawa. Marek Kubala wzywa prezydenta do zaprzestania łamania prawa. Skip navigation ... Jak walczę o swoje życie - Tomasz Nadolski - 27.10 ...